A A+ A++

Nadchodzące tygodnie mogą być jednak trudniejsze dla pracobiorców. Na przełomie roku zawsze występuje sezonowe osłabienie aktywności ekonomicznej, a teraz będzie ono wzmocnione ograniczeniami administracyjnymi w gospodarce wprowadzonymi w ramach walki z jesienną falą pandemii.

Trudny koniec roku

W projekcie nowelizacji budżetu założono, że stopa bezrobocia pod koniec tego roku wyniesie 8 proc. Przedstawiciele rządu szacowali ostatnio, że być może zakończymy 2020 rok bezrobociem niewiele większym niż 7-procentowe.

W październiku oficjalnie zarejestrowanych osób bez pracy mieliśmy 1 milion 18,4 tysiąca. Było ich o ponad 5 tysięcy mniej niż we wrześniu, ale o około 185 tysięcy więcej niż w październiku 2019 roku.

ZOBACZ: Instruktorzy narciarscy: restrykcje dla branży nie do udźwignięcia

Sytuacja oczywiście nie jest tak dobra, jak w szczycie gospodarczego ożywienia, gdy pod koniec 2019 roku stopa bezrobocia oscylowała wokół 5 proc. W utrzymaniu miejsc pracy pomagają wprowadzone przez rząd rozwiązania w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych. Można mieć jednak obawy, czy kres programów pomocowych nie pogorszy sytuacji zatrudnionych.

Niepokój budzi również nasilanie się kolejnej fali epidemii i związane z tym ograniczenia aktywności społecznej i gospodarczej. Rynek pracy zapewne z pewnym poślizgiem odczuje skutki kryzysu gospodarczego i szoku pandemicznego.

Złe prognozy

Od kilku tygodni wiele firm, takich jak turystyczne, hotelarskie, transportowe, czy gastronomiczne funkcjonuje de facto w warunkach takiego samego lockdownu jak wiosną. Adam Abramowicz, rzecznik małych i średnich przedsiębiorstw, obawia się, że tym razem nie będą one w stanie ochronić miejsc pracy.

Wielu ludzi może stracić zatrudnienie, choć w oficjalnych statystykach bezrobocia wszyscy nie zostaną ujęci. W najbardziej poszkodowanych przez pandemię branżach duża część osób nie ma bowiem etatów i pracuje na podstawie tzw. umów śmieciowych.

ZOBACZ: Elon Musk wyprzedził Gatesa. Jest drugim najbogatszym człowiekiem świata

Adam Abramowicz alarmuje, że firmy, którym wiosną pomagał finansowo Polski Fundusz Rozwoju mogą teraz znaleźć się w potrzasku. Dostały bowiem prawo do umorzenia części kwot, o ile nie  zakończą działalności i nie będą zwalniać pracowników. Dotrzymanie tych warunków w wielu wypadkach będzie bardzo trudne w sytuacji, gdy biznes znów działa w warunkach poważnych ograniczeń administracyjnych.

Firmy należące do Polskiego Forum HR (PFHR) informowały o dużym ożywieniu na rynku rekrutacji pracowników w trzecim kwartale tego roku, czyli w okresie, gdy koronawirus był mniej aktywny, a w gospodarce zmalała liczba zakazów i nakazów. Bardzo wyraźnie, bo o 13 proc., wzrosła wówczas liczba pracowników tymczasowych. W tym samym czasie pula pełnych etatów (liczba przepracowanych godzin w przeliczeniu na etaty) zwiększyła się aż o 33 proc.

PFHR przypomina, że pracownicy tymczasowi są pierwszymi, z którymi pracodawcy rozstają się w sytuacji spowolnienia ekonomicznego i pierwszymi, którzy są zatrudniani, kiedy sytuacja się poprawia. Jednocześnie PFHR prognozuje, że czwarty kwartał będzie trudniejszy, a wzrost zapotrzebowania na pracowników tymczasowych mniejszy.

Twoja przeglądarka nie wspiera odtwarzacza wideo…

Jacek Brzeski/ml/ polsatnews.pl

Czytaj więcej

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułNad nierozumną władzą usiadłem i płakałem (opinia) [ Społeczeństwo ]
Następny artykułTrik babci na kotlety mielone. Będą miękkie i soczyste