A A+ A++

Sporo w ostatnim czasie zapominałam. Jednego razu, na przykład, umyłam psią miskę, postawiłam na panelach i zauważyłam, że w drugiej nie ma picia, więc wróciłam do kuchni, by nalać wodę. Potem pogłaskałam pupila, zachęcając do jedzenia i zajęłam się czymś innym. Coś jednak było nie tak – w ciszy, jaka nastała, brakowało odgłosu chrupania. Spojrzałam na moją psinkę i po raz pierwszy zobaczyłam tak zdziwiony wyraz pyszczka. Wówczas zorientowałam się, że nie wsypałam karmy. Innego ranka zrobiłam sobie kawę i postawiłam na stole w salonie. Czekając, aż ostygnie, poszłam posprzątać blat. Gdy skończyłam, stwierdziłam, że czas czegoś się napić i znowu zaparzyłam kawę, zapominając o tej, która miała wystygnąć…

Zdążyć przed spalonym, czyli jak stać się własną legendą

Do tego momentu było śmiesznie, ale gdy wracając z pracy, dopiero pod blokiem przypomniałam sobie o tym, że przecież rano przyjechałam do niej autem, postanowiłam w końcu dobrze się wyspać. Wtedy też pomyślałam: „Mój Boże, szkoda, że równie łatwo nie da się wymazać z pamięci wszystkich doznanych przykrości. Wstać rano i zapomnieć o tym, co nie pozwala w pełni szczęśliwie żyć”.

Całość zamknięta w zdaniu

Usłyszałam niedawno, jak jedna kobieta powiedziała do drugiej: „Teraz to ja mogę umrzeć w samolocie”. Nie wytrzymałam i zapytałam, dlaczego tak twierdzi. Dowiedziałam się, że pani ta żyła na „pełnej petardzie” – ciężko pracowała, opiekowała się rodziną i… podróżowała. Nie czekała, aż ktoś jej coś da. I dzisiaj mówi, że jest gotowa zakończyć żywot w każdym momencie. Dobiegła do mety, zdobyła medal i może sobie już tylko spacerować. 

Słuchając jej opowieści, zaczęłam się zastanawiać, jakby to było ułożyć konkretne zdanie, które powie o mnie więcej niż cała książka. Bo jeśli będą o mnie kiedyś mówić, to jak?  Może nie będą mówić długo albo cała wypowiedź zakończy się na pogrzebie – ale to nie ma znaczenia. Ja po prostu chciałabym opowiedzieć osobistą historię, odkrywając po drodze, kim jestem w odniesieniu do tego, kim chciałam zostać i wyznaczyć sobie nowy kierunek w tworzeniu prawdziwego obrazu siebie; a potem zamknąć to wszystko w jednym zdaniu. Stać się własną legendą.

W tym celu postanowiłam wymazać słowo „zawsze” ze swojego słownika, uznając je za mit. Przecież nawet świat miał swój początek i prawdopodobnie nie będzie istniał wiecznie – przynajmniej w aktualnej postaci.

Podejmuję się więc roli własnego obserwatora, przyglądając się zmianom. Nie po to, żeby komukolwiek coś udowadniać, ale żeby życie wciąż było polem do popisu dla mojej kreatywności.

Gol w ostatniej sekundzie

Wiadomo, że na pewne sytuacje nie mamy wpływu, a gdy jedne drzwi się zamykają, otwierają się inne. Ja nie chciałabym utknąć w jakimś punkcie swej historii, nieustannie rozpamiętując przykre zdarzenia – wtedy trudno o optymizm i projektowanie przyszłości, bez względu na wiek. 

Ważne zatem jest, by nie stać za długo w tym samym miejscu, bo mecz, który trwa od urodzenia, skończy się szybciej, niż się spodziewamy; my zaś nie dostaniemy już piłki, by strzelić popisowego gola. I chyba żaden człowiek nie chce, żeby w krytycznym momencie na usta cisnęły mu się słowa bohatera filmu „Regulamin zabijania”: „Ostatnie sekundy, a ja na spalonym” (reż. William Friedkin, 2000).

Lepiej się ruszyć

Kilka razy w życiu przekonałam się o tym, że warto mówić „tak” okazjom, które pukają do okna naszych możliwości, nawet gdy bardzo nam się nie chce podejmować choćby najmniejszego wysiłku, bo czasem jedno spotkanie otwiera przestrzeń do pięknej współpracy. W ten sposób przytrafiła mi się inspirująca znajomość z Izabelą Derą – projektantką i ilustratorką mody oraz malarką, z którą nadajemy na tych samych falach wrażliwości i wyobraźni. Dzięki temu powstały obrazy oraz wiersze, które, w sobotę 14 marca br., zaprezentowałyśmy na wspólnej wystawie w Klubie MOK Rebus – podczas wydarzenia pod nazwą „Niezwykłe Kobiety dla Niezwykłych Kobiet – bo każda z nas jest niezwykła”.

W trakcie wernisażu malarstwo przemawiało do publiczności własnym językiem sztuki, poezji zaś głosu użyczyły aktorki amatorskiej grupy Teatru Dramatycznego „e-S-ka”.

Gdy wybrzmiewały kolejne wersy, obserwowałam swoje reakcje – odnosiłam wrażenie, jak gdyby ktoś inny niż ja napisał te teksty. Uznałam to za bardzo odkrywcze doświadczenie – było tak, jakby przyglądać się sobie z boku, z ciekawością charakterystyczną dla nowej znajomości. W samopoznaniu pomagały mi dźwięki akordeonu i gitary, które w mistrzowski sposób wydobywali z instrumentów uczniowie Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Żorach.

Etykiety są zbędne

Czasem sprawy są tak poplątane, jak lampki choinkowe i jeśli po świętach wpakuje się je do pudełka, to za rok znajdziemy je w identycznym stanie. A zmienia się wszystko: nasze ciała, pozycje społeczne, ścieżki zawodowe, relacje… W pewnym momencie stajemy się niemal przezroczyści i można by pomyśleć, że nikomu niepotrzebni; ale jak zastygniemy, to przepadniemy. Jeśli zaś postawimy się w roli obserwatora własnego życia, przekonamy się, że nie trzeba nadmiernie zabiegać o uwagę innych i nie warto przywiązywać się do rzeczy czy sytuacji, których w naszym świecie już nie ma. Do „autodystansu, którego nieodłącznym elementem jest poczucie humoru” odwoływał się Viktor E. Frankl w swojej technice intencji paradoksalnej (szerzej opisanej w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, tłum. A. Wolnicka, Wydawnictwo Czarna Owca).

Nie potrzebujemy też etykiet, by coś znaczyć. Samo istnienie jest ważne, reszta – jak osiągnięcia czy satysfakcjonujący stan konta bankowego – to bonusy, które nam się przydarzają, gdy mamy dobrą passę.

Albert Schweitzer (laureat Pokojowej Nagrody Nobla, filozof, teolog, muzykolog i lekarz) mawiał: „Jestem życiem, które pragnie żyć, pośród życia, które pragnie żyć”. Poszanowanie każdego bytu, nie tylko ludzkiego i bez oceniania, to najpiękniejsza postawa życiowa. Do tego można by tylko dodać wers z „Dezyderaty” Maxa Ehrmanna: „Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj” (tłum. Andrzej Jakubowicz). A ja dodam, że nie jesteśmy nikomu nic winni – ani tego, jak wyglądamy, ani jak żyjemy. I każdy z nas ma prawo do podejmowania wyborów zgodnych z własnymi wartościami, o ile nie szkodzi innym. A potem może przyglądać się wszystkiemu z boku i cieszyć tym, co widzi.

Dotknij krawędzi, a zobaczysz, co się stanie

W drzwiach, które kupiłam niecałe dwa lata temu, zaczęła odchodzić okleina. Złożyłam reklamację i dowiedziałam się, że źle je chwytałam – za krawędź, zamiast za klamkę – zatem to moja wina. Nie wiedziałam, że drzwi mogą być tak delikatne, tym bardziej że nie z „sieciówki”. Czyli… najlepiej było ich nie dotykać – kupić tak, ale obchodzić się jak z jajkiem. To tak, jakby powiedzieć dorastającemu dziecku: „Nie wystawiaj nosa za próg, bo oberwiesz – bo ktoś cię zdradzi, zawiedzie, rozczaruje”. Tylko że to tak nie działa. Ryzyko jest wpisane w życie, więc nie można nas obwiniać, że jakaś rzecz się psuje, gdy robimy coś nie tak, jak napisane w instrukcji, której nikt nie widział, a jak widział, to nie czytał. Bo kto czyta instrukcję używania drzwi?

Jak będę je chwytała tylko za klamkę, to zostanę na spalonym. A jako obserwator i komentator historii własnego życia, które ma stać się legendą, zanudziłabym się na śmierć. Wolę umrzeć w samolocie jak moja znajoma. Tam na pewno są mocniejsze drzwi.

Barbara Musiałek

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o
Formularz komentarzy gromadzi Twoje imię/nick, adres e-mail i treść, aby umożliwić nam śledzenie komentarzy umieszczanych w witrynie. Przeczytaj i zaakceptuj Warunki korzystania z naszej strony internetowej i Politykę prywatności, aby opublikować komentarz.

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykuł“Nie jesteś Bogiem”. Trumpa krytykują już nawet najwierniejsi z wiernych
Następny artykułПісля погроз Трампа Іран припинив переговори зі США, – ЗМІ