A A+ A++

Ostanie badania dotyczące postrzegania Kościoła dają do myślenia. Mamy do czynienia z gwałtownie postępującym spadkiem pozytywnych jego ocen. W świetle najnowszych badań IBRiS opublikowanych 15 listopada przez Rzeczpospolitą, pozytywny stosunek do Kościoła katolickiego w Polsce zadeklarowało zaledwie 35 proc. badanych, w tym tylko 16 proc. “zdecydowanie pozytywny”, natomiast 32 proc. deklaruje stosunek negatywny, a pozostałe 31 proc. neutralny.

W ciągu trzech kwartałów br. odsetek pozytywnych ocen Kościoła spadł niemal o 5 punktów procentowych. Wedle badań tej samej pracowni ze stycznia 2020 r. – 39,5 proc. respondentów ufało Kościołowi. Zdecydowane zaufanie do Kościoła deklarowało 15,7 proc. badanych, a 23,8 proc. stwierdzało, że „raczej” mu ufa. Natomiast „zdecydowaną nieufność” wyrażało kilka miesięcy temu 24,7 proc. respondentów, a 15,1 proc. „raczej” Kościołowi nie ufało. Pozostali badani – 20,7 proc. – albo nie mieli w tej sprawie zdania (6,8 proc.), albo deklarowało obojętność – 13,9 proc.

Kryzys widać wyraźnie jeśli zestawi się te badania z analogicznym wykonanym przez IBRiS 4 lata temu, we wrześniu 2016 roku. Wtedy zaufanie do Kościoła deklarowało 58 proc. respondentów ( w tym 22,8 proc. zdecydowane), a nieufność 22,9 proc., z czego zdecydowanie nie ufało Kościołowi wtedy tylko 5,8 proc. Zatem w świetle badań IBRiS, w okresie 4 lat zaufanie do Kościoła spadło o 23 %, a deklaracje braku zaufania wzrosły o 9 %.

Podobną sytuację wykazują badania CBOS, który pytanie o ocenę działalności Kościoła zadaje Polakom regularnie od ponad 20 lat. Pozytywną ocenę Kościoła na przełomie lat 80 i 90-tych ubiegłego wieku deklarowało ok. 90 % Polaków. Na początku lat 90-tych – w okresie transformacji – pod wpływem oskarżeń Kościoła o próbę „zawładnięcia” przestrzenią życia publicznego ta pozytywna ocena spadła. W 1993 r. wyrażało ją zaledwie 40% Polaków. Potem jednak pozytywne oceny Kościoła systematycznie rosły, stabilizując się od końca lat 90-tych na poziomie 55 – 65 %.

Kościół doceniany jako gwarant ładu aksjologicznego demokracji

Odzyskanie wysokiego autorytetu w pierwszym dziesięcioleciu wolnej Polski Kościół zawdzięczał – poza intensywną pracą ewangelizacyjną – m. in. temu, że znalazł, optymalne jeśli chodzi o współczesne standardy, miejsce w rzeczywistości państwa demokratycznego. U progu wolnej Polski – mniej więcej w ciągu 10 lat – udało się Kościołowi w Polsce zbudować w życiu publicznym miejsce zgodne z duchem Soboru Watykańskiego II. W przestrzeni państwowej odzwierciedla to konkordatowa i konstytucyjna zasada „autonomii i współpracy”, która definiuje model wyznaniowy Rzeczypospolitej. W ten sposób w latach 90-tych został tu wypracowany jeden z najlepszych w Europie modeli miejsca Kościoła w rzeczywistości publicznej – umiejscowiony pomiędzy konstytucyjną „świeckością” państwa usuwającą religię w obszar prywatny, a tendencjami do budowania swego rodzaju sojuszu ołtarza z tronem, gdzie autorytet Kościoła wspierany jest przez władzę państwową. Konkordatowy a potwierdzony w Konstytucji polski model, gwarantował niezależność Kościoła od państwa i wzajemną autonomię sfery religijnej i politycznej. Kościół harmonijnie wpisywał się w życie społeczne, a jego autorytet wynikał nie tyle z jego pozycji instytucjonalnej, co z siły autorytetu moralnego. Autorytet ten dodatkowo został wzmocniony przez pielgrzymki Jana Pawła II.

Taką pozycję – akceptowanego przez zdecydowaną większość społeczeństwa autorytetu moralnego – Kościół zachował przez prawie 20 kolejnych lat. W 2015 r.- 62 % Polaków oceniało go pozytywnie a 28 % negatywnie. W okresie tego dwudziestolecia można mówić o stabilnym miejscu Kościoła w rzeczywistości publicznej, jako wspólnoty, która pozytywnie kojarzyła się zarówno wierzącym jak i niewierzącym. Większość społeczeństwa, jak również niemal wszystkie nurty polityczne dobrze oceniały wsparcie Kościoła dla procesu integracji europejskiej, jak również jego rolę jako „sumienia demokracji” – ostrzegającego przed różnorodnymi jej deformacjami , z jakiejkolwiek strony by one pochodziły. Doceniano to, że Kościół przyczynia się do budowy ładu aksjologicznego, niezbędnego dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa. Z pozytywnym oddźwiękiem spotykały się również działania Kościoła z Polski w sferze międzynarodowej, jak choćby na polu pojednania polsko-ukraińskiego, nie mówiąc już o zainicjowanym wiele lat wcześniej przez Kościół pojednaniu polsko-niemieckim, przynoszącym wówczas trwały kapitał również w przestrzeni politycznej.

Jedynymi nurtami, zdecydowanie mniejszościowymi, podważającymi autorytet Kościoła była skrajna lewica czy radykalne ruchy feministyczne. Ale był to wówczas raczej margines polskiej sceny politycznej , choć hałaśliwy.

Załamanie pozycji autorytetu „ponad podziałami”

Na pozytywne oceny Kościoła w Polsce nie wpłynęła śmierć Jana Pawła II w 2005 r., choć niektóre wskaźniki religijności, np. w sferze powołań kapłańskich, zaczynają wówczas spadać. Zmiana wskaźników zaufania do Kościoła zaczęła następować mniej więcej od 2016 r. Badania z sierpnia 2016 r. wykazują, że pozytywne oceny Kościoła maleją o 7 punktów procentowych, osiągając poziom 55%, a negatywne wzrastają do 32 % . Jest to paradoks, gdyż władzę w Polsce objęła partia sprzyjająca Kościołowi i deklarująca wierność wartościom chrześcijańskim. Można by się spodziewać, że pozycja Kościoła w społeczeństwie dzięki temu wzrośnie, ale stało się inaczej. Malejącego zaufania do Kościoła nie zahamowały huczne obchody 1050-lecia chrztu Polski, zorganizowane wiosną 2016 r., ani pielgrzymka papieża Franciszka oraz Światowe Dni Młodzieży, jakie odbyły się latem tego roku.

Sprawa ta wymaga z pewnością wnikliwych badań, jednak można zasugerować tezę, że objęcie władzy przez PiS i manifestacyjnie deklarowana przez to ugrupowanie więź z Kościołem, zachwiały pozycją neutralnego autorytetu, ponad wszelkimi wewnątrzpolskimi podziałami, jaka dotąd charakteryzowała Kościół. Zaczął być on kojarzony jako „strona” i sojusznik określonego, partykularnego nurtu. Stało się to wbrew intencjom samego Kościoła, czy faktom potwierdzającym różnice poglądów z rządzącą koalicją, choćby w zakresie stosunku do uchodźców czy obrony życia. Mimo to, w świadomości społecznej zaczął ugruntowywać się fałszywy stereotyp o „sojuszu ołtarza z tronem”. Dlaczego? Pewnie dlatego, że Kościół – nie chcąc być postrzegany jako zwolennik którejś ze stron w wewnątrzpolskim sporze – w tych latach dość mocno ograniczył swe wypowiedzi na temat życia publicznego. O ile w poprzednich dziesięcioleciach wolnej Polski głos Kościoła zazwyczaj towarzyszył różnym zjawiskom życia publicznego i ostrzegał przed posunięciami godzącymi w fundamenty demokracji, zagrażającymi godności człowieka czy przed źle pojętym patriotyzmem, to po roku 2015 głos ten ograniczył się niemal wyłącznie do sfery obrony życia. Wobec gorących sporów, kiedy zdaniem jednych następowały próby „uzdrowienia” demokracji, a zdaniem innych było to jej „demolowanie”, większość hierarchii nie zabierała głosu, a nieliczna jej część wspierała „dobrą zmianę”.

Ze strony Episkopatu i jego przewodniczącego była to świadoma strategia, nieopowiadania się po żadnej ze stron w imię neutralności Kościoła. Jednak przez część społeczeństwa, w szczególności tę sympatyzującą z opozycją, linia ta została odebrana opacznie. Część polityków i opinii społecznej zaczęła postrzegać Kościół jako instytucję legitymizującą obóz władzy. A było to tym łatwiejsze, skoro politycy obozu rządzącego robili wszystko, aby zamanifestować swą bliskość z Kościołem, wypełniając pierwsze ławki świątyń, kiedy tylko nadarzyła się okazja. A publiczna telewizja mocno to nagłaśniała.

Sojusz ołtarza z tronem – tragiczny stereotyp

Musimy pamiętać, że stereotyp sojuszu ołtarza z tronem (niezależnie od tego, na ile faktycznie jest on prawdziwy) zawsze jest dla Kościoła niebezpieczny. A w ślad za jego ugruntowywaniem się w Polsce ostatnich lat część wielkomiejskiej inteligencji związanej z siłami opozycyjnymi zaczęła mówić o swej „bezdomności” w Kościele, gdyż ponoć Kościół miał popierać kogo innego. Oczywiste jest, że nie dotyczyło to osób głęboko religijnych, ale tych, dla których związek z Kościołem ma charakter przede wszystkim kulturowy, a takich jest niestety większość. Proces ten skutkował narastającym resentymentem licznych środowisk wobec Kościoła i jego hierarchii. Taki też wizerunek Kościoła jako religijnej „przybudówki do obozu władzy” zaczął być skutecznie promowany przez media opcji liberalno-lewicowej. Większość z nich odtąd przyjęła strategię polegającą na prezentowaniu wyłącznie negatywnych zjawisk w Kościele, a pomijając wszelkie pozytywne aspekty jego działalności. Kościół zaczął być traktowany przez te ośrodki w kategoriach „wroga politycznego”, z którym prowadzi się bezpardonową walkę.

Notowania zaufania do Kościoła z marca 2017 okazały się jednymi z najsłabszych od blisko dwudziestu lat. Pozytywnie o jego działalności wypowiadało się 52% (od września 2016 roku spadek o 3 punkty procentowe), a krytycznie – 35% (wzrost o 4 punkty). Co prawda lekki wzrost zaufania do Kościoła odnotowujemy w 2018 r., ale nie na długo. We wrześniu 2018 pozytywne oceny Kościoła wzrastają o 3 punkty procentowe do 55 %, a negatywne nieco spadają – do 33 %. Tego niewielkiego wzrostu zaufania do Kościoła nie hamuje wyemitowany w końcu roku 2018 „Kler” Wojciecha Smarzowskiego, który obejrzało co najmniej 5 mln Polaków. Już po emisji filmu, w marcu 2019 r. pozytywnie oceniało działalność Kościoła 57%, a negatywnie 32%. Widać z tego, że duża część widzów potraktowała film Smarzowskiego bardziej w kategoriach „literackiej fikcji” a nie dokumentu odsłaniającego mechanizmy obowiązujące w Kościele.

Wobec skandali

Silne załamanie pozytywnych ocen (o 9 punktów procentowych) przychodzi nieco później, w maju 2019, po autentycznym wstrząsie jaki wywołał film Tomasza Sekielskiego: „Tylko nie mów nikomu”. Zawierał on wiarygodne i przemawiające do emocji świadectwa ofiar seksualnego molestowania przez księży, z czym się nie dyskutuje. Pozytywne oceny Kościoła spadły wtedy do 48%, a negatywne wzrosły aż do 40%. Oznaczało to najniższy poziom pozytywnych ocen Kościoła od 1993 r. i jednocześnie najwyższy skok w górę ocen negatywnych.

Warto przypomnieć, że Episkopat, w szczególności prymas Wojciech Polak i przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki, zareagowali na te ujawnienia w sposób iście ewangeliczny, przepraszając publicznie ofiary w imieniu Kościoła i obiecując rozliczenie przestępców w sutannach. We wrześniu 2019 notowania Kościoła nieco się poprawiły – 52 proc. badanych dobrze oceniało jego działalność, a 38 proc. źle. Ten pozytywny trend wyraził się również w tym, że latem 2019 więcej niż dotąd pielgrzymów wyruszyło na Jasną Górę. W sierpniu pieszych pielgrzymów przybyło tam o 11 tys. więcej niż rok wcześniej – w sumie ok. 120 tys.

Wzrostowy trend pozytywnych ocen Kościoła dał się zauważyć również w początkach bieżącego roku. W marcu 2020 pozytywnie o Kościele opowiadało się 57% Polaków (wzrost o 5 punktów procentowych), a źle 32 % (spadek o 6 punktów procentowych).

Trwałość religijności w okresie pandemii

Pierwsze miesiące pandemii – pomimo utrudnienia praktyk religijnych poprzez niemal całkowite zamknięcie świątyń przez ok. 3 miesiące – pokazało trwałość polskiej religijności. W okresie restrykcji sanitarnych Polacy bynajmniej nie zrezygnowali z praktyk, ale swe życie religijne realizowali za pośrednictwem transmisji: telewizyjnych, radiowych czy internetowych.

W badaniach z czerwca 2020 r. 75 % Polaków oceniło, że ich zaangażowanie religijne nie zmieniło się w okresie epidemii. A 12 % wskazało, że więcej czasu poświęcało na modlitwę, medytację i inne praktyki religijne. Choć dostęp do świątyń był znacznie utrudniony, 11 % wiernych wciąż uczęszczało do kościoła, a niemal wszyscy (98 %) korzystali z transmisji Mszy św. (60 % w telewizji, 21 % przez internet a 17 % w radio). Zaledwie co 10-ty badany był zdania, że jego życie religijne osłabło.

A kiedy ograniczenia były stopniowo znoszone, w czasie wakacji wierni zaczęli wracać do normalnych praktyk. We wrześniu 2020 r. 86 % spośród praktykujących regularnie odpowiedziało, że co niedziela nadal chodzi do kościoła, a zaledwie 13 % z nich oświadczyło, że uczestniczy w nabożeństwach rzadziej niż dotąd (CBOS).

Kryzys ostatnich tygodni, efekt równi pochyłej

Niezależnie od trwałości praktyk religijnych, jesienią gwałtownie spadły pozytywne oceny Kościoła. Najprawdopodobniej był to efekt wstrząsu jaki nastąpił po emisji drugiego filmu braci Sekielskich: „Zabawa w chowanego”, który od 16 maja był dostępny w internecie. Ukazywał on mechanizmy tuszowania przestępstw oraz bezduszność wobec ofiar kościelnych funkcjonariuszy, z biskupem Janiakiem na czele. Film w przekonujący sposób trafiał do emocji widzów, pokazywał też administrację kościelną wyższego szczebla jako cyniczną i w gruncie rzeczy zdemoralizowaną. I to poruszyło sumienia nawet najbardziej zdeklarowanych katolików, nie wspominając o osobach wahających się czy poszukujących.

Na efekty nie trzeba było długo czekać. We wrześniu 2020 działalność Kościoła pozytywnie oceniło 49 % badanych, co oznacza spadek do poprzedniego badania z marca o 8 punktów procentowych. Natomiast z dezaprobatą o Kościele wypowiedziało się 41 proc. ankietowanych, czyli o 9 % więcej niż w poprzednim sondażu (badania CBOS).

Autorytet Kościoła, a w szczególności jego hierarchów znacznie osłabiły kolejne skandale, które ujrzały światło dzienne w początkach listopada: nałożenie przez Watykan kar – prawdopodobnie za molestowanie seksualne – na kard. Henryka Gulbinowicza, czy mocno naciągane zarzuty wobec kard. Stanisława Dziwisza, na które hierarcha ten nie zechciał odpowiedzieć. Dodatkowym czynnikiem oddziaływującym na opinię publiczną były uliczne manifestacje w dziesiątkach polskich miast po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 22 października, połączone z profanowaniem katolickich świątyń i zaburzaniem nabożeństw. Choć – jak podkreśla wielu komentatorów – motywacja uczestników manifestacji, spośród których dużą cześć stanowiła młodzież, była różnorodna i wiązała się raczej z buntem wobec otaczającej rzeczywistości oraz opacznym pojmowaniem wolności, to jednak odbywały się one pod szyldem wolnej aborcji a towarzyszył im antykościelny koloryt. Można się spodziewać, że wpłynie to silnie na świadomość przynajmniej części młodego pokolenia, które z łatwością przyjmuje stereotyp, że Kościół jest przeciwnikiem wolności, więc nie jest nam z nim po drodze.

Te wszystkie czynniki wywołały efekt równi pochyłej. Zaledwie w ciągu dwóch miesięcy – od września do listopada br. – ilość Polaków pozytywnie oceniających Kościół spadła do 35 % – czyli aż o 14 punktów procentowych (badania IBRiS). Nigdy w najnowszej historii, czyli od kiedy istnieją badania sondażowe, nic podobnego się nie miało miejsca. Natomiast negatywnie oceniło Kościół 32 % badanych. Radykalnie wzrósł także odsetek osób deklarujących się jako „neutralne”, czyli w istocie obojętne w stosunku do Kościoła.

Jeśli zsumujemy te liczby, okaże się, że negatywnie nastawionych wobec Kościoła bądź obojętnych jest obecnie zdecydowana większość – 63 proc., a tych, którzy postrzegają go pozytywnie – zaledwie 35 proc., czyli co trzeci Polak.

Podkreślić należy, że sondaż IBRiS przeprowadzony został bezpośrednio po ujawnieniu wspomnianych skandali, a więc w okresie panowania największych emocji. Prawdopodobne jest, że po pewnym czasie pozytywne oceny Kościoła wzrosną, ale jeśli nawet tak się stanie, wyniki badań z listopada traktować należy jako bardzo poważny sygnał alarmowy.

Co dalej z młodzieżą?

Jeszcze gorzej jest w młodym pokoleniu. Wedle badań IBRiS opublikowanych 15 listopada 2020 przez Rzeczpospolitą, w grupie wiekowej 18-29 lat pozytywny stosunek do Kościoła zadeklarowało zaledwie 9 proc. badanych, 47 proc. ma stosunek negatywny, a 41 proc. neutralny.

Choć ten wynik ma charakter porażający, to trend w tym kierunku postępuje już od pewnego czasu i wskazują na to liczne inne badania. Bowiem od kilkunastu lat widać rozwierające się nożyce pomiędzy poziomem wiary starszego pokolenia Polaków, a ich dzieci i wnuków. W ciągu ostatnich 20 lat spadek deklaracji wiary w Boga u młodzieży wyniósł ok. 20 %, a spadek praktyk religijnych aż 50 %. Jest to zjawisko nowe, którego wcześniej w Polce nie było. Możemy je nazwać przerwaniem (czy raczej poważnym zaburzeniem) międzypokoleniowego przekazu wiary, który dotąd stanowił o naszej tożsamości.

Dokładne statystyki są następujące. W 1994 r. za wierzących i głęboko wierzących uważało się 81 % młodych Polaków (75 % wierzących i 6 głęboko wierzących), w 1996 – 80% (73% wierzących i 7 głęboko wierzących), w 1998 – 78% (72%, wierzących i 6 głęboko wierzących), w 2003 – 81 % (73 % wierzących i 8 głęboko wierzących), w 2008 – 78% ( 71% wierzących i 6 głęboko wierzących), w 2010 – 71 % (65% i 6 głęboko wierzących), w 2013 – tak samo, w 2016 – 71 % (61% wierzących i 8 głęboko wierzących), a w 2018 – 63% (55% wierzących i 8 głęboko wierzących).

Szybko rośnie grupa młodych niewierzących – z 4 % w 1994 r. do 10% w 2013, 13% w 2016 i 17 % w 2018 .W sumie 4-krotnie.

Jeśli chodzi o praktyki religijne, to ich spadek wśród młodych jest znacznie głębszy niż spadek deklaracji wiary w Boga. W 1992 r. co najmniej raz w tygodniu uczęszczało do kościoła 73% młodych, w 1996 – 62%, w 1998 – 54%, w 2003 – 48%, w 2008 – 49%, w 2010 – 45%, w 2013 – 43%, w 2016 – 40% a w 2018 – 35%. W okresie wolnej Polski praktyki religijne młodzieży spadły więc o połowę. Tymczasem w pozostałej części społeczeństwa w tym samym okresie spadły one o ok. 15 %.

Znacznie wzrosła też ilość młodych ludzi w ogóle niepraktykujących: z 19% w 1992 r. – do 35% w 2018 r.

Spadek powołań kapłańskich

W ciągu ostatniego piętnastolecia liczba seminarzystów spadła w Polsce z 7,5 tys. do niespełna 3 tysięcy, czy o ponad 60 procent. Od roku 2004, kiedy seminaria diecezjalne i zakonne liczyły łącznie 7465 alumnów, ich liczba z roku na rok spada. Statystyki przedstawiane corocznie przez Krajowe Duszpasterstwo Powołań nie pozostawiają w tym względzie wątpliwości. Szczególnie uwidoczniły to lata 2006 i 2007, w których z każdym rokiem w seminariach ubywało w całym kraju niemal po 500 alumnów. W 2007 r. w diecezjalnych i zakonnych seminariach duchownych kształciło się 6025 kandydatów do kapłaństwa, a na pierwszym roku 1078. W 2008 r. kształciło się ogółem 5583 kandydatów do kapłaństwa, w tym na I roku – 953.

Rok 2012 przyniósł dalszy spadek liczby seminarzystów. Na uczelniach diecezjalnych i zakonnych było ich wtedy łącznie 4262, w tym 828 na I roku. W roku akademickim 2016/2017 było 3400 seminarzystów diecezjalnych i zakonnych. W 2018 r. łącznie studiowało ich 3015, a na I roku 620.

W 2019 r. do polskich seminariów wstąpiło 498 kandydatów do kapłaństwa, czyli o 122 mniej niż rok wcześniej. W sumie, na wszystkich latach kształcenia bieżący rok akademicki rozpoczęło 2853 alumnów. Kwestia ta związana jest z kryzysem demograficznym (w Polsce rodzi się obecnie o połowę mniej dzieci niż 40 lat temu), ale również za spadającą religijnością wśród młodego pokolenia i kryzysem zaufania do Kościoła.

W bieżącym roku akademickim 2020/2021 wszystkich alumnów jest 2556 formację ku kapłaństwu rozpoczęło 438 nowych kandydatów: w seminariach diecezjalnych 289, a w zakonach 149. Jest to o 60 kandydatów mniej niż w ubiegłym roku.

Początek nowej epoki?

Przytoczone powyżej dane statystyczne oraz wyniki badań socjologicznych wskazują, że proces szybkiej sekularyzacji, charakterystyczny dotąd dla świata zachodniego, zaczyna zdecydowanie przyspieszać także i u nas. Polska, choć wciąż pozostaje jednym z najbardziej religijnych krajów w Europie, w ciągu najbliższych kilkunastu lat może zmienić swoje oblicze. A trwałość wiary i jej międzypokoleniowy przekaz, który dotąd zawsze tu miał miejsce, może zostać przerwany. W konsekwencji widać, że Kościół stopniowo przestaje być uniwersalnym autorytetem dla większości społeczeństwa. A przecież zawsze było to jednym z najbardziej charakterystycznych rysów naszego kraju i stanowiło o jego tożsamości. W historii Polski rozpoczyna się więc nowa epoka.

Sytuacja ta wymaga bardzo poważnej refleksji oraz podjęcia konkretnych działań. Nadzieję stwarza fakt, że Kościół w Polsce dysponuje wciąż olbrzymimi siłami apostolskimi, posiada ponad 30 tys. kapłanów (nigdy tylu ich nie było w historii) oraz ponad 2 mln wiernych świeckich skupionych w różnorodnych ruchach czy wspólnotach, co w sumie tworzy olbrzymi kapitał społeczny. Niezbędne jest jednak – jak podpowiada papież Franciszek – uczynienie Kościoła znacznie bardziej ukierunkowanym misyjnie, na każdym szczeblu jego posługi i działalności.

A w pierwszym rzędzie absolutnie konieczne jest szybkie doprowadzenie do końca procesu wewnątrzkościelnego oczyszczenia. Wykorzystywanie seksualne małoletnich przez duchownych jest gangreną, która zżera Kościół od środka, tworzy w nim struktury zła i dezawuuje jego wiarygodność na zewnątrz. Pomimo, że jest to w Polsce bardzo poważny problem społeczny – wśród ok. 1500 skazywanych rocznie za te przestępstwa jest zaledwie kilku księży – dostrzegany jest on niemal wyłącznie w Kościele. Wszystko więc należy zrobić, aby tę plagę skutecznie wyplenić. Nic bowiem Kościołowi i jego społecznej reputacji w dzisiejszych czasach nie szkodzi bardziej od tej patologii.

A ponadto proces oczyszczenia Kościoła z grzechów pedofilii wynika wprost z istoty jego misji. Tym bardziej, że – jak to napisał w liście do Irlandczyków papież Benedykt XVI – przestępstwa te i grzechy przyćmiły blask Ewangelii. Krótko mówiąc brak rozwiązania tej sprawy może stworzyć skuteczną zaporę w procesie ewangelizacji i przeszkodzić realizacji samej istoty misji Kościoła.

Coraz bardziej widać, że jako Kościół w Polsce musimy przejść tę drogę, jaką przeszedł Kościół w tych krajach, gdzie ten kryzys ujawnił się najsilniej – chociaż jest ona niełatwa i bolesna. Ważne jest, abyśmy nie tyle bronili się przed atakami z zewnątrz, co wyciągnęli prawidłowe wnioski. Ta zmasowana nawet krytyka powinna nam uświadomić, że oczyszczenie Kościoła z tego rodzaju przestępstw i ochrona dzieci i młodzieży – to nasz podstawowy obowiązek, należący do samej istoty misji Kościoła.

Trzeba przyznać, że świadomość tego coraz bardziej obecna jest w polskim Kościele i w ostatnich latach bardzo dużo zostało zrobione na tym polu. Zostały opracowane rygorystyczne wytyczne, programy prewencji i ochrony dzieci i młodzieży w każdej diecezji, działa Centrum Ochrony Dziecka, prowadzące odpowiednie szkolenia i Fundacja Świętego Józefa mająca troszczyć się ofiary. Jednak widać, że – pomimo dużej pracy, jaka została wykonana – wciąż jesteśmy gdzieś na początku drogi.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułRekord zakażeń w Szwecji. Miasta wprowadzają kolejne obostrzenia
Następny artykułCzarnek zarzuca polskim naukowcom zakompleksienie. “To gdzieś pokutuje”