A A+ A++

W ostatni weekend w Belgii odbyły się tradycyjne trzydniowe pokazy lotnicze organizowane przez aeroklub Sanicole. Jak od wielu lat, tak i tym razem równolegle w pobliskiej bazie lotniczej Kleine Brogel zorganizowano dzień dla spotterów, który w tym roku miał być wyjątkowy ze względu na sześćdziesiątą rocznicę powstania stowarzyszenia NATO Tiger Association. O ile całe trzydniowe pokazy należy uznać za ze wszech miar udane – mogły pochwalić się jednym z najlepszych programów spośród wszystkich europejskich pokazów lotniczych w tym sezonie – o tyle tygrysia część imprezy wypadła blado.

Sanicole cieszy się europejską renomą szczególnie ze względu na piątkowe pokazy o zachodzie słońca. Występy zaczynają się jeszcze w świetle dziennym około godziny 18.00, a kończą – już w ciemnościach, co daje pole do popisu pilotom i zespołom specjalizującym się w wykorzystaniu flar, pirotechniki i innych efektów wizualnych. W tym roku w piątek mogliśmy zobaczyć aż dwa światowej klasy zespoły akrobacyjne: Red Arrows i Patrouille Suisse. Dla tych pierwszych był to jedyny pełny występ na tych pokazach. Kto nie był w piątek, musiał zadowolić się jedynie sobotnim przelotem Brytyjczyków w drodze do domu. Wbrew obawom i prognozom pogoda okazała się łaskawa i oba pokazy (oraz wszystkie pozostałe) mogły się odbyć w wariancie wysokim – nieważne, czy mówimy o wiązankach figur, czy o poziomie wykonania.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Nie mogli narzekać także widzowie preferujący myśliwce. Węgrzy oddelegowali na pokazy Gripena, którego pilot nie szczędzi flar, a poza tym chyba jako jedyny w tej chwili Europie wykonuje dump and burn, czyli zrzuca paliwo w czasie pracy dopalacza, co owocuje powstaniem efektownej wstęgi ognia za samolotem. Gospodarze tradycyjnie wystawili Dark Falcona z delikatnie zmienionym malowaniem w stosunku do poprzedniego sezonu: po lewej stronie statecznika pionowego pojawił się wizerunek F-35, będący zapowiedzią nowych czasów dla belgijskiego lotnictwa.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Poza tym w piątek zaprezentowały się: belgijska Agusta A109 w nowym malowaniu specjalnym (która jak zawsze wykonała świetny pokaz z dużą ilością flar) Catalina i Sea Fury w malowaniu irackim (te dwa musiały zadowolić fanów oldtimerów i warbirdów), a także A400M, interesujący ze względu na oznaczenia przynależności państwowej Luksemburga. Z pewnością nie będzie częstym gościem na innych pokazach lotniczych.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Wieczór należał do dwóch ekip cywilnych – Airborne Pyrotechnics i Jacoba Hollandera z programem LED-Laser-Pyro Show – które wykonały efektowne pokazy z wykorzystaniem pirotechniki i laserów. Niegdyś takie pokazy były ewenementem i specjalnością Sanicole, teraz mają silną konkurencję i straciły urok wyjątkowości. W latach przed pandemią nocne pokazy lotnicze odbywały się również w Gdyni, a do europejskiego topu wdarły się pokazy z Leszna. Ponieważ liczba ekip dający pokazy nocne jest ograniczona, jest duża szansa, że spotkamy je również w Polsce. Chociaż jeszcze raz podkreślmy: Belgom pozostaje atut w postaci genialnego pokazu A109 i bardzo dobrego F-16 z dopalaczem błyszczącym na tle ciemnego nieba.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Sobota miała być dniem tygrysów w Kleine Brogel. Niestety urodziny NATO Tiger Association, nazwane szumnie XT-Roar-dinary Tiger Event, wypadły skromnie. Samoloty przysłało niewielu członków stowarzyszenia, a i nie wszyscy, którzy to zrobili, pofatygowali się, aby oddelegować najładniej pomalowane maszyny. A to one zawsze najbardziej przyciągają oczy i obiektywy.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Na wystawie statycznej nawet gospodarze, mający bardzo efektownie pomalowanego F-16, pokazali Dark Falcona i zwykłą szarą maszynę. Specjalny belgijski F-16 miał latać w formacji czterech myśliwców Thunder Tigers, ale w sobotę ostatecznie ją również tworzyły cztery Vipery w klasycznym malowaniu. Austriacy pokazali dwa szare Eurofightery, Czesi i Węgrzy – szare Gripeny, a Niemcy – dwa szare Tornada przyozdobione jedynie tygrysimi dodatkowymi zbiornikami paliwa. Również włoski Typhoon był cały szary. Portugalczycy przysłali dwa F-16, z których jeden miał okolicznościowe malowanie, ale sprzed kilku lat. Na tym tle dobrze prezentowali się Polacy ze starym, ale ciągle podobającym się F-16 Tiger Demo Team. Wielkie brawa za malowanie należą się tradycyjnie Niemcom za Bavarian Tigera i Czechom za Mi-24 łączącego tygrysa i odniesienie do czechosłowackich sił powietrznych w Wielkiej Brytanii w czasie drugiej wojny światowej.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Program lotów w Kleine Brogel był bezpośrednio pochodną równoległych pokazów w Sanicole. Jako że odbywają się one na typowym lotnisku aeroklubowym, samoloty wymagające długiego, betonowego pasa startowego czy innego bardziej rozbudowanego zaplecza startują do pokazów właśnie z Kleine Brogel. Dzięki temu odwiedzający mogli oglądać starty, lądowania, a przeważnie jeszcze po jednym czy dwóch dodatkowych przelotach. Na więcej nie można było liczyć, ponieważ impreza w bazie nie miała statusu pokazów lotniczych i nie można było wykonywać na niej pełnej akrobacji. Za to lotnisko wykorzystywano także jako rejon oczekiwania dla samolotów czekających ma pozwolenie na rozpoczęcie pokazu w Sanicole i dzięki temu widzowie mogli zobaczyć przeloty samolotów dolatujących z jeszcze innych lotnisk. Były wśród nich Spitfire, B-25 i Airbus A340.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Natomiast pokazy niedzielne były zwyczajnie fantastyczne. Zagrało wszystko: dobra organizacja parkingów i wejścia, pogoda (w sobotę część pokazów odwołano z powodu deszczu) i oczywiście najważniejsze – samoloty i ich piloci. Dzięki temu, że z lotniska Sanicole startowało tylko kilka śmigłowców, a reszta pokazów odbywała się z dolotu, nie było przestojów na lądowanie i kołowanie czy nabieranie wysokości przed właściwym pokazem samolotów ze słabszymi silnikami. To wszystko działo się w Kleine Brogel i strefie wyczekiwania, dzięki czemu wraz z opuszczeniem strefy pokazu przez jednego uczestnika swój pokaz mógł od razu zaczynać następny samolot lub zespół.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Dla każdego było coś miłego. Wystąpiło pięć zespołów akrobacyjnych: Baby Blue, The Victors, Red Devils, Team Raven i przede wszystkim jedna z gwiazd pokazów – Patrouille Suisse. Samoloty zabytkowe były reprezentowane przez Texana, Sea Fury, B-25, Spitfire’a, OV-10 Bronco i legendę brytyjskiego lotnictwa czasu zimnej wojny – Hawkera Huntera. Ten zaprezentowany nosi holenderskie malowanie i należy do fundacji Dutch Hawker Hunter Foundation, chociaż w rzeczywistości całą służbę spędził w RAF-ie. Nie można też nie wspomnieć o szeroko pojętej akrobacji w wykonaniu Stardustera Trescala, motoszybowcach z Airborne Pyrotechnics, Skycats Wingwalkerach, a zwłaszcza Extrze 330 z francuskich sił powietrznych i kosmicznych, której występ dorównuje popisom naszego Artura Kielaka.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Jeśli chodzi o śmigłowce, wystąpiła wspomniana już belgijska Agusta A109, która w świetle dnia wypadła tylko nieco bladziej niż o zmierzchu, a ponadto również belgijski NH90 w konfiguracji SAR, czeski Sokół prezentujący symulowaną akcję ratunkową oraz również czeski duet Mi-171 i Mi-24. Ten ostatni był niekwestionowaną gwiazdą pokazów, jeśli chodzi o malowanie. Wystąpił też Bo 105 ze stajni Red Bulla, który jak zawsze dał bardzo dobry pokaz, ale tym razem szczególną uwagę zwracał jego pilot – Felix Baumgartner, ten sam, który 14 października 2012 roku skoczył ze spadochronem z wysokości 38 969 metrów i w locie swobodnym przekroczył prędkość dźwięku.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Wreszcie na koniec zostały współczesne samoloty wojskowe – głównie myśliwce, ale nie tylko, bo wystąpiły też na przykład włoskie C-27J Spartan i M-346 Master. Rodzynkiem był francuski E-2 Hawkeye, który wykonał kilka przelotów, w tym w konfiguracji do lądowania na lotniskowcu.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Niedzielę na pokazach z wysokiego „C” rozpoczął polski F-16 Tiger Demo Team, który zdobył duże uznanie komentatorów i publiczności (szkoda, że w Sanicole nie miał stoiska z gadżetami – sklepiki innych teamów cieszyły się dużym zainteresowaniem). Poza tym wystąpiły Gripeny z Czech i Węgier, włoski Typhoon, grecki F-16 Zeus i demo taktyczne na Rafale’ach – Vautour Bravo. W tym ostatnim wyróżniał się myśliwiec w kamuflażu pustynnym. Ze strony gospodarzy mocnym akcentem był kilkukrotny przelot czterech F-16 nazwanych Thunder Tigers (skojarzenie z Thundebirds jak najbardziej uprawnione). Wisienką na torcie miał być pokaz Dark Falcona, dla którego jest to ostatni sezon (powstanie nowe demo na F-16). Niestety jego występ przerwała awaria samolotu: pilot musiał natychmiast lądować w Kleine Brogel.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Konkurencję pozamiatał jednak fiński F/A-18. Jego pilot zaprezentował wszystko, co najlepsze w Hornecie, w pełni wykorzystując moc jego silników i zdolność lotu na bardzo wysokich kątach natarcia. Do tego dołożył przeloty na granicy prędkości dźwięku, a cały występ okrasił licznymi flarami. To był mistrzowski występ.

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Ponieważ czasy są, jakie są, nie można nie poświęcić kilku zdań na sprawy organizacyjne. W Belgii, podobnie jak i u nas, obowiązuje nakaz noszenia masek w pomieszczeniach zamkniętych; trzeba przyznać, że w swojej masie Belgowie się do tego stosują. Na powietrzu nie ma takiego obowiązku, ale aby wejść na pokazy, wymagane było posiadanie certyfikatu zaszczepia lub negatywnego wyniku testu. I trzeba podkreślić, że wymogi te surowo egzekwowano.

Sanicole Hawker Hunter

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Ponadto strefę dla publiczności w Sanicole podzielono na pięć sektorów. Każdy mógł wybrać dowolny (do wyczerpania limitu miejsc), ale potem mógł oglądać pokazy tylko stamtąd. Oczywiście można było wyjść do alei ze stoiskami handlowymi, ale nie wolno było wchodzić do innych sektorów. Każdy sektor miał własną strefę gastronomiczną i toalety. Dzięki takiemu rozwiązaniu naprawdę nietrudno było zachować dystans społeczny. Łącznie z powodu restrykcji sanitarnych każdego dnia pokazy mogło oglądać maksymalnie 7500 widzów, co jest liczbą śmiesznie małą jak na pokazy tej rangi i tak bogaty program. Dla porównania Aerobaltic w Gdyni odwiedziło ponad 40 tysięcy ludzi, a pokazy w Kecskemécie – 120 tysięcy.

Sanicole publiczność

(Maciej Hypś, Konflikty.pl)

Sanicole Airshow od dawna należy do europejskiej czołówki. Nie inaczej było w przypadku tegorocznej edycji, tym bardziej że konkurencję miała ograniczoną przez utrzymujące się w niektórych państwach zakazy organizacji imprez tego typu. Wystarczy wspomnieć, że w 2020 i 2021 roku nie organizowano RIAT-u. Mimo pewnych trudności pogodowych pokazy dla szerokiej publiczności były emocjonujące i zgromadziły wielu ciekawych uczestników. Natomiast bardziej zaawansowani fani lotnictwa wojskowego, którzy pozlatywali i poprzyjeżdżali do Belgii z całej Europy, żeby podziwiać samoloty w malowaniach tygrysich, mogą czuć się zawiedzeni, bo XT-Roar-dinary Tiger Event wypadł pod tym względem słabiej niż chociażby NATO Tiger Meet w 2018 roku w Krzesinach i powiązany z nim Poznań Air Show na Ławicy. Pozostaje nam czekać na zaszczepienie się większego odsetka mieszkańców Europy, ostateczne zniesienie ograniczeń – mam nadzieję, że już w przyszłym sezonie – i powrót pokazów lotniczych na pełną skalę.

Maciej Hypś, Konflikty.pl

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułAmp futbol. Traktowali ich jak cyrkowców, a oni walczą o medal Euro dla Polski
Następny artykułGrupa ZF zapowiada dalszy rozwój i wzrost zatrudnienia w Polsce