A A+ A++

W astronomicznym internecie w ostatnich dniach królowała niepodzielnie kometa NEOWISE. Niestety tak się złożyło, że podczas gdy mieszkam w południowej części miasta, kometa widoczna była na północnej części nieba, a konsekwencją mieszkania na południu miasta jest to, że wszędzie na północ znajduje się… miasto. Wraz z zanieczyszczeniem świetlnym, ale i co gorsza z wysokimi blokami. Nie poddałam się jednak i w końcu udałam się 14 lipca wyprawę na teren pozbawiony przynajmniej przeszkód terenowych. Wreszcie lokalizację taką osiągnęłam. Gołym okiem zjawiska wypatrzeć nie mogłam, szczęśliwie posiadałam przy sobie pośredniczące oko cyfrowe w postaci aparatu Olympus. Tenże aparat nakierowałam w przybliżeniu tam gdzie spodziewałam się komety, i w istocie, czuła matryca spostrzegła upragniony obiekt. Mając zidentyfikowane precyzyjnie właściwe miejsce spróbowałam przyjrzeć się mu własnymi oczami, niestety bez rezultatu. Lampy uliczne i łuna miejska wypalała wszystko. Na pocieszenie zostały mi fotografie. Na poniższej kometa znajduje się niemal nad drugą latarnią od lewej, a dokładniej nieco na prawo od tejże latarni.

Tu podciągnęłam kolory w sposób absurdalny, by mimo internetowej kompresji kometa na pewno była widoczna. Tym sposobem “zdjęcie” nabrało cech sztuki nowoczesnej.

image

Poniżej natomiast prezentuję oryginał tego dramatycznie przerobionego zdjęcia (z kometą w centrum kadru):

image

image

Zmęczona kaprysami ogoniastego stwora niebieskiego zabrałam się za księżyce Jowisza. Wycieczka była piesza, w związku z czym miałam ze sobą tylko wspomniany aparat wraz z obiektywem Panasonic Lumix G 25 mm f/1.7, nie wzięłam natomiast teleskopu, co sprawy nie ułatwiło. Niemniej jednak księżcye udało się uchwycić, aczkolwiek w dość marnej jakości. No, ale tej okazji nie można było zmarnować, i pomimo dyfrakcji, aberracji chromatycznej i innych przeciwności natury optycznej mogę mieć satysfakcję z uchwycenia tych obiektów bez użycia teleobiektywu (skorzystałam z tego, że Jowisz znalazł się wyjątkowo blisko Ziemi).

image

image

Już zbierałam się do powrotu, gdy spotkałam dwie sympatyczne panie, którym marzył się widok komety nad Wawelem. Jednej z nich udało się sfotografować ją uprzednio telefonem z okna swego domu, co kluczowe – położonego za miastem. Pokazałam im gdzie kometa się znajduje i wykazałam tym samym że z naszego “punktu widokowego” już się jej w ten sposób nie uchwyci, za to one zwróciły mi uwagę na coś, co zupełnie mi umknęło. No cóż, jak atrakcje, to atrakcje. Przez niemal całą widoczną część nieba miała przelecieć Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. Nie udało mi się uwiecznić całego przelotu na jednym ujęciu, jednak ucieszyło mnie że mogłam sfotografować znów jak mija mój ulubiony gwiazdozbiór:

image

To by było  na tyle jeśli chodzi o ostatnie obserwacje optyczne. Ale nie samym widmem widzialnym człowiek żyje. W dodatku człowiek dysponuje smartfonem, a smartfon aplikacją, która pozwala rejestrować wysokoenergetyczne cząstki przybywające z kosmosu. Aplikacja nazywa się CREDO Detector (tu można ją pobrać na Androida) i na razie udało mi się za jej pomocą dokonać detekcji dwukrotnie. To moje pierwsze wykrycie:

image.

I to by na razie było na tyle jeśli chodzi o moje cyfrowe astrołowy. Na wyniki astrołowów “analogowych” trzeba będzie jeszcze poczekać (podczas tej samej wyprawy fotografowałam też na filmie, który nie został na razie wywołany, zatem efekt na razie jest tajemnicą).

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułUM Ruda Śląska: Uwaga! Burze z gradem
Następny artykułZa nami Święto Miasta