A A+ A++

Danu Anthony Stinson, profesor nadzwyczajna na wydziale psychologii na Uniwersytecie Wiktorii w Kanadzie, postanowiła przyjrzeć się związkom, które zaczęły się od przyjaźni lub koleżeństwa. Jej zdaniem badania dotyczące początków relacji publikowane w czasopismach i cytowane w podręcznikach przeważnie koncentrują się na takich, które tworzą dwie nieznane sobie osoby, a w dużej mierze pomijają romanse, które rozwijają się właśnie między przyjaciółmi.

Profesorka i jej zespół zbadała więc grupę 1897 osób dorosłych (w tym 677 będących w związku małżeńskim lub partnerskim), by sprawdzić, jak ludzie tworzą związki i czy wchodzą w relacje z obcymi osobami, czy raczej tworzą je z kolegami i koleżankami. Okazało się, że aż dwie trzecie ankietowanych osób ma doświadczenie budowania relacji z kimś, z kim wcześniej się przyjaźniło. Wyniki prac naukowców opublikowało w lipcu 2021 r. czasopismo “Social Psychological and Personality Science”.

Gdyby ktoś 42-letniej Katarzynie, specjalistce od marketingu, powiedział, że stworzy związek z 6 lat starszym od niej Piotrkiem, kolegą z pracy, uznałaby, że to absolutnie niemożliwe. – Nasza znajomość zaczęła się fatalnie, mój służbowy laptop padł zupełnie właśnie wtedy, gdy spóźniona wysyłałam do klienta ważny raport – opowiada Katarzyna.

– Dział informatyczny, w którym pracował Piotr, przysłał go, żeby mi pomógł w tej awaryjnej sytuacji, choć to nie należało do jego obowiązków. Był wściekły, bo został odciągnięty od swoich zajęć, mówił, że się nic nie da zrobić i jeszcze obwiniał mnie za zepsucie komputera. Misja ratunkowa skończyła się karczemną awanturą, zadzwoniłam ze skargą do jego szefa i… tak się zaczęła nasz przyjaźń. Oczywiście nie od razu, ale koniec końców on mi tego laptopa uratował, a właściwie wydobył z niego raport dla klienta.

Potem spotykali się kilka razy na papierosie, zjedli wspólnie obiad w zakładowej stołówce, bo nie było wolnych stolików, kiedyś po pracy podwiózł ją do domu. Katarzyna opowiada, że gdy się poznali, Piotr był świeżo po rozwodzie. Ona w trakcie, więc szybko znaleźli wspólny temat. – Piotr okazał się super kolegą, wesołym, zabawnym, wspierającym – mówi Katarzyna.

– Zmotywował mnie do biegania, zaczęliśmy razem startować w biegach ulicznych, nauczyłam go zbierać grzyby i robić pierogi z jagodami. Ale traktowałam jak kolegę i naprawdę przez myśl mi nigdy nie przeszło, że coś mogłoby nas więcej połączyć. Aż do czasu, gdy z koleżanką, kolegą i jego żoną planowaliśmy wyjechać na weekend na Mazury. Niestety znajomi zdezerterowali, a my pojechaliśmy sami. I tak, ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, w zatęchłym domku kempingowym, pogryzieni przez komary, z dłońmi umorusanymi od grzybów i jagód znaleźliśmy się we wspólnym łóżku… I śpimy tak razem od trzech lat – dodaje ze śmiechem.

Katarzyna podkreśla, że gdyby nie przyjaźń, ich związek nie miałby szans. Nie było żadnej chemii między nimi, magnetycznego przyciągania, ukradkowych spojrzeń na korytarzu. – Jesteśmy razem, bo najpierw poznaliśmy się jako przyjaciele, a kochankami zostaliśmy na końcu.

Nieostra granica między przyjaźnią a romansem

Takie lub podobne doświadczenia stały się udziałem większości uczestników badania przeprowadzonego prze profesor Stinson. 68 proc. ankietowanych przez kanadyjską naukowczynię podało, że ich obecny lub ostatni związek romantyczny rozpoczął się jako przyjaźń, niezależnie od płci, wieku, poziomu wykształcenia czy grupy etnicznej.

Wskaźnik pierwszej inicjacji romantycznej z przyjaciółmi był jeszcze wyższy wśród 20-latków i w społecznościach LGBTQ+; w tej grupie aż 85 proc. par twierdzi, że ich romans rozpoczął się od koleżeństwa. – W jaki sposób platoniczny związek staje się romantyczny i czym tak naprawdę jest różnica między przyjaciółmi a kochankami, to pytanie, które wciąż pozostaje nierozstrzygnięte – twierdzi profesor Stinson. I dodaje, że nie wyjaśniają tego pisemne relacje uczestników badania.

Dla niektórych trzymanie się za ręce, przedstawianie się rodzinom, wspólne wycieczki, przytulanie przy ogniu, a nawet seks to wciąż zachowania, które uznają jedynie za przyjacielskie. Przez innych były one uznawane jako ewidentnie romantyczne. – Istnieje więc ogromna, bardzo nieostra i niewyraźna granica między przyjaźnią a romansem, co sprawia, że ​​tak naprawdę niezwykle trudno jest zdefiniować, czym dla kogoś jest przyjaźń, a czym romans – powiedziała Stinson.

W badaniu zapytano również około 300 studentów uniwersytetu, jak długo trwała w ich przypadku faza przyjaźni zanim relacja przerodziła się w romantyczny związek. Okazało się, że przyjaźń zajmowała średnio 22 miesiące i dopiero po takim czasie pary decydowały się na romantyczną relację.

Na dodatek blisko połowa wszystkich uczestników badania wyznała, że przekuwanie przyjaźni w romantyczną relację to najlepszy sposób na rozpoczęcie nowego związku.

Seks z przyjacielem? Nie polecam!

Tej opinii nie podziela 29-letnia Natalia, która tuż po studiach prawniczych trafiła na praktykę do dużej kancelarii adwokackiej w Krakowie. – Artur był ode mnie pięć lata starszy, świeżo po aplikacji radcowskiej – wspomina Natalia. – Wesołek, żartowniś, bardzo pracowity.

Zupełnie mi się nie podobał, nie mój typ; niewiele wyższy ode mnie, przy kości, duże zakola. Ale za to mądry, serdeczny, pomocny, co wśród młodych parników nie jest taką często cechą. Jakaś nić porozumienia pojawiła się między nami niemal natychmiast. Wiedziałam, że mogę na nim polegać, kilka razy ratował mnie z zawodowych opresji. Nauczył mnie znacznie więcej niż mój patron, miał też więcej czasu dla mnie niż on.

Natalia mówi, że wszystko zaczęło się od tego, że Artura rzuciła partnerka, z którą planował ślub. Wtedy przeszedł załamanie nerwowe, co sprawiło, że zbliżyli się między sobą jeszcze bardziej. – On był w kompletnym dołku, nie miał siły na nic. Pomieszkiwał u mnie, żeby nie być sam; często zostawał na noc. Jednak zawsze spał na kanapie – wspomina Natalia.

–Gotowałam mu obiady, przytulałam, wysłuchiwałam, bardzo dużo rozmawialiśmy. Dochodził do siebie powoli, jednak w końcu czas zrobił swoje i Artur poczuł się lepiej. Mniej więcej rok po rozstaniu wpadł do mnie któregoś wieczora z winem, upiliśmy się trochę, urządziliśmy sobie karaoke i… wylądowaliśmy w łóżku.

Okazało się, że ten facet, który kompletnie mi się kiedyś nie podobał, jest dla mnie bardzo ważny i że jestem w nim na zabój zakochana. Byłam pewna, że on też. Ale niestety bardzo się myliłam. Powiedział, że to była chwila słabości, że mnie lubi, że ceni, ale nie kocha i nigdy nie pokocha. I że chce, żebyśmy nadal zostali przyjaciółmi.

Seks z przyjacielem? Wszystko jest możliwe

Zdaniem seksuolożki i psychoterapeutki Anny Wenty, zaletą seksu z kolegą czy przyjacielem jest fakt, że ludzie, którzy lądują w łóżku, znają się i skoro znaleźli się w sytuacji tête-à-tête, to najpewniej darzą się sympatią. – Jednak, by takie spotkanie rzeczywiście miało przyjemny przebieg i nie doprowadziło do spalenia mostów między kolegami, ważne jest ustalenie, na co obie osoby się zgadzają, co jest dla nich dopuszczalne, a co nie – mówi Wenta.

– Warto jest wszystko bardzo dokładnie mówić, na przykład, czy tylko chodzi o seks, czy też o spędzanie wspólnego czasu. Brak ustalenia ram relacji może powodować wiele nieporozumień. A przecież nie wszystko da się przewidzieć. Lepiej zatem ograniczyć liczbę znaków zapytania. A najważniejsze w tej sytuacji pytanie, na które warto sobie odpowiedzieć, to czy któraś ze stron nie oczekuje czegoś więcej, nie chce związku, nie traktuje tego spotkania jako zapowiedzi czegoś głębszego.

Oczywiście jeśli obie osoby uznają, że tego chcą, to wspaniale. Często zdarza się, że związki właśnie w ten sposób się zaczynają. Jednak w sytuacji, gdy tylko jedna osoba chce bliższej relacji, to lepiej się zatrzymać; skutki decyzji o pójściu do łóżka w takim przypadku mogą być opłakane.

Wenta podkreśla, że gdy przyjaciele lądują w łóżku niespodziewanie, gdy nie ma czasu na ustalenie zasad, to trzeba brać wszelkie konsekwencje pod uwagę. – Może się okazać, że jedna z osób chce kontynuować tę znajomość w nowej odsłonie, a druga zupełnie nie ma na to ochoty. W niektórych przypadkach może to oznaczać koniec kumplostwa czy przyjaźni, bo wydarzyło się coś, co na tyle tę relację nadwerężyło, że nie ma możliwości jej kontynuacji. Co to może być? Na przykład okazało się, że oczekiwania co do seksu i wyobrażenia o nim całkowicie się u tych dwóch osób rozmijają.

Natalia nie mogła się pogodzić z odrzuceniem. – W efekcie tym razem ja wpadłam w totalny dołek psychiczny – opowiada. – Ale Artur nie mógł mnie wspierać. Musiałam się od niego odseparować. Stało się to szybko, bo dostał propozycję z dużej sieciowej kancelarii w Warszawie i z tej propozycji skorzystał. Przeniósł się do stolicy, podobno ma nową dziewczynę.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułPierwszoklasiści przyjęci do społeczności uczniowskiej
Następny artykułIle kosztuje metr kw. mieszkania w Gliwicach? Dużo taniej jest w Chorzowie, Bytomiu czy Siemianowicach