A A+ A++

Zgodnie z danymi ManpowerGroup, stanowiska technologiczne należą do jednych z najtrudniejszych do obsadzenia. Globalny kryzys wywołany pandemią jeszcze bardziej pogłębił ten kryzys. – Choć z punktu widzenia pracowników sektora IT wszystko było w porządku, nie doświadczyli oni zwolnień, a wielu z nich dostało nawet wysokie podwyżki, to niektórzy pracodawcy zaczęli mieć poważne problemy ze znalezieniem specjalistów. Przyspieszające procesy technologiczne sprawiły bowiem, że zaczęły rosnąć potrzeby rekrutacyjne. Tymczasem programistów nie przybywało w tak szybkim tempie, co przełożyło się m.in. na konkurowanie o pracowników wyższymi stawkami wynagrodzeń – wyjaśnia Magdalena Rogóż, ekspertka ds. rynku IT ze szkoły programowania Kodilla.com.

Zagraniczne firmy wyciągają polskich programistów

To nie koniec. Jak wynika z najnowszych danych Devire, o które poprosiła Kodilla.com, aż 48% ekspertów IT otrzymało w ciągu ostatniego roku ofertę pracy od firmy, która nie posiada biura czy przedstawicielstwa w Polsce. Jeszcze kilka lat temu zagraniczne organizacje nie były otwarte na tego typu współpracę, a teraz same szukają pracowników w Polsce lub starają się pozyskać partnera biznesowego w postaci firmy, która jest w stanie dostarczyć wymagane zasoby. W tym drugim przypadku zagraniczne spółki często korzystają z usług outsourcingu IT, zatrudniając tzw. kontraktorów. Ponieważ taki specjalista zatrudniony jest w firmie zarejestrowanej w Polsce, zleceniodawca zyskuje elastyczność zatrudnienia. Nie musi też prowadzić administracji kadrowo-płacowej związanej z polskimi współpracownikami. Plusem dla pracownika kontraktowego jest z kolei to, że zwykle zarabia jeszcze więcej niż pracownik etatowy, co wynika z faktu, że zagraniczne firmy oferują dość często wyższe stawki. Co równie ważne, bierze udział w zagranicznym projekcie, pracuje w międzynarodowym zespole, jednak zawierając umowę z polską agencją, jest chroniony przez polskie prawo.

To ilu programistów brakuje w Polsce?

Według Daxx.com w Szwecji do 2022 r. zabraknie 70 tys. programistów. Izrael mówi o 15-procentowym niedoborze, będąc jednocześnie jednym z trzech najszybciej rozwijających się krajów pod względem technologicznym. Wyprzedzają go tylko Chiny oraz Stany Zjednoczone. A ilu tak naprawdę brakuje programistów w Polsce?

Słynny już 50-tysięczny deficyt wziął się z badań, które kilka lat temu dla Komisji Europejskiej zrealizowała niemiecka agencja Empirica. Ta sama instytucja określiła lukę w Unii Europejskiej na 600 tys. wakatów. Biorąc pod uwagę tempo, jakiego nabrały popyt i podaż na nowe technologie w czasie pandemii, dziś mówi się, że w ciągu najbliższej dekady te liczby mogą się nawet podwoić, co da nawet 100-tysięczny niedobór programistów w Polsce.

To pokrywa się z szacunkami prezentowanymi przez Daxx.com. O ile bowiem obecnie, czyli w 2021 roku, globalny niedobór talentów wynosi 40 mln wykwalifikowanych pracowników, to już w 2030 roku ma sięgnąć 85,2 mln, czyli ponad dwa razy więcej. Tylko dla amerykańskich firm oznaczać to będzie utratę 8,4 bilionów USD przychodów z powodu braku wykwalifikowanych talentów – cytuje badania Daxx Magdalena Rogóż z Kodilla.com.

Kandydaci rezygnują w ostatniej chwili

W niedawnym badaniu Eurostatu pojawiły się inne niepokojące wnioski mówiące o niekorzystnej tendencji związanej z trudnościami w pozyskiwaniu talentów technicznych. Już w 2019 roku aż 55% firm na terenie Unii Europejskiej doświadczyło trudności w rekrutacji specjalistów ICT. Brak kandydatów, brak odpowiednich kwalifikacji wśród tych, którzy byli zainteresowani podjęciem pracy, a także zbyt wysokie oczekiwania płacowe. To wszystko spowodowało, że nabory programistów jeszcze przed pandemią sprawiały duże problemy. Obecnie jest jeszcze trudniej.

Trudność w pozyskaniu konkretnego specjalisty IT wynika również z faktu bardzo dużej liczby ofert dla programistów kluczowych technologii jak np. Java, Python, JavaScript czy .NET. Jeśli do tej dużej liczby ofert publikowanych na serwisach, dodamy działania bezpośrednie ze strony pracodawców oraz kontakty ze strony pośredników i agencji, to widzimy skalę możliwości wyboru, jaką specjaliści IT mają dziś na rynku. To powoduje, że potencjalni kandydaci IT bardzo wybiórczo podchodzą do składanych im ofert pracy czy zaproszeń do kontaktu – wyjaśnia Iwona Soroko-Pasiroska, senior account manager IT outsourcing w Devire i podaje konkretne dane:

W drugim kwartale 2021 roku tylko na 4 portalach pracy opublikowano ponad 17000 ofert pracy dla specjalistów IT. To ponad 13% więcej (ponad 2 000 ofert pracy) niż w I kwartale 2021 r. Są to dane na podstawie raportu firmy Inhire „IT Market Snapshot Q2 2021”. Blisko 1/4 publikowanych ofert pracy dedykowana jest dla programistów Java Script. 22% ofert pracy dotyczy Java Developerów, a 15% stanowią oferty dla specjalistów posługujących się językiem Python – wylicza ekspertka Devire.

Pandemia nasiliła i przyspieszyła zmiany związane z usługami online i cyfrowymi w zasadzie w każdym sektorze, nie tylko e-commerce, bankowości czy IoT. Fakt, że coraz więcej usług i spraw załatwiamy online powoduje, że zapotrzebowanie na aplikacje i nowoczesne rozwiązania stale rośnie. To wpływa na wzmożony popyt na specjalistów z obszarów frontend, backend jak również ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa czy machine learning. W związku z większą liczbą ogłoszeń od zagranicznych pracodawców, obserwujemy więcej ofert dla specjalistów znających niszowe języki bądź niezbyt jeszcze popularne u nas technologie: Ruby, Flutter, Go, Unity.

W tej chwili sam jeden prowadzę 38 procesów rekrutacyjnych. Każdy z tych specjalistów ma być zatrudniony w naszej firmie, nie jesteśmy agencją pracy i nie szukamy osób na zewnątrz – mówi Michał, zatrudniony w dziale HR jednej z korporacji tworzących rozwiązania dla sektora finansowego. – Od znajomych wiem jednak, że mają podobny „młynek”. Rynek jest wyssany z najlepszych ekspertów, a jeśli tacy są, to my nie możemy im zapłacić aż tyle, ile by chcieli. Kandydaci, którzy umawiają się na rozmowy, zapominają o nich, albo dosłownie na kilkanaście minut przed po prostu rezygnują, mimo że to rozmowa zdalna, nie wymagająca dojazdu do biura, nie mówiąc o innym mieście. Dlaczego? Czasem dostają kontrofertę, czasem, bo… bo im się nie chce, a wiedzą, że propozycji nowej pracy dla nich nie brakuje. Zaczynamy obniżać wymagania i sięgamy po mniej doświadczone osoby, mamy jednak świadomość, że tacy pracownicy będą wymagali więcej uwagi i szkoleń z naszej strony – przyznaje Michał.

Potwierdza to analiza Devire, zgodnie z którą kandydaci uczestniczą w kilku procesach rekrutacyjnych jednocześnie i otrzymują nawet po 3-4 oferty od różnych firm. Coraz częściej spotykamy się również z sytuacją, w której pracodawca składa kontrofertę. Ta z kolei zazwyczaj zakłada podwyżkę. Przykładem może tu być choćby stanowisko Data Engineera. Jeszcze w 2020 roku średnie zarobki takiego specjalisty były na poziomie 17 tys. zł brutto. Teraz jest to już 24 tys. zł brutto, co oznacza 40-procentową podwyżkę. A jeśli taka osoba zna język Python, to na kontrakcie B2B może nawet liczyć na 30 tys. zł netto lub więcej.

Szkolenia online szansą dla rynku IT

Jak czytamy w portalu Digital Skills & Jobs Platform, zarządzanym przez Komisję Europejską, luka w umiejętnościach cyfrowych pracowników wyraźnie hamuje rozwój całej Unii. A szansą na to, by nadążyć za transformacją, mają być szkolenia pracowników. Podobne wnioski płyną z „Communications of the ACM”. Jedynym sposobem na przyciągnięcie i zatrzymanie pracowników jest wg portalu angażowanie się w ich w edukację w miejscu pracy poprzez zapewnienie dodatkowych korzyści edukacyjnych online. 

Możliwości nauki online mają różne rozmiary – od certyfikatów z jednego do trzech kursów po programy studiów w niepełnym wymiarze godzin, które studenci kończą w ciągu dwóch do trzech lat. W wielu przypadkach pracownicy poświęcają 10-12 godzin tygodniowo na kursy online, jednocześnie wykorzystując tę ​​zaawansowaną wiedzę w swoich projektach w miejscu pracy. Aby zbudować takie korzyści, firmy powinny rozważyć, jak zezwolić na elastyczne harmonogramy, które uwzględniają zajęcia online, a także zastanowić się nad zwrotem kosztów takich szkoleń – czytamy na stronach miesięcznika.

Magdalena Rogóż przyznaje, że niektórym kursantom Kodilli udaje się namówić pracodawców przynajmniej na częściową partycypację w kosztach ich rozwoju. – Ci, którym się nie udaje, mogą jednak skorzystać z wielu innych form finansowania takich szkoleń, od przystąpienia do programów rządowych typu Inwestuj w Rozwój czy projekt OPEN, gdzie można otrzymać nieoprocentowane pożyczki i nawet 25-procentowe umorzenie. Funkcjonują też systemy ratalne oraz zdarzają się odroczenia w spłacie, więc to wcale nie musi być jednorazowy, wysoki wydatek. Większym problemem może okazać się wysiłek, jaki trzeba włożyć w naukę, przeważnie oprócz codziennych obowiązków rodzinnych i stałej pracy. Ale jeśli ktoś chce zainwestować w swoją przyszłość, to jedyna droga.

Źródło: Kodilla.com

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułSandomierz będzie miał nowe autobusy
Następny artykułPoznań: W Teatrze Polskim rozpoczął się festiwal “Bliscy Nieznajomi”. Do kiedy potrwa?