A A+ A++

Wiadomo, że to tylko Superpuchar, wiadomo, że w pogoni za pieniędzmi rozgrywany w Arabii Saudyjskiej. No, ale wciąż – to Klasyk i nawet jeśli chciałoby się na niego spojrzeć z przymrużeniem oka, raczej nie da rady, starcia Barcelony z Realem elektryzowałyby chyba również wtedy, gdyby rozgrywać je przy zgaszonym świetle na bocznym boisku Antalyasporu. Zdecydowanie więc wciąż liczyliśmy na duże granie i… dostaliśmy je w połowie. Barca bowiem swoją jakość dowiozła, a Real absolutnie nie.

SUPERPUCHAR HISZPANII. BARCELONA O KLASĘ LEPSZA OD REALU

Mimo tego, że Barcelona miała jeden dzień na odpoczynek krócej – swój półfinał rozgrywała w czwartek, a Real w środę – to ekipa Xaviego miała trzy razy więcej energii niż przeciwnicy. Real był ospały, przewidywalny i nudny, a Blaugrana prezentowała się jak natchniona. Nie było dla niej straconych szans, każda przebitka czy piłka sporna musiała należeć do niej. Taki przykład: gdy Dembele dośrodkowywał głupio, to znaczy za mocno i w okolice linii bocznej, to Barcelona i tak zgarnęła futbolówkę, walcząc o nią do ostatnich centymetrów.

Królewscy tej pasji i energii w sobie nie mieli, więc po prostu nie było zmiłuj: musieli przegrać.

A patrząc nieco patriotycznie, miło ogłosić, że w tej porażce dużą rolę odegrał Lewandowski. Można się było martwić o jego formę, bo w lidze – czy przed mundialem, czy po nim – wyglądał słabo. Jednak w Superpucharze sprawdził się znakomicie. Grał i inteligentnie, i skutecznie. Najpierw zaliczył asystę przy golu Gaviego, potem dostawił szuflę, kiedy Gavi oddawał mu ostatnie podanie, a na końcu zanotował jeszcze kluczowe zagranie przy nokautującym trafieniu Pedriego.

Mówiąc krótko – występ prawie, że kompletny, bo naturalnie mogło być jeszcze lepiej, tyle że uderzenie z linii pola karnego na słupek sparował Courtois. Natomiast jeśli napastnik bierze czynny udział przy każdej z bramek, to czego chcieć więcej.

SHOW GAVIEGO

Jednak podkreślmy, że Barcelona dziś to nie tylko Lewandowski. Koncert rozgrywał Gavi, z pewnością MVP, który czuł się fenomenalnie na boisku i był w zasadzie nieuchwytny dla Królewskich – granie na statystyce 80% wygranych pojedynków to wynik po prostu znakomity. Do tego gol, dwie asysty. Dalej: trzeba chwalić Busquetsa, bo żeby Lewandowski przy pierwszej bramce mógł eleganckim podaniem obsłużyć Gaviego, to w pierwszej fazie swoje musiał zrobić właśnie doświadczony Hiszpan, który utrzymał się przy piłce i dał tej akcji rozpęd. W ogóle środek pola Barcy był konkretny, ponieważ De Jonga też trzeba ocenić wysoko, żeby wspomnieć mu choćby kluczowe podanie przy bramce na 2:0.

I tak dalej, i tak dalej, właściwie gdzie nie spojrzeć, tam piłkarz Barcelony rozgrywał co najmniej dobre zawody. Nawet Dembele, który klasycznie potrafił irytować swoim egoizmem w szybkim ataku, nie odstawał na tyle, by mówić o nim jak o obcym ciele. Nie, każdy miał tam swoje zadanie do wykonania i nikt się od roboty nie migał.

Co ważne – Barcelona w końcu zapomniała o minimalizmie. Wcześniej często miała problemy z tym, by zabijać mecze, kiedy grała dobrze. Tutaj przy 1:0 nie było wątpliwości. Nie, nie bronimy, tak, idziemy po więcej.

REAL BEZ PRĄDU

A Real… Szkoda gadać, naprawdę. W pierwszej połowie Królewscy mieli w zasadzie tylko jedną dobrą okazję, kiedy minimalnie niecelnie główkował Benzema. W drugiej zapisali sobie parę celnych strzałów, ale już wtedy, gdy było po herbacie i wszyscy wiedzieli – łącznie z piłkarzami Realu – że nic ciekawego się już nie wydarzy. Honorowa bramka Benzemy to jedynie didaskalia.

Serio można się o ten Real martwić, bo w 2023 roku wygląda po prostu słabiutko. Dostał po głowie w lidze od Villarrealu, a teraz nie zaprezentował żadnych argumentów przeciwko Barcelonie. Można mieć dużo jakości, ale jednocześnie jeśli nie da się fizyki, wybiegania, waleczności, to trudno wygrać spotkanie w tej dyscyplinie sportu. Z kimkolwiek. A chyba właśnie tutaj jest największy problem Królewskich. Wyglądają na śniętych, jakby nie mieli w sobie żadnej energii i jechali na oparach. Kiedy to przecież dopiero początek zmagań w tym roku.

Pewnie w końcu to puści, Real złapie świeżość i luz w graniu, ale to nie dzieje się jeszcze teraz. A skoro tak, trzeba przełykać gorzkie pigułki, na przykład 1:3 od Barcelony.

To będzie boleć zawsze i wszędzie. Nawet w Arabii Saudyjskiej, nawet w starciu tylko o Superpuchar.

Real – Barcelona 1:3

Benzema 90+3′ – Gavi 33′ Lewanowski 45′ Pedri 69′

CZYTAJ WIĘCEJ:

Fot. Newspix

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułPotrącenie pieszego. Prowadził rower środkiem drogi
Następny artykułWizytę w Zabrzu złożył minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.