A A+ A++

W ostatnich miesiącach wszyscy zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że w kontekście FC Barcelony głównymi tematami są sprawy pozaboiskowe. Zresztą Katalończycy na murawie też niczego specjalnego nie prezentują. Kiepska gra na wyjeździe, ostatnio przerżnięty finał Superpucharu Hiszpanii. Na palcach jednej ręki można policzyć udane występy pod pieczą Ronalda Koemana. W skrócie – bryndza. Natomiast w klubowych gabinetach jest jeszcze większy bałagan. Włodarze, zamiast skupić się na wdrażaniu jakiegoś przemyślanego planu naprawczego, być może będą musieli latać po sądach i toczyć tam pojedynek z byłym trenerem ich zespołu – Quique Setienem.

Emisja telenoweli pt. „Odejście Leo Messiego” została na jakiś czas zawieszona, choć wcale nie będziemy zdziwieni, jak latem znowu zagości we wszystkich mediach całego świata. Obecnie Barcelona nie ma nawet prezesa. Josep Maria Bartomeu ze strachu przed votum nieufności jeszcze przed końcem 2020 r. podał się do dymisji, a aktualnie nie wyznaczono daty wyborów nowego sternika klubu. Tymczasowo rządy sprawuje komisja na czele z Carlosem Tusquetsem. Problem polega na tym, że ten nadzwyczajny organ nie ma kompetencji do tego, aby podpisać kontrakt z nowym zawodnikiem, przeprowadzać transfery. Dopóki nie będzie nowego prezesa, nie będzie wzmocnień.

Na tym nie kończy się lista kłopotów Barcelony. Bartomeu wraz z ekipą we wrześniu narobili ambarasu w związku ze zwolnieniem Quique Setiena. Były już szkoleniowiec Barcy przegrał wszystko, co było możliwe. Nie obronił mistrzostwa Hiszpanii. Wcześniej wyleciał z Pucharu Króla, a na sam koniec, na dokładkę doznał w Lidze Mistrzów kompromitującej porażki 2:8 z Bayernem Monachium.

ELCHE WYGRA Z BARCELONĄ? KURS: 7,69 W EWINNER!

Przerosło go prowadzenie tak wielkiego klubu. Włodarze mieli solidne podstawy do tego, aby spakować go i oddelegować z Camp Nou. I tak też uczynili. Jednak w sumie to nie do końca. W sierpniu oficjalnie odsunęli go od prowadzenia pierwszego zespołu, ale wciąż pozostał pracownikiem klubu. Tak naprawdę dopiero po miesiącu przestał nim być formalnie. Setien natychmiastowo zażądał od swojego pracodawcy kwoty czterech milionów euro, jako rekompensaty za przedwczesne zwolnienie, złamanie przez „Blaugranę” warunków kontraktu.

***

Co na to działacze Barcelony?

Stwierdzili, że nie wypłacą mu należności, bo według nich okazał się zupełnie niekompetentny, a przez to nie osiągnął wyznaczonych mu celów. No, rzeczywiście nie osiągnął. Tylko, jak go zatrudniali to przecież nie brali go na zasadzie chybił-trafił. Nie był przeciętnym hiszpańskim Jose Garcią, który w chipsach Lay’s wygrał konkurs na to stanowisko. Mało tego, według Setiena, w Barcelonie są mu winny kasę za wrzesień, kiedy to jeszcze nie został oficjalnie zwolniony. Jak donosi „Marca” Kantabryjczyk czekał cierpliwie, ale miarka się przebrała i złożył pozew przeciwko Barcelonie. Dopiero sąd rozstrzygnie, kto z nich ma rację.

Katalońska strona sporu będzie powoływać się na argument rozpaczy, czyli brak wyników sportowych. A precyzyjniej – obrona klubu będzie skupiona na niepowodzeniu ich byłego szkoleniowca w osiągnięciu jego celów menedżerskich i jego słabych wynikach, co następnie podważyło warunki jego kontraktu. Jasne, umowy są różnie skonstruowane. Papier przyjmie wszystko.

REMIS ELCHE Z BARCELONĄ? KURS: 5,55 W EWINNER!

Być może uda im się wykazać, że istnieje klauzula, która umożliwia zaoszczędzenie 4 milionów euro. Natomiast niezależnie od ostatecznego wyroku sądowego , tak czy siak, pozostanie duży niesmak.

Osobiście jestem bardzo zażenowany tym, co obecnie dzieje na stołkach Barcelony. Już sam fakt, że nawet nie podziękowali Setienowi za pół roku współpracy – moim zdaniem – nie przystoi takiemu klubowi. Nie było żadnego: „cześć, dzięki i powodzenia” na konferencji prasowej. Po prostu nic. Okej, miał bardzo słabe wyniki, ale mimo wszystko nie w takiej atmosferze powinno to przebiegać. Na dodatek przez miesiąc od zwolnienia na papierze wciąż był trenerem Barcelony. Choć nie prowadził treningów. Czy to jest w ogóle poważne? Klub jest pogrążony w niesamowitym chaosie. Dopóki nie uda się w miarę szybko zorganizować nowych wyborów na prezesa, próżno liczyć na poprawę w wielu kwestiach. Zwłaszcza na płaszczyźnie organizacyjnej – mówi Grzegorz Skwieciński, szef oficjalnego polskiego fan clubu FC Barcelony.

***

Jak widać, degrengolada klubu trwa w najlepsze. Znając życie, niedługo wyrosną nowe kwiatki, bo ostatnio regularnie na wierzch wypływają różne dziwne sprawy oraz incydenty, kompletnie nie związane z boiskiem. Fani Barcelony nie dość, że mają spory ból głowy odnośnie do dyspozycji ich zespołu, to z niepokojem muszą patrzeć w przyszłość. Raz, że kasa klubowa, ze względu na reperkusje związane z pandemią, jest pusta, to nowe władze wcale nie będą miały łatwego zadania. Na ich barkach będzie spoczywać obowiązek posprzątania tego całego bajzlu, który zostawił po sobie Bartomeu. Pytanie, czy obecne problemy, to nie jest aby tylko wierzchołek góry lodowej?

BARCELONA POKONA ELCHE? KURS: 1,35 W EWINNER!

fot. NewsPix.pl

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułRekord odległości został pobity. Poznajcie najbardziej odległy kwazar, jaki dotąd odkryto
Następny artykułDroga donikąd