A A+ A++

Liderki tabeli przegrały pierwszego seta, co je bardzo podrażniło. Kolejne trzy sety opolanki rozstrzygnęły na swoją korzyść i wyraźnie je wygrały. Bez względu na wyniki w dwóch ostatnich kolejkach UNI zapewniło sobie pierwsze miejsce przed meczami w fazie play-off i czeka na rywala z którym się zmierzy. Częstochowiance pozostała jedynie gra o honor.

Zespół z Częstochowy odrzucił swoje rywalki od siatki, zagrał bez żadnych skrupułów dla lidera tabeli i po ataku Magdaleny Ociepy prowadził 6:3. Stroną dyktującą warunki gry były podopieczne trenera Andrzeja Stelmacha, ich grę napędziła Angela Mroczek. Punktowy blok na Marcie Orzyłowskiej dał przyjezdnym czteropunktową przewagę (10:6). Gospodynie grały ospale, nie kończyły ataków z pierwszego uderzenia, popełniły proste błędy i w efekcie tego przy stanie 13:17 grę przerwał ich szkoleniowiec Nicola Vettori. Na niewiele się to zdało, przewaga przyjezdnych wzrosła do sześciu punktów (19:13). W polu zagrywki punktowała Agata Pietrzkiewicz. Sygnał do odrabiania strat dała Marta Orzyłowska, siatkarka ta popisała się asem serwisowym, a opolanki przegrywały 17:20. Wydawało się, że gospodynie pójdą za ciosem, tak się nie stało. Lepiej dysponowanie i bardziej zmobilizowane siatkarki spod Jasnej Góry wygrały tę część zmagań po ataku Agaty Pietrzkiewicz.


W drugim secie meczu do stanu 8:8 obie ekipy grały punkt za punkt. Następnie do głosu doszły miejscowe siatkarki, miały trzy punkty więcej niż ich rywalki (11:8). Zawodniczki z Częstochowy stanęły w miejscu, miały problemy z przyjęciem i przy serii Marty Ciesiulewicz przegrywały 13:19. Do końca seta trwała wyraźna dominacja i przewaga opolanek. W ataku nie do zatrzymania były Kinga Stronias i Oliwia Sieradzka. Wspomniana wcześniej Stronias zakończyła rywalizację w tym secie atakiem ze skrzydła.

Gospodynie poszły za ciosem, lepiej spisały się w grze na siatce. Po raz kolejny dała o sobie znać Marta Ciesiulewicz, przy jej serii opolanki odrobiły straty i zbudowały sobie dwupunktową przewagę (5:3). Z biegiem czasu zarysowała się wyraźna przewaga liderek tabeli. Odrzuciły one swoje rywalki od siatki, kontrataki zamieniały w punkty i po zbiciu Kingi Stronias prowadziły 16:12. To co się później wydarzyło można nazwać spektaklem jednego aktora. W polu zagrywki pojawiła się Stronias. Przy jej serii przyjezdne w jednym ustawieniu straciły osiem punktów z rzędu, nadziewały się na blok swoich rywalek i wysoko przegrały tego seta w stosunku 13:25.

Czwarty set był ostatnim w tym meczu. Jego przebieg niczym nie różnił się od seta numer dwa i trzy. Seria błędów własnych zespołu z Częstochowy sprawiła, że opolanki prowadziły 7:3. Pomimo tego nie spuściły one głów i walczyły jak równy z równym. Do remisu 13:13 doprowadziła asem serwisowym Agata Pietrzkiewicz. Do stanu 15:15 trwała wyrównana gra, po czym zarysowała się przewaga gospodyń. Rozgrywająca Daria Wąsik popisała się trudnymi zagrywkami, w ataku nie do zatrzymania była Kinga Stronias, a tablica wyników wskazała prowadzenie Uni 20:15. Jak na przystało na liderki tabeli miejscowe siatkarki uruchomiły swoje mocne elementy jakim jest gra w bloku i obronie. Ostatnie dwa punkty zdobyła Aleksandra Muszyńska i zespół z Opola zdobył kolejne trzy punkty.

UNI Opole – Częstochowianka Częstochowa 3:1
(23:25, 25:16, 25:13, 25:18)

Składy zespołów:
UNI: Wąsik, Orzyłowska, Stronias, Ciesiulewicz, Muszyńska, Sieradzka, Adamek (libero) oraz Borawska i Rybak
Częstochowianka: Pietrzkiewicz, Sidor, Matyszczak, Mroczek, Ociepa, Lach, Wysokińska (libero) oraz Jakubowska, Szumera, Szynkiel i Zych

Zobacz również:
Wyniki i tabela I ligi kobiet

źródło: inf. własna

nadesłał:

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułŻebrowski zabrał głos ws. przemocy w szkole aktorskiej. „Czuliśmy wstręt”
Następny artykułVettel: wynik jest rozczarowujący, ale mieliśmy pecha