A A+ A++

Władze ZAIKS-u (Związek Autorów i Kompozytorów Scenicznych) są dość mocno rozrośnięte. Wiadomo. To nie jest zwykłe stowarzyszenie przyjaciół Tczewa… Zarząd liczy 21 osób (15 z nich to rada stowarzyszenia). Kogo tam mamy? Np. brata obecnego ministra kultury czy wieloletniego ministra kultury z czasów PRL. A więc mówiąc kolokwialnie, jest grubo. Zresztą, PRL to były dobre czasy dla ZAIKSu i te dobre czasy nigdy się nie skończyły. Kiedy w 1971 r. szefem zarządu został Karol Małcużyński (członek zarządu Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej i dziennikarz „Trybuny Ludu”) tenże powiedział: „prezes ZAiKS-u to trochę więcej niż minister kultury”. Coś w tym jest. ZAiKS zatrudnia prawie 500 osób (nieco więcej niż całe ministerstwo kultury), na wynagrodzenie których wydaje prawie 60 mln zł rocznie. ***** biedę! – zdawałoby się głosi jakieś niewidoczne motto ZAIKS-owych bossów.

ZAIKS nie może zarabiać pieniędzy w sensie dosłownym. Jest stworzony do celów wyższych. Skąd więc to całe bogactwo? ZAIKS inkasuje pieniądze w ramach zarządzania prawami autorskimi twórców (jest tzw. OZZ, czyli organizacją zbiorowego zarządzania). W ten sposób inkasuje wynagrodzenia autorskie od wszystkich podmiotów użytkujących np. utwory muzyczne, od stacji radiowych po bary. Oczywiście są to pieniądze dla twórców, artystów, posiadaczy prac autorskich swoich własnych utworów. Kim oni są? Nie bardzo wiadomo, bowiem ZAIKS takiej listy nie opublikował. Za to wiadomo, że z każdej złotówki należnej twórcom ZAIKS pobiera 17 proc. Na co? Na swoją działalność, koszty własne, utrzymanie biur; na pensje, diety, wyjazdy służbowe. Czy Stowarzyszenie Autorów ZAIKS jest gospodarne? Wiemy, że nie ma ono innej prawnej alternatywy. Z nikim nie musi konkurować. Jest monopolistą, a to nie sprzyja włączaniu tzw. trybu ekonomicznego.

A teraz ciekawostka odnosząca się do projektu ministra kultury Piotra Glińskiego; pomysłu dotyczącego opłaty reprograficznej (słynny „podatek od smartfonów”). Otóż OZZ są już teraz uprawnione do pobierania opłaty reprograficznej w wysokości do 3 proc. od każdego sprzedawanego nośnika i urządzenia służącego do kopiowania treści, tytułem rekompensaty za rzekome kopiowanie na użytek prywatny utworów przez ich nabywców. Cała afera z projektem Glińskiego (identyczny projekt złożyła Platforma Obywatelska, a prezydent Andrzej Duda zdążył przed wyborami skrytykować ten pomysł na krypto-podatek nazwany eufemistycznie opłatą) polega na tym, że ZAIKS i Gliński chcą rozciągnąć opłatę na komputery, tablety i smart TV, a jej wysokość podwyższyć z 3% na 6% liczonych od obrotów przedsiębiorcy brutto (z VAT). Przy czym zapewniają, że będzie jak za Janosika. Dostaną po kieszeniach bogate koncerny międzynarodowe, a nie polscy pośrednicy, dostawcy, konsumenci, czyli my wszyscy. Innego zdania jest większość ekonomistów, dla których podwyższona opłata reprograficzna to podwyżka cen towarów i jest to jasne jak to, że dwa plus dwa to cztery.

„Jakby opłaty reprograficznej nie nazywać, podatkiem, składką, daniną czy właśnie opłatą to fizycznie to konsument będzie musiał sięgnąć do swojej kieszeni, coraz płytszej zresztą ze względu na inflację. Konsument sięgnie po swoje pieniądze, by uprzywilejowanej grupie społecznej, a nawet części tej grupy społecznej zasilić rachunki bankowe” – powiedział niedawno dr Marian Szołucha, ekonomista z Instytutu Prawa Gospodarczego.

Ale dlaczego wszystkie te urządzenia podrożeją? Warto posłuchać rzeczowej argumentacji. Ludzie nie lubią słuchać i czytać dłuższych opinii niż jednozdaniowe, jednak zachęcam do tego „trudu” zanim ze szwagrem przy wódce lub w komentarzach na Onecie lud będzie rozprawiał o meritum sprawy… Oddajmy jeszcze raz głos dr Szołusze:

„Ostatnio pan Sidney Polak w programie Krzysztofa Stanowskiego, na kanale sportowym, starał się udowadniać, że opłata nie będzie przerzucana na konsumenta. Od strony teorii, ale i empirii ekonomicznej, chcę zwrócić uwagę na to, że już dawno zbadano, kiedy podatki i inne obciążenia publiczne są przerzucane na konsumenta albo innego uczestnika rynku, a kiedy nie. Otóż koreański, chiński, wszystko jedno jaki, ale producent takiego sprzętu będzie mógł przerzucić tę opłatę na polskiego importera albo w jeszcze większym stopniu na polskiego konsumenta wtedy, gdy ma on uprzywilejowaną lub przynajmniej silną pozycję rynkową, a taką ma, bo przecież olbrzymia korporacja dalekoazjatycka ma pozycję znacznie silniejszą od polskiego importera czy tym bardziej konsumenta. A po drugie, daniny czy inne podatki przerzucane są wtedy, kiedy mamy do czynienia z niską elastycznością cenową popytu. W tym przypadku mamy do czynienia z niską elastycznością, bowiem te towary, na które ma być ta opłata nałożona, stały się ostatnimi czasy towarami pierwszej potrzeby. Konsument musi mieć po prostu określoną liczbę telefonów, smartfonów, laptopów, tabletów w swoim domu, w swojej pracy, do różnych, niezbędnych w swoim życiu celów. Z tego tytułu, z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, można stwierdzić, że nie zagraniczne korporacje produkujące sprzęt, ale polskie firmy i w jeszcze większym stopniu polscy konsumenci poniosą ciężar opłaty”.

No, ale co zrobić z artystami, z ich emeryturami, z uregulowaniem ich statutu (bo status mają dość mocno ugruntowany, zwłaszcza artyści-celebryci)? Według wielu rozwiązanie jest proste. Wystarczy uszczelnić dziurawy, siermiężny i działający jak za króla Ćwieczka ZAIKS. Ten zaś nie ma dobrej prasy zdaje się u nikogo, także w mediach ściśle opozycyjnych.

Z informacji medialnych dowiadywaliśmy się o wielu ZAIKS-owych kwiatkach. Oto jeden z nich opisany przez dziennikarzy. Przed kilku laty prezes ZAiKS Janusz Fogler miał zarobić w ciągu jednego roku 210 tys. zł tylko tytułem zwrotu kosztów, mimo że zwrot przysługuje osobom, które dojeżdżają do pracy ponad 100 kilometrów z miejsca zamieszkania – tymczasem prezes mieszczącej się w Warszawie organizacji mieszkał w pobliskim Legionowie. Wątpliwości budziło też wynagrodzenie inspektorów terenowych, którzy pobierali wynagrodzenie 13 tys. zł brutto czy też doniesienia o wynagrodzeniu dyrektorów na poziomie 30 tys. zł. Takich newsów było dziesiątki.

Dlatego wydaje się, że zamiast podwyższać podatki nazywane opłatami, należy uszczelnić durszlaki takie jak ZAIKS i wtedy nie trzeba będzie kroić konsumentów, czyli np. niezamożnych rodziców, którzy w dobie wykluczenia cyfrowego, wciąż istotnego, zwłaszcza na wsi, muszą kupować różnego rodzaju urządzenia elektroniczne z funkcją rejestrowania, do zdalnego nauczania w dobie pandemii. Czy o tym ktoś w ogóle pomyślał?

Pamiętajmy, że opłatę reprograficzną odprowadzają producenci i importerzy, ale dopisują ją później do ceny urządzeń, a za nie płacimy my wszyscy. Zechciejmy też pamiętać, że poza ZAIKSem istnieje większa ilość organizacji zarządzania zbiorowego (m.in. fotografików (ZPAF), plastyków (ZPAP), naukowców (KOPIPOL) czy aktorów (ZASP)). Te organizacje powinny działać wzorowo. ZAIKS ma wśród nich najgorszą prasę, ale też najszersze plecy.

Artykuł wyraża poglądy autora i nie musi być tożsamy ze stanowiskiem redakcji.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułŻużlowe derby w Gorzowie już za dwa dni, a spokojny trener Stali robi zakupy na ryneczku
Następny artykułLewandowski “więźniem” Bayernu. Polak zamknięty w złotej klatce