Okazją do uhonorowania Johna Baildona muralem jest zbliżająca się 250. rocznica urodzin przemysłowca. Przyszedł na świat 11 grudnia 1772 r. w Lambert nad rzeką Carron w Szkocji. Wiosną 1793 r. wyruszył w podróż na Górny Śląsk. Z regionem związał się na resztę życia. Za namową Friedricha von Redena przyjechał najpierw do Wrocławia, a potem do Tarnowskich Gór, gdzie w tamtejszej kopalni Fryderyk zainstalował pierwszą na Górnym Śląsku maszynę parową.
Projektował i nadzorował budowę huty z wielkim piecem opalanym koksem w Gliwicach. Takie piece stawiał też w Królewskiej Hucie. Budował fabrykę kul armatnich w Ozimku, huty cynku Helena, August i Fredericke na Wełnowcu. Konstruował mosty, udoskonalił wielki piec zaprojektowany przez Stanisława Staszica. Posiadał udziały w zyskach z hut i nadań górniczych. W 1823 r. na granicy Dębu i Załęża (w miejscu dawnej kuźnicy załęskiej) rozpoczął budowę pudlingarni, czyli zakładu hutniczego, który był jednym z najnowocześniejszych w Europie. Zakład ten – Huta Baildon – przetrwał do 2001 r. Wybudował też w Dębie kopalnie Waterloo i Arthur. Zmarł 7 sierpnia 1846 r. w Łubiu, a pochowany został na cmentarzu hutniczym w Gliwicach.
Z inicjatywą uhonorowania wielkiego przemysłowca wyszli członkowie PTTK Baildon. Wybrano na ten cel ścianę kamienicy na skrzyżowaniu ulic Bocheńskiego i Gliwickiej w Załężu. Wojciech Malinowski z PTTK Baildon podkreśla, że John Baildon zmienił nie tylko Katowice, ale też wiele innych miejsc na Górnym Śląsku. W gruncie rzeczy zasługuje na pomnik, ale wykonanie muralu było dużo tańsze. 20 tys. zł na ten cel zebrano w internetowej zrzutce. W akcję włączyły się Rada Jednostki Pomocniczej numer 7 Katowice-Załęże oraz “Solidarność”.
Baildon – perła polskich hut
W sobotę w trakcie odsłonięcia muralu o Baildonie i jego dokonaniach mówiła Barbara Szmatloch. Przypomniała, że Hutę Baildon nazywano kiedyś perłą polskich hut.
– Niyroz niy pamiyntomy nawet modszych łod niego krewniokow z naszych familjow, a ło Beldonie ludzie pamiyntajom. I wpadli łoni na idyjo, że choć tak po prowdzie to z huty niywiela już łostało, byłoby gryfnie kuknońć se łod casu do casu na cowieka, dziynki kerymu wiela pokolyniow hutnikow miało robota – mówiła nasza felietonistka i miłośniczka historii Górnego Śląska.
Wyjaśniła też, dlaczego postanowiła o Baildonie przemawiać po śląsku.
– Po angelsku starki i starziki niy poradziyliby spokopić, po niymiecku tyż by jakoś niy sztimowało, przeca fajrujymy 100 lot ślonskich powstaniow, w kerych nasze synki prały sie z niymieckymi wojokami ło Polska. A cysto po polsku to Baildon chyba nigdy we swojym życiu nawet słowa niy słyszoł. Wiymy za to na zicher, że skamraciył sie ze swojym sztiftym Paulkym Wykrotom i ucył sie łod niego ślonski godki, ty, kerom łosprowiali miyndzy sobom jego hutniki. Może był ciekawy, ło cym godajom? – argumentowała.
Potem, też po śląsku, opowiedziała o kolejach losu Baildona i opowiedziała, jak dzięki temu przemysłowcowi zmieniały się Załęże, Katowice i cały Górny Śląsk.
– Trza było coroz wiyncy ludzi do roboty. Auslyndry (obcokrajowcy, obcy) śjyżdżali samkej z cołkymi familjami, łostowali kwaternikami i pomiyszkiwali kontym u bambrow. Zaniydugo huta zacła stawiać familijne chałpy – familoki, (…) a w Beldonie produkowali nojlepsze zorty stali, prynty kute, wiertła. Potym zasuli stow i stawiali nowe hale. Już przed I wojnom mieli tam sroge werksztele i kasa bracko. W hucie były badyhałz, kasino, izba lazarytowo i warzalnia malckawy, bo bonkawa była ino w niydziela abo na gyburstag – opowiadała historyczka.
Ta huta wciąż należy do Baildona i miejscowej społeczności
Ostatni fragment poświęciła opowieści o miejscowej społeczności.
– Ciynszko pedzieć, pojakymu ludzie z Beldony som jak jedna srogo i zgodno familjo. Zdowałoby sie, że to idzie dostać kopszelont – w robocie i przi flapsie do kupy, kwatyry w jednym familoku, w zegrodkach działkowych tyż razym, na szportplacu, fuzbalplacu, na kole, ajsplacu, przi szkopyrtacce (gimnastyce), na rajzie w gory. Bo huta miała nad morzym i w gorach chałpy kaj se szło dychnońć, swojich dochtorow, chałpa kultury, żłobek i szkołka (przedszkole), nawet hala szportowo, kapele, tyjater, cajtong, swoje szule, muzyjum no i Solidarnoś. Poradziyli żyć w kupie i co nojważniyjsze, wszyscy byli nojlepszymi fachmanami i tak jak John Baildon – znali sie na swoji robocie. I ta huta dali, choć tak richtich to już jom niy ma, noleży do nich i do Johna Baildona.
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS