A A+ A++

Problem z symetrystami nie polega na tym, że istnieją i myślą tak, jak myślą, tylko na tym, że swój sposób myślenia uważają za jedynie słuszny i przypisują sobie moralną wyższość nad tymi paskudnymi skrajnościami, które przecież według nich zawsze są złe. Tylko czy na przykład równe prawa, możliwość decydowania o własnym ciele, czy brak dyskryminacji to skrajności?

Po fejsbuku krąży od kilku dni wpis pewnego dziennikarza sportowego, który doczekał się już kilku pięknych parafraz. Linkuję wam go tutaj, żeby była jasność o co chodzi. A chodzi o przywilej stania po środku.

W skrócie: dziennikarz sportowy Krzysztof Stanowski szczyci się tym, że nie staje po żadnej ze stron barykady, wzdłuż której przebiega we współczesnej Polsce spór ideologiczny. W sumie to kilka sporów, bo daje wiele przykładów. Czuje się lepszy, bo może skakać z kwiatka na kwiatek. Uważa, że myśli samodzielnie. Więcej: że samodzielnie i niezależnie myślą tylko tacy centryści, jak on. Wszystkie radykalne osoby są przez kogoś urobione i nie myślą, tylko powtarzają frazesy. No nie wiem, ja tu widzę w tym teście mnóstwo utartych frazesów, które ludzie powtarzają bezwiednie i bezmyślnie. “Wszystkie skrajności są złe”. “Prawda leży pośrodku”. “Zawsze winne są obie strony”. Utarte, bezmyślne i w konkretnych przypadkach niekiedy bardzo szkodliwe. Dalej dziennikarz stwierdza, że tak jak on myśli większość. I tu najprawdopodobniej ma rację. Niestety. Jego wpisowi przyklasnęły tysiące ludzi.

Symetryzm, a co to takiego?

To wielki przywilej być symetrystą. I to wielki przywilej stać okrakiem. Oznacza, że prawdopodobnie nie należysz do żadnej marginalizowanej czy dyskryminowanej grupy. Najpewniej jesteś białym hetero cis mężczyzną z klasy średniej. Nie musisz mieć tych strasznych skrajnych poglądów, możesz sobie spokojnie stać pośrodku, możesz czuć się bezpiecznie i nie walczyć o nic, bo nie musisz.

Symetryzm jest bardzo prosty i bardzo wygodny. Nie, nie jest objawem samodzielnego myślenia. On właściwie zwalnia z myślenia. To założenie, w zasadzie odgórne, że w jakimś sporze obie strony są równie złe. Obie nie mają racji. Racja zapewne leży gdzieś pośrodku, jak każe uważać , czyli właściwie nie wiadomo gdzie. Może w jakimś status quo, które zapewnia realizację interesów osób głoszących symetryzm i prawdę pośrodku. Czyli że u nich wszystko jak było, tak jest okej, a że inni na przykład wciąż nie wywalczą pełni praw, tylko dostaną jakieś kompromisowe ochłapy, to przecież w porządku. Centrum broni status quo o wiele lepiej niż nominalna konserwa.

Ale fakt uznawania obu stron za równie złe nie jest w symetryzmie najgorszy. Gorsze jest zauważanie po obu stronach dobrych punktów, nawet jeśli jedna z tych stron to faszyści.
Ci “Dobrzy Niemcy”, którzy w milczeniu przyglądali się zagładzie Żydów też nie chcieli się wychylać, też stali pośrodku, też uważali, że Hitler przesadza, ale ci Żydzi za bardzo się panoszą. Przesadzony przykład? My tacy nie jesteśmy? U nas nikt nikogo masowo nie zabija. Być może. Mechanizm zawsze jest ten sam, tylko przykłady czasem mniej, czasem bardziej jaskrawe.

Ostatecznie ci, którzy stosują symetryzm i stoją okrakiem najczęściej przyłączą się do zwycięzców. To właśnie oni są tłumem, którym można manipulować. To oni wygrywają partiom wybory (procent niezdecydowanych) skuteczniej niż twardy elektorat. To oni są najlepszym dowodem na zwycięstwo propagandy tych “złych”, bo to oni powtarzają ich retorykę myśląc, że stojąc pośrodku są najbardziej w porządku. Nie są.

I tu wracamy do naszego dziennikarza, który oczywiście jest przeciwko biciu osób LGBTQIA przez neofaszystów w Białymstoku i ubolewa wielce, ale nie podoba mu się nachalna propaganda LGBT. “Nachalna propaganda LGBT” to jest określenie żywcem wyrwane z retoryki osób i ugrupowań prawicy, które przemoc wobec osób nieheteronormatywnych legitymizują. Taki język tę przemoc normalizuje. On daje na nią przyzwolenie, a nawet do niej zachęca. Taki język też jest przemocą. Jak ci “Żydzi, którzy się panoszą”.

Poglądy w pakiecie? Nie, ale jest pewne minimum przyzwoitości

No więc ten dziennikarz stwierdza, że przecież poglądów nie kupuje się w pakiecie, więc on będzie sobie skakał, jak mu wygodnie. Gdyby znał ten mem o spotkaniu lewaków, którzy się w ciągu godziny pokłócili o wszystko, to by wiedział, jak można się różnić tam, gdzie on wyobraża sobie poglądy w pakiecie. Żałuję, że nie mogę odnaleźć tego mema, bo jest piękny. W każdym razie ludzie się różnią w poglądach na wiele spraw, także w określonych ideologicznie obozach, nie tylko w tym symetrycznym centrum, które myśli, że tylko ono myśli samodzielnie, bo wybiera sobie co chce. A wybiera tak naprawdę po linii najmniejszego oporu. I w sumie wszystko byłoby mi jedno, co sobie taki dziennikarz wybiera, gdyby przy okazji nie przypisywał swojej postawie znamion największej moralności.

Wcale nie musisz się angażować, nie musisz chodzić w marszach, nie musisz nawet niczego pisać na facebooku. Ale czasem warto zająć stanowisko. Chociażby w swoim sercu. I ocenić, gdzie leży prawda i kto ma rację. Nie kierując się złudnym konstruktem zdrowego rozsądku, który leży tuż obok prawdy pośrodku i symetryzmu, tylko faktami i pewną dozą przyzwoitości. A ta w dzisiejszym świecie nakazuje widzieć w ludziach ludzi. Rozumieć równe prawa jako naprawdę równe prawa. Nie godzić się na przemoc. Można się nie zgadzać z metodami działania. Nie wiem, czy by mi ten dziennikarz uwierzył, jak bardzo nie potrafią się zgadzać co do metod działania te strasznie “skrajne” feministki. Och, bardzo! Ale jest pewne minimum. Stoisz po jakiejś stronie, bo tak trzeba. Bo jak powiedział Marek Edelman: “Zawsze, niezależnie od tego, kim jest ten bity, trzeba z nim być.”

A u nas biją. I to biją po konkretnej stronie. Nie zawsze dosłownie. To, że nie możesz wziąć ślubu z osobą, którą kochasz. To, że nie do końca możesz decydować o swoim ciele. To, że nie masz za co żyć. To też jest forma bycia pobitym.

Ja też wolę iść na spacer z rodziną. Kto nie woli?

Na końcu wkleję Wam jeden cytat z wpisu dziennikarza sportowego, bo gdyby jeszcze urwać z tego całego posta ten jeden akapit, byłoby co prawda wciąż źle, ale nie leżałabym dobita. Ale Stanowski kończy tak:

Żyję sobie swoim życiem. Chadzam ulicami. Wolę sam niż w tłumie. Takich jak ja jest więcej. Jesteśmy większością. Rozproszoną, niezorganizowaną, ale większością. To z naszych podatków buduje się ulice, którymi w tę czy drugą stronę maszeruje jedna czy druga grupa. My nie mamy czasu na głupoty. Nie maszerujemy i nie rzucamy w maszerujących kamieniami. W weekendy idziemy z dziećmi na spacer, a w tygodniu pracujemy na jeszcze więcej dróg.

I to jest bardzo reprezentacyjne dla wielu osób myślenie, nie tylko dlatego, że dziennikarz mniema, że takich jak on są miliony. To zdanie zdradza z jednej strony ten przywilej, o którym pisałam kilku akapitów wyżej, z drugiej odkrywa jego arogancję i ignorancję.

Ja też w weekendy chodzę z dzieckiem na spacer i pracuję na więcej dróg. Naprawdę wolę to od marszy i martwienia się o to, czy ktoś z moich znajomych, a może i ja, nie dostanie w głowę za tęczę. Niespodzianka! Ludzie, którzy maszerują po swoje prawa naprawdę woleliby nie maszerować, tylko spacerować z rodzinami. Ale niektórzy z nich nie mogą stworzyć rodzin z tymi, z którymi by chcieli. Niespodzianka! Ci ludzie też pracują na więcej dróg. I mają czas na “głupoty”, bo muszą go mieć. Muszą myśleć o tych “głupotach”, bo te “głupoty” to jest ich życie i nie mają przywileju, by o nich nie myśleć.

Photo by  on 
Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułCzego kurczaki mogą się nauczyć od Leonardo Di Caprio? Czyli: klimat się zmienia, zmień przyzwyczajenia.
Następny artykułPortugalia zainspirowała „cichą rewolucję” w Brazylii