A A+ A++



fot. Klaudia Piwowarczyk


Dla Słowenii Memoriał Huberta Wagnera, zakończony na drugim stopniu podium był jedynym przedolimpijskim testem. – Mamy plan, którego się trzymamy odkąd skończyliśmy rywalizację w Lidze Narodów. Będziemy jeszcze dalej pracować w sposób, który sobie wcześniej założyliśmy. Myślę, że nasze przygotowania nie różnią się niczym szczególnym od tego, co w tym czasie robią inni uczestnicy igrzysk może poza jedną rzeczą, rozgrywanymi meczami towarzyskimi – mówi w rozmowie z plusliga.pl trener Gheorghe Cretu.

ZGODNIE Z PLANEM 

Słoweńcy nie chcieli grać wielu sparingów przed igrzyskami, wystąpili jedynie w Memoriale Wagnera. Mamy plan, którego się trzymamy odkąd skończyliśmy rywalizację w Lidze Narodów. Będziemy jeszcze dalej pracować w sposób, który sobie wcześniej założyliśmy. Myślę, że nasze przygotowania nie różnią się niczym szczególnym od tego, co w tym czasie robią inni uczestnicy igrzysk może poza jedną rzeczą, rozgrywanymi meczami towarzyskimi. Są zespoły jak m.in. Polska, które będą jeszcze grały sparingi, a my już nie. Na pewno każda z drużyn po VNL kładła nacisk na przygotowanie fizyczne i tak też było w naszym przypadku. Analizowaliśmy też to co się działo w trakcie Ligi Narodów, żeby popracować jeszcze nad detalami i poprawić drobne rzeczy. Najważniejsze jest, żeby wykorzystać ten pozostały czas maksymalnie jak się da. Pierwszy mecz na igrzyskach rozegramy w niedzielę 28 lipca, więc chcemy przyjechać do Paryża w możliwie najlepszej formie – tłumaczy w rozmowie z plusliga.pl trener Gheorghe Cretu.

SPEŁNIONE MARZENIE, ALE CHCĄ WIĘCEJ

Marzeniem Słoweńców było awansować na igrzyska i to się spełniło, ale na tym nie zamierzają poprzestać.  – Zacząłem pracę z tym zespołem w 2022 roku tuż przed mistrzostwami świata i od początku naszym wspólnym celem było spełnienie marzenia o wywalczeniu kwalifikacji olimpijskiej. Tuż po MŚ, które zakończyliśmy na czwartym miejscu, a pamiętam, że wtedy dołączyłem do drużyny bardzo późno, bo na ostatnim etapie przygotowań do turnieju, rozmawiałem z przedstawicielami federacji słoweńskiej o planach zespołu na przyszłość i ich oczekiwaniach. Od razu zrozumiałem, że wielkim marzeniem tej drużyny nie jest tylko sam awans na igrzyska, ale walka o medale, zresztą tak jak w przypadku wielu innych zespołów, które będą uczestniczyły w turnieju olimpijskim – przyznaje Cretu.

ŁATWO NIE BĘDZIE

Słowenia w Paryżu zagra kolejno z Kanadą, Serbią i na koniec z Francją.  – W tym momencie sytuacja jest jasna. Skoro w Paryżu na 12 uczestników będzie rywalizować aż 11 drużyn ze światowego rankingu, to można się spodziewać niesamowitej walki. Zresztą to już było widać w trakcie Ligi Narodów, kiedy okazywało się, że każdy zespół jest w stanie wygrać z każdym, niezależnie od tego kto jest wyżej w światowym rankingu. Także w ostatnim Memoriale Wagnera, w którym mieliśmy okazję uczestniczyć, widać było, że każdy może wygrać z każdym. Jestem przekonany, że w Paryżu czeka nas wszystkich wielka bitwa. My też będziemy na nią gotowi i chcemy się włączyć do walki o medale. Postaramy się wykorzystać każdą naszą szansę na zwycięstwo i zajście jak najwyżej w turnieju – nie ukrywa opiekun reprezentacji Słowenii. –  Wszystkie te drużyny są mocne i czeka nas z nimi zacięta walka. Jeśli popatrzy się na wyjściowe składy tych zespołów, to nie brakuje tam zawodników doświadczonych, którzy grają w bardzo dobrych klubach i mają na swoim koncie duże osiągnięcia. Nie ma więc sensu myśleć o tym z kim się będzie lepiej grało, czy w jakiej kolejności. Trzeba się skupić na sobie i przygotować zespół do jak najlepszej gry, zarówno od strony fizycznej, jak i mentalnej. Nie uważam też, żeby jakakolwiek drużyna, z którą przyjdzie na grać w Paryżu, miała jakieś tajemnice, których byśmy nie znali. Każdy z rywali wie wszystko o nas i my też będziemy mieli pełną wiedzę o grze naszych przeciwników. Tu nikt nikogo niczym nie zaskoczy. Jeśli popatrzy się na podstawowe szóstki uczestników igrzysk, to one niewiele się różnią od tych z MŚ w 2022 roku. Poza tym biorąc pod uwagę to co się działo w zeszłym roku, kiedy sezon reprezentacyjny trwał praktycznie 5 miesięcy i składał się z Ligi Narodów, mistrzostw kontynentalnych i turniejów kwalifikacyjnych do igrzysk, my rywalizowaliśmy z tymi wszystkimi zespołami czasem po kilka razy, więc naprawdę dobrze się znamy. Do tego dochodzi też przecież znajomość zawodników, którzy rywalizują ze sobą lub nawet grają wspólnie w tych samych klubach, ligach, czy mierzą się ze sobą w meczach pucharowych. To znaczy, że tu nie ma żadnych tajemnic. Znaczenie będzie miało to, w jakiej dyspozycji będzie się w konkretnym meczu i to niezależnie od tego czy z wyżej czy z niżej notowanym rywalem z rankingu.

DROGA SŁOWENII NA SZCZYT PODOBNA DO POLSKIEJ

W ostatnich latach Słoweńcy dokonali niesamowitego progresu, stawali na podium mistrzostw Europy. Aktualnie są piątą drużyną rankingu FIVB.  – To jest trochę zbliżona droga do tego, co przeszła kiedyś reprezentacja Polski, kiedy po 2004 roku federacja zdecydowała się na zatrudnienie Raula Lozano. To był trener, który wprowadził do tej drużyny inną mentalność i sposób myślenia, a po nim krok po kroku przychodzili inni trenerzy i praktycznie każdy z nich miał na koncie jakiś sukces z drużyną. Zawodnicy grali w coraz lepszych klubach i robili postępy, a to się przełożyło później na wyniki reprezentacji. Podobnie wyglądały początki w przypadku drużyny słoweńskiej, która jeszcze w przeciwieństwie do Polski nie miała aż tak dobrej ligi, więc większość zawodników z potencjałem na rozwój musiała wcześnie wyjechać do innych krajów. Natomiast stopniowy progres drużyny narodowej pojawił się wraz z przyjściem nowych zagranicznych trenerów, którzy począwszy od Andrei Giani’ego osiągali coraz lepsze wyniki z reprezentacją. W 2015 roku Giani wygrał ze Słowenią pierwszy w historii medal – srebro ME. Potem była mała przerwa w 2017 roku kiedy Słowenia przegrała na ME w ćwierćfinale, ale w 2019 i 2021 roku ponownie grała w finale mistrzostw Europy. Trenerem zespołu był wtedy Alberto Giuliani. Potem zespół już pod moją wodzą był w strefie medalowej na MŚ w 2022 roku i wywalczył brązowy medal na poprzednich ME w Rzymie. W Lidze Narodów też co roku dało się zaobserwować progres tego zespołu. Ogólnie z każdym sezonem u zawodników można było dostrzec coraz większą świadomość, kulturę pracy i chęć przełożenia tego wszystkiego co zostało wypracowane przez lata z kolejnymi trenerami, na jeszcze lepsze wyniki. Obecna gra zespołu i wysoka pozycja w rankingu to zasługa pracy włożonej przez wiele lat. Dzięki temu jesteśmy teraz zespołem ze ścisłej światowej czołówki i nasze marzenia są coraz większe, ale tak jest podobnie w przypadku innych uczestników igrzysk w Paryżu, którzy chcą się bić o medale – tłumaczy Cretu.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułHiszpanie naprawdę napisali to o Lewandowskim. Wielkie wyczekiwanie
Następny artykułNorris rozważał przepuszczenie Piastriego dopiero na ostatnim okrążeniu