A A+ A++
  • Bardzo mi na tym zależy, żeby pacjenci nie kupowali preparatów, które rzekomo im polecam i mają poprawić ich stan zdrowia – zaznaczył w oświadczeniu przesłanym Rynkowi Zdrowia profesor Andrzej Bochenek, jeden z autorytetów medycznych, których wizerunek bezprawnie wykorzystano w reklamach
  • Prokuratura zbagatelizowała fakt, że zleceniodawca reklam posłużył się wizerunkami darzonych zaufaniem osób publicznych. Krótko mówiąc, pominięto okoliczność, że zażywając „rekomendowane” medykamenty pacjenci mogli sobie zaszkodzić
  • Zdaniem sądu winę za bezprawne wykorzystanie czyjegoś wizerunku w reklamie można przypisać raczej autorowi reklamy i podmiotowi zlecającemu jej publikację, a nie medium, które reklamę zamieszcza

Prof. Andrzej Bochenek: nigdy nie reklamowałem żadnych leków ani suplementów diety!

Kim są osoby, których wizerunek pojawia się w reklamach?

Adam Torbicki w latach 2004-2007 był prezesem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Od 2008 r. przez trzy lata był członkiem zarządu, a w latach 2010-2012 wiceprezesem Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Ma specjalizacje w zakresie chorób wewnętrznych, kardiologii i angiologii. Pracował w Akademii Medycznej w Warszawie, był m.in. kierownikiem Kliniki Chorób Wewnętrznych Klatki Piersiowej Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc oraz Kliniki Krążenia Płucnego i Chorób Zakrzepowo-Zatorowych w Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego.

Andrzej Bochenek jest kardiochirurgiem i nauczycielem akademickim. 5 listopada 1985 r. – wspólnie z prof. Zbigniewem Religą i prof. Marianem Zembalą – uczestniczył w przeprowadzeniu pierwszego udanego przeszczepienia serca w Polsce.

W 1988 roku stworzył I Klinikę Kardiochirurgii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Górnośląskim Centrum Medycznym SUM w Katowicach Ochojcu, którą kierował do 2013 roku.

Należy do Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, Polskiego Towarzystwa Torako-Kardiochirurgicznego, a także do zagranicznych towarzystw naukowych. Jest współzałożycielem i konsultantem ds. kardiochirurgii sieci klinik American Heart of Poland.

Nie dajcie się nabrać, to fake newsy

Jeśli tacy ludzie rekomendują coś, co związane jest z leczeniem, to ma to swój ciężar gatunkowy, można im zaufać. Tyle tylko że niczego nie reklamowali, nie polecali, nie zachęcali.

W imieniu prof. Torbickiego zaprotestowała w internecie jego żona, dziennikarka Grażyna Torbicka. Wizerunek jej męża oszuści wykorzystali w reklamie preparatów mających rzekomo obniżać zbyt wysokie ciśnienie tętnicze.

„Nie dajcie się nabrać, to są fake newsy. Profesor Adam Torbicki niczego nie reklamuje. Prawnicy zgłaszali to naruszenie wizerunku do prokuratury wielokrotnie, bezskutecznie, niestety” – pisała dziennikarka na InstaStories.

Nie był to pierwszy przypadek oszustwa, którego ofiarą padł profesor. Jak przypomniał Medonet.pl, w 2020 r. Torbicki poinformował, że jego twarz i nazwisko są wykorzystywane do promocji suplementów diety, co od razu zgłosił do prokuratury.

Ta jednak uznała, że sprawa nie ma znamion czynu zabronionego i nie będzie prowadzona. Jakiś czas później jego wizerunek został użyty do reklamowania preparatu, którego “nazwa przypominała znany lek na problemy kardiologiczne”.

Profesor Andrzej Bochenek, którego wizerunek miał zachęcić do kupowania suplementów, również wypowiedział się publicznie i stanowczo.

– Nie mogłem pozostawać bezczynny i postanowiłem zareagować. Mam nadzieję, że informacja na ten temat dotrze do jak najszerszego grona osób. Bardzo mi na tym zależy, żeby pacjenci nie kupowali preparatów, które rzekomo im polecam i mają poprawić ich stan zdrowia – zaznaczył w oświadczeniu przesłanym Rynkowi Zdrowia.

Rzekome rekomendacje profesora pojawiały się m.in. na portalu Facebook oraz jako reklamy internetowe. „Profesor Andrzej Bochenek nie poleca i nie promuje żadnych leków i suplementów swoim nazwiskiem – prawdziwe rekomendacje mogą pochodzić jedynie od Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego”. Jak wyjaśnił w oświadczeniu, do interwencji w tej sprawie skłoniła go troska o dobro pacjentów. Coraz częściej zgłaszały się do niego osoby, które informowały, że zakupiły polecane przez niego leki.

Koniec z

Prof. Krzysztof Simon zagrał w reklamie maseczek. Teraz wyjaśnia

Profesorowie ostrzegli pacjentów

Profesorowie zrobili, co należało zrobić – uprzedzili pacjentów, że z reklamowanymi produktami nie mają nic wspólnego. Adam Torbicki poszedł krok dalej i powiadomił prokuraturę, która mogłaby zablokować bezprawne działania reklamodawcy z powodu zagrożenia bezpieczeństwa zdrowotnego.

Jednakże prokuratura nie dopatrzyła się naruszenia prawa i uznała, że sprawa nie ma znamion czynu zabronionego. Zbagatelizowano fakt, że sprawca (zleceniodawca reklam) posłużył się wizerunkami darzonych zaufaniem autorytetów medycznych. Krótko mówiąc, zażywając „rekomendowane” medykamenty pacjenci mogli sobie zaszkodzić.

Posłużenie się wizerunkiem osoby uchodzącej za wyrocznię w określonej dziedzinie przekłada się na efektywność reklamowego przekazu, tzn. wytypowanie ich wizerunku jest wynikiem kalkulacji poniesionych nakładów w stosunku do efektów oddziaływania, wyrażonych w konkretnych decyzjach zakupowych.

Inaczej mówiąc, wpływ autorytetów na zachowania odbiorców jest o wiele większy od wpływu zwykłego Kowalskiego. Stu Kowalskich nie ma takiej perswazyjnej mocy, co jeden uznany autorytet. Dlatego świadomie, z premedytacją wykorzystano naukową pozycję profesorów.

Reklamy banków komórek macierzystych znikną ze szpitali. Ministerstwo Zdrowia zmienia przepisy

Krajowy Plan Odbudowy: szczegóły zmian systemowych w ochronie zdrowia. Co, kiedy, za ile?

Kowalski wyrocznią

Ale i Kowalski też bywa ofiarą podobnych manipulacji. 14 stycznia 2022 r. Sąd Okręgowy w Warszawie, XXV Wydział Cywilny wydał wyrok częściowy w sprawie gazety, która zamieściła reklamę z wizerunkiem i wypowiedzią pewnego mężczyzny, nazwijmy go “Kowalski”.

W uzasadnieniu wyroku (sygn. akt XXV C 2106/20) czytamy, że „w materiale prasowym wykorzystane zostało zdjęcie powoda pochodzące z jego profilu na portalu społecznościowym (…), pozyskane bez jego wiedzy i zgody. Powód nie otrzymał także wynagrodzenia za wykorzystanie jego wizerunku w reklamie”.

Sąd zwrócił też uwagę na kontekst zdarzenia. Mianowicie wizerunek powoda wykorzystano w reklamie środka leczniczego na nietrzymanie moczu „wraz z przypisaniem mu (choć pod innym imieniem, niż faktycznie nosi) słów dotyczących problemów z nietrzymaniem moczu”.

W ocenie sądu wiązało się to „z ujemnymi doznaniami psychicznymi – ze względu na charakter reklamowanego środka i treści umieszczonych w reklamie oraz rozpoznanie jego wizerunku przez osoby z kręgu rodzinnego i bliskich znajomych”. W konkluzji stwierdzono, że „bezsprzecznie publikacja przedmiotowej reklamy naruszyła dobro osobiste powoda”.

Mimo tych jednoznacznych ustaleń, Kowalski sprawy nie wygrał. Mało tego! Musi zapłacić pozwanej gazecie za koszty obrony (4337 zł), opłacić wynagrodzenie pełnomocnika procesowego pozwanego w zakresie roszczeń niemajątkowych w wysokości 720 zł oraz w zakresie roszczeń majątkowych w wysokości 3 600 zł.

Ważne zmiany w reklamie leków. Jest projekt rozporządzenia MZ

Wyroby medyczne. Nie będzie żadnych ustępstw ministerstwa ws. ich publicznej reklamy?

Cenna wskazówka

Uzasadnienie sądu było następujące: gazeta nie miała obowiązku prawnego ani odpowiednich narzędzi prawnych do badania, czy podmiot zlecający reklamę posiadał prawa do publikacji wizerunku powoda. W związku z tym nie można przypisać gazecie odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych powoda w związku z publikacją reklamy, ze względu na brak bezprawności i winy po stronie spółki.

Ale sąd dał też Kowalskiemu cenną wskazówkę dotyczącą właściwego adresata roszczeń. „Odpowiedzialność taką względem powoda ponosić może spółka (…) Ltd z siedzibą na Malcie, która była autorem reklamy i podmiotem zlecającym jej publikację”. Czyli droga prawna nie jest przed nim zamknięta.

Co powinna zrobić osoba, której wizerunkiem bezprawnie posłużono się w reklamie? Jakie są systemowe/prawne możliwości przeciwdziałania tego rodzaju zdarzeniom? Czy dużo jest sygnałów o takich bezprawnych praktykach? – zapytaliśmy w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym, który sprawuje nadzór nad przestrzeganiem przepisów dotyczących reklamy produktów leczniczych. Do chwili publikacji materiału nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Dowiedz się więcej na temat:

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułProf. Zawadzka-Głos o pensjach w ochronie zdrowia: bardzo ciężko jest o ludzi do pracy na pełnych etatach
Następny artykułOpieka pielęgniarki w domu. Jak wygląda udzielanie świadczeń?