A A+ A++

Lista wszystkiego co w jakimś stopniu w środku zawiera Commodore 64 – część trzecia.
Tym razem po przeglądzie głębokiej historii skok do czasów bardziej nowożytnych.

Link do częsci pierwszej: https://www.ppe.pl/blog/2100532/310724/wszystkie-twarze-commodore-64.html
Link do częsci drugiej: https://www.ppe.pl/blog/2100532/310780/wszystkie-twarze-commodore-64-cz-2.html

Minęło kilkadziesiąt lat, a sprzęt Commodore – i to w zasadzie jedynie ten z numerkiem 64 (z małym odchyłem dla THE VIC-20 i MiniPET) – co rusz zostaje wskrzeszony w nowej formie.

Sprawy oczywiście nie ułatwia bałagan z własnością praw do poszczególnych elementów składowych tej maszyny (podobnie zresztą z Amigą), będący pokłosiem konwulsyjnego zgonu firmy. W zależności od tego, do którego elementu udało się (bądź nie) uzyskać zgody licencyjne, tworzone są odpowiednio projekty bazujące na sentymencie potencjalnych klientów.

WebIT

Źródło: https://www.ebay.pl/

Wygląda jak laptop z urwanym ekranem, ale ten nadruk w lewym górnym rogu zakończony ® i dodatkowo prawilny klawisz Commodore Logo (dokładnie tam gdzie powinien się znajdować) nie pozostawia wątpliwości – któryś z dziedziców marki kasę przytulił.

Ale co nam to daje poza elementem marketingowym (dosyć silnie zresztą przy tym produkcie akcentowanym)?
Otóż jest to PeCet z AMDową mobilną wersją 486, 16MB RAMu i tyleż samo pamięci flash robiącej za twardy dysk, zawierający oprócz customizowanej wersji Windowsa 3.1 także pakiet biurowy Lotusa (który na tym etapie nie miał już szans z MS Office, stąd był sprzedawany jak się tylko da – ale dalej zawierał pełnoprawne aplikacje, w niektórych aspektach nawet lepsze od monopolisty) i wygladającą na upierdliwą w obsłudze nakładkę wizualną pozwalającą odpalać wszystkie dostępne opcje. W pakiecie był też rysik, do nie tak zwyczajnego na jaki wyglada touchpada.

Sprzęt był promowany jako all-in-one do podstawowej pracy biurowej i internetu – a dodatkowo dla rozrywki miał…

No właśnie C64 w postaci wbudowanego emulatora CCS64.
Z tego co znalazłem, to sporo recenzujących słabo ocenia ten element – jako wolny, niestabilny i mało kompatybilny. Zastanawiam się czy wynika to ze słabości platformy, czy wczesnej wersji emulatora, gdyż osobiście o CCSie mam raczej odmienną opinię – jest mało wymagający sprzętowo (ale fakt – nie odpalam go na 100MHz procku), radzi sobie z większością współczesnych dem i dla mnie osobiście ma największą zaletę w postaci spójności interfejsu, który nie wychodzi poza ekran C64, wszysktie opcje i menusy są generowane w trybie tekstowym C64. Stąd odpalenie go na dedykowanym sprzęcie na pewno dodaje klimatu.

C64X

Źródło: https://www.ebay.pl/

Właśnie dla szukających klimatu powstał C64X – jeżeli wzięliście sprzęt z obrazka za zwykłą mydelniczkę przyjrzyjcie się jeszcze raz.

Wiem, że sprawy nie ułatwia obcięcie prawej strony (no ale taką fotkę przygotował sprzedający), bo dałoby się szybko zauważyć PIĘĆ! klawiszy funkcyjnych – a tak to miało Atari 800 XL i podobnie jak w nim tu mają przypisane swoje własne funkcje.
Jak wyglada z innych kątów mozna zobaczyć tutaj: https://web.archive.org/web/20110714003638/http://www.commodoreusa.net/CUSA_C64.aspx

Tu też mamy logo (nawet z kolorowymi paseczkami) i klawisz C= ale tym razem już ustąpił on miejsca controlowi, lądując tam gdzie współcześnie mamy zwykle zupełnie inne logo…
Bo tak naprawdę to śmigający pod Linuksem standardowy PC na płycie Mini-ITX – z kompletem portów od niej z tyłu (oczywiście bez jakiegokolwiek Commodorowego), dodatkowo z napędęm optycznym z lewej i wielokarcianym adapterem z prawej.

Miałem obiekcje co do umieszczania go na liście – bo pomimo tych wszystkich oznak wizualnych coś mało da się dowiedzieć jak to C64 w nim działało.
Niby miał to robić Commodore OS (bedący tak naprawdę zmodyfikowaną dystrybucją Linuxa, obecnie już dawno porzucony zresztą) – ale z linka powyżej wynika, że nawet nie był dostępny na premierę urządzenia. Dla mnie to jednak znak, że w projekcie o sam wygląd pudełka chodziło – zostawiając resztę losowi, to znaczy ambitnemu środowisku Linuksowców. 🙂

TheC64

Źródło: https://retrogames.biz/products/thec64/

TheC64 Mini wpasował się w modę na minikonsolki, ale mnie (nie będącemu dodatkowo fanem chlebaka) poza sentymentem brakowało w nim podstawowej rzeczy – klawiatury, dlatego spokojnie czekałem na model Maxi.

Tym razem brakło kasy na odpowiednie logo, za to dostali ją ludzie trzymający prawa do softu. Stąd wygląd jest odpowiedni (możliwe, że prawa do wzorów projektowych też już wygasły), a na trzy dodatkowe literki w dwóch miejscach – można przymknąć oko.
Mozna też w opcjach wyłączyć startową karuzelę z zainstalowanymi grami i sprzęt (trochę co prawda dłużej niż oryginał) bedzie startował do niebieskiego ekranu Commodore 64. Co ciekawe może też startować do białego ekranu VIC-20 – tak jak też robi w moim egzemplarzu, ale o tym może kiedy indziej…

Jako ciekawostka – w trybie komputera można sobie poradzić z obsługą menusów korzystając z samej klawiatury – bez podłączonego kontrolera. Przycisk zasilania wywołuje menu, a nawigujemy klawiszami z środka klawiatury. Przydaje się to gdy joy nie podpięty, a potrzebujemy przykładowo zmienić dyskietkę…

No właśnie – zabrakło standardowych portów C64, kontrolery są na USB, podobnie jak podpinane nośniki danych z obrazami dyskietek.
Po wybraniu obrazu możemu jednak pracować z nim jak z włożoną do stacji dyskietką, czytać ją i tworzyć na niej pliki – działają z nią również polecenia BASICa.
Drobna zaleta – można z nimi dla kompatybilności pracować w trybie oddającym rzeczywiste osiągi, albo włączyć tryb szybki. Wtedy, o ile dostęp do danych czytanych po bajcie (jak w plikach sekwencyjnych) ogranicza szybkość emulowanego sprzętu (bo po stronie programu wszystko pracuje po staremu), tak wczytywanie bloków danych (jakimi są przykładowo całe programy) dostało rakietowe wrotki.

Widziałem ludzi narzekających po co takie coś powstaje – pozwolę sobie specjalnie dla nich zacytować Nadszyszkownika Kilkujadka 🙂

Skoro istniejemy i mimo wszystko trwamy, to znaczy że jesteśmy potrzebni. Przecież jest w nas wiele niewykożystanej mocy.

Za stosunkowo nieduże pieniądze można nabyć nowy sprzęt, bezproblemowo podłączany do posiadanego współczesnego generatora obrazu, z możliwością karmienia go z internetu – nie bezpośrednio, bo paszę trzeba własnoręcznie przygotować, ale to kurde ma być retro!
Ja sobie chwalę – choć bardziej sam na nim dłubę niż gram.

Żeby nie było za słodko na koniec łyżeczka dziegciu – sprzęt sporadycznie potrafi się zamyślić, a osobiście najbardziej irytuje mnie skopany Nebulus – wersja zaciągnięta z neta chodzi na nim o wiele płynniej niż ta z pakietu firmowego.

Mega 65

Źródło: https://mega65.org/

Dlaczego na obrazku powyżej nie widnieje seryjna wersja Mega 65 tylko egzemplarz deweloperski? Dwa powody:

Po pierwsze: między seryjnym a C65 jest taka sama różnica w wyglądzie jak między TheC64 a oryginalną mydelniczką. Jak widać z loga Commodore została sama chorągiewka robiąca tu za M i nieco została przeorganizowana tylna sciana złącz (twórcy C65 HDMI jeszcze nie znali).

Po drugie: w założeniu na liście miały być sprzęty dostępne… Dwie partie produkcji seryjnej rozsprzedały się błyskawicznie po tym jak zostały uruchomione zamówienia. Więcej szczęscia miałbym chcąc kupić Spectrum Next – tam udało mi się wstrzelić w moment gdy druga seria miała zamawianie jeszcze na zielono…
Zamiast tego przez Ebaja przeleciał jeden ze stu takich jak na obrazku – przygotowanych przed premierą, z obudową ułatwiającą obserwację “czy dym pozostaje wewnątrz układów” i tego udało mi się upolować.

W założeniach miała to być reinkarnacja C65 jedynie z drobiazgami dopasowanymi do czasów współczesnych – stąd też olano klasyczne złącze monitora, za to można wybierać między HDMI a standardowym VGA (bez wymogu specjalnego monitora łapiącego sygnał 15kHz jak w zwykłych Amigach) – w tym drugim wypadku są też dostępne chinche stereo dla dźwięku.

Już C65 miał mieć stereo po SIDzie na kanał, a tu są cztery – po dwa na kanał. Pamiętacie jak gry pytały w opcjach czy chcemy muzyke czy efekty?
Tu nawet w BASICu na obu kanałach domyślnie jeden jest przypisany do instrukcji grającej nuty, a drugi do komendy generującej dźwięki według zadanych paramertów.

Układ graficzny również rozbudowywuje to co było planowane dla C65. Portowanie grafiki z Amigi nie powinno stanowić żadnego problemu. Testowałem na razie grając na nim w Another World, ale na karcie z którą go nabyłem sporo było również innych tytułów Amigowych. Czy wszystkie są skonwertowane na natywne, czy wymagają odpalenia rdzenia Amigowego – tego nie wiem.
Ale to jest odpowiedni moment by tylko wspomnieć, że ponieważ cały sprzęt stoi na FPGA to może tak naprawdę zamienić się też w inne komputery. Twórcy się tym chwalą, ja olewam – nie po to chcę sprzęt fizycznie coś oddający, by mu bebechy zmieniać na coś innego.

Procesor dostał też trzeci bieg – poza znanymi z C65 trybami 1MHz i 3,5MHz może pracować na 40MHz. I w tym momencie GEOS dostaje kosmicznego kopa mogąc pokazać czym naprawdę jest, przestając dzięki temu się wlec obładowany jak autobus we Wszystkich Świętych.

Podobnie jak było z C128 usprawnienia dostępne są też w trybie C64. Ba, sami twórcy polecają programowanie nowych ficzurów z trybu C64 – widocznie ten uważają za najstabilniejszy – i raczej nie będzie ulegał on zmianie. Bo tu dochodzimy do minusa systemu którym dla mnie akurat jest “aktualizowalność”.

Fajnie, że można poprawiać błedy wykryte za późno – ale duże środowisko ludzi zangażowane w projekt ciągle rozwijany to też brak pewności stabilności systemu. Poza poprawkami rodzi się pokusa na “usprawnienia” i nie zawsze one w 100% wychodzą.
Niektóre z programów demo nie działają – bo najwyraźniej zmieniła się w międzyczasie obsługa zegara z poziomu BASICa. Nawet głupi slide show (za to ładujący obrazki 640×480 w 256 kolorach) nie startuje, bo zliczał sobie czas ile zajmuje ładowanie obrazków dla różnych ustawień. Poprawienie żeby zadziałało to nie problem – gorzej jeżeli nie chcemy przy tym stracić żadnej funkcjonalności.

Tak czy siak – to najnowsza wersja C64, zaimplementowana i odpalana tak jak w C128. Możemy podpiąć klasyczne joye z wtyczką standardu Atari. Możemy też podpiąć stare stacje by odpalać soft bezpośrednio z Commodorowych dyskietek.

Szkoda tylko, że sprzęt jest tak trudno dostępny.

Dla tych którzy nie wiedzą kim był ten wielki człowkiek zapalający techniczne iskry w umysłach młodych za czasów PRL zdanie wyjaśnienia.
To taki wcześniejszy McGyver (w sumie pewnie teraz przez młodych też już pamiętany raczej z memicznych tekstów), który ze sklejki, drutu i pasty do butów potrafi zrobić karabin – sami zobaczcie jak nie wierzycie:
https://www.youtube.com/watch?v=N1hjpZhKNzE.
Co prawda nie strzelający naprawdę ale dający zabawę i uczący jak działają techniczne mechanizmy – w prawdziwie “misyjnym” programie telewizji edukacyjnej.

A dlaczego go przywołuję?

Źródło: https://www.ebay.pl/

Bo w zasadzie żeby pograć na C64 współcześnie wystarczy dowolny PC z emulatorem. Ale można oczywiście próbować ambitniej coś dedykowanego postawić bazując na Malince albo jakiejkolwiek innej dostępnej platformie.

Można skromniej. Przykładowo pokusić się o własną obudowę – plexi, drewno, stal, klocki (https://www.youtube.com/watch?v=1Fb0Kn2bVtM).
Albo przynajmniej odżółcenie (magiczny eliksir zwiący się perhydrol ponoć czyni cuda) lub też fantazyjne pokolorowanie starej (zrób Batkomputer jadąc wszystko czarnym szprajem!).

Można też zakupić gotowe elementy wykonane współcześnie – nowe obudowy i płyty główne są dostępne. Potem do nich poprzekładać te kilka dedykowanych scalaków oryginalnych albo zamienników (SwinSID przykładowo) – i cieszyć się odświeżonym sprzętem.

Moja propozycja dla nieco mniej wymagających – zanim ktoś ambitnie spróbuje szarpnąć się na takie cacko jakie zmajstrował pan Ben Heckendorn przeszczepiając oryginalne komponenty: https://www.benheck.com/commodore-64-original-hardware-laptop/.
Albo takie jak zaprezentowano tutaj: https://ausretrogamer.com/droolworthy-exotic-commodore-64-creations/ .

Proponuję skromniejszego Executive 64 dwudziestego pierwszego wieku (czyli oszukany wzgledem oryginału, ale za to zdecydowanie bardziej przenośny i z nieporównywalnie lepszym dziewięciocalowym ekranem) jakiego dla siebie też przygotowałem:

Źródło: materiał własny

Jest to wersja dla leniwych – bierzemy netbooka, instalujemy CCS64 (http://www.ccs64.com/) albo jak mocniejszy to VICE (https://vice-emu.sourceforge.io/), możemy nawet spróbować dodać emulator do autostartowania by komputer od razu budził się jako nowa (stara) maszyna, i gotowe…

…potem poświęcamy nieco czasu na naukę obsługi i wygodniejszą konfigurację emulatora…

…a jeszcze więcej na przyzwyczajenie się do mapowania klawiatury…

Dla tych którzy wytrwali do końca, a mają EEE PC i pokuszą się wypróbowania powyższego przepisu – gotowa ściąga:

Źródło: materiał własny

Dziękuję za poświęcenie uwagi kompletnemu wpisowi.
Jeżeli masz ochotę to daj znać w ankiecie, który sprzęt z powyższego przeglądu uważasz za najbardziej egzotyczny.

Pozdrawiam i do ponownego przeczytania!

Który z wymienionych na liście sprzętów najbardziej cię zaskoczył?

Commodore MAX

4%

Educator 64

4%

Australian C64

4%

Drean 64C

4%

EDS Commodore C64

4%

Command Center

4%

Mega 65

4%

EEE PC C64

4%

Pokaż wyniki
Głosów: 4

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułProf. Jabłoński: Tusk walcząc z filmem TVP popełnił błąd
Następny artykułUwaga kierowcy! Ogromna ilość kontroli w Warszawie i okolicach!