A A+ A++

Od dłuższego czasu w mediach społecznościowych pojawiają się plotki, głoszące że Kary Mullis, twórca testów PCR, stwierdził, że te nie nadają się do diagnostyki wirusów. Część takich informacji bazuje na cytacie fałszywie przypisywanym Mullisowi, którego autorem w rzeczywistości jest John Lauritsen. Cytat został wyrwany z kontekstu, co dokładniej opisał Reuters. Sprawę wyjaśniały również polskie portale takie jak Konkret24 czy Demagog. W innej wersji Mullis miał rzekomo twierdzić, że jego test nie jest w stanie wykryć wirusa SARS-CoV-2, jednak nie ma to żadnego pokrycia w faktach, gdyż w momencie wybuchu pandemii Mullis nie żył już od kilku miesięcy.

Wiele spiskowych portali powołuje się jednak na zupełnie inne źródło – nagranie z panelu dyskusyjnego o testach PCR z 1993 roku, w którym Mullis odpowiada na pytania publiczności.

Teza:

Kary Mullis, twórca testu PCR, przyznał w popularnym nagraniu, że takie testy z różnych powodów nie nadają się do diagnostyki wirusów.

Nasza ocena:

Źródło: YouTube / Eduardo Corrochio

Analiza tego materiału była trudna ze względu na sposób wypowiedzi Mullisa. Odpowiadając na pytania publiczności, twórca testu PCR często głośno się zastanawia, używa skrótów myślowych nieczytelnych w transkrypcji oraz stara się upraszczać skomplikowane pojęcia i zagadnienia tak, by stały się zrozumiałe dla widzów.

Teoretycy spiskowi użyli kilku, wyrwanych z kontekstu fragmentów jego wypowiedzi, by podważyć skuteczność testów PCR w diagnostyce SARS-CoV-2.

Używając testu PCR można wykryć „cokolwiek u kogokolwiek”

Pierwszą sprawą, którą poruszył Mullis odpowiadając na pytanie z widowni była kwestia niewłaściwego użycia testów PCR. Słynny biochemik stwierdził (w materiale od 0:15):

Nie sądzę, że można niewłaściwie użyć PCR. To wyniki i ich interpretacja [stanowi wyzwanie, przyp. Fakenews.pl]. Widzisz, jeśli możesz powiedzieć… czy w ogóle znaleźli u ciebie tego wirusa. A z PCR, jeśli zrobisz to dobrze, możesz znaleźć prawie wszystko u każdego.

Według części internautów ostatnie zdanie jest dowodem na to, że każdy wynik testów PCR jest fałszywie pozytywny i ma to związek z tzw. plandemią, czyli przekonaniem niektórych osób, że pandemia SARS-CoV-2 nie istnieje, lub jest owocem transnarodowego spisku. Należy jednak przytoczyć dalszą wypowiedź Mullisa.

To sprawia, że zaczynasz wierzyć w buddyjską koncepcję, że wszystko zawiera się w sobie nawzajem. Racja. Chodzi mi o to, że jeśli możesz amplifikować jedną cząsteczkę do dwóch, które wciąż możesz zmierzyć, co może zrobić PCR, to jest bardzo niewiele cząsteczek, których nie masz, przynajmniej jednej, w swoim ciele. OK, więc to właśnie może być uznane za niewłaściwe użycie.

W całej wypowiedzi Mullis odnosił się jednakże przede wszystkim do wirusa HIV, twierdząc, że niejako „przy okazji” można znaleźć w próbkach wiele innych wirusów.

Jak wyjaśniła portalowi OKO.press dr hab. Katarzyna Pancer, szefowa laboratorium w Państwowym Zakładzie Higieny:

Wyobraźmy sobie, że wirus to jest takie jajko z niespodzianką. Usunęliśmy już czekoladę i dobieramy się do samej zabawki niespodzianki – czyli izolujemy RNA. Następnie składamy zabawkę niespodziankę, czyli nastawiamy reakcję PCR. Powiedzmy, że szukamy np. supermena. Reakcja PCR pokazuje, czy w zabawce są fragmenty, których szukamy, fragmenty supermena.

W testach RT-PCR wykorzystywana jest reakcja łańcuchowej polimerazy z odwrotną transkrypcją, która przekształca RNA wirusa w mierzalne DNA. Następnie dokonuje się tzw. amplifikacji materiału genetycznego w określonej ilości cykli. Generalna zasada, o której wspomina Mullis jest prosta: im więcej cykli amplifikacji, tym można „dokopać się głębiej” w materiale genetycznym.

Tym sposobem można dotrzeć do śladowych ilości materiału genetycznego np. innych wirusów, które nie mają żadnego znaczenia dla wyniku, a w tak małej ilości nie stanowią żadnego zagrożenia dla pacjenta. By wyobrazić sobie, na czym polega ta metoda, warto posłużyć się przykładem.

Wyobraźmy sobie, że próbujemy na podstawie map Google stwierdzić, czy we Wrocławiu mamy w danej chwili godziny szczytu i czy możemy spodziewać się korków. W tym celu musimy przybliżyć mapę na Wrocław, skala Polski jest zbyt ogólna. Tak właśnie działa odpowiednia ilość cykli amplifikacji, musi być ich wystarczająco dużo, by wyodrębnić interesujący nas materiał.

Jednak jeśli przybliżymy za bardzo i skupimy się np. na jednej ulicy, możemy otrzymać fałszywy wynik. Jeśli jest na niej akurat korek – wynik będzie fałszywie dodatni, jeśli nie – ujemny. A przecież sytuacja na jednej ulicy nie świadczy o tym, czy mamy korki w całym mieście.

Tak samo zbyt duża ilość cykli amplifikacji będzie skutkować zbyt wysoką czułością testu i błędnym wynikiem. Dlatego Mullis stwierdził, że dzięki PCR możemy wykryć cokolwiek. Przybliżając jeszcze bardziej możemy obejrzeć jeden konkretny dom, a wciąż interesuje nas przecież cały Wrocław.

W przypadku techniki RT-PCR i SARS-CoV-2 zwykle stosuje się ok. 40 cykli amplifikacji, laboratorium musi być bardzo uważne podczas całej procedury. Materiał do badania należy również pobrać w odpowiednim czasie i w prawidłowy sposób, by zminimalizować ryzyko błędu.

Słowa Mullisa, że dzięki PCR można wykryć śladowe ilości różnych wirusów są prawdziwe, jednak w żaden sposób nie podważają sensowności wykorzystania testów w diagnostyce SARS-CoV-2.

Test PCR nie określa, czy ktoś jest chory czy nie

Kolejnym niewłaściwie wykorzystanym cytatem z tego samego filmu są słowa Mullisa, które padają pod koniec nagrania (wypowiedź od 2:39):

[Test PCR, przyp. Fakenews.pl] Nie mówi ci, że jesteś chory i nie mówi ci, że to, co złapałeś, naprawdę cię skrzywdzi, ani nic takiego. To nie tak.

To zdanie jest całkowicie prawdziwe, jednak zostało niewłaściwie zinterpretowane. W omawianym przypadku testy PCR stwierdzają jedynie, czy w wymazie z nosogardła pacjenta znajduje się wirus SARS-CoV-2.

Nie każda osoba z pozytywnym wynikiem testu PCR zachoruje na COVID-19. Część nie zachoruje wcale, część przejdzie chorobę bezobjawowo lub lekko, część ciężko, a niektórzy mogą umrzeć. Jednak niemal wszystkie te osoby są w stanie zarażać innych, jeśli tylko przenoszą materiał genetyczny wirusa. Dlatego właśnie wykorzystuje się technikę RT-PCR do określania, czy należy izolować konkretnych pacjentów, czy nie.

Pozytywny wynik testu PCR nie jest w stanie przepowiedzieć przyszłości, wskazuje jedynie, iż u danej osoby znaleziono uznawaną za niebezpieczną ilość materiału genetycznego koronawirusa. W celu opanowania epidemii takie osoby muszą poddać się samoizolacji do czasu, gdy stanie się pewne, że nie zachorują, lub też nie przejdą choroby.

Podsumowanie

Będące jednymi z fałszywych dowodów na rzekomą nieskuteczność testów PCR wypowiedzi Mullisa zostały przekręcone i niewłaściwie zinterpretowane. Słynny noblista nigdy nie twierdził, że jego test nie nadaje się do diagnostyki wirusów. Testy PCR są jedynie narzędziem, obecnie najlepszym jakim dysponujemy. By maksymalizować ich skuteczność, należy testować we właściwy sposób, w odpowiednim momencie i przeprowadzać zgodną z wytycznymi diagnostykę laboratoryjną.

Źródła

Kary Mullis, wywiad: https://www.youtube.com/watch?v=ZmZft4fXhQQ

The Journal: https://www.thejournal.ie/kary-mullis-pcr-testing-factcheck-debunk-hse-5271830-Nov2020/

OKO.press: https://oko.press/testy-pcr-to-sciema/

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułSzczepienia przeciw COVID-19. Punkty szczepień pilnują, by nie marnować dawek i dzwonią do pacjentów
Następny artykułPowrót do podawania ręki? Naukowcy o konsekwencjach braku kontaktów fizycznych