A A+ A++

Królestwo Niebieskie, reż. Ridley Scott, 2005.

Królestwo Niebieskie to niewątpliwie jeden z najsłynniejszych kostiumowych filmów historycznych w dziejach kina. Nie przełożyło się to jednak na pełny sukces kasowy – dzieło to zarobiło w Stanach Zjednoczonych niewiele ponad trzecią część swojego 130 milionowego budżetu (choć światowo zwrócił się niemal dwukrotnie). Ważnym elementem wzmożonej krytyki Królestwa Niebieskiego Ridleya Scotta jest niezwykle twarde zderzenie reżysera z realiami epoki krucjat. W tej recenzji skupię się wyjątkowo właśnie na aspekcie zgodności obrazu Scotta z historią XII wieku.

Recenzja zawiera liczne spoilery do wersji reżyserskiej filmu Królestwo Niebieskie!


Ridley Scott i jego romanse z historią

Reżyser Królestwa Niebieskiego jeszcze przed opowieścią o kowalu Balianie miał na swoim reżyserskim koncie wiele filmów przenoszących widza w czasie. I to na pierwszy rzut oka przenoszących stosunkowo skutecznie.

Niestety, głębsza analiza zawsze prowadziła Scotta w ucieczkę ku fikcji, co nie byłoby może aż tak dużym problemem, gdyby nie fakt, że cierpi na tym scenariusz (jak w Podboju Raju:1492 czy nieco mniej w słynnym Gladiatorze).

Pozytywną stroną filmów reżysera Królestwa Niebieskiego była niewątpliwie jego monumentalność. Lokacje, statyści, postacie epizodyczne – to one sprawiały, że widzowie mogli naprawdę poczuć się choćby jak rzymski obywatel w wiecznym mieście.

Królestwo niebieskie

Kolejna epicka produkcja Ridleya Scotta miała skupiać się na epoce krucjat, konkretnie latach poprzedzających III krucjatę (tzw. krucjatę królów, brał w niej udział sam Ryszard Lwie Serce).

Lokacje zostały wybrane idealnie – filmowano przede wszystkim w Maroku i Hiszpanii. Niezwykle ważną postacią (ostatecznie jedną z niewielu, która mogła zaliczyć ten epizod kariery za udany) był Harry Gregson-Williams, odpowiedzialny za muzykę w filmie.

Obsada rzeczywiście mogła budzić nadzieję. Główną rolę otrzymał Orlando Bloom, za którym co prawda ciągnęła się opinia aktora sztywnego i przerysowanego, tak wielu mogło uwierzyć, że pod reżyserem Gladiatora zacznie świecić nowym blaskiem lekkości.

Pozostałe role obsadzili m.in. Eva Green (Sybilla Jerozolimska), Edward Norton (król Baldwin IV Trędowaty), Liam Neeson (Gotfryd z Ibelinu, ojciec głównego bohatera, postać fikcyjna) czy Jeremy Irons (Tyberiasz aka Rajmund III z Trypolisu).

Film wszedł do kin 2 maja 2005 roku. Wersja kinowa została odebrana krytycznie i dopiero opublikowanie 3 godzinnej wersji reżyserskiej sprawiło, że opinie krytyków nieco złagodniały.

O ile absolutnie muszę się zgodzić z tym, iż wersja reżyserska jest o niebo lepsza od tej kinowej, to nawet ta nie rozwiązuje wielu kłopotów filmu, przez które wzbudza on we mnie co najmniej zakłopotanie.

Królestwo niebieskie – rys fabularny

Królestwo Niebieskie opowiada historię Baliana, kowala mieszkającego w królestwie Francji, który przeżywa kryzys psychiczny godny romantyka po śmierci syna i samobójstwie żony. Z  tej melancholii wyrywa go wizyta hrabiego Gotfryda z odległego Ibelinu (miasto w Ziemi Świętej), który okazuje się ojcem głównego bohatera. Krzyżowiec proponuje wspólną podróż do królestwa Jerozolimskiego.

Z początku Balian nie zgadza się na wyjazd, lecz po zabójstwie własnego brata zostaje zmuszony do ucieczki i przyjmuje propozycję ojca. Po długiej podróży trafiają na Sycylię, skąd statkiem mają dotrzeć do jednego z wielu portów łacińskiego Outremer.

Tam, z powodu ran otrzymanych jeszcze we Francji, umiera Gotfryd. Przed śmiercią namaszcza na następcę samego Baliana. W czasie podróży statkiem po zdradliwych wodach Morza Śródziemnego łacinnicy rozbijają się i jedynie Balian był w stanie dopłynąć na plażę.

Tam od razu trafia w wir wielkiej polityki i waśni dwóch wielkich religii i przywódców, którzy pomimo napięć starają się zachować pokój – Baldwina IV i Saladyna. Dramatyzmu sytuacji dodaje potajemny romans Baliana z siostrą schorowanego króla – Sybillą.

Po śmierci Baldwina IV i jego bratanka o tym samym imieniu władzę w Jerozolimie przejmuje główny antagonista filmu – Gwidon z Lusignan, mąż Sybilli. Prowadzi on amie łacinników do ogromnej klęski pod Hattin, gdzie cała armia Europejczyków zostaje zmieciona z powierzchni ziemi.

Pan na Ibelinie w tym czasie jest zmuszony do rozpaczliwej obrony Jerozolimy przed Saracenami. Staje przed wieloma trudnymi wyborami moralnymi, ostatecznie stając po stronie zwykłych ludzi, ratując ich przed złupieniem miasta przez muzułmanów.

Tyle o fabule. Teraz przyjrzyjmy się, za co ten film należy docenić i za co zganić.

Ciemna Europa vs renesans XII wieku

W pierwszym akcie filmu akcja toczy się Europie, konkretnie gdzieś we Francji za panowania króla Filipa II Augusta. Widza od razu przytłacza dojmująca atmosfera, zastosowanie zimnych kolorów i przyciemnienie obrazu. Wszystko po to, by przenieść nas w realia epoki? Bynajmniej.

Głównym grzechem Królestwa Niebieskiego jest kontrastowe przeciwstawienie bogatego, jasnego, idyllicznego i cywilizowanego świata arabskiego z skrajnie biednym, brudnym, ciemnym (wizualnie i intelektualnie) i zacofanym świecie Europy. Jest to przedstawienie wręcz groteskowe.

XII wiek jest bowiem okresem niezwykłego wzrostu cywilizacji łacińskiej pod każdym względem. System trójpolówki niemal 2-krotnie zwiększył ilość zbieranego zboża. Poprawiło się bezpieczeństwo na drogach i kształtowały się nowe szlaki handlowe. Morzem Śródziemnym przestali władać Arabowie – od teraz to włoscy kupcy z Wenecji czy Genui dyktowali warunki wymiany handlowej.

Rozkwit dotyczył też sfery kultury – powstały uniwersytety, kiełkowała kultura rycerska. Powoli kształtował się podział stanowy i coraz więcej osób miało dostęp do realnej władzy. Sytuacja polityczna została w dużej mierze ustabilizowana przez dyktat Kościoła katolickiego z papieżem na czele.

Barbarzyńska Europa

Obraz ówczesnej Europy według Ridleya Scotta jest wręcz skrajnie nieprawidłowy, pełen kompletnie niezrozumiałych uprzedzeń. Oto kilka tego przykładów:

  • Żonie Baliana w trakcie pochówku zostaje ucięta głowa wyłącznie z powodu sposobu śmierci – samobójstwa. Tymczasem w żadnym źródle z epoki nie ma wzmianki o takiej praktyce. Pochówek kogokolwiek był w chrześcijańskiej Europie czymś niezwykle zrytualizowanym i jakiekolwiek naruszenie ciałą nieboszczyka równałoby się przeszkodzeniem mu w wejściu do świata zmarłych, przez co dusza musiałaby pozostać na Ziemi i wiecznie nastręczałaby mieszkańcom strachu i niepokoju.
  • W czasie przyjazdu Gotfryd odwiedza swego krewnego, który przyjmuje go ucztą w sali bankietowej. Została ona skonstruowana w taki sposób, by przedstawiała współczesny nam obraz zamku jako miejsca zimnego i nie gościnnego. Tymczasem w rzeczywistości takie reprezentatywne miejsca były pełne kolorów i wigoru. Pojawiało się na nich także bardzo wiele przedstawień kultowych, czego Scott unika jak ognia, zapewne chcąc pokazać ,,laickość” anachronicznie pojmowanego ,,zachodu”.
  • Jak wcześniej zostało już wspomniane, w Królestwie Niebieskim doświadczymy widoku wszechobecnego brudu. Chłopi w ledwo zakrywających całe ciało wełnianych ubraniach i niechlujne prowadzenie się rycerzy jest u Scotta na porządku dziennym. Prawda jest jednak taka, że właśnie od XII wieku standard życia nawet pomniejszych poddanych uległ znaczącej poprawie. Przechadzając się po podgrodziu na pewno można byłoby spotkać kolorowo ubranych chłopów.
  • To samo tyczy się rycerstwa, które od XII wieku starannie dba o oddzielenie się od społeczeństwa nie tylko ekonomicznie, ale przede wszystkim wizualnie – żaden rycerz nie dopuściłby się do doprowadzenia swoich włosów do stanu, w jakim zostało to przedstawione w filmie.
  • Kolejnym absurdem jest przedstawienie Europejczyka dokonującego mikcji do pobliskiej rzeki. Przeciętny Europejczyk wiedział o istnieniu łaźni i mógł z nich korzystać. Dopiero w renesansie, wraz z ruchem kalwińskim rozwinęło się przekonanie, że higiena zbytnio dogadza ciału i jest źródłem grzechu.

Ridley Scott wpycha widzowi takie fałszywe przekonania, by wyrobił sobie zdanie o ciemnych wiekach średnich, co perfekcyjnie łączy się z przedstawieniem cywilizacji arabskiej jako wzoru ucywilizowania i moralnych cnót.

Poza tym ten akt przynosi kilka innych, mniejszych nieścisłości, jak:

  • heretyckie myśli naszego głównego bohatera (dość niecodzienne jeżeli mówimy o kowalu),
  • przedstawienie traumy po śmierci dziecka (zdecydowanie był to dużo bardziej powszechny żal, niźli jest on dla nas współczesnych, nie ma żadnego źródła z tego okresu potwierdzającego, że poronienie doprowadziło do samobójstwa niedoszłej matki),
  • komiczne przedstawienie treningu wojskowego Baliana z dwuręcznym mieczem i bez tarczy. Taki styl walki przypada już na okres wieku XIV,
  • nieprawidłowe przedstawienie statusu bękarta – Balian całe życie nie miał pojęcia, że był bękartem arystokraty, zaś jego ojciec kompletnie się nim nie interesował. Często zdarzało się jednak, że ojcowie zapewniali takim dzieciom godne warunki życia, zwłaszcza jeżeli było to dziecko arystokraty.

Przebłyski realizmu

Nie należy zapomnieć jednak o kilku plusach i ciekawych smaczkach z tego aktu.

Scena rozmowy brata Baliana z jego kościelnym przełożonym schodzi w pewnym momencie na temat reformy Kościoła. O ile może wydawać się, że takie dyskusje są domeną reformacji, to należy pamiętać, że pod koniec XII wieku Kościół mierzył się z coraz popularniejszymi herezjami (przede wszystkim albigensów) i reforma rzeczywiście była potrzebna.

Niezwykle ciekawa jest scena rozmowy Gotfryda z Balianem. Pada w niej zdanie, że kowal ma niewielkie doświadczenie wojskowe, ale uczestniczył w kilku wojnach, jednak kompletnie nie pamięta kto walczył z kim i czemu wojna w ogóle wybuchła.

Na pierwszy rzut oka wydaje się to niedorzeczne, lecz rzeczywiście, liczba konfliktów lokalnych lordów (zwłaszcza w zdecentralizowanej monarchii Kapetyngów) była tak duża, że zwykły kowal nie miał prawa orientować się w tej drobiazgowej układance. Mieszkańca podgrodzia interesował przede wszystkim pokój i możliwość spokojnej egzystencji.

Mentalność XXI wieku w średniowieczu?

Następny akt przenosi nas do Włoch, konkretnie na Sycylię. Balian z towarzyszami przemierzają Mesynę, a więc jeden z najważniejszych portów w regionie.

Jest to jedna z niewielu świetnie odwzorowanych scen. Scott wybrał akurat tą lokalizację ze względu na możliwość pokazania przenikania się kultury chrześcijańskiej z muzułmańską. Nad Sycylią jeszcze niecałe 100 lat wcześniej panowała arabska dynastia Kalbidów i z pewnością jeszcze długo potem codziennym widokiem były modlitwy muzułmanów na pobliskich plażach.

Samo przedstawienie twierdzy i portu, wygląd fortyfikacji czy stroje bohaterów zostały dobrane w sposób wzorowy.

Na tym jednak kończą się plusy. Od tego momentu Królestwo Niebieskie zacznie razić swoim ideologicznym przesłaniem wyższości wschodu względem zachodu.

Z pewnością objawem tego jest ukazanie katolickiego kleru jako fanatyków żądnych zabijania niewiernych i traktowania tego jako coś dobrego.

W tym czasie duży wpływ na kulturę duchową miał św. Bernard z Clairvaux. Starał się on pogodzić ideę krucjaty z praktyką. Głównym celem krucjat nie miała być walka sama w sobie. Chodziło przede wszystkim o przeżycie trudu żmudnej pielgrzymki do miejsc śmierci Chrystusa. Dopiero na dalszym planie można było ustalić walkę, ale tylko i wyłącznie jako obronę miejsc świętych, wojna ofensywna nie wchodziła tutaj w grę.

Oczywiście, należy podkreślić, że takie opinie brutalnie zderzyły się z praktyką polityczną, ale nie zmienia to faktu, że papież nie popierał akcji ofensywnych, nawet toczonych  przeciwko muzułmanom, przynajmniej w tym czasie. Okiełznanie europejskiego rycerstwa okazywało się jednak dość często nieskuteczne.

Kolejnym mankamentem jest sposób przedstawienia jednego z najważniejszych możnych Ziemi Świętej – Gwidona z Lusignan. Podstawowym błędem jest ukazanie go jako templariusza, co oczywiście jest błędem, gdyż wówczas nie mógłby być mężem Sybilli.

Dzięki tej postaci Scott stara się przekonać widza o konflikcie w obozie chrześcijańskim – między tolerancyjną mniejszością i żądną krwi większością ślepych fanatyków. W rzeczywistości taka dywersyfikacja jest bezpodstawna i kuriozalnie płytka.

Jak wcześniej wspomniałem, wszelkie działania były wówczas determinowane przez politykę. Zmienność sojuszy, wspólna walka muzułmanów i krzyżowców przeciw własnym braciom w wierze, łamanie rozejmów, było domeną obu stron. Wiara była przede wszystkim bardzo dobrym casus belli, używanym tylko wtedy, gdy było pożyteczne.

Od zera do hrabiego?

Na koniec aktu widzimy wzruszającą scenę śmieci Gotfryda i legitymizację Baliana. Z pewnością takie wydarzenie nie miało prawa mieć miejsca.

Po pierwsze, usynowienie na łożu śmierci byłoby powszechnie kontestowane (zwłaszcza, że wszystko odbywa się przez słowne porozumienie!), zapewne młodsi bracia Gotfryda i ich synowie upomnieliby się o swoje dziedzictwo. Nawet dalsza rodzina miałaby pełne prawo ubiegać się o tytuł hrabiego Ibelinu.

Po drugie za legitymizację współodpowiedzialny był senior zainteresowanego, w tym przypadku król Jerozolimy. Oczywiście żaden królewski dokument nie został w filmie pokazany.

Po trzecie towarzyszące usynowieniu pasowanie na rycerza nie było możliwe bez jakiegokolwiek przygotowania, jak choćby służba innemu rycerzowi jako giermek.

Czarno-białe Outremer

Akcja filmu przenosi nas do Ziemi Świętej. Już sam początek tego segmentu może napawać poczuciem absurdu. Fakt spotkania muzułmańskiego arystokraty podróżującego niemal bez eskorty blisko wybrzeża w całości kontrolowanego przez królestwo jerozolimskie i cała jego relacja z Balianem jest przykładem luźnego podejścia do prawdy historycznej.

W scenie, jaką zaprezentował nam Scott chrześcijański rycerz wziąłby niewątpliwie swojego wroga do niewoli. Rola okupu za arystokratę była w XII wieku ściśle przestrzegana. Przynajmniej scena z bazaru w Jerozolimie rzeczywiście oddaje kosmopolityczny charakter miasta.

W tym momencie Królestwo Niebieskie przechodzi do pokazania nam całej gamy postaci najważniejszych możnych w królestwie. Robi to jednak skrajnie nieprawidłowo.

Reinald de Chatillon

Postać owiana mroczną sławą. W filmie widzimy fanatyka nie grzeszącego rozumem, pełnego nienawiści i dodatkowo tchórza. Prawdziwy Reinald był postacią, która zasługuje na osobny film.

Swoją pozycję zawdzięczał mariażowi ze starszą od siebie księżną Antiochii Konstancją. Dzięki temu objął współrządy w drugim najważniejszym dla łacinników mieście w Lewancie. W 1159 roku wobec najazdu cesarza Bizancjum Manuela ukorzył się przed nim, ale został potraktowany podobnie jak w filmie (tutaj rolę oprawcy przejął Baldwin IV).

Następnie przez 15 lat przebywał w niewoli, by wrócić do Jerozolimy jako jeden z ważniejszych hrabiów. Otrzymał w lenno strategicznie ważną twierdzę Kerak, która oddzielała Egipt od Lewantu. Był on w dużej mierze cynicznym awanturnikiem – bezlitośnie napadał na karawany (nie tylko muzułmańskie). Krytykowany przez Kościół dopuścił się nawet uwięzienia kapłana z Jerozolimy.

Baldwin IV przymykał jednak oko na te działania, gdyż Reinald skutecznie wiązał siły Saladyna. W filmie ideą takiego najazdu jest wyłącznie rabunek. W średniowieczu wyglądało to jednak z goła inaczej.

Najazd był posunięciem w dużej mierze politycznym – miał zastraszyć i zaprzątać uwagę wroga. Bardzo ważnym elementem rajdu były okupy, dzięki którym jedna strona mogła znacząco wzmocnić się finansowo na korzyść tej drugiej. Prawdziwy Reinald nigdy nie odważyłby się zabić siostry Saladyna – była ona zbyt cennym jeńcem, by ją uśmiercić.

W ten sposób Reinald waz z 3 galeonami plądrował Morze Czerwone, w dużej mierze osłabiając autorytet sułtana. To brawurowe przedsięwzięcie z pewnością przekreśla hipotezę o tchórzostwie habiego Keraku. Oczywiście Saladyn odwdzięczał się kontr najazdami – obie strony były równie winne takiemu rozlewowi krwi.

W filmie postać ta jest jak Gwidon pokazana jako templariusz – i tak samo jest to przedstawienie błędne.

Tyberiasz, czyli Rajmund III z Trypolisu

Aby widz nie pomylił imienia Reinalda, hrabia Trypolisu otrzymał w Królestwie Niebieskim imię Tyberiasza (prawdopodobnie od twierdzy Tyberiada, przy jeziorze o tej samej nazwie). Przedstawia się go jako doświadczonego, tolerancyjnego i trzeźwo myślącego polityka, wspierającego lojalnie wysiłki swego króla w zachowaniu pokoju. Jak to pozytywny bohater Scotta, ma on głębokie wątpliwości wobec religii i samej idei krucjat. Czy Rajmund rzeczywiście taki był?

Historyczny Rajmund rzeczywiście był najważniejszym po królu możnowładcą w królestwie z racji pełnienia funkcji hrabiego Trypolisu, jedynego z 2 na wpół autonomicznych hrabstw (obok księstwa Antiochii). Ten element został odwzorowany wzorowo.

Scott przedstawił go jednak w kontraście do jawnie złych Reinalda i Gwidona. Sam Rajmund nie był jednak patriotą w naszym tego słowa znaczeniu. Jak każdy możny kierował się partykularnym interesem. Widać to tuż przed fatalną dla Franków bitwą pod Hattin – Rajmund zawiązał wówczas separatystyczny pokój z Saladynem i obiecał mu możliwość przejścia przez jego ziemie. Wszystko bez zgody króla Jerozolimy.

Jego stosunek do muzułmanów nie został zbytnio przekoloryzowany. Za nauczenie się arabskiego (bardzo przyjemny smaczek także pokazany w filmie) i kontakty handlowe ze wschodnimi kupcami był nawet oskarżany o zdradę.

Niestety, skazę na przedstawieniu hrabiego kładzie jego skrajne postrzeganie religii. Ten zarzut tyczy się wielu postaci – kompletne wyłączenie ze swego życia sfery sacrum było dla ówczesnych czymś niewyobrażalnym. Do tej pory nie znaleziono dowodów na takie cyniczne podejście Rajmunda do Kościoła i wiary katolickiej.

Baldwin IV Trędowaty

Bodaj jeden z najsłynniejszych władców państw krzyżowych, Baldwin rzeczywiście był dotknięty trądem, choć fakt noszenia maski nie jest potwierdzony przez źródła.

Daje to jednak ogromny walor w budowaniu postaci. Edward Norton został pozbawiony możliwości oddziaływania na widza przez mimikę, co jednak nie przeszkadza mu w świetnym budowaniu postaci króla trędowatego przez samą modulację głosu i ruch.

W swoich partiach dialogowych świetnie oddaje człowieka śmiertelnie chorego, z sentymentem wspominającego swoje największe militarne zwycięstwo (chodzi o spektakularne zwycięstwo nad Saladynem pod Montgisard w 1177 roku).

Dodatkowo warto podkreślić, że relacje między nim a jego dworem są przedstawione mieszanie. Widać niechęć do Gwidona z Lusignan, ale już wobec Sybilli relacje te częściowo zafałszowano. To samo tyczy się stosunku króla do templariuszy (których aktywnie wspierał) i Saladyna (którego był śmiertelnym wrogiem).

Sposób napisania tej postaci nie idzie w parze z talentem aktorskim Nortona. Cały wątek podejścia do utrzymania pokoju między dwoma religiami jest skrajnym anachronizmem. Baldwin IV był władcą religijnym. Przez muzułmanów był opisywany z szacunkiem, ale nie ze względu na tolerancje, ale skuteczną i brutalną politykę – na wieść o jego śmieci świat muzułmański odetchnął z ulgą.

Żaden król Jerozolimy nie pozwoliłby na czczenie w świętym mieście innej religii niż swojej. Chrześcijanie uważali, że skaziłoby to wszystkich wyznawców Chrystusa, zwłaszcza w kontekście przekonania o rychłym końcu świata i wielkim sądzie ostatecznym, mającym się odbyć właśnie w Jerozolimie.

Dlatego przedstawienie modlących się w meczetach muzułmanów jest oczywiście nieprawidłowe. Niemniej, w pozostałych ośrodkach panowała względna tolerancja. Tak opisywał to arabski kronikarz Imad ad-Din:

,,(Frankowie) nie zmienili żadnych zwyczajów religijnych (muzułmanów żyjących w pobliżu Nablus) […] I (Frankowie pozwolili muzułmanom) pozostać przy ich zwyczajach jeśli chodziło o ich prawa, pomniki, świątynie i meczety.”[1] (tłumaczenie własne)

Baldwin nie zachowuje się racjonalnie pytając Baliana o opinię na temat projektu fortyfikacji. Nowy pan Ibelinu, będąc wcześniej kowalem, mającym minimalne doświadczenie w sztuce oblężniczej, miałby dużo lepiej znać się na budowie murów niż profesjonalni murarze, bodaj najlepsi w całym świecie chrześcijańskim, zdolni do budowania twierdz takich jak Krak de Chevaliers czy zamek św. Jakuba

Kolejny błąd (powtarzany namiętnie) to podejście do religii. Nie mamy żadnych świadectw o domniemanym cynizmie króla – wręcz przeciwnie, swoim oddaniem wobec wiary nie różnił się zbytnio od swoich poprzedników. Fakt ten sprawia, że scena śmieci króla nie powinna zawierać odmowy przyjęcia namaszczenia chorych od księdza.

Argumentując swój sprzeciw względem patriarchy Jerozolimy, król zbliża się wręcz ku doktrynie protestanckiej (ponad 3 wieki późniejszej), mówiąc, iż woli sam, a nie przez pośrednictwo duchownego, pojednać się z Bogiem.

Dodatkowo, sam fakt, że król miałby zostać wyspowiadany przez patriarchę też jest mało prawdopodobny – królowie mieli zwykle własnych kapelanów, pochodzących przede wszystkim z niższego duchowieństwa.

Zgodna z historią jest jednak relacja króla z Gwidonem. Baldwin był na tyle sceptycznie nastawiony wobec możliwości objęcia tronu przez męża Sybilli, że (mniej więcej tak jak przedstawiono w filmie) zorganizował spisek przeciw niemu. Niechęć brała się prawdopodobnie z przekonania króla o niepopularności Gwidona wśród możnych.

Sybilla Jerozolimska i Baldwin V

Niezwykle ważną dla fabuły filmu Królestwo Niebieskie jest postać siostry króla Baldwina IV – Sybilli. Po śmierci schorowanego brata została regentką swojego małoletniego syna z pierwszego małżeństwa Baldwina V. Po jego szybkiej śmierci to ona, wraz z jej nowym mężem Gwidonem z Lusignan objeli władzę.

Wyjątkowo warto podkreślić casting i pracę twórców kostiumów. Sybilla jest bowiem przedstawiona w jedwabiach na wzór bizantyjski. Biorąc pod uwagę, że jeszcze dekadę przed okresem, w którym dzieje się akcja filmu, królową była cioteczna wnuczka cesarza bizantyjskiego, Maria Komnena, można domniemywać, że dwór jerozolimski mógł przyjąć część greckiego obyczaju i tamtejszą modę.

Niestety, charakterologicznie Scott kompletnie zmienił Sybillę na potrzeby scenariusza. Po pierwsze, córka Amalryka I była dobrą żoną Gwidona i wspierała go w każdym jego przedsięwzięciu, często stojąc w opozycji względem króla Baldwina IV. Filmowy romans z Balianem w rzeczywistości nie mógł mieć miejsca.

Epizod ten może być jednak ciekawym nawiązaniem do możliwego (bogato opisanego w kronice Ernoula) romansu Sybilli sprzed ślubu z Gwidonem. Przed głównym antagonistą filmu, jej mężem miał zostać starszy brat Baliana – Baldwin. Ostatecznie, do małżeństwa nie doszło.

Niezwykle interesującą postacią w Królestwie Niebieskim jest król Baldwin V. Jego obecność nadaje dramatyzmu i podbudowy postaci Sybilli, która ostatecznie decyduje się na zabójstwo cierpiącego syna. O ile sceny z jego udziałem są wykonane perfekcyjnie (przede wszystkim wspaniałą scena koronacji), to brak dowodów na to, że cierpiał na trąd. Niemniej, panował niecały rok, po czym po dłuższej chorobie zmarł w 1186 roku.

H2: Balian z Ibelinu

Na koniec opisu poszczególnych postaci koniecznie należało przedstawić samego protagonistę i historyczny pierwowzór Baliana.

Historyczny pan na Ibelinie był dużo starszy niż w filmie, w 1184 roku był już pewnie po 40. Oczywiście nie był bękartem, lecz prawowitym synem Barisana, hrabiego Ibelinu. Nie mieszkał wcześniej w     Europie, nie pracował jako kowal, zaś jego żoną była już wspomniana wyżej księżniczka bizantyjska, Maria Komnena.

To w tą postać Scott włożył najwięcej swojego moralizatorskiego przekazu. Pomijając już zwyczajnie sztywną grę aktorską Orlando Blooma, to właśnie niepoprawna, rewolucyjna mentalność bohatera była powodem szerokiej krytyki filmu.

Balian może pochwalić się kilkoma absurdalnymi stwierdzeniami i zachowaniami:

  • Balian twierdzi, że szlachtą/rycerstwem może być każdy kto nosi tkaniny – tymczasem system rodowy i feudalny był w Europie bardzo silny – nobilitację można było uzyskać wyłącznie przez przywilej seniora.
  • W scenie po śmieci Baldwina V, Balian rzucając kamień wywołuje zapalenie się krzewu, czemu towarzyszy szyderczy, cyniczny uśmiech – ponownie, takie zachowanie dla jakiegokolwiek ówczesnego chrześcijanina byłoby absolutnie nie do pomyślenia. Obśmiewanie wydarzeń biblijnych było traktowane jako herezja.
  • W przemowie przed szturmem Saladyna na Jerozolimę Balian, niczym XIX wieczny romantyk stwierdza, że mury i budynki miasta nie są ważne, że to ludzie przynoszą mu wartość – jest to oczywisty anachronizm, w średniowieczu głęboko wierzono w wyjątkową siłę konkretnego miejsca, zwłaszcza, gdy miało ono konotacje religijne – rola Jerozolimy była w tym aspekcie nieporównywalna do żadnego miasta.

Królestwo niebieskie i lokacje

Pomimo fałszywego pokazania nadmiernego brudu w Europie zachodniej, Królestwo Niebieskie nieco reflektuje się przy pokazywaniu Lewantu. Jednym z takich przykładów jest wzorowe pokazanie bliskowschodniego typu łaźni na początku pobytu Baliana w Jerozolimie.

Podobnie na plus należy zaliczyć sposób ukazania Ibelinu. Co prawda hrabiowie tego miasteczka byli wpływowi politycznie, tak w praktyce badania archeologiczne z 2005 roku rzuciły nieco więcej światła na wygląd zamku.

Na początku swego istnienia w latach 40. XII wieku Ibelin był niewielkim zamkiem granicznym położonym na środku pustyni. Wraz ze zdobyciem pobliskiego Askalonu w 1153 roku jego znaczenie obronne spadło. Uspokojenie granicy dało sposobność do aktywnego rozwoju gospodarczego.

Rozwój ten został w filmie niezwykle przyspieszony (Balian w kilka tygodni jest w stanie kompletnie przemienić tamtejsze środowisko), ale w dużej mierze odpowiada prawdzie. To nowe techniki irygacyjne i skuteczniejsze techniki uprawy sprawiły, że w 1184 roku Ibelin był już porośnięty palmami, a mieszkańcom nie brakowało wody dzięki skutecznej irygacji.

Podobnie pozytywne opinie należy wygłosić o wyglądzie Keraku i Jerozolimy.

Saladyn i honorowe pojednanie?

Królestwo niebieskie w dużej mierze jest winne utrzymywaniu się stereotypu sułtana muzułmańskiego Saladyna jako nieskazitelnej osobowości. Tak jak poprzednio przedstawione postacie, żył w okresie, gdzie władca musiał być okrutny i przebiegły. Tak samo ma się sprawa z jego wspaniałomyślnością – sięgał po nią wtedy, kiedy była taka potrzeba.

Tymczasem w filmie Scott tworzy postać wyidealizowaną, pełną humanizmu i tolerancji. Z pewnością nie był zwolennikiem utrzymania pokoju i sam wywoływał wojny w imię dżihadu, także w znamiennym 1187 roku. Jego celem było kompletne przegnanie łacinników z Outremer, czemu ostatecznie nie podołał.

Tak samo nieprawidłowe jest ukazanie jego tolerancyjności względem religii, zwłaszcza przy podniesieniu i odstawieniu upadłego w czasie oblężenia Jerozolimy krzyża. Saladyn gardził chrześcijańskimi ideami i nie zdobyłby się na taki gest.

Kwestia wspaniałomyślności sułtana także została mocno przekoloryzowana. Poddając Jerozolimę Balian nie może uwierzyć, że Saladyn bez żadnych warunków wypuszcza wszystkich chrześcijan wolno. Rzeczywistość była zgoła inna.

Salah ad-Din został wówczas zastraszony przez Baliana – w przypadku braku porozumienia chrześcijanie mieli zburzyć święte miejsca muzułmanów i urządzić prawdziwą krwawą łaźnię. Obawiając się o swój wizerunek sułtan zgodził się nie wymordowywać łacinników, ale wszyscy ci, którzy nie wykupili się stosowną kwotą, mieli zostać niewolnikami.

Kilka scen przedstawia Saladyna w sposób prawidłowy. Dużą głębię nadaje mu cicha rozpacz po zachowaniu swoich zmarłych żołnierzy. Sułtan z pewnością nie był nieczułym potworem i ta scena świetnie to oddaje.

Podobne prawidłowe nawiązania występują przy rozmowie Baldwina i Saladyna przed twierdzą Kerak. Sułtan na odchodne proponuje przysłanie choremu medyków, by pomogli w leczeniu trądu. Bardzo podobny epizod miał miejsce w rzeczywistości w czasie III krucjaty, ale zamiast króla Jerozolimy, pomoc przyjął Ryszard Lwie Serce.

Idealizm militarny, czyli jak nie kręcić średniowiecznych bitew

Bitwy wyreżyserowane przez Scotta opływają w monumentalizm – niestety często cierpi na tym ich realizm.

Po pierwsze liczebność armii w Królestwie Niebieskim jest za duża. Widać to przede wszystkim w scenach pod Kerakiem – amie okrywające cały horyzont w tym okresie nie były w stanie zapewnić sobie wystarczającego zaopatrzenia – stąd siły powyżej 20 tysięcy były niezwykle trudne do utrzymania przez dłuższy czas.

Skład armii łacinników jest prawidłowy, czego niestety nie można powiedzieć o armiach Saladyna. Przede wszystkim brak w nich najważniejszej formacji – słynnych i często rozstrzygających o wyniku bitwy łuczników konnych.

Z podobnymi problemami mierzy się przedstawienie oblężenia Jerozolimy. Poza pewnymi niespójnościami logicznymi (tj. skrajnie dalekie ustawienie machin pod murami, brak przedstawienia działań saperów) Królestwo Niebieskie po raz kolejny chce pokazać kontrast między fanatykami (w osobie bodaj najmocniej skrzywdzonej przez Scotta postaci Herakliusza – patriarchy jerozolimskiego) a trzeźwo myślącymi ,,realistami”.

Widoczne jest to w scenie konfliktu między duchownym a protagonistą, gdzie ten pierwszy, według obyczaju, chce pochować zabitych obrońców. Balian sprzeciwia się temu i decyduje się na spalenie ciał. Z naszej, współczesnej perspektywy takie zachowanie wydaje się racjonalnym sposobem na zapobieżenie epidemii.

W średniowieczu obrządek chowania zmarłych był niezwykle ważny. Powszechnie wierzono, że nieboszczyk nie wejdzie do nieba, jeśli nie zostanie zachowany rytuał pogrzebu. To przez to np. w czasie dżumy we Florencji Giovanni Boccaccio tak ubolewa nad upadkiem obyczajów – brak pochówku jest dla niego (przecież intelektualisty) synonimem barbarzyństwa.

Czym jest Królestwo Niebieskie?

Po tej dogłębnej analizie z pełnym przekonaniem stwierdzam, że film źle oddaje realia historyczne epoki krucjat. Mimo wszystko, gdyby był to jedyny problem Królestwa Niebieskiego, wciąż miałby szansę na wysoką notę.

Niestety, kolosalne błędy historyczne mieszają się z błędami logicznymi w samym scenariuszu. Pomimo dobrego poziomu aktorstwa (naturalnie pomijając Orlando Blooma), to właśnie historia, jej toporny przekaz ideologiczny, porównujący łacinników do zwolenników amerykańskiego imperializmu, może mocno zrazić do tego dzieła.

Ridley Scott nie musiał wystrzegać się wszystkich nieścisłości historycznych – brak źródeł sprawia, że reżyser miał pole do popisu dla swojej wyobraźni. Tymczasem widz otrzymał spektakularny, ale skrajnie anachroniczny film ze wspaniałymi kostiumami i świetną muzyką, ale pod względem scenariusza nie dorastający do pięt choćby Gladiatorowi.


Ocena recenzenta: 3/6

Dystrybucja: 20th Century Fox Film Corporation

Krzysztof Izdebski


Bibliografia:

Źródła:

  • Ali Izz ad-Din Ibn al-Atir, Kompletna księga historii. Z czynów sułtana Saladyna, red. Z. Pentek, tłum. M. F. Horbowski, J. Maćkowiak, D. Małgowski, Poznań 2007.
  • Baha ad-Din, Saladin or What Befall Sultan Yusuf, tłum. Committee of the Palestine Exploration Fund, t. 13, Londyn 1897.
  • Brundage J., The Crusades: A Documentary History, Milwaukee 1962.
  • Gabrieli Francesco, Arab Historians of the Crusades, Berkeley 1984.
  • Hauziński J., Islam w feudalnych państwach arabskich i w krajach ościennych (VII-XV w.), Poznań 1976.
  • Richard of Devizes Chronicle, tłum. J. A. Giles, Ontario 2000.
  • Donald Sidney R, The Rare and Excellent History of Saladin, Burlington 2002.
  • Donald Sidney R., The Chronicle of Ibn al-Athir for the Crusading Period from al-Kamil fi’l-Tarikh. Part 2. The Years 541-589/1146- -1193: The Age of Nur al-Din and Saladin, Burlington 2007.
  • Usama ibn Munqidh, Kitab al I’tibar – Księga pouczających przykładów, tłum. J. Bielewski, Wrocław 1975.

Opracowania:

  • Ascheri M., The Laws of Late Medieval Italy (1000–1500). Foundations for European Legal System, Boston 2013.
  • Balard M., Łaciński Wschód. XI–XV wiek, tłum. W. Ceran, Kraków 2010.
  • Balard M., Wyprawy krzyżowe i łaciński wschód. XI–XV w.,tłum.M. Witkowski, Warszawa 2005.
  • Baldwin M. W., Rajmund III i upadek Jerozolimy. 1140–1187, tłum. K. Mróz-Mazur, Oświęcim 2014.
  • Bartlett R.,Tworzenie Europy. Podbój, kolonizacja i przemiany kulturowe 950–1350, Poznań 2003.
  • Berman H., Prawo i rewolucja. Kształtowanie się zachodniej tradycji prawnej, Warszawa 1995.
  • Bloch M., Społeczeństwo feudalne, tłum. E. Bąkowska, Warszawa 1981.
  • Boas A. J., Archeology of the Military Orders. A survey of the urban centers, rural settlement and castles of the Military Orders in the Latin East (c. 1120–1291), London – New York 2006.
  • The Cambridge Economic History of Europe: t. 1:The Agrarian Life of the Middle Ages, red. M. Postan, Cambridge 1966.
  • The Cambridge Economic History of Europe, t. 3: Economic Organization and Policies in the Middle Ages, red. M. M. Postan, E. E. Rich, E. Miller, Cambridge 1965.
  • Crucem signati. Krzyżowcy w nowej perspektywie badawczej, red. M. Małecki, Zabrze – Tarnowskie Góry 2013.
  • Człowiek średniowiecza, red. J. Le Goff, tłum. M. Radożycka-Paoletti, Warszawa 2000.
  • Edbury P. W., Rowe J. G., William of Tyre. Historian of the Latin East, Cambridge 1988.
  • Ellenblum R., Colonization Activities in the Frankish East: The Example of Castellum Regis (Mi’ilya), „The English Historical Review”, t. 111 (1996) z. 440, s. 104-122.
  • Hamilton B.,Baldwin IV. Król trędowaty, tłum. J. Jedliński, Poznań 2014.
  • Historia Krucjat, red. J. Riley-Smith, Warszawa 2000.
  • La Monte J., Feudal Monarchy in the Latin Kingdom of Jerusalem.1100 to 1291, Cambridge – Massachusetts 1932.
  • Layne-Poole S., Saladyn Wielki i upadek Jerozolimy, Warszawa 2006.
  • Le Goff J., Kultura średniowiecznej Europy, Warszawa 1994.
  • Pastoureau M., Średniowieczna gra symboli, tłum. H. Igalson-Tygielska, Warszawa 2006
  • Prawer J., Crusader Institutions, Oxford 1980.
  • Prawer J., The Latin Kingdom of Jerusalem: European Colonialismin the Middle Ages, London 1972.
  • Prawer J., The Settlement of the Latins in Jerusalem, „Speculum”, t. 27 (1952), z.4, s. 490-503.
  • Runciman S., Dzieje wypraw krzyżowych,t. 1-3, Katowice 2009.

[1] Kedar Benjamin, Franks, Muslims, and Oriental Christians in the Latin Levant, Burlington 2006, s.137.

Fot. Plakat filmu, źródło: 20th Century Fox

Czytaj również:

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułCo dalej z końmi na trasie do Morskiego Oka? Jest zapowiedź ministry klimatu
Następny artykułNieznane sekrety Wielkiej Piramidy – Odkrycie niezbadanej dotąd krypty w Gizie