A A+ A++

Współpracownicy stacji relacjonujący przedwyborcze spotkania znaleźli się na celowniku milicji i sądów.

Przedwyborcza kampania na Białorusi dała Białorusinom możliwość legalnego wyrażania swoich emocji politycznych podczas zbiórek podpisów poparcia dla kandydatów na prezydenta. Często przeradzają się one w spontaniczne demonstracje, podczas których powszechnie wyrażane jest zmęczenie 26 latami rządów Alaksandra Łukaszenki. Dziennikarze Biełsatu starają się na żywo relacjonować te niecodzienne wydarzenia. Zachowanie białoruskiej milicji i sądów pokazuje, że na współpracowników naszej stacji wywierana jest stała presja, której celem jest uniemożliwienie im pracy.

Zaplanowana operacja

Dziennikarka Biełsatu Halina Abakunczyk mówi, że jej zatrzymanie 5 czerwca przypominało akcję sił specjalnych. Dziennikarka i jej operator Siarhiej Kawalou wracali z Żodzina, miasta przemysłowego pod Mińskiem. Ekipa reporterska robiła transmisję na żywo ze zbiórki podpisów opozycyjnej wobec Łukaszenki kandydatki Swiatłany Cichanouskiej.

Halina Abakunczyk i Aleś Barazienka. Zdj.: Belsat.eu

Jednak dziennikarzom nie było dane spokojne opuszczenie miasta. Kilka samochodów zjechało im drogę i zmusiło do zjazdu na pobocze.

– Wyglądało to na grupowe porwanie. Wśród osób, które nas zatrzymały, byli policjanci OMONu, tajniacy i mundurowi oraz funkcjonariusze drogówki. Tajniacy przy zatrzymaniu użyli siły fizycznej, zmuszając nas brutalnie do opuszczenia samochodu. Operacją kierował zastępca miejscowego naczelnika milicji Siarhiej Saławiej — mówi Halina.

Dziennikarze trafili na komisariat, gdzie zostali przesłuchani. Postawiono im zarzut przygotowania materiałów dziennikarskich bez akredytacji, po czym wypuszczono.

Mimo wieloletnich prób Biełsat nie otrzymał oficjalnej państwowej rejestracji i według białoruskiego prawa działa na Białorusi nielegalnie. Jednak nawet białoruska konstytucja pozwala obywatelom na zbierania i dzielenie się informacjami, także z zagranicznymi mediami.

Główny cel – utrudnić transmisje na żywo

Biełsat aktywnie relacjonuje kampanię prezydencką na Białorusi i kilka razy w tygodniu prowadzi transmisje na żywo ze zbiórek podpisów w różnych białoruskich miastach. Prawie za każdym razem pojawienie się dziennikarzy stacji kończyło się brutalnymi zatrzymaniami, konfiskatą sprzętu, a następnie — ogromnymi grzywnami.

Władze zaczęły nawet oskarżać współpracowników stacji o udział w nielegalnych w wiecach, choć białoruskie prawo wyraźnie pozwala na zgromadzenia podczas zbiórek podpisów. Niektórzy nasi koledzy otrzymali wezwania na podstawie art. 23.34 Kodeksu Wykroczeń, przewidującego kary za udział w niezarejestrowanej akcji ulicznej.

W taki sposób za kraty trafili współpracownik Biełsatu z Głębokiego Zmicier Łupacz oraz operator z Mohylewa Michaś Arszyński. Otrzymali oni po 10 dni aresztu.

Zbiórki podpisów w centrum Mińska. Zdj. Belsat.eu

Władze boją się prawdy

17 czerwca Halina Abakunczyk została ponownie zatrzymana, tym razem z operatorem Alaksandrem Barazienką w Salihorsku. Mieli przeprowadzić transmisję ze zbiórki podpisów opozycyjnych kandydatów. Ich pracę uniemożliwiły problemy techniczne. Nie przeszkodziło to jednak miejscowej milicji w zatrzymaniu dziennikarzy i postawieniu im zarzutów nielegalnej pracy dziennikarskiej, chociaż w rzeczywistości do transmisji nie doszło.

– Nie sądzę, żeby chodzi o presję osobistą — każdy inny dziennikarz mógłby być na moim miejscu. To presja wywierana na ludzi dostarczających prawdziwe informacje. Władze obawiają się prawdy, którą ludzie słyszą w naszych programach — uważa Halina Abakunczyk.

Przed dziennikarką jeszcze co najmniej dwa procesy: za relacjonowanie parady wojskowej 9 maja w Mińsku oraz za pracę podczas zbiórki podpisów na Rynku Komarowskim w Mińsku.

Milicjanci czekali na peronie o 5:40 rano

Inni dziennikarze współpracujący z Belsatem również zauważają zwiększoną presję. Alina Skrabunowa, niezależna dziennikarka z Mohylewa przypomina, że zwykle stawała przed sądem dwukrotnie w ciągu roku, jednak przez pięć pierwszych miesięcy bieżącego roku zarzuty stawiono jej już pięciokrotnie.

– Milicjanci z rejonowych [powiatowych – Belsat.eu] miasteczek nieustannie do mnie dzwonią, a czasem nawet przyjeżdżają do Mohylewa, by wręczyć nam wezwania do sądu! Niedawno chciałam wybrać się na kilkudniową wędrówkę z operatorem Alaksandrem Sidareuskim. Na dworcu kolejowym dosłownie ścigał nas tłum milicjantów.

Alina Skrabunowa i Alaksandr Sidareuski po jednej z rozpraw

W rezultacie udało im się wyjechać, ale po powrocie do Mohylewa już na peronie o godz. 5:40 rano milicjanci wręczyli im wezwania od razu na trzy rozprawy za pracę bez akredytacji.Dziennikarka podkreśla, że funkcjonariusze nawet nie silą się na zachowanie procedur.

– Milicjant z Czaus nawet nie rozumiał, co pisze, kiedy sporządzał zawiadomienie o popełnieniu wykroczenia. Po prostu przepisał je z poprzedniego protokołu. Kiedy poprosiłem go o przeczytanie, był zdezorientowany nazwiskami i terminami. Nawet nie znał mojego imienia! I to była osoba, która mnie poszukiwała w majestacie prawa — opowiada dziennikarka.

Mówi, że z niepokojem czeka na dzień wyborów 9 sierpnia. Już teraz staje się dla niej jasne, że sytuacja się pogarsza.

Biełsat będzie działał mimo szykan

Zastępca dyrektora Biełsatu Alaksiej Dzikawicki uważa, że takie „nasilenie” presji wiąże się z wyborami prezydenckimi. Jego zdaniem władze nigdy nie zapomniały o stacji, jednak na początku roku nie wywierały takiej presji.

– Cóż, teraz maszyna represji zaczęła działać w pełni — mówi Alaksiej.

Jego zdaniem władzy chodzi o to, aby kanał nie pokazywał silnych nastrojów protestacyjnych obecnych w społeczeństwie.

Alaksiej Dzikawicki, zastępca dyrektora Biełsatu

Podkreśla, że jedną rzeczą jest robienie o tym materiałów telewizyjnych czy pisanie artykułów, a inną pokazywanie żywych ludzi, którzy nie boją się mówić i podpisywać listy poparcia dla kandydatów niezależnych, stojąc czasem w długich kolejkach. I dlatego jego zdaniem władze uderzają głównie w tych, którzy zajmują się relacjami na żywo.

Dzikawicki zapewnia jednak, że choć presja utrudnia pracę Biełsatu, to nie da się wstrzymać pracy stacji. Jak przypomina, w Biełsacie pracuje zespół profesjonalnych i odważnych ludzi, którzy wykonują i będą wykonywać swoje obowiązki zawodowe bez względu na wszystko.

Dziennikarz uważa, że w 2020 r . nie jest możliwe ukrycie przed społeczeństwem tego, co odbywa się w kraju.

– To nie jest tak, że „jeśli czegoś nie pokazano w telewizji, to nie istnieje”. Nawet jeśli nielegalnie odbiorą wszystkie kamery, prawie każdy, nie tylko dziennikarz, ma smartfon. Relacje i tak się pojawią, a my je pokażemy – dodaje.

Wybory prezydenckie 2020 r. na Białorusi

Od samego początku istnienia Biełsat znajdował się pod silną presją władz. Kanał wielokrotnie starał się uzyskać od władz niezbędną do pracy na Białorusi akredytację. Jednak bezskutecznie, jest zatem zmuszony do pracy w warunkach niemal podziemnych.

Dlatego dziennikarze współpracujący z Biełsatem często spotykają się z represjami ze strony władz. Od 18 czerwca nasi pracownicy zostali ukarani za swoją pracę grzywnami o łącznej wysokości 101 791 USD.

Tegoroczne wybory prezydenckie zaplanowano na 9 sierpnia. Jak podkreślają białoruscy obrońcy praw człowieka, tegoroczna kampania wyborcza różni się od poprzednich tym, że władze stosują brutalne metody wobec swoich oponentów już na etapie zbierania podpisów dla potencjalnych kandydatów.

Przeciwko szefowi sztabu wyborczego Swiatłany Cichanouskiej, jej mężowi i blogerowi Siarhiejowi Cichanouskiemu, a także 8 innym osobom wszczęto sprawę karną o organizację zamieszek (na podstawie art. 341 Kodeksu Karnego Białorusi). Cichanouski otrzymał też zarzuty utrudniania pracy Centralnej Komisji Wyborczej. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali zatrzymanych za więźniów politycznych.

18 czerwca jeden z potencjalnych kandydatów na prezydenta Wiktar Babaryka i szef jego sztabu Eduard Babaryka zostali zatrzymani i zabrani na przesłuchanie do Departamentu Dochodzeń Finansowych. Nie mają do nich dostępu adwokaci, trwają przeszukania w ich domach.

Wszczęto sprawę karną przeciwko 15 pracownikom Biełgazprombanku, którym przez 20 lat kierował Babaryka. Władze skonfiskowały kolekcję obrazów banku, obejmującą m.in. obrazy urodzonego na terytorium dzisiejszej Białorusi Marca Chagalla.

Według Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” w okresie od 6 maja do 16 czerwca br. na ogólną liczbę 1246 dni aresztu z powodów politycznych skazano 97 osób. Dodatkowo 105 osób zostało ukaranych grzywną na łączną kwotę stanowiącą równowartość około 150 tys. zł.

Alaksiej Dzikawicki, zastępca dyrektora Biełsatu

Podkreśla, że jedną rzeczą jest robienie o tym materiałów telewizyjnych czy pisanie artykułów, a inną pokazywanie żywych ludzi, którzy nie boją się mówić i podpisywać listy poparcia dla kandydatów niezależnych, stojąc czasem w długich kolejkach. I dlatego jego zdaniem władze uderzają głównie w tych, którzy zajmują się relacjami na żywo.

Dzikawicki zapewnia jednak, że choć presja utrudnia pracę Biełsatu, to nie da się wstrzymać pracy stacji. Jak przypomina, w Biełsacie pracuje zespół profesjonalnych i odważnych ludzi, którzy wykonują i będą wykonywać swoje obowiązki zawodowe bez względu na wszystko.

Dziennikarz uważa, że w 2020 r . nie jest możliwe ukrycie przed społeczeństwem tego, co odbywa się w kraju.

– To nie jest tak, że „jeśli czegoś nie pokazano w telewizji, to nie istnieje”. Nawet jeśli nielegalnie odbiorą wszystkie kamery, prawie każdy, nie tylko dziennikarz, ma smartfon. Relacje i tak się pojawią, a my je pokażemy – dodaje.

Wybory prezydenckie 2020 r. na Białorusi

  • Od samego początku istnienia Biełsat znajdował się pod silną presją władz. Kanał wielokrotnie starał się uzyskać od władz niezbędną do pracy na Białorusi akredytację. Jednak bezskutecznie, jest zatem zmuszony do pracy w warunkach niemal podziemnych.
  • Dlatego dziennikarze współpracujący z Biełsatem często spotykają się z represjami ze strony władz. Nasi pracownicy zostali ukarani za swoją pracę grzywnami o łącznej wysokości 101 791 USD.
  • Tegoroczne wybory prezydenckie zaplanowano na 9 sierpnia. Jak podkreślają białoruscy obrońcy praw człowieka, tegoroczna kampania wyborcza różni się od poprzednich tym, że władze stosują brutalne metody wobec swoich oponentów już na etapie zbierania podpisów dla potencjalnych kandydatów.
  • Przeciwko szefowi sztabu wyborczego Swiatłany Cichanouskiej, jej mężowi i blogerowi Siarhiejowi Cichanouskiemu, a także 8 innym osobom wszczęto sprawę karną o organizację zamieszek (na podstawie art. 341 Kodeksu Karnego Białorusi). Cichanouski otrzymał też zarzuty utrudniania pracy Centralnej Komisji Wyborczej. Białoruscy obrońcy praw człowieka uznali zatrzymanych za więźniów politycznych.
  • 18 czerwca jeden z potencjalnych kandydatów na prezydenta Wiktar Babaryka i szef jego sztabu Eduard Babaryka zostali zatrzymani i zabrani na przesłuchanie do Departamentu Dochodzeń Finansowych. Nie mają do nich dostępu adwokaci, trwają przeszukania w ich domach.
  • Wszczęto sprawę karną przeciwko 15 pracownikom Biełgazprombanku, którym przez 20 lat kierował Babaryka. Władze skonfiskowały kolekcję obrazów banku, obejmującą m.in. obrazy urodzonego na terytorium dzisiejszej Białorusi Marca Chagalla.
  • Według Centrum Obrony Praw Człowieka „Wiasna” w okresie od 6 maja do 16 czerwca br. na ogólną liczbę 1246 dni aresztu z powodów politycznych skazano 97 osób. Dodatkowo 105 osób zostało ukaranych grzywną na łączną kwotę stanowiącą równowartość około 150 tys. zł.

КТ, jb/ belsat.eu

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułMałgorzata Rozenek-Majdan w końcu szczęśliwa! Od porodu nie było tak kolorowo!
Następny artykułDla Kowalczyk to “przeklęty” lek