Polka osiągnęła roczny cel w niecały tydzień
Awans do najlepszej setki listy światowej miał być celem 3-krotnej mistrzyni Polski Katarzyny Węgrzyn na cały rok. W Lille jednak pokonała pięć rywalek, zdobyła złoto i 125 punktów. Dzięki temu plasuje się obecnie na 98. miejscu w klasyfikacji ITTF.
Redakcja PZTS: Po zwycięstwie w Lille awansowała pani do pierwszej setki rankingu światowego.
Katarzyna Węgrzyn: Jestem bardzo zadowolona, bo nigdy wcześniej nie byłam w TOP 100. Z jednej strony jest to satysfakcja, a z drugiej otwierają się przede mną możliwości, np. regularnych startów w turniejach Smash. Do tej pory byłam zbyt nisko, by się kwalifikować za każdym razem od razu z listy rankingowej. Często wchodziłam do turnieju dopiero po wycofaniu się niektórych zawodniczek. W tym miesiącu będzie impreza tej rangi w Singapurze i na razie jestem pierwszą rezerwową. Muszę czekać na informację, czy któraś z rywalek się wycofała. Gdyby dziś o składzie uczestniczek decydował ranking, miałabym już pewne miejsce.
Do Francji nie jechała pani jako faworytka…
Nikt zapewne nie spodziewał się, że zdobędę medal, a tym bardziej złoty w singlu. W ogóle początkowo nie było mnie w głównej drabince, miałam grać w eliminacjach. Później okazało się, że nie wszystkie zawodniczki potwierdziły start i znalazłam się w gronie rozstawionych.
ZOBACZ WIDEO: Mocne słowa Igi Świątek na konferencji! Nie gryzła się w język!
Niektóre zawodniczki przyznają, że eliminacje nie są złe, bo można pograć, zapoznać się z halą, warunkami itd.
To zależy, bo faktycznie “rozgrywamy” się we wstępnej fazie zawodów. Ale jest też druga strona. Zdarza się, że na turniej przyjeżdżają mocne Chinki i Japonki bez punktów rankingowych i na takie pingpongistki trafia się w eliminacjach. Więc jest duże zagrożenie szybkiego odpadnięcia. Inna sprawa, że teraz praktykuje się eliminacje grupowe, a moja siostra Anna Węgrzyn i Zuzanna Wielgos rozegrały w Lille po trzy spotkania, zanim dostały się do 1/16 finału.
Jakie było dotychczas pani najlepsze osiągnięcie w Feederze?
Raz byłam w półfinale singla na turnieju w Portugalii.
Jeden super turniej i można awansować o ponad 50 miejsc (ze 150. na 98. – przyp. red.). Taki był cel na pierwsze zawody czy cały rok?
Chciałam w 2026 roku dostać się do setki, a skoro już w niej jestem, to trzeba zrobić kolejne kroki na liście ITTF. Nie tylko wejść na tydzień czy dwa, ale utrzymać się i próbować dalej poprawiać. Zdaję sobie sprawę, że punkty nie są przypisane na zawsze, tylko po roku traci się je i koniecznością jest wywalczenie ponownie dużej liczby “oczek”.
Przed zawodami patrzy pani na losowanie? Pytam, bo nie w każdym sporcie jest to takie oczywiste…
Zdecydowanie spoglądam na drabinkę, gdyż chcę wiedzieć z kim rywalizuję, jakim stylem gra moja przeciwniczka. W ten sposób jest mi łatwiej przygotować się taktycznie.
Jest pani z Zuzanną Wielgos i trenerem Marcinem Kusińskim na kolejnych zawodach Feeder w tureckim Nevsehir. Czyli rywalki już znacie?
Tak, obie trafiłyśmy w singlu na miejscowe, niezłej klasy zawodniczki – Zuzia na Sibel Altinkyę, a ja zagram z Ece Harac. Ostatni mecz z moją przeciwniczką wygrałam, ale to było około dwóch lat temu.
Wracając do Lille, doszło do nietypowej sytuacji, ponieważ w 1/8 finału walczyły ze sobą siostry – Katarzyna przeciwko Annie.
Pod koniec poprzedniego roku grałyśmy razem również w WTT Feeder w Gdańsku. Wtedy Ania wygrała ze mną, a we Francji wynik był korzystny dla mnie. Pewnie, że wolałybyśmy rywalizować z kimś innym, ale cóż można zrobić? Na turniejach międzynarodowych nie gramy przeciwko sobie tak często. Kiedyś spotkałyśmy się w siostrzanym pojedynku w juniorskim Europa TOP 10, jednak tam jest dziewięć kolejek meczów i każdy gra z każdym systemem ligowym, choć bez rewanżów.
W Lille w finale wygrała pani z Natalią Bajor, a wcześniej z trzema zagranicznymi zawodniczkami.
W 1/16 finału pokonałam rozstawioną z numerem jeden Tajwankę Li Yu-Jhun 3:2, a w ćwierćfinale jej leworęczną rodaczkę Chien Tung-Chuan 3:1. Z kolei w półfinale było 3:2 z Holenderką Britt Eerland. Z Chien miałam dotąd bilans 1-1. Natomiast z Eerland przegrałam 0:3 w tamtym roku w Czechach. Nie ma co ukrywać, to były trudne mecze, na szczęście potrafiłam przechylić szalę.
Do jakiego wydarzenia może pani porównać grę o złoto w Feederze?
Myślę, że pod pewnymi względami do finału indywidualnych mistrzostw Polski w 2022 roku w Częstochowie, ponieważ tam o złoty medal pokonałam także Natalię Bajor. Mimo wszystko było to dla mnie nowe doświadczenie, bo nigdy wcześniej nie grałam w finale gry pojedynczej na turnieju tej rangi.
Co było wyjątkowego w Lille?
Zdecydowanie kibice i cała otoczka. Nie zdarzyło mi się grać meczu w hali z jednym stołem i pełnymi trybunami. Atmosfera była fantastyczna, mimo że Francuzi w decydującej grze nie mieli swojej zawodniczki. Tymczasem w hali nie widziałam wolnych miejsc, taki był ścisk na widowni. Do tego to fani byli zaangażowani, widać było że oglądanie tenisa stołowego sprawia im dużo radości.
W niedzielę wróciła pani do Wrocławia, by po kilku godzinach… wystąpić w Ekstraklasie.
Finał rozgrywałyśmy w sobotę wieczorem, a już po 3 w nocy opuszczałyśmy hotel, by dostać się na czas na lotnisko. We Wrocławiu odebrała mnie Ania i pojechałyśmy prosto do hali. Czekało nas spotkanie z KTS Enea Siarkopol Tarnobrzeg i zależało mi żeby zagrać w tym spotkaniu. Zresztą po sukcesie nie czuję aż takiego zmęczenia, ponieważ są to bardzo pozytywne emocje. Co prawda przegrałam z Portugalką Fu Yu 1:3, ale nie uważam, że to był mój słaby występ.
W karierze już pani ograła tę rywalkę?
Wciąż czekam na pierwsze zwycięstwo. Teraz się nie udało, ale nie narzekałam na mocne tempo startów, podróży itd.
Dodajemy, że francuski Feeder zakończyła pani z dwoma medalami, sięgając po brąz w deblu z siostrą.
Miałyśmy ciekawą drabinkę, w pierwszej rundzie Francuzki Jade Huynh/Elise Pujol, w ćwierćfinale znów Francuzki, tyle że bardziej doświadczone Audrey Zarif/Camile Lutz. Szkoda, że w półfinale nie poradziłyśmy sobie z Włoszkami Nicole Arlią i Gaią Monfardini.
Prowadziłyście 1:0, potem wyrównałyście na 2:2, a w piątej partii zwyciężyły pingpongistki z Italii 11:7.
Wydaje mi się, że kluczowa była ich lepsza gra obronna. Nasze ataki były na dobrym poziomie, lecz ich defensywa na jeszcze wyższym.
W Turcji trzeba mierzyć wysoko w singlu i deblu z Wielgos?
Nie skupiam się na konkretnych celach wynikowych. Zachowuję chłodną głowę i gram runda po rundzie. Wolę takie podejście niż spoglądania kogo mogłabym spotkać w następnych meczach. Poza tym sezon startowy dopiero się zaczął, będą zwycięstwa i porażki, a imprez jest wiele. Na przykład w marcu dwa Feedery, dwa mecze Ekstraklasy i mistrzostwa kraju w Szczecinie.
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS