A A+ A++

Ostatnio znów – za sprawą odmowy przyznania funduszy unijnych dla samorządów broniących praw rodziny oraz „happeningu” pod kościołem św. Krzyża w Warszawie – wraca na tapetę kwestia ideologii promującej LGBT. Warto więc przypomnieć, że spór nie polega na tym, że prawica „nie lubi gejów”, bo – choć to się zdarza – idzie przecież o coś zupełnie innego. O całkiem odmienne spojrzenie na ludzką wolność.

Jest to spór fundamentalny. W przeciwieństwie do liberałów postrzegających wolność w kategoriach wolnego wyboru jednostki, z konserwatywnego punktu widzenia prawdziwa wolność opiera się na rodzinie. Uznaje się bowiem, że dopiero tworząc rodzinę, mamy realny wpływ na kształt społeczeństwa, w którym żyjemy, zarówno obecny jak i przyszły. Sami z kolei czerpiemy z doświadczeń poprzednich pokoleń. Ten kulturowy aspekt rodziny ma kluczowe znaczenie, stąd nie miłość dwojga osób jest głównym wyróżnikiem rodziny, choć oczywiście jest ona, a przynajmniej powinna być głównym spoiwem związku.

Zacierając pojęcie rodziny, tracimy zatem szeroko pojętą wolność i tożsamość. Nie przypadkiem totalitarny system komunistyczny, szczególnie w swojej pierwszej rewolucyjnej fazie, dążył do unicestwienia rodziny. Wkrótce po przejęciu władzy przez bolszewików w Rosji radykalnie zliberalizowano prawo, legalizując aborcję i dopuszczając rozwody. Rozwieść było się można listownie, wystarczyło że jeden z małżonków, nawet nie powiadamiając o tym drugiego, wysłał do urzędu zawiadomienie o rozwodzie wraz z symboliczną opłatą skarbową. Wśród komsomolców (członków młodzieżowej przybudówki partii bolszewickiej) propagowano wolną miłość, a zrodzone z ich przelotnych związków dzieci – o ile ciąża nie została przerwana – często trafiały na „wychowanie państwa” czyli do sierocińców, nazwanych szumnie domami dziecka.

W ten sposób życie ludzkie traciło wartość, a społeczeństwo przekształcało się w łatwo sterowalną masę. W późniejszym okresie, już podczas dyktatury Stalina, ponownie zaostrzono przepisy, utrudniając rozwody i zakazując aborcji, ale było to skutkiem gwałtownego spadku dzietności, mniej dzieci oznaczało bowiem mniej rąk do pracy i mniej poborowych w wojsku. Rozwinięte reżimy totalitarne, takie jak Korea Północna, rozstrzygnęły ten problem, ustalając, że obywatele mają obowiązek rodzić dzieci i oddawać je państwu. Człowiek pozbawiony rodziny staje się bowiem niewolnikiem władzy.

Niewykluczone, że zmierzamy dziś – jako cywilizacja zachodnia – w analogicznym kierunku. Oczywiście nie chodzi o to, że przekształcimy się w północnokoreańską despotię. Chodzi raczej o to, że szukając wolności, coraz bardziej się od niej oddalamy. Wraz z zacieraniem pojęcia rodziny, następuje proces niwelowania różnic między płciami, a w ślad za nim zanegowanie podziału na orientacje seksualne. Dziś jeszcze wielu z nas reaguje ironicznym uśmieszkiem na widok zniewieściałych mężczyzn, stukamy się w czoła, oglądając zdjęcia z pokazów mody, podczas których brodaci panowie kręcą biodrami, paradując w szpilkach i spódnicach. Jednak jest to proces oswajania nas ze zmianami cywilizacyjnymi.

Czy panowie i panie, uważający się za – w najlepszym razie – za „niedookreślonych” płciowo, będą mogli stworzyć trwałe, lub w ogóle jakiekolwiek, rodziny? Czy będą mogli spłodzić potomstwo i wychować je? A może lepiej będzie zamówić dziecko w klinice, a potem ewentualnie, gdy zmienią się priorytety życiowe, oddać je na wychowanie państwu? Czy w takim świecie macierzyństwo nie będzie uchodzić za wyjątkowo nieestetyczne, wręcz zwierzęce, a tradycyjny model rodziny za charakterystyczny dla nizin społecznych? I czy wreszcie, zrzucając z siebie wszelką odpowiedzialność i przekazując ją jakiejś zwierzchnej instancji, będziemy czuć się dzięki temu bardziej wolni?

Oczywiście nikt z nas nie wie, jaka będzie przyszłość. Ale nie zwalnia nas to od myślenia o możliwych konsekwencjach naszych dzisiejszych wyborów.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułWarszawa: Pięć razy wyższa kara za brak opłaty za parkowanie
Następny artykułRozeta z lekką pianką waniliową