A A+ A++

Jak funkcjonują salony z bielizną w czasach pandemii? Czy przez internet da się kupić dobrze dopasowaną bieliznę i czy wirtualny brafitting robiony przez internetowe komunikatory jest bezpieczny?

d1hgapo

Co w czasie pandemii może robić projektantka bielizny, która ma sklepy w centrach handlowych? Może załamać ręce i szykować się do ogłoszenia upadłości albo przenieść sprzedaż do internetu i robić brafitting na odległość.

Bój się i działaj!

Jola Lewicka, która od 25 lat sprzedaje bieliznę, zrobiła i jedno, i drugie. – Gdy okazało się, że musimy zamknąć oba sklepy LiParie, totalnie się załamałam. Byłam przekonana, że to koniec. Moja wspólniczka, Marta Małecka, pozwoliła mi poużalać się nad naszym losem przez dzień czy dwa, a potem powiedziała, że płaczem niczego nie załatwimy i trzeba znaleźć sposób na przetrwanie – wspomina Lewicka.

d1hgapo

– W moim życiu największe, najlepsze zmiany dokonują się wtedy, gdy muszę zaczynać od zera. I teraz nie było inaczej – mówi Jola i dodaje, że jej firma nigdy nie miała takich obrotów, jak teraz. Jak to możliwe?

Wybawieniem okazały się dwie rzeczy: internet oraz duża baza klientek. To połączone z biznesową elastycznością Marty Małeckiej i brafitterską wiedzą Joli Lewickiej sprawiło, że LiParie, które jeszcze w lutym praktycznie nie miało sklepu internetowego, teraz w 100 proc. przeniosło się na sprzedaż zdalną. A wirtualny brafitting okazał się strzałem w dziesiątkę.

Wirtualny brafitting – co to takiego?

Wirtualny brafitting brzmi jak oksymoron. Kto choć raz był w salonie na profesjonalnym doborze bielizny, ten wie, że oznacza to dobrą godzinę przymierzania, dopasowywania, testowania kolejnych staników. Jak to zrobić w internecie, gdy niczego nie można przymierzyć, nie można dotknąć, nie można sprawdzić, czy biust nie wylewa się górą, albo nie ucieka na plecy? – Trzeba się zamienić rolami – mówi tajemniczo Lewicka.

d1hgapo

W wirtualnej przymierzalni LiParie to sprzedawczyni pokazuje na sobie kolejne modele bielizny czy ubrań. – W mojej firmie pracuje 10 brafitterek. Mają różne figury, różne biusty, więc zawsze znajdzie się ktoś o podobnej sylwetce, na kim można zaprezentować daną rzecz.

Klientka ma za zadanie znaleźć miejsce, w którym będzie mogła się zrelaksować, usiąść z kawą czy lampką wina i obejrzeć przygotowany specjalnie dla niej minipokaz. Wirtualny brafitting wymaga, aby brafitterka i klientka nawiązały połączenie wideo.

– Łączymy się przez Messenger, WhatApp, Face Time, Skype. Jak komu wygodniej. Bywało, że rozmawiałyśmy, gdy klientka chowała się w łazience, żeby na chwilę odpocząć od dzieci, albo siedziała w garderobie. Zdarzyło mi się robić brafitting kobiecie, która jechała pociągiem. Gdy pokazywała mi swój biustonosz, do przedziału wszedł konduktor – śmieje się Jola.

d1hgapo

Czy trzeba się rozebrać?

Aby umówić się na brafitting, trzeba napisać wiadomość na Facebooku lub zadzwonić (wszystkie dane widnieją na fanpejdżu LiParie Polska). – W przypadku stałych klientek nie ma nawet konieczności pokazywania się w bieliźnie czy mierzenia się. Wszystko mamy zapisane, a nasza bielizna jest szyta tak, by można było w dużym zakresie ją regulować. Zadaniem brafitterki jest tylko dobrać wielkość i model miseczki – wyjaśnia.

A co z nowymi klientkami? – Tych mamy naprawdę dużo! Dzięki transmisjom na żywo, które od 3 miesięcy codziennie organizujemy na Facebooku, trafiają do nas kobiety, które normalnie nigdy nie wybrałyby się do Warszawy. Każde nagranie ma motyw przewodni. Służy edukowaniu kobiet, ale też poszerzamy nasz zasięg. Pokazujemy, jak wyglądają nasze projekty na kobietach o różnych sylwetkach i przedstawiamy nasze brafitterki – opisuje Lewicka i zachęca do oglądania transmisji.

d1hgapo

– Nasze nowe klientki to panie z małych miejscowości, matki małych dzieci, które nie mają czasu na zakupy, amazonki, kobiety dojrzałe. Część z nich mówi wręcz, że woli taki kontakt. Bo nasze butiki w galeriach handlowych sprawiały wrażenie bardzo ekskluzywnych. I niektóre kobiety to odstraszało – przyznaje i tłumaczy, że kobiety, które po raz pierwszy trafiają do wirtualnej przymierzalni, nie mają się czego obawiać.

Archiwum prywatne

Jola Lewicka i Marta Małecka wymyśliły wirtualną przymierzalnię.

– Wystarczy mieć na sobie ulubiony biustonosz i w miarę obcisłą koszulkę, jeśli krępuje nas perspektywa pokazania się w samym staniku. Pytamy o marki i rozmiary, jakie klientka nosi, o fasony, jakie lubi, z czym ma największy problem, wybierając bieliznę – wylicza Lewicka.

d1hgapo

– A centymetr? Nie trzeba mieć centymetra krawieckiego, żeby się obmierzyć? – pytam. – Może u mniej doświadczonych brafitterek trzeba. U nas to niepotrzebne. Nam wystarczy rozmowa i spojrzenie na biust i sylwetkę kobiety ze wszystkich stron – mówi współwłaścicielka LiParie. Taka deklaracja może brzmieć jak przechwałki. Ale zwroty w firmie stanowią mniej niż 10 proc. obrotu. To imponujący wynik.

Szansa na inkluzywność

Katarzyna Kulpa, autorka bloga stanikomania.pl, aktywistka i współtwórczyni konsumenckiego ruchu „biuściastych” (to ona wprowadziła do polskiego słownika i świadomości pojęcie brafittingu) widzi wiele zalet wirtualnej przymierzalni.

– Po pierwsze, pozwala dotrzeć do osób, którym z różnych względów trudno dostać się do fizycznego sklepu, czy to z powodu odległości, czy z braku czasu, czy ograniczeń typu niepełnosprawność. Dzięki reklamie w internecie pozwala ona też pozyskać nowe klientki, także te, które nigdy wcześniej nie miały do czynienia z usługą brafittingu. W ten sposób salon, który wcześniej obsługiwał głównie klientki z bezpośredniej okolicy, może sprzedawać swój towar w całym kraju, a nawet na świecie – wyjaśnia.

d1hgapo

Zdaniem Kulpy wirtualne przymierzalnie zostaną z nami na dłużej. Choćby dlatego, że sprawiają, że dobrze dobrana bielizna staje się bardziej dostępna. – Niektórym może być łatwiej pokonać skrępowanie, gdy spotkanie z brafitterką nie odbywa się fizycznie. Zdalna konsultacja pozwala też wdrożyć ograniczenia związane z prywatnością, takie jak np. niepokazywanie twarzy. Bielizna to temat intymny, bliski ciała, seksualności, dla niektórych trudny – mówi i dodaje, że dla ruchu ciałopozytywności to bardzo ważny krok.

– Osoby o mniej kanonicznych ciałach, które mają niemiłe wspomnienia związane z zakupem bielizny czy odzieży, w każdej chwili mogą przerwać kontakt online. Jest też większa szansa na trafniejszy zakup niż taki dokonany online, ale bez konsultacji. A posiadaczki niekanonicznych ciał mają większą szansę znaleźć „swój” biustonosz: dobrze dobrany, wygodny i piękny – przekonuje.

Czy wirtualna przymierzalnia jest bezpieczna?

Opowiadam koleżankom w redakcji o wirtualnej przymierzalni. Są bardzo zaciekawione, choć kilka z nich jednocześnie pyta: “Czy taka transmisja jest bezpieczna? Co, jeśli ktoś cię nagra albo przechwyci strumień czy włamie się na twoje konto”?

Piotr Urbaniak, dziennikarz piszący o technologii w serwisie dobreprogramy.pl, tłumaczy, że szansa, iż osoba trzecia zdalnie „wejdzie” na nasze spotkanie, jest minimalne. Dodaje, że ze wszystkich powszechnie dostępnych komunikatorów WhatsApp jest najbezpieczniejszy.

– Po pierwsze, połączenie jest szyfrowane. Po drugie, WhatsApp jest połączony z naszym numerem telefonu i wymaga uwierzytelnienia. Ale nawet gdy korzystamy ze Skype’a czy Messengera, prawdopodobieństwo, że ktoś się włamie na nasze konto, czy przechwyci transmisje, jest niewielkie – tłumaczy dziennikarz i dodaje, że o ile technologia gwarantuje względne bezpieczeństwo, trzeba przede wszystkim darzyć zaufaniem osobę, z którą przeprowadzamy rozmowę wideo.

Poszłam do wirtualnej przymierzalni

Nie zostaje mi nic innego, jak umówić się do wirtualnej przymierzalni. Pamiętając słowa Piotra Urbaniaka, decyduję się na połączenie wideo przez WhatsApp. Rozmawiam z Marzeną Mazurkiewicz, która w LiParie pracuje od 24 lat. Ma miarę w oczach. Po dwóch minutach podaje mi mój rozmiar i zaczyna pokazywać kolejne modele: biustonosze, stringi, figi, wyszczuplające body, peniuary. Victoria’s Secret nie ma tak pięknych rzeczy (zwłaszcza w rozmiarze 75 H).

Archiwum prywatne

Tak wygląda spotkanie w wirtualnej przymierzalni. Zero golizny, zero skrępowania.

Marzena w pewnym momencie zrzuca koszulkę, żeby pokazać mi koronkowy, różowy stanik. Zupełnie nie czuję się skrępowana. Mam wrażenie, że jestem na zakupach z koleżanką. W tle stoją wieszaki z ubraniami i bielizną, w oddali słychać odgłosy innych pracownic firmy. Ale spotkanie ma bardzo intymny charakter.

– Teraz inwestujemy w nasze „studio nagraniowe”. Musimy kupić lepsze telefony, bezprzewodowe słuchawki douszne i wytłumić każdy z boksów, w którym będą odbywały się konsultacje – Lewicka zdradza swoje plany. Do stacjonarnych sklepów już nie wrócą. Ale chętne klientki mogą umówić się na wizytę w showroomie marki, w Pruszkowie.

– Taką namiastkę sklepu sobie zostawiamy. I jak zawsze, konsultacja czy to wideo, czy twarzą w twarz jest darmowa i nie oznacza, że musisz u nas zrobić zakupy. Dla mnie ważniejsze jest, żeby edukować kobiety, rozmawiać z nimi o ciele, o akceptacji. Jak się pokochają, to przyjdą po bieliznę, która tę miłość odzwierciedla – kwituje z uśmiechem Jola Lewicka. I trudno jej nie uwierzyć.
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułKatarzyna Cichopek pokazała serialowe dzieci
Następny artykułZmiana siedzib puławskich komisji wyborczych