Agnieszka Baron-Twarkowska wraz z mężem i teściami mieszka w niemal stuletnim domu w Suchej Górze, dzielnicy Bytomia. Jej dom otacza ogród, a obok mają „Warsztat pod kasztanem”, gdzie oboje zajmują się rękodziełem. Rodzina od dawna stara się żyć ekologicznie. – I wcale nie jest tak, że to my coś narzucamy rodzicom. Mamy raczej dwupokoleniową współpracę. Wspólnie zdecydowaliśmy się na zamontowanie pierwszego pojemnika typu Mauser w ogrodzie. Deszczówkę łapiemy z dachu sąsiadów, bo ich rynny i tak wylewały wodę na nasz teren, więc po prostu się z nimi dogadaliśmy. Potem podlewamy nią ogród, ale też rośliny na parapetach, a mamy ich mnóstwo. Taka woda jest lepsza niż z kranu, bo bez chloru, i nie jest tak zimna jak z kranu, to ma duże znaczenie dla roślin – mówi Agnieszka. Dodaje, że za każdym razem, kiedy pada deszcz, cała rodzina obstawia, ile wody tym razem napada, i trzyma kciuki.
Kostki do zmywarki ze zużytej wody
Agnieszka wykorzystuje też wodę, którą gromadzą suszarka bębnowa i osuszacz w łazience. Na jej bazie robi domowy płyn do płukania z kwaskiem cytrynowym i olejkami eterycznymi, o wiele tańszy niż ten kupowany w sklepie, czy kostki czyszczące do zmywarki – wystarczy woda, pół szklanki sody kalcynowanej, pół szklanki nadwęglanu sodu, który ma działanie antybakteryjne i wybielające. Z tego powstaje pasta, z której formuje się kostki.
Zmywarka to też sposób na oszczędzanie wody.
– Wyobraźmy sobie, że musimy napuścić wody do dwóch dużych komór w zlewie. Wody zużyjemy więcej niż w zmywarce. Po prostu trzeba mieć nieco więcej kompletów naczyń w domu – śmieje się Agnieszka.
Podwórko przy ich domu jest niemal w całości zielone, choć sąsiedzi wokół swoje place wolą brukować. Rodzina w ten sposób jednak zatrzymuje wodę w ziemi, dzięki czemu latem ma chłodniej. Zbierają też na nowy zbiornik na wodę, tym razem podziemny. – To wydatek około dwóch tysięcy złotych, który jednak szybko się zwróci. Woda jest droga i zużywanie jej do podlewania ogrodu wyszłoby o wiele drożej – dodaje Agnieszka.
Podlewać da się wszystkim
Nie trzeba mieszkać w domu jednorodzinnym, aby oszczędzać wodę. Kasia mieszka w bloku na Koszutce, na parterze. Jej balkon wychodzi na niewielki ogródek, który należy do spółdzielni, ale Kasia dba o niego sama. W jej łazience zawsze stoją pojemniki na wodę i wiadra. – Zanim się wykąpię, najpierw odpuszczam wodę do pojemników, nim zrobi się ciepła. Nie zdajemy sobie sprawy, ile wody w oczekiwaniu na wyższą temperaturę wypuszczamy w kanał – mówi. Czasem też wykorzystuje do podlewania wodę po kąpieli. Wystarczy, że używa się do niej naturalnych kosmetyków.
Danuta mieszka w bloku przy ul. Francuskiej. Za każdym razem przy myciu owoców i warzyw pod bieżącą wodą łapie ją do osobnych pojemników. – Tak samo robię z wodą po ugotowaniu jajek, nawet po makaronie, kaszy i fasoli. Czekam, aż wystygnie, i wykorzystuję ją do podlewania. Jak była większa susza, to wynosiłam też wodę przed blok i podlewałam rośliny na trawniku – opowiada.
Wodą z dachu chlewika podlewają zieleń
Adrian Górecki wraz z żoną mieszka na parterze kamienicy na Załężu. Małżeństwo dumne jest ze swojego przydomowego ogródka. Pielęgnują rośliny na wewnętrznym trawniku, ale kwiaty rosną też w doniczkach na parapetach i pną się po elewacji. Rodzina sama je pielęgnuje. – Deszczówkę zbieramy z dachu dawnego chlewika, który teraz mamy przerobiony na garaż i składzik. Woda spływa rynną do dwóch beczek. Tak jest od kilku lat. Powiedzmy, że zaczęliśmy łapać deszcz, zanim było to modne – śmieje się Adrian.
Adrian Górecki biera wodę w katowickim Załężu. Starcza na podlewanie roślin Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Rodzina wykorzystuje następnie wodę do podlewania kwiatów w ogrodzie, a mają tam mnóstwo pelargonii. – Zazwyczaj wody starcza nam na podlewanie roślin, ale kiedy ostatnio susza była bardzo dokuczliwa, musieliśmy korzystać z kranówki – dodaje Adrian.
Woda z dachu fary i schroniska
„Farorz z Tychów”, czyli ksiądz Grzegorz Strzelczyk z parafii św. Maksymiliana, już w marcu pytał parafian:
– Ma ktoś może dojście do używanych zbiorników na wodę typu Mauser 1000 litrów? Bo z osiem by się przydało na zbieranie deszczówki z rynien kościoła, choćby do podlewania naszej zieleni.
Przypomnijmy, że 49-letni kapłan, doktor teologii, uchodzi za jednego z bardziej otwartych duchownych w Polsce. W zeszłym roku stało się o nim głośno po tym, gdy na łamach miesięcznika „Znak” skrytykował zachowanie części kleru. Powierzenie mu godności proboszcza parafii w Tychach niektórzy komentowali jako zsyłkę za zbyt odważne wystąpienia. Jednak farorz, jak sam o sobie mówi, i jego fara radzą sobie bardzo dobrze, co więcej, pomysł z łapaniem deszczówki zmaterializował się pod koniec maja. Na parafię przyjechało osiem dużych zbiorników, do których teraz spływa woda z kościelnego dachu.
Za to Miejski Zakład Usług Komunalnych w Sosnowcu ma na dniach ogłosić przetarg na budowę instalacji zbierającej wodę deszczową z dachów i rynien budynków schroniska dla zwierząt. – Dotąd do mycia i czyszczenia boksów i pomieszczeń w budynkach wykorzystaliśmy po prostu wodę z miejskiej sieci. Teraz chcemy zbudować instalację, która będzie zbierać deszczówkę z dachów – mówi Marcin Jakubczak z sosnowieckiego MZUK.
Woda wykorzystywana do mycia boksów trafiać ma do biologicznej oczyszczalni ścieków, która stanie przy schronisku, a stamtąd będzie mogła trafić do pobliskiego lasu czy na tereny zielone.
Szara woda nie jest zła
Jacek Bożek z Klubu Gaja nie ma wątpliwości, że wodę zużywaną w domu można jeszcze użyć do innych celów. – Sam używam „szarej wody” w swoim gospodarstwie np. do podlewania czy kompostownika. To jest woda po zmywaniu, ale z ekologicznymi detergentami. Tak samo jest z wodą z basenów, które rozdawały niektóre kąpieliska w Polsce. Skoro sanepid zgadza się, żeby do basenów wchodzili ludzie, to ja bym nie wybrzydzał i podlewał nią rośliny. Trzeba poważnie pomyśleć o oszczędzaniu, bo przecież zagraża nam susza – mówi Bożek.
Ryszard Kulik z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot dodaje, że pomysł zbierania wody przez ludzi domowymi sposobami jest szczytny, ale to nie może być wszystko. – Dobrze, że ludzie starają się ograniczyć marnotrawienie wody, ale potrzebujemy rozwiązań dla całego systemu, które pozwoliłyby magazynować wodę w środowisku. Trzeba chronić lasy, tereny podmokłe, utrzymywać doliny rzeczne w naturalnym stanie, unikać betonowania gruntów i powierzchni zielonych w miastach. Idą trudne, suche czasy. A woda to nasze życie – dodaje Kulik.
Miasta oszczędzają wodę
Od kilku lat m.in. Wrocław, Gdańsk czy Kraków dają dotacje tym, którzy zbierają deszczówkę. Dołączyły do nich także miasta Śląska i Zagłębia.
Nawet na 4 tys. zł dofinansowania mogą liczyć sosnowiczanie, którzy chcą łapać deszczówkę i wykorzystać ją w domu lub ogrodzie.
Zainteresowanie programem „Podlej deszczem” jest tak duże, że miasto postanowiło podwoić budżet do 200 tys. zł, a na wnioski zainteresowanych mieszkańców czeka do końca czerwca. O dofinansowanie mogą ubiegać się właściciele prywatnych domów lub osoby posiadające np. umowę najmu.
Część radnych w Pszczynie także zaproponowała, by miasto stworzyło program dotacji dla mieszkańców. Dotacja udzielana byłaby między innymi na zakup i montaż urządzeń systemu deszczowego, co ograniczyłoby odpływ wody do sieci kanalizacyjnych, oczyszczalni ścieków i do rowów.
Katowice stawiają na budowę zbiorników retencyjnych. Pierwsze cztery zbiorniki retencyjne powstały w ubiegłym roku w Piotrowicach. Kolejne powstaną na osiedlu Zgrzebnioka w rejonie ulic: Dytrycha, Pod Młynem i Milowickiej, w parku Alojzego Budnioka oraz przy garażach przy ul. Stęślickiego. Miasto rozbudowuje też cały czas kanalizację deszczową.
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS