A A+ A++

„Lamus Historyczny” Zbigniewa Cioczka jest jak jaskinia odkrywców. Wchodzisz i od razu rzuca się na ciebie mnóstwo przedmiotów, a każdy z innej parafii. Wrota otwartego sezamu podparte są po staropolsku, kołkiem.

Najpierw, po prawej stronie, zagadkowe minerały, prawdziwy, ciężki meteoryt, odciski prehistorycznych zwierząt i roślin w skale. Zaraz za nimi pistolety, pewnie dziewiętnastowieczne, pociski i broń biała. Na środku replika armaty,  obok kule do niej, już oryginalne.

Im głębiej wchodzisz, tym więcej zagadek. Ale jak nie wiesz co to jest? Weź do ręki, przekartkuj, obejrzyj, przeczytaj co napisali na obudowie. Czasem po polsku, czasem po niemiecku, albo rosyjsku.

Zastanawiające, że „graty” budzące zainteresowania i emocje odwiedzających to miejsce,  zalegające większość lamusa, są pamiątką historii życia zaledwie trzech, może czterech pokoleń. Ludzie po sześćdziesiątce rozpoznają jeszcze maselnice, sieczkarnie i młynki używane kiedyś na wsi. Rozpoznają też kołowrotki, chociaż nawet oni spotykali je najczęściej już tylko na strychach, albo w komorach gospodarstw swoich dziadków. Ale dla współczesnych nastolatków nawet gramofon Bambino czy projektor do bajek to symbole zamierzchłych czasów. Co przy tym powiedzieć o stuletnim powozie, narzędziach kowala, wyposażeniu warsztatu szewskiego, w którym, na stalowych i drewnianych przyrządach, powstawały szyte z prawdziwej skóry buty nie do zdarcia. Zwiedzenie wnętrza gigantycznej, 500 m2, byłej obory uzmysławia, jakiego pędu nabrał świat w ostatnich stu latach.

Eksponaty lamusa dowodzą też jak trudne, ale i solidne było życie mieszkańców naszych okolic na przełomie XIX i XX wieku. Nawet prymitywne z dzisiejszego punktu widzenia narzędzia, nie pozwalały na wypuszczanie w świat tandety. Buty stanowiły majątek i w niedzielę wzuwało się je dopiero przy wejściu do kościoła. Ale tam, gospodarz mógł zaimponować blaskiem świeżo nałożonego szuwaksu. Bałagan wymieszania epok buduje urok lamusa. Okazuje się, że starowinka, maszyna do szycia Łucznik jest również niezwykła, jak pierwsze niby komputery służące do wydruku faktur i gazety informujące o wybuchu II wojny światowej. Jak chcesz, możesz zajrzeć do grubego dowodu osobistego człowieka żyjącego w latach 20. minionego stulecia i dokładnie dowiedzieć się, jaki miał wzrost, kształt twarzy i profesję. Można pomyśleć, że dzisiejsze dowody biometryczne to nic nowego.

– Większość zawartości lamusa jest wynikiem poszukiwań prowadzonych przez Wojciecha Krzysiaka, mojego znajomego i wspólnika do gromadzenia pamiątek historii, który swoją pasję odziedziczył po dziadku i ojcu. Co ciekawe, zebrał je zaledwie od wakacji ubiegłego roku. Niewielka część jest moją własnością. To świadczy, jak wiele przedmiotów wyrzucanych często do śmietników, bo trzeba wysprzątać piwnicę, albo wynajdywanych w rozpadających się stodołach, można jeszcze uchronić od zniszczenia – mówi Zbigniew Cioczek.

Równie niezwykłe, jak sam lamus, jest miejsce, w którym się znajduje. To otoczenie zespołu pałacowo-parkowego w Wierzchowiskach sięgającego korzeniami XIV stulecia. Przez wieki bywał własnością rodów Bystrzejowskich, Wierzchowskich, Wilczopolskich, Rzewuskich, Koźmianów, Pustowójtów i Świdów. Pałac był świadkiem burzliwej historii Polski. Stanowił schronienie dla powstańców styczniowych, w nim również urodziła się Henryka Pustowójtówna, adiutantka Mariana Langiewicza, dyktatora powstania. Po okresie peerelowskim został odkupiony od państwa, można powiedzieć, że ocalony i pieczołowicie odrestaurowany przez rodziną Cioczków, którzy mogą się pochwalić „Laurem Konserwatorskim”, wyróżnieniem przyznanym przez Lubelskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Pan Zbigniew doskonale zna historię tego miejsca. Pokazuje imponującą stodołę z czterema wjazdami i wyjazdami, potężnymi, drewnianymi balami, tworzącymi jej konstrukcję. Ogrom budynku nie jest przypadkowy. Musiał pomieścić paszę dla 100 koni hodowanych dla wojska i tyluż krów, zbieraną z 2300 hektarów gruntów. Jak na owe czasy Wierzchowiska były prawdziwym ośrodkiem gospodarczym. Większości budynków mieszkalnych dla robotników pracujących w posiadłości już nie ma. W garażu nie stoi też, jak to było przed wojną, rolls royce. Pozostała jednak atmosfera tętniącego życia, klimat Rzeczpospolitych, tej pierwszej i drugiej i trwające niezmiennie piękno otoczenia. Jest dowodem, że Polska była wtedy zupełnie innym krajem, w którym centrum państwa było rozproszone i może nawet bardziej egalitarne niż dzisiaj. Na pewno warto się nią zainteresować. Lamus Historyczny otwiera podwoje w niedziele, w godzinach 12.00-15.00. Wtedy właśnie przyjeżdża do Wierzchowisk Wojciech Krzysiak, który pełni rolę przewodnika i opowiadacza. Wstęp do lamusa jest bezpłatny. Dobrowolnie można w glinianym wazonie pozostawić parę groszy „na sprzątanie” i koniecznie wpisać się do kroniki. Można też przynosić, broń Boże wyrzucać, „niepotrzebne” pamiątki z przeszłości. Na dobry początek, biblioteka ze Świdnika przekazała książkę „Najdziwniejszy z adiutantów”, opowieść o Annie Henryce Pustowójtównie, która urodziła się w Wierzchowiskach.

Głos Świdnika Lamus pałac w Wierzchowiskach Zbigniew Cioczek

Last modified: 9 czerwca, 2024

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułWierni, bierni, wystraszeni. Wojna stworzyła nowy typ rosyjskich oligarchów
Następny artykułWybory do europarlamentu: frekwencja nie powala