A A+ A++

Coraz więcej wskazuje na to, że serial z Arkadiuszem Milikiem dobiegnie końca i Polak wreszcie zmieni klub, a jego nowym pracodawcą będzie Olympique Marsylia. Ulga. Z jednej strony, bo nie tracimy piłkarza przed Euro, z drugiej, ponieważ Milika łączono już chyba z każdym klubem świata i brakowało tam tylko Islandii. Natomiast zanim napastnik  ostatecznie zmieni swoje barwy, warto podsumować jego czas w obecnym, a najpewniej niedługo byłym środowisku.

Jakie jest ostatnie wrażenie, które zostawi po sobie Polak – wszyscy wiemy. Nie najlepsze. Można się kłócić, kto zawinił, czy uparty Milik, czy uparty De Laurentiis, ale fakty są oczywiste, nie jest to rozstanie w zgodzie. Strony nie będą sobie wysyłać życzeń na święta. Natomiast jeśli mielibyśmy zająć stanowisko, to chyba bliższe jest to, które przedstawił niedawno Zbigniew Boniek. Można było tę sprawę załatwić inaczej, nie odchodzić z klubu, zostawiając lej po bombie, co jednocześnie umożliwiłoby Milikowi granie w piłkę. Od tego – koniec końców – piłkarz jest.

A prawdę mówiąc, polski napastnik jakoś specjalnie dużo to się w Napoli nie nagrał.
  • sezon 16/17 – 872 minuty na 4500 możliwych
  • 17/18 – 543 minuty na 4500 możliwych
  • 18/19 – 3153 minuty na 4680 możliwych
  • 19/20 – 2109 minut na 4590 możliwych
  • 20/21 – 0 minut na 2160 możliwych

Sami widzicie – Milik więcej niż połowę możliwego czasu na boisku w ciągu pięciu sezonów spędził tylko raz, w rozgrywkach 18/19. Poza tym tylko jeszcze jednokrotnie, sezon później, wyglądał jak piłkarz pierwszego składu, a nie rezerwowy, który raz gra, raz nie. Zsumowany bilans jest dość dramatyczny. Polak grał dla Napoli przez 6677 minut, gdy w puli było do zgarnięcia 20430. To nieco ponad 30%. Bardzo słabo.

NAPOLI WYGRA Z FIORENTINĄ? KURS: 1,55 W TOTOLOTKU!

Naturalnie mamy świadomość, że na wszystko Milik nie miał wpływu, bo przecież prześladowały go cholernie ciężkie kontuzje, ale jednak na ostatni swojej etap kariery w Napoli już wpływ miał. I sporo minut spuścił w kiblu, co z pewnością tego podsumowania nie ułatwia.

Polak ostatecznie kończy tę przygodę ze 122 meczami, 48 bramkami i pięcioma asystami.

Tutaj ten bilans wydaje się akurat w porządku, bo wychodzi nam, że mniej więcej co trzy spotkania napastnik trafiał do siatki. Nie jest to oczywiście wynik na poziomie choćby Lewandowskiego, ale chyba dawno się wszyscy pogodziliśmy, że Milik drugim Lewandowskim nie będzie. Nie będzie też zawodnikiem z absolutnego światowego topu, trzeba go plasować gdzieś w drugiej lidze europejskich snajperów, co i tak jest przecież solidnym wyczynem. Jeszcze 10-15 lat temu temu dalibyśmy się pokroić za takiego przedstawiciela w futbolu, skoro mieliśmy czas, gdy trzeba było atak opierać na Żurawskim z Larissy czy Smolarku z Racingu.

Fakt, że teraz nie jesteśmy do końca zadowoleni z osiągnięć Milika, to też efekt ogólnego postępu polskich zawodników za granicą. Co oczywiście nie znaczy, że z tej przygody nie można było wyciągnąć więcej. Na przykład Milik we Włoszech zdobył jedno trofeum, mianowicie Puchar Włoch. Niby sympatycznie, ale gorzej, że Polak nie dorzucił tam wielu cegiełek. Nie strzelił żadnej bramki, grał mało, jego udział zasadniczo ogranicza się do wykorzystanej jedenastki w finale. Decydującej, ale żeby ją strzelał, robotę musieli zrobić inni.

Szkoda kontuzji, szkoda niepopularnych decyzji, bo zaczęło się to wszystko naprawdę świetnie.

Milik świeżo po transferze – zresztą naprawdę grubym transferze, bo rzadko się zdarza, by za polskiego zawodnika ktoś wykładał przeszło trzydzieści milionów euro – był całkiem regularny. W pierwszym ligowym meczu u siebie przywitał się dwiema bramkami z Milanem, dwie kolejki później znów upolował dwupak, tym razem z Bologną. Z kolei w Lidze Mistrzów dwie sztuki załadował z Dynamem Kijów, potem dziabnął Benficę. Kibice w Neapolu zaczynali się w nim coraz mocniej podkochiwać, ale wiadomo, co się stało. Napastnik rozsypał się zdrowotnie raz, drugi, do regularniejszy występów wrócił dopiero tak naprawdę dopiero po dwóch latach.

REMIS NAPOLI Z FIORENTINĄ? KURS: 4,40 W TOTOLOTKU!

Już wtedy zaczynano dyskutować o transferze, ale, co jasne, wówczas to nie Milik miał rezygnować z Napoli, ale Napoli z niego, chcąc szukać zdrowszego i mimo wszystko skuteczniejszego piłkarza. Na szczęście w rozgrywkach 18/19 udowodnił swoją przydatność, ładując 17 bramek w lidze. Jego repertuar stawał się coraz większy, bo napastnik pokazał, że potrafi choćby załadować ślicznie z rzutu wolnego. Z całkiem niezłą regularnością.

Do tego dochodził kunszt techniczny, jak choćby przy tym trafieniu:

Natomiast tak jak i przez całą swoją karierę, tak i w tym sezonie, Milikowi zdarzały się koszmarne pudła. Ma napastnik w sobie coś takiego, że w trudnej sytuacji potrafi znaleźć drogę do bramki, a w prostej – niekoniecznie. Znamy to doskonale z reprezentacji, znają to kibice Napoli. No i kluczowe pudło przytrafiło się Milikowi w Lidze Mistrzów. Ostatni mecz fazy grupowej z Liverpoolem. Polak dostaje niespodziewaną patelnię, ale jeśli trafi, Napoli idzie dalej, jeśli nie, spada do Ligi Europy Wszyscy pamiętamy, jak to się skończyło, ale przypomnijmy (od 1:40).

Pewnie ta skłonność Milika do marnowania równie prostych sytuacji też sprawia, że facet mimo wszystko pewnego poziomu nie przeskoczy.

Jest w stanie zagwarantować – przy dobrym zdrowiu – 15-20 bramek w sezonie, ale wyżej… Będzie trudno. Dość powiedzieć, że tylko raz, jeszcze w Ajaksie, przekroczył barierę 20 trafień w lidze. A w Holandii o gole jest jednak łatwiej niż we Włoszech czy we Francji.

Natomiast pięknych wspomnień i tak mu nikt nie zabierze. Wciąż pamiętamy przecież, jak z dziesiątek tysięcy gardeł na Stadio San Paolo unosił się okrzyk „Arkadiuszo!”, gdy Polak kolejny raz wracał do regularnego strzelania po paskudnej kontuzji. Pamiętamy też hat-trick w Lidze Mistrzów przeciwko Genkowi. To naprawdę ładny wynik, dziś może go deprecjonujemy, ale znów: to za sprawą Lewandowskiego. Gdyby Milik wymyślił coś takiego w czasach, kiedy jaraliśmy się bramką Saganowskiego dla Aalborga, prezydent odznaczyłby go jakimś orderem.

FIORENTINA WYGRA Z NAPOLI? KURS: 5,53 W TOTOLOTKU!

No, ale mimo wszystko, odrzucając patriotyczne uczucia, Napoli na końcu może być rozczarowane. Wydało przeszło 30 milionów euro, to piąty wynik klubu, wówczas drugi, a teraz, gdy spojrzy, dostało napastnika, który grał mało i na końcu wypiął się na pracodawcę. Sam Milik zaś zbudował swoją pozycję w europejskiej piłce, ale gdyby nie kontuzje, wybory czy momentami po prostu słaba forma sportowa, ta budowa byłaby dużo sensowniejsza.

Fot. Newspix

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułUwaga! Most tymczasowy zablokowany
Następny artykułPuchar Świata pod Tatrami. Polacy drudzy. Fatalny skok Stękały