A A+ A++

– To nie jest film polityczny – zapowiadał w rozmowie z nami tuż przed premierą Sylwester Latkowski. Dziennikarz wielokrotnie Trójmiasto nazywał „małą Sycylią”. – Tutaj świat przestępczy krzyżuje się z polityką, władzą samorządową, policją, służbami specjalnymi, prokuratorami i sędziami, wielkim i małym biznesem. Od lat pilnują, by nie wkradł się tutaj chaos. Wszystko dzieje się po cichu – tak opisuje film Telewizja Polska. W dokumencie Sylwester Latkowski przedstawił swoje dziennikarskie śledztwo, które prowadził przez osiem lat, zaprezentuje też nieznane dotąd nagrania.

Po filmie (nadawały go kanały TVP1 i TVP Info) w studiu przeprowadzono dyskusję, moderowaną przez Michała Adamczyka. Wzięli w niej udział twórca dokumentu, szefowa komisji śledczej ds. Amber Gold Małgorzata Wassermann, oraz publicyści: Michał Karnowski i Tomasz Sakiewicz. – Mam fizyczne poczucie zagrożenia. Mam sygnały, że tym razem (po projekcji filmu) nie skończy się na dyskredytowaniu mojej osoby – powiedział tuż po projekcji dokumentu Sylwester Latkowski, sugerując, że na jego życie mogą być przypuszczane zamachy.

Kiełbasiński: Film pokazał bierność służb

Poprosiliśmy dziennikarzy o ocenę filmu Latkowskiego. Artur Kiełbasiński, dziennikarz ekonomiczny z długoletnim stażem, prawnik, sekretarz redakcji Radia Gdańsk nie mam jednoznacznej oceny filmu. 

– Z jednej strony powiedzmy wprost: pod względem wiedzy o relacjach biznesowych Marcina P., o tym kto rzekomo stał za nim, nie dowiedzieliśmy się niczego nowego. Padły te same nazwiska, które znamy od lat. To samo dotyczy mechanizmów działania samej spółki Amber Gold i linii lotniczych OLT. Ale jest coś co jednak jest ogromną wartością tego filmu. On pokazał przekrojowo bierność służb państwa wobec Marcina P. i całego biznesu Amber Gold. Sam P. potrafił w ciągu kilku godzin przelewać na jakieś biznesy 10 mln zł. W tym czasie prokuratorzy i urzędnicy skarbowi miesiącami i latami nie posuwali się w sprawie AG do przodu. Państwo wiedziało i nie reagowało i to Latkowski pokazał bardzo dobrze. I to w głównej mierze było przyczyną sukcesu Marcina P., w jego procederze – komentuje.

Nasz rozmówca podkreśla jeszcze jeden aspekt: – Jak rzadko kiedy prokuratura, dzięki zawiadomieniu KNF, bardzo szybko dowiedziała się o istocie działań Amber Gold. I miała okazję prześwietlić je, zbadać dogłębnie, opisać. Nie zrobiła tego i to jest jej klęska. Z powodu tego zaniechania dziś jesteśmy skazani głównie na spekulacje. W filmie pojawia się też inny niepokojący wątek. Padające tam oceny pracy gdańskiej policji i prokuratury w różnych sprawach są na tyle niepokojące, że chyba warto je sprawdzić. Nawet jeśli na tym etapie są tylko wypowiedziami w dziennikarskim materiale dokumentalnym, a nie twardymi dowodami. Takich dowodów zresztą od dziennikarzy nie wymagam – podsumowuje Artur Kiełbasiński.


 

Schwertner: Materiał po to, by ogłosić, że Tusk jest zły

Janusz Schwertner, reporter portalu Onet.pl, ocenia, że pokazany przez TVP film to „właściwie materiał historyczny”. – Majami – zresztą policjant, którego osobiście darzę dużą sympatią – oprowadził nas po Gdańsku, autor reportażu opublikował nagrania swoich dawnych wywiadów, a największą gwiazdą filmu okazał się być poseł Nowoczesnej Witold Zembaczyński. Niestety pan poseł Marek Suski zasłużył niemal wyłącznie na obecność w przebitkach. Szkoda, że nie znalazło się miejsce dla słynnej sceny z „Carycą Katarzyną”, bo każdy dobry film potrzebuje odrobiny dobrego humoru – mówi.

Jeśli chodzi o zawartość merytoryczną filmu, zaznacza nasz rozmówca, to znalazło się w dokumencie wszystko to, co o aferze Amber Gold możemy przeczytać w archiwalnej prasie oraz w internecie. – W tym m.in. w tekstach Sylwestra Latkowskiego i Michała Majewskiego. Natomiast dziś ten materiał powstał po to, by po jego premierze Tomasz Sakiewicz i inni dzielni publicyści mogli spotkać się i jednoznacznie ogłosić, że Tusk jest zły, a Kaczyński wspaniały. Nie będzie to miało nic wspólnego z filmem, podobnie jak na przykład TVP nie ma nic wspólnego z przyzwoitością. Jednak kto by się tym przejmował – podkreśla Schwertner. – Jeśli chodzi o moje osobiste odczucia, to przykro mi, że spędziłem dwie godziny swojego życia oglądając TVP. Dotychczas pozwalałem sobie na taką nutkę szaleństwa jedynie w przypadku meczów naszej reprezentacji – podsumowuje reporter.

Chrzan: Pseudo-dokument z odgrzewanymi kotletami

Mikołaj Chrzan to dzisiaj zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” odpowiedzialny za lokalne dodatki, jednak przez wiele lat (od 1996 do 2018 roku, z 2-letnią przerwą) pracował na rozmaitych stanowiskach w trójmiejskim dodatku „Gazety Wyborczej”. Oceniając film Sylwestra Latkowskiego mówi  nam: – Kiedy myślisz, że TVP dawno temu wyznaczyła już granice łajdactw, przychodzi 2. rocznica zamachu na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, a Jacek Kurski z Sylwestrem Latkowski mówią: potrafimy robić rzeczy jeszcze bardziej haniebne.

Zdaniem naszego rozmówcy – W TVP1 zobaczyliśmy „żenujący pseudo-dokument z odgrzewanymi kotletami”. – Pomieszanymi bez żadnego logicznego układu, z nieskończonymi wątkami, z kiczowatymi, fabularyzowanymi scenami rodem z tanich telewizyjnych kryminałów. Latkowski jeździ pod różne wille, pokazuje lotnicze zdjęcia, nagrania z ukrytą kamerą. Zdjęcia, strzałki, insynuacje. Do tego większość wątków dobrze opisanych już wcześniej przez media. Piramidy finansowe to rodzaj przestępstw, które powtarzają się na całym świecie. Czasem kuszą ludzi inwestycjami w obligacje, czasem w znaczki pocztowe, czasem w złoto. Tak było z Amber Gold, którego twórcy zostali oskarżeni i skazani. PiS od 2015 r. ma pełną kontrolę nad prokuraturą, służbami, mediami. Zorganizowali komisję śledczą, której celem było połączenie Amber Gold z Donaldem Tuskiem. Wszystko na nic. Nie udało się znaleźć żadnych dowodów na to, że ktoś roztaczał jakiś parasol bezpieczeństwa nad małżeństwem P., że ktoś im pomagał. I po tych wszystkich nieudanych próbach, przychodzi Latkowski ze swoim „dokumentem” – bez dowodów, ale z sensacyjnymi insynuacjami o „układzie gdańskim” – podsumowuje Chrzan.

Wiceszef „Gazety Wyborczej” zaznacza, że Gdańsk jest jednym z bastionów, miastem liberalnym, europejskim – dlatego od lat jest na celowniku polityków PiS. – Podobnie jak atakowany był Adamowicz, po jego śmierci atakowane jest całe miasto. Dowodem na to jest dyskusja w studiu TVP po filmie. Z Michałem Adamczykiem debatuje jakże pluralistyczne grono: Małgorzata Wassermann, Tomasz Sakiewicz, Michał Karnowski i Sylwester Latkowski, potem jeszcze Dorota Kania i Miłosz Manasterski. To jasno wskazuje na polityczne intencje twórcy filmu i telewizji, która go opublikowała – podsumowuje.

Latkowski w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl mówił (jeszcze przed premierą filmu), że jest on dlatego ważny, iż po raz pierwszy przed kamerą o „układzie Trójmiejskim” mówią osoby, które pełnią konkretne stanowiska. – On istnieje naprawdę i jest groźny – podkreśla dziennikarz. Po filmie Sylwester Latkowski rozszerzał ten wątek, mówiąc m.in. o biznesmenach i dziennikarzach spotykających się w jednym z gdańskich hoteli (w tym także o byłym szefie „Faktów” TVN). – Tam mafia ma się dobrze – podsumował autor dokumentu.

Według danych Nielsen Audience Measurement w grudniu ub.r. średnia widownia minutowa TVP Info wynosiła 250 956 osób, a udział w rynku oglądalności – 3,6 proc. Z kolei średni dobowy udział TVP1 w tym samym czasie względem grudnia 2019 roku zwiększył się o 4,05 proc. i wyniósł 10,02 proc.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułSamsung Galaxy A32 5G – Oficjalny debiut najtańszego smartfona z modemem 5G w ofercie producenta
Następny artykułJeden z zakazów zniesiony!