A A+ A++
fot. zenit-kazan.com

 – Granie w lidze rosyjskiej jest bardzo trudne – zespoły lubią siatkówkę siłową, na którą trzeba być przygotowanym. We Włoszech stawia się bardziej na technikę i taktykę, ale tutaj decydującym czynnikiem w grze jest siła. W tej lidze nie ma miejsca dla słabeuszy. Zawodnik musi być silny zarówno fizycznie jak i psychicznie. W Rosji przemieszczanie się z meczu na mecz nie jest łatwe, latanie samolotami też nie jest proste, czas regeneracji nie jest tak długi jak w innych ligach – mówi Bartosz Bednorz, przyjmujący Zenita Kazań.


Grałeś z Ivanem Zajcewem w Modenie, a w sobotę zagrasz przeciwko niemu, on gra w Kuzbassie. Czy Ivan jest jest bardziej włoski czy rosyjski?

Bartosz Bednorz:50 do 50. Chociaż nie znam tak dobrze Rosjan i trudno mi powiedzieć. W rzeczywistości nie ma znaczenia, czy jest Rosjaninem czy Włochem. Ivan to bardzo fajny facet, zostaliśmy przyjaciółmi i dużo rozmawialiśmy we Włoszech. To jest najważniejsze. Nie mogę się doczekać naszej gry i naprawdę chcę go pokonać. Rozmawialiśmy przed meczem i uprzedziłem Ivana, żeby dobrze się przygotował.

Z Zenitem zdobyłeś już swoje pierwsze trofeum – Superpuchar Rosji.

– I to jest niesamowite, kiedy zaczynasz grę w nowej drużynie od takiego sukcesu. Byłem bardzo zadowolony z naszego zwycięstwa. Zawiesiłem nawet medal w widocznym miejscu w wynajmowanym mieszkaniu, mogę na niego patrzeć i mogę i cieszyć się nim. Jestem dumny, że Zenit zdobył Superpuchar.

Po meczu Aleksander Butko powiedział, że to był  „mecz na śmierć i życie”, w którym Zenit nie ma miejsca na błędy. Czułeś presję?

– Wielu zawodników z Zenita już kilka razy zdobyło Superpuchar, a dla mnie był to pierwszy taki mecz.Czułem tę presję, bo zarówno w Rosji, jak i w Polsce fani czekali, jak zagram. Czy dobrze jest grać i odnosić sukcesy w takim klubie klubie jak Zenit? Lubię grać pod presją. Wiedziałem, w jakim klubie będę grał podpisując kontrakt. Przed meczem byłem maksymalnie skoncentrowany i nie mogłem się doczekać pierwszego meczu.

Zdobyłeś 8 punktów bezpośrednio z zagrywki w meczu Lokomotiem. Czy to twój najlepzy wynik?

– W jednym meczu dla Modeny zdobyłem w tym elemencie 9 punktów, że graliśmy wówczas z drużyną z Mediolanu i wówczas zagrywka była moją mocną stroną. Wszystko zaczyna się od pracy na treningu. Poświęcam dużo czasu na zagrywkę i to daje dobre efekty w meczu. Samymi asami serwisowymi nie można wygrać meczu, cieszę się że mogę pomóc drużynie zdobyć ważne punkty moją zagrywką. Ogólnie rzecz biorąc, zwycięstwo drużyny jest ważniejsze niż liczba punktów zdobytych przez gracza.

Maciej Muzaj powiedział, że rosyjska liga czyni mężczyzn z siatkarzy. Czy zgadzasz się z tą opinią?

– Granie w lidze rosyjskiej jest bardzo trudne – zespoły lubią siatkówkę siłową, na którą trzeba być przygotowanym. We Włoszech stawia się bardziej na technikę i taktykę, ale tutaj decydującym czynnikiem w grze jest siła. W tej lidze nie ma miejsca dla słabeuszy. Zawodnik musi być silny zarówno fizycznie jak i psychicznie. W Rosji przemieszczanie się z meczu na mecz nie jest łatwe, latanie samolotami też nie jest proste, czas regeneracji nie jest tak długi jak w innych ligach. Nie należy zapomnieć o warunkach pogodowych. Zimą rano idziesz na trening – na zewnątrz jest ciemno. Wracasz do domu po treningu – na zewnątrz jest ciemno. A słońce dodaje energii i pozytywnych emocji, a jeśli go nie ma, trzeba szukać tych emocji z innego źródła, co nie jest takie proste. Myślę, że dlatego takich słów użył Maciej Muzaj.

Czy ciężko jest ci grać w rosyjskiej siatkówce?

– Grałem we Włoszech i jest tam też wielu silnych zawodników. Na przykład Leon, Juantorena i Leal. Są inni gracze z silną zagrywką, więc należy być przygotowanym na wszystko, gdy się z nimi mierzysz, to dla mnie nic nowego. Nie musisz starać się  przyjąć piłki idealnie po mocnym serwisie. To prawie nierealne, gdy piłka leci z prędkością 120 km na godzinę. Piłkę należy podbić do góry, wówczas nasi atakujący mogą zdobyć punkt nawet po takim przyjęciu.

Leon niedawno powiedział, że chciałby pobić rekord w prędkości zagrywki. Jaki jest twój rekord?

– Wydaje się, że to 129 km na godzinę, ale mogę się mylić. Szczerze mówiąc, nie jest to dla mnie ważne, najważniejsze to zdobyć punkt bezpośrednio z zagrywki

Władimir Alekno powiedział niedawno, że uważa się za trenera starej szkoły, dla którego dyscyplina jest najważniejsza. Czy spotkałeś ludzi takich jak on w Europie?

– Alekno wiele zrobił dla rosyjskiej siatkówki i jest szanowany na całym świecie. W rzeczywistości jest bardzo dobrym trenerem. Wie, kiedy jest czas na żarty i uśmiechy, a kiedy trzeba poważnie popracować i prosi graczy, aby to zrozumieli. On jest taki wymagający, bo po prostu chce mieć wszystko dobrze ułożone. Zenit Kazań jest drużyną, która zawsze musi wygrywać, jest to drużyna w której wielu marzy o grze. Podoba mi się jego dokładność, on pozwala mi się rozwijać  jako zawodnikowi i jako osobie, tego chcę. Bardziej podoba mi się ten ostry styl niż ten, w którym trener spokojnie cię obserwuje. Wiedziałem, czego się spodziewać po pracy z Alekno i nie mogłem się doczekać..

Czy dobrze rozumiesz słowa Alekno na treningu i podczas gry?

– Rozumiem znaczenie tego, co zostało powiedziane, ale nie wszystkie słowa. Spędziłem dwa miesiące w Rosji i poprawiłem swój rosyjski. Nie mówię dużo, ale we Włoszech również słuchałem i uczyłem się więcej w pierwszym sezonie, a potem mogłem normalnie się komunikować. Podczas treningów Alekno najpierw mówi po rosyjsku, a następnie może mi to wyjaśnić po włosku, jeśli to konieczne. Często już rozumiem, czego trener oczekuje. Nie potrzebuję tłumaczenia podczas przerw w meczu. Kiedy trener naciska przycisk, z grubsza rozumiesz, na co zwróci uwagę. Nie jesteśmy w szkole, jeśli po prostu przegapiłeś piłkę lub słabo zaatakowałeś, trener na pewno powie o tym, a nie o czymś innym.

Jak wygląda u ciebie język rosyjski? Uczyłeś się go w szkole?

– Nie, dopiero zacząłem uczyć się go w Rosji, stopniowo go poprawiam. Nauczyłem się kilku prostych słów, dużo rozumiem. Mimo to nasze języki są podobne. Na przykład „dzień dobry” to po rosyjsku „dobryj dien” . Nie jest to trudne do zrozumienia.
Co myślisz o fakcie, że twoje imię i nazwisko na koszulce jest napisane z błędem?

– Zgadza się, moje nazwisko wymawia się jako „Bednoż”, a nie (z języka rosyjskiego Беднорж – Bednorź – przyp. red.) ale tak było we wszystkich oficjalnych dokumentach po moim przyjeździe do Rosji, więc znalazło się we wniosku na sezon. To nie ma dla mnie znaczenia. Mogę grać po prostu numerem na odwrocie lub słowem Bendżi – tak nazywają mnie moi partnerzy.

Z kim najczęściej komunikujesz się w Zenicie?

– Może z Earwinem N’gapethem. Spędzamy razem dużo czasu, bo do tej pory jesteśmy bez naszych rodzin i dziewczyn. Komunikuję się również dobrze ze wszystkimi innymi chłopakami w zespole.

Po przylocie do Kazania powiedziałeś, że marzyłeś o grze w Zenicie.

– Kiedy miałem 13-14 lat, marzyłem o graniu w PGE  Skrze Bełchatów. Skra grała w Lidze Mistrzów, a w jej składzie było wielu siatkarzy, co bardzo mi się spodobało. Kiedy dopiero zaczynałem grać w lidze polskiej, postawiłem sobie za zadanie zagrać w Skrze w przeciągu kilku lat. Potem oglądałem mecze drużyny z Kazania  z Leonem i Andersonem i marzyłem, że kiedyś będę w jej składzie. Myślę, że taki jest cel wielu młodych siatkarzy. To drużyna, która wygrała wszystko, jest tutaj zupełnie inny poziom, inne wymagania, inni zawodnicy,  oraz bardzo dobre warunki. Kiedy otrzymałem telefon od Zenita, na początku trudno było w to uwierzyć. Wyobraź sobie, ilu graczy marzy o grze w Kazaniu, a w drużynie są tylko dwa miejsca dla obcokrajowców. Od razu się zgodziłem, bo chciałem się sprawdzić.

W Rosji gracze rzadko wyjeżdżają za granicę, a ty w wieku 26 lat grałeś w Polsce, Włoszech i Rosji.

– Moim celem nie było grać w wielu ligach, chcę odnosić sukcesy i chcę wygrać. Ze Skrą zdobyłem mistrzostwo Polski, miałem dwa dobre sezony w Modenie i niewiele nam zabrakło aby zagrać w finale mistrzostw Włoch. W następnym sezonie z powodu pandemii rozgrywki nie zostały zakończone. Teraz chcę zdobyć mistrzostwo Rosji  z Zenitem i myślę tylko o tym zespole.

Polscy dziennikarze śledzą każdy twój krok. Nie masz dość takiej uwagi?

– Rozumiałem, co robię podpisując kontrakt z Zenitem. To kolejna część mojej pracy. Nauczyłem się dzielić życie na to, które widzą media i takie, które pozostaje zamknięte przed wzrokiem ciekawskich. Właściwie taka sytuacja daje mi motywację do pracy i zadowolenie z tego, co już zostało osiągnięte. Fajnie, gdy wiele innych osób świętuje ze mną sukces po zwycięstwach. Czuję wsparcie ze strony Polski i kocham moich fanów. Mam rodzinę i dziewczynę, wsparcie kibiców i fanów bardzo mi pomaga.

Czy często piszą o tobie kłamstwa?

Czasami dziennikarze nadmuchują słonia z muchy. Na przykład podczas pandemii stanąłem w kolejce w centrum handlowym we Włoszech, zamieściłem zdjęcie na Instagramie i napisałem, że muszę długo czekać. Ogólnie nic specjalnego. Zdjęcie zostało obejrzane przez dziennikarzy, a w polskich mediach pojawiły się materiały, że zostałem zatrzymany. Głośny nagłówek, moje zdjęcie i tyle – artykuł w internecie, na który klikano. Generalnie nie powiem, że napisali o mnie coś zupełnie złego. Staram się zachowywać tak, aby nie było ku temu powodów.

Opowiedz nam o swoim dzieciństwie. W jakiej rodzinie mieszkałeś?

–  Zdecydowanie nie jestem z domu bogatego, ale też nie biednego. Tak, nie miałem nowego Lego, nowych tenisówek Nike i tak dalej, ale miałem normalne dzieciństwo. Cieszę się, że teraz mogę pomóc mojej rodzinie i dać im trochę więcej.

Czy trenowałeś siatkówkę na prośbę rodziców?

– Byłem bardzo wysoki. Jako dziecko grałem w piłkę nożną i koszykówkę, biegałem, potem zainteresowałem się siatkówką i wszystko mi się udało. Moja szkoła wygrywała różne turnieje, a ja często byłem najlepszym graczem. Pomyślałem, dlaczego nie… Moi rodzice nie musieli mnie zmuszać do gry w siatkówkę, bo ja sam uwielbiałem to robić. Jestem bardzo wdzięczny mamie, która zabierała mnie na turnieje, bardzo mi pomagała i była zawsze ze mną.

Kto był twoim idolem w młodości?

– Bartosz Kurek, potem trafiliśmy do tej samej drużyny i zostaliśmy przyjaciółmi. To było trochę zabawne, gdy powiedziałem dziennikarzom, że jestem fanem Bartosza, a jednocześnie graliśmy razem. Bardzo polubiłem też Matta Andersona i tak się złożyło, że wylądowaliśmy w Modenie, a nawet dzieliliśmy pokój w jednym sezonie. Nadal jesteśmy przyjaciółmi i komunikujemy się. Bardzo podoba mi się styl Matta, jest bardzo silnym graczem.

Czy Matt opowiedział ci kilka historii o Rosji, czy możesz opowiedzieć jedną z nich?

– Powiedzmy, że przygotował mnie psychicznie na wyjazd do Rosji. Żartował: „Będąc we Włoszech pożegnaj się ze słońcem. Zimą w Rosji będzie ciemno. Pamiętaj, aby zasubskrybować kanał Netflix, ponieważ będą długie loty. Zostaw wszystkie swoje markowe buty i ładne ubrania we Włoszech. Lepiej kup sobie ciepłe buty i ładną grubą kurtkę, bo będzie bardzo zimno ”.

Zenit liczy na to, że powtórzysz drogę Matta i zostaniesz jednym z liderów klubu.

– To dla mnie wielki zaszczyt. Matt to świetny gracz, wspaniały człowiek. Jeden z najlepszych graczy na świecie i jeśli ludzie porównują mnie do niego, to po prostu super.

Co sądzisz o przełożeniu igrzysk olimpijskich na 2021 rok? Czy uważasz, że są większe szanse na ich rozegranie w przyszłym roku?

– W moim życiu wszystko, co się dzieje, ma swój powód. Tak się złożyło, że igrzyska zostały przełożone i trzeba się z tym pogodzić. Oznacza to, że mam jeszcze rok, aby pokazać trenerowi, że jestem wystarczająco dobry, by grać w reprezentacji Polski.

Trener reprezentacji Polski Vital Heynen nazywany jest świetnym psychologiem. Czy znalazłeś z nim wspólny język?

– Dużo mówią o naszych relacjach w Polsce, ale tak naprawdę dobrze się komunikujemy i jesteśmy w kontakcie. Jestem przekonany, że jest świetnym trenerem, o czym świadczą jego wyniki w reprezentacji Polski.

W Polsce jest całe pokolenie fajnych siatkarzy. W czym tkwi sekret?

– Ciężko powiedzieć, ale mamy silnych zawodników na każdej pozycji. Należy się tym cieszyć. Może gdzieś nam się poszczęściło albo w Polsce są po prostu mocne szkoły.

Przez całą swoją karierę nie mieszkałeś ani nie grałeś w tak dużych miastach jak Kazań. Jesteś już przyzwyczajony do metropolii?

– Miasto jest wspaniałe, bardzo piękne. Zwykle obcokrajowcy przybywają do Rosji pod koniec października lub na początku listopada, ale z powodu pandemii wylądowałem w Kazaniu dwa miesiące temu i było wówczas bardzo ciepło i słonecznie, świetnie, że tu gram. Przed wyjazdem powiedziano mi, że w Rosji będzie bardzo ciemno i może tak się stanie, przez te  dwa miesiące naładowałem się pozytywną energią na całą zimę.

Czy kiedykolwiek chciałeś mieszkać w dużym mieście?

– Tak rozwijała się moja kariera. Wybieram drużyny nie według tego, gdzie będę mieszkać, ale według innych kryteriów. Ważniejsze jest dla mnie, jakie zadania stawia, kto ją szkoli, czego mogę się nauczyć. Kiedy jestem w dobrym zespole, wszystko inne nie interesuje mnie tak bardzo.

Co z korkami? Czy już się do nich przyzwyczaiłeś?

– Zwykle mieszkałem w pobliżu siłowni – w Modenie było 5 minut do hali. W Kazaniu podróż trwa trochę dłużej, ale to nie jest problem. Czasami zajmuje to 8 minut, czasami – 25. To zresztą jak dla mnie rekord. Jeden lub dwa wypadki – i można stracić dużo czasu.

Poza boiskiem jesteś bardzo spokojną i rozsądną osobą. Czy łatwo jest cię zdenerwować podczas grania?

– Oczywiście na  boisku i poza nim jestem zupełnie inną osobą. Szanuję rywali tak długo, jak długo widzę w nich szacunek, a jeśli ktoś zaczyna się zachowywać nieprzyzwoicie, denerwuję się, daje mi więcej energii. Lepiej mnie nie denerwować.

Były reprezentant Polski Łukasz Kadziewicz powiedział kiedyś, że był zaskoczony twoimi postępami i uważa, że twój pułap  możliwości  jest znacznie niższy.

– Tak o mnie mówił, bo nie wierzył, że mogę coś osiągnąć, a dla niego moje sukcesy były niespodzianką. Spotkaliśmy się z Łukaszem na jednym z pokazów siatkówki w Polsce, gdzie byłem gościem, a Łukasz powiedział, że się pomylił. Pogratulował mi dobrej gry, powiedział, że się pomylił, kiedy we mnie wątpił i życzył mi szczęścia. Bardzo mi się to ucieszyło, nie obraziły mnie jego wcześniejsze słowa, bo każdy ma prawo do wolnego zdania. Jeśli siatkarz taki jak Kadziewicz zmienił zdanie co do mnie, to oznacza, że wykonałem dobrą robotę.

źródło: opr. własne, sport.business-gazeta.ru

nadesłał: Robert Sarna

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułPS5. Sony będzie kontrolowało dynamicznie prędkość wentylatora
Następny artykułCzerwona strefa: Sądeczanie znowu mierzą się z restrykcyjnymi obostrzeniami