A A+ A++

Jak rozwiązać kwestię TIR-ów zjeżdżających z S61 i jadących przez wieś w stronę Łomży dyskutowali samorządowcy i przedstawiciele białostockiego oddziału GDDKiA przed remizą w Kisielnicy. Tu, na zaproszenie przewodniczącego Rady Gminy Piątnica i tutejszego radnego Krzysztofa Webera, odbyło wyczekiwane spotkanie mieszkańców z zarządcą drogi.

Główną kością niezgody i niezadowolenia jest ograniczenie tonażu 12 ton na odcinku “drogi powiatowej” od ronda przy węźle Kolno przy S61 do ronda obok szkoły przy starym śladzie drogi DK61. Ciężarówki tranzytowe, które są cięższe,  jadąc S61 muszą objechać ten krótszy odcinek (około kilometra) drogą dłuższą (4,3 km) i dodatkowo przez wieś jeszcze DK63. Przed oddaniem S61 do użytku ruch ciężarowy w tym miejscu był stosunkowo minimalny. Główny strumień pojazdów prowadził wówczas nie w kierunku Kolna, czyli przez wieś, a na Stawiski/Suwałki. Utrzymane pierwszeństwo starego śladu ze Stawisk sprawia, że każda ciężarówka zwalnia lub zatrzymuje przed skrzyżowaniem. Tworzą się korki, często przez całą miejscowość.

– Chodzi nam o zniesienie tego zakazu 12 ton. Jak go nie zdejmiecie, wychodzimy na ulice, zgłaszamy protest i blokujemy – mówili mieszkańcy Kisielnicy.

Spotkanie pod remizą miało dość luźny charakter. Przybyli mieszkańcy zgłaszali swoje uwagi i problemy związane z dużym ruchem ciężarówek pod oknami. Narzekali na hałas, wstrząsy, spaliny, hamowanie, przyśpieszanie, a przez to brak odpoczynku. Zgłaszano przybyłym przedstawicielom GDDKiA ich zdaniem błędne oznakowania, brak pasów czy chodników. 

– Co ten Adamczyk mówi, że tyle dróg budujecie, jak wy przejścia od roku nie możecie zrobić – stwierdził starszy mężczyzna wsparty o kule.

Narzekali, że pisma wysłane do GDDKiA albo pozostawały bez odpowiedzi, albo odpowiedzi były zdawkowe i niesatysfakcjonujące. Podnosili do załatwienia wiele drobniejszych, choć dla nich ważnych kwestii, chociażby chodników, przejść, barierek, ekranów czy oznakowania. Przedstawiciele GDDKiA przypominali, że na początku użytkowania pojawiają się zawsze jakieś wady, uszkodzenia czy niedoróbki, które na piśmie należy zgłaszać. Będą naprawiane.

Przed spotkaniem nie było do końca jasne dla mieszkańców, kto zarządza wspomnianym odcinkiem drogi. Dostawali mylne sygnały. GDDKiA mimo, że ją wybudowała, to uwagę kierowała na zarząd dróg powiatowych.

Obecny na spotkaniu z-ca naczelnika Wydziału Monitorowania Inwestycji Drogowych Bartłomiej Piotrowski przyznawał jednak, że droga jest jeszcze na majątku GDDKiA i to ten zarządca akceptował aktualną organizację ruchu, czyli te 12-tonowe ograniczenia. Tak zdecydowano powołując się na pisma i sprzeciwy osób, które nie chciały tam ruchu ciężkiego. Zgromadzeni na spotkaniu mieszkańcy żywiołowo reagowali na takie stwierdzenie wskazując, że „tam jest 3 domy, a tu cała wieś”. 

Kisielnica to rejon rolniczy. Młody rolnik narzekał, że przez ten ruch na wsi trudno jest się mu z maszynami wbić na drogę, a kierowcy trąbią. Inny pytał co ma zrobić, jak wyjechać z pola, gdy nie ma innego dojazdu niż ten fragment drogi z ograniczeniem tonażowym. Ciągnik z przyczepą załadowaną kukurydzą waży więcej niż 12 ton, czym przefrunąć – pytał?

GDDKiA broniła się tym, że ruch może puszczać tylko na „swoje drogi”, czyli krajowe. Odcinek między rondami, mimo że jest we władaniu GDDKiA, docelowo ma być drogą powiatową. 

U źródeł niezadowolenia mieszkańców Kisielnicy leży jednak powolne tempo powstawania obwodnicy Łomży. Przez tę sytuację ciężarówki muszą zjechać, bo kończy się droga ekspresowa. Jednak tego, że będzie problem można było się po części spodziewać. ZRID, czyli pozwolenie na budowę obwodnicy Łomży wojewoda podlaski podpisał w połowie listopada 2020 roku, a na odcinek Kisielnica – Stawiski rok i dwa miesiące wcześniej. Przy obwodnicy doszły jeszcze problemy z wykonawcą i kolejny przetarg, co tylko wydłużyło cały proces. Na dziś GDDKiA zakłada, że w maju 2024 roku samochody pojadą jedną nitką obwodnicy Łomży. Wówczas problem zniknie. Do tego czasu jednak uciążliwości w ruchu mieszkańcom dają się we znaki. 

– Rozmawiając realnie, z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia i wszyscy o tym wiemy jak tu stoimy – stwierdził jeden z przedstawicieli GDDKiA. – Prawda jest taka, że dopóki ta obwodnica nie powstanie, to wszyscy możemy mieć z tym problem. Jak puścimy ten ciężki ruch tą nazwijmy drogą powiatową, to za tydzień będziemy mieli drugie zebranie.

Krzysztof Święcki, dyrektor dróg powiatowych, przypominając krótko historię inwestycji, zaproponował pewne „salomonowe” wyjście na czas, aż obwodnica Łomży powstanie. Chodzi o to, aby GDDKiA porozumiała się z Powiatem Łomżyńskim w sprawie przejęcia tego fragmentu drogi. Aby jednak samorząd miał pewność, że w tzw. międzyczasie nie dojdzie do dewastacji drogi przez jadące ciężarówki i pojazdy z budowy, to zostanie podpisane porozumienie o tym, że w razie degradacji tej drogi, GDDKiA ją odbuduje. Wówczas zmiana organizacji ruchu zajęłaby około 2 miesięcy. 

Wypowiedź Krzysztofa Święckiego, dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych w Łomży

Inna opcja, czyli zmiana kategorii drogi i przejęcie jej przez GDDKiA jest trochę karkołomna. Taką zmianę należy zgłosić to do końca III kwartału, więc w tym roku już praktycznie się nie da. Jeśli udałoby się to zrobić w 2023 roku, wówczas GDDKiA od 1 stycznia 2024 zmieniłaby jej kategorię. Pamiętajmy, że na dziś obowiązuje termin, że od maja 2024 roku, ruch jedną nitką obwodnicy ma być możliwy, więc zysk z tego byłby niewielki.

Uczestnicy spotkania generalnie pozytywnie przyjęli perspektywę zarysowaną przez dyrektora Krzysztofa Święckiego. Jednak, aby to stało się faktem, do GDDKiA mieszkańcy mają wysłać swoje postulaty. Musi także dojść do spotkania dyrektora białostockiego oddziału GDDKiA, Wojciecha Borzuchowskiego, ze starostą łomżyńskim Lechem Szabłowskim. Wówczas to wynegocjowane w szczegółach, a zgodne z przedstawionym zarysem porozumienie, dałoby możliwość zmiany zarządcy, a następnie organizacji ruchu, czyli de facto zdjęcia ograniczenia tonażowego.

Oczywiście reprezentujący GDDKiA urzędnicy nie mogli zadeklarować takiego rozwiązania, jedynie to, że wnioski ze spotkania z mieszkańcami przekażą. 30 dni od czasu dostarczenia przez mieszkańców postulatów i wniosków GDDKiA ma czas na odpowiedź i uzgodnienia.

– Umówmy się na jakiś czas – mówił na koniec jeden z mieszkańców – a jak nie to wychodzimy, robimy protest i potrzymamy ludzi dwa dni, wtedy zobaczymy. 

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułSejm przyjął ustawę, która wydłuża kadencję samorządów. Wybory odbędą się na wiosnę 2024 roku
Następny artykuł218. dzień wojny. Łyman prawie okrążony