A A+ A++

Polak mieszka w Dubaju. Zdradza, jak zachowują się Emiratczycy na sygnał alarmu

Getty Images / Christopher Pike oraz Instagram/PlusLigaoficcial / Na zdjęciu: Panorama Dubaju i Bartosz Krzysiek

Sieć zdominowały filmiki o dramatycznej sytuacji w Dubaju. Jak wygląda to z perspektywy mieszkańca? – Nie wszyscy widzą pełną skalę zagrożenia i powagi – opowiada WP siatkarz Bartosz Krzysiek.

Zgłoś swojego kandydata/kandydatkę w kategorii: inspiracja w plebiscycie WP SportoweFakty!

W tym artykule dowiesz się o:

Bartosz Krzysiek

W sobotę 28 lutego wojska Izraela i Stanów Zjednoczonych zaatakowały cele w Iranie. Zginęło wielu najwyższych rangą dowódców wojskowych, w tym Najwyższy Przywódca Ali Chamenei. W odpowiedzi Iran rozpoczął ostrzał kilku krajów, w których znajdują się amerykańskie bazy wojskowe.

Jednym z celów ataków odwetowych stały się Zjednoczone Emiraty Arabskie, w których znajduje się Dubaj. Internet zalały filmiki panikujących turystów, którzy nie mogą wydostać się z rajskich wakacji. Jak jednak wygląda sytuacja z perspektywy rezydentów?

ZOBACZ WIDEO: #dziejesiewsporcie: Policja musiała spacyfikować pseudokibiców

Spytaliśmy o to Bartosza Krzyśka, polskiego siatkarza, który obecnie jest zawodnikiem klubu Shabab Al-Ahli z Dubaju. Atakujący opowiada, jak zachowują się różne grupy w obliczu zagrożenia. Zdradza także, jak wygląda sport pod ostrzałem rakiet z Iranu.

Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Gdzie pan był, kiedy Irańczycy pierwszy raz zaatakowali Dubaj?

Bartosz Krzysiek, atakujący klubu Shabab Ah-Ahli: Pierwsze ataki w sobotę były w zasadzie nieodczuwalne. Nie było ani żadnego huku, ani samolotów na niebie. Nasz dom jest w dzielnicy Al-Nahda, która jest daleko od bazy lotniczej USA i Palm Jumeirah. Byliśmy w domu, kiedy koleżanka z ambasady w Belgii napisała do nas, czy wszystko w porządku. Z czasem na niebie dostrzegliśmy pociski, które niszczyły nadlatujące rakiety z Iranu. Obrona była dobrze przygotowana, a życie na samym początku toczyło się normalnie. Nie otrzymaliśmy żadnego alertu, bo ten odwet był słaby.

Co się zmieniło w kolejnych dniach?

Ataki z Iranu nasiliły się. Jednak nawet kiedy przychodzi alert, to słychać pojedyncze wybuchy, ale nic koło nas nie spadło. Tak naprawdę jedyne szkody są tutaj od odłamków zestrzelonych pocisków. Pod wieczór, czasami rano, unosi się w powietrzu taki metaliczny smród, który pochodzi z wyrzutni czy zestrzeliwanych rakiet. Czuć to na zewnątrz.

Trochę się martwimy, bo mamy tylko pięć kilometrów na lotnisko i 10 do ambasady USA. Czasami słyszymy maszyny, które przelatują nadzwyczaj nisko. Raz musiałem nawet pojechać do laryngologa, bo po takim przelocie miałem zatkane ucho.

Poza tym życie w Dubaju toczy się normalnie?

W większości tak. Kurierzy, taksówkarze, dostawcy jedzenia normalnie jeżdżą. W poniedziałek podczas wieczornego treningu przyszły nam wszystkim alerty. To jest naprawdę mocny sygnał dźwiękowy, telefony wręcz szaleją. Koledzy jak gdyby nigdy nic wzięli prysznic, zebrali się i pojechali do domów. Ja postanowiłem chwilę przeczekać.

W mojej okolicy jest w miarę bezpiecznie. Czasem słychać pewne wybuchy, ale to są raczej wciąż zestrzelone pociski na niższych wysokościach.

Z czego wynika ten spokój Emiratczyków?

Tutaj jest mocne przekonanie o tym, że cywilom nic nie zagraża. Mają dużą wiarę w swoje wojsko, ale także, że Bóg ich ochroni. Są przekonani o swojej potędze. Jeden z menadżerów mojej drużyny wysłał mi wiadomość: “Spokojnie, bracie, nawet kiedy pies widzi lwa, to dalej nim pozostanie i nie może lwu nic zrobić”. W jego opowieści to Zjednoczone Emiraty Arabskie były lwem, a Iran psem. Chyba nie wszyscy widzą pełną skalę zagrożenia i powagi, choć sporo osób unika niepotrzebnego wychodzenia z domu.

Imigranci z takich krajów jak Bangladesz, Indie czy Pakistan też częściowo pracują na zewnątrz, w budownictwie, przy dostawie jedzenia. To właśnie chyba z tej grupy pochodzi najwięcej osób, która ignoruje alerty, nie chowają się, a nawet nagrywają to, jakby to były fajerwerki. Inaczej zachowują się przybysze z krajów zachodnich.

Proszę rozwinąć.

Osoby z Europy i Ameryki Północnej, które mieszkają w Dubaju, to głównie specjaliści, biznesmeni. Oni mają największą świadomość zagrożenia. Ci, którzy mogli, przeszli na pracę zdalną. Szkoły zresztą także działają zdalnie. W poniedziałek jechałem na miasto w godzinach szczytu do lekarza i w ogóle nie było korków, a zawsze są potężne.

Nie niepokoją pana i innych doniesienia o kolejnych atakach?

Trochę tak. We wtorek zaatakowali Fudżajrę, gdzie znajdują się potężne magazyny ropy naftowej. Odwiedziłem to miejsce w zeszłym roku. Jest naprawdę imponujące. Nawet wtedy pomyślałem sobie, że jakikolwiek atak na tę infrastrukturę wiązałby się z ogromną eksplozją. We wtorek jeden zbiornik zapalił się od ułamków i na szczęście na tym się skończyło.

To skąd te alarmujące filmiki w internecie?

To zrozumiała sytuacja, bo wiele osób, które przyjechały tutaj na wakacje czy miały przesiadkę, jest po prostu uwięzionych i nie wiedzą, kiedy wrócą do domu. Pojawia się jednak także sporo fake newsów albo osób, które na potrzeby mediów społecznościowych specjalnie fałszują obraz sytuacji.

Jednak z perspektywy rezydenta moje życie niespecjalnie się zmieniło. Dalej chodzę na treningi, a życie toczy się normalnym rytmem. Zrobiliśmy tylko na wszelki wypadek zapasy żywności i paliwa. Mam nadzieję, że ataki niedługo ustaną, a zasoby amunicji obronnej wystarczą, by utrzymać tu bezpieczeństwo.

A jak ze sportem?

Teraz w Dubaju normalnie odbywa się NAS Tournament, który jest bardzo prestiżowy i zawsze ma miejsce w trakcie Ramadanu. Na ten turniej różnych dyscyplin w siatkówce zawsze są ściągane mocne drużyny: w tym roku udział biorą dwie ekipy z ligi włoskiej – Cuneo Volley i Top Volley Cisterna, białoruski Szachtior Soligorsk czy słoweński Calcit Kamnik. Rozgrywanie meczu w takiej sytuacji nie jest czymś przyjemnym.

Jeżeli wojna rozpęta się na dobre i ZEA odpowie na ataki Iranu, to ci wezmą odwet i mogą zacząć atakować cele cywilne. Każdy wie o tym turnieju, są zawodnicy z całego świata i mogłaby się zrobić panika.

A czy ta sytuacja jakoś wpływa na psychikę?

Tak. Najgorzej chyba było pierwszego dnia po atakach. Miałem nieprzyjemny sen, że znalazłem się w środku nalotów, widziałem spadające pociski na stacje benzynowe. Mam nadzieję, że ten sen pozostanie tylko niespełnionym koszmarem. W każdej chwili, gdy dowiaduję się, że coś zostało w ZEA zniszczone, pojawia się u mnie napięcie.

Nie przyszło panu na myśl, by wjechać?

Pierwszego, drugiego dnia myślałem, czy by się nie przenieść do Hatty. To mała, spokojna miejscowość w górach przy granicy z Omanem, która jest oddalona od jakichkolwiek celów. Pytałem, czy mieszkanie, w którym przebywałem w zeszłym roku, jest wolne. Myślałem o tym, żeby przeczekać tam kilka dni.

Instynkt doradza jakąś ucieczkę, jednak racjonalne spojrzenie na tę sytuację mocno mnie uspokoiło. Staram się po prostu działać według procedur.

Rozmawiał Arkadiusz Dudziak, dziennikarz WP SportoweFakty

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o
Formularz komentarzy gromadzi Twoje imię/nick, adres e-mail i treść, aby umożliwić nam śledzenie komentarzy umieszczanych w witrynie. Przeczytaj i zaakceptuj Warunki korzystania z naszej strony internetowej i Politykę prywatności, aby opublikować komentarz.

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułBliski Wschód w ogniu. Iran i strategiczna iluzja wojny Trumpa
Następny artykułНе беременна? Даша Квиткова поразила признанием о своем состоянии