A A+ A++

Do 25 metrowego ’’lokalu” założonego w 1958 roku na Rondzie Wiatraczna przez Konstantego Przewłockiego trafiłem pierwszy raz, jako trzylatek, wracając z rodzicami po Mszy Św. z pobliskiego kościoła. Byłem zafascynowany produkcją rurek na naszych oczach, a szczególnie zawijaniem gotowego produktu metalową rolką na „rurkownicy”, a potem wkręcaniem do niej bitej śmietany niezwykłą maszyną. Wizyty w tej cukierni stały się rodzinną tradycją, a ponieważ co tydzień jadłem jedną lub dwie rurki (plus w święta), to do pójścia do liceum zjadłem ich już pewnie ponad tysiąc. W tamtych czasach, w szkole średniej, miałem naukę religii w kościele, potem byłem w grochowskim Duszpasterstwie Akademickim Arka, więc moja przygoda z rurkami trwała nadal. Żona w dzieciństwie, też chodziła ze swoim dziadkiem na te rurki, więc po ślubie, mieszkając na Grochowie do 1997 roku, dodawaliśmy rurki z kremem do naszego jadłospisu dość regularnie.

Po wyprowadzeniu się z tej szacownej dzielnicy, kontakt z rurkami stał się, siłą rzeczy, sporadyczny. Przetrwał, dzięki organizowanym przeze mnie przynajmniej raz do roku brydżykom z kolegami z Grochowa (znam ich prawie tak długo, jak rurki). Zanim pozbierałem towarzystwo do samochodu, zawsze zajeżdżałem po rurki do Pani Aliny Przewłockiej, córki założyciela. Czasami zdarzało się, że w ferworze gry i towarzyszącemu jej „spożyciu”, zapominałem o słodkim poczęstunku i następnego dnia sam musiałem zjeść 16 sztuk. Pamiętam, jak kilka miesięcy przed śmiercią Pani Aliny, kupowałem u Niej w niedzielę rurki z kremem i zaczęliśmy wspólnie wspominać dawne czasy i porównywać je ze współczesnymi. Rurki w latach 60-tych były przygotowywane po lewej stronie od wejścia, a teraz na zapleczu. Urządzenie do nabijania rurek śmietaną, które pamiętam z dzieciństwa, pozostało w tym samym miejscu. Ubijanie śmietany odbywa się nadal w maszynie z 1948 roku. Pani Alina narzekała, że nowe części, które musi teraz kupować, już nie są takie jak dawniej i psują się bardzo często, na przykład wkład do bitej śmietany był już zmieniany kilkukrotnie. Wspomnieliśmy też słynne lokale grochowskie, które już dawno nie istnieją, takie jak bar Zagłoba na Grochowskiej, czy restauracja Osiedlanka na Kickiego. W pewnym momencie zorientowałem się, że ustawiła się za mną już dość duża kolejka młodych ludzi, więc przeprosiłem za stracony czas, ale spotkałem się z ich żywą i pozytywną reakcją. Wszyscy wydawali się zafascynowani historią rurek i jednogłośnie stwierdzili, że takich „kultowych” lokali pozostało niestety w Warszawie już bardzo mało.

5 listopada tego roku ukazał się w serwisie społecznościowym dramatyczny apel Rurek z Wiatraka o pomoc w krytycznym czasie pandemii. Odzew był niezwykły. Przez następne dni tworzyły się „kilkugodzinne” kolejki po rurki. W poniedziałek 9 listopada sam mogłem to zobaczyć na własne oczy. Ponieważ było przed godziną 12, mogłem po raz pierwszy w życiu skorzystać z tego, że skończyłem 60 lat i zakupić rurki bez kolejki! Poczęstowałem nimi moich przyjaciół z Grochowa, z linii otwockiej i oczywiście moją żonę i córki.

Rurki najsmaczniejsze są zaraz po napełnieniu śmietaną, kiedy są świeże i chrupiące. Polecam.

Maciej Kędziorek, Józefów, 15.11.2020

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułTak wyglądają indywidualne wyniki w Wiśle! Znakomici Kubacki i Żyła
Następny artykułPŚ w skokach narciarskich. Polacy na podium inauguracyjnego konkursu w Wiśle