A A+ A++

Liczba wyświetleń: 84

O tym, jak zlikwidowano odpowiedzialność, pozostawiając przymus i rachunki. Ten tekst nie jest rozprawką akademicką porównującą typy państw ani próbą pełnej typologii ustrojowej.



Mam świadomość, że we współczesnym świecie istnieją także państwa o charakterze dynastycznym, monarchicznym czy hybrydowym. Świadomie koncentruję się jednak na modelu nowoczesnego państwa narodowego, ponieważ to on dominuje w zachodnim zbiorze wyobrażeń politycznych i to do niego zaliczana jest Rzeczpospolita Polska. Analiza dotyczy więc tego konkretnego modelu państwa – jego konstrukcji, logiki działania i konsekwencji – a nie wszystkich możliwych form organizacji politycznej.

Rzecz, o której się zapomina

Przez większość tzw. pisanej historii państwo było czyjąś własnością. Nie metaforycznie. Dosłownie. Był właściciel. Była armia jako jego prywatna pięść. Była administracja pilnująca, żeby dochody płynęły do właściwej kieszeni. I były porażki, które uderzały w konkretnego człowieka – czasem dosłownie w głowę.

Związek był prosty i brutalny: decyzja → ryzyko → odpowiedzialność.

Państwo było czyjeś, więc ktoś za nie odpowiadał. Dziś? Mamy „naród jako suwerena”. Brzmi wzniosłe. Tylko że naród jakoś nigdy nie idzie do więzienia za korupcję, ani nie płaci odszkodowań z własnego majątku.

Nowoczesność – likwidujemy właściciela i zapominamy o odpowiedzialności

Państwo narodowe zrobiło jedną rzecz dobrze – zlikwidowało dynastyczną prywatną własność państwa. Zrobiło też jedną rzecz fatalnie. W miejsce właściciela wstawiło abstrakcje: naród, lud, wolę społeczną, prawo lub dobro wspólne. Naród nie podpisuje kontraktów. Lud nie bankrutuje osobiście. Wola społeczna nie płaci odszkodowań.

Właściciela zlikwidowano, ale mechanizmu odpowiedzialności – zapomniano zbudować. To nie był drobny szczegół. To był błąd konstrukcyjny — albo celowe niedopowiedzenie, które pozwoliło przez dziesięciolecia podtrzymywać iluzję państwa narodowego, zanim ktokolwiek zapytał o realną odpowiedzialność.

Dwór nie zniknął – został zinstytucjonalizowany

Dwór królewski wyprowadził się z pałaców. Ale logika dworu została – tylko teraz ma lepszy PR i nowoczesne logo. Dziś nazywa się to biurokracja, agencje, regulatory, fundusze celowe, spółki Skarbu Państwa. W polskim wydaniu każdy to zna: Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Narodowy Fundusz Zdrowia, Polski Fundusz Rozwoju, Bank Gospodarstwa Krajowego, agencje „tymczasowe”, które istnieją dekadami, spółki „strategiczne”, które są strategiczne głównie dla swoich zarządów. Mechanizm ten sam co zawsze doić stałe dochody, rozdymać kompetencje, budować przywileje, unikać osobistej odpowiedzialności jak ognia.

Dawniej dworzanin drżał przed gniewem króla. Dziś dyrektor departamentu drży co najwyżej przed procedurą albo raportem NIK, który kończy się… raportem.

Kto naprawdę rządzi państwem

W praktyce państwem sterują stała biurokracja, politycy na kontraktach czasowych, grupy interesu żyjące z budżetu, regulacji i kontraktów. W Polsce to mieszanka aparatu ministerialnego, zarządów spółek Skarbu Państwa, fundacji i NGO-sów karmionych grantami, firm „prywatnych”, które bez państwowych zamówień by nie istniały. Łączy ich jedno: niemal zerowa odpowiedzialność osobista. To nie spisek. To naturalne zachowanie struktur działających w systemie, w którym nikt nie odpowiada jak właściciel.

Demokracja jako silnik ekspansji

Demokracja nie stała się narzędziem kontroli państwa przez obywateli. Stała się najskuteczniejszym w historii mechanizmem legitymizowania jego rozrostu. Obietnice socjalne kupują głosy. Głosy dają władzę. Władza rozszerza państwo. I tak państwo weszło wszędzie: edukacja, zdrowie, kultura, nauka, energetyka, rynek pracy, media, życie społeczne. Każda nowa dziedzina to nowe urzędy, nowe etaty, nowe regulacje i nowe grupy, które bronią tych struktur jak własnej własności. Bo przecież „dla dobra wspólnego”! Oczywiście!

Kto płaci, a kto decyduje

Koszty -dług publiczny, inflacja, podatki i składki, utracone możliwości- ponoszą obywatele i rezydenci. Ale to nie płatnik decyduje. Może głosować. Może protestować. Może- teoretycznie- zmienić rząd. Nie może nawet teoretycznie zamknąć zbędnych instytucji, odebrać kompetencji, wymusić odpowiedzialności.

Wybory to nie jest prawo właściciela

Właściciel może powiedzieć- „to nie działa – zamykamy”. Wyborca może co najwyżej powiedzieć- „zmieńmy zarządców tego samego aparatu”. Mechanizm zostaje nietknięty. Zmienia się narracja.

Właściciel, który nie chce być widoczny

W pewnym momencie do tej układanki doszli nowi gracze. Nie partie, nie rządy, lecz globalne korporacje. One bardzo szybko dostrzegły coś fundamentalnego: najlepszy właściciel państwa to taki, którego nie widać. A formalne zajęcie miejsca właściciela byłoby nierozsądne- zrodziłoby bunt, opór, pytania o legitymację.
Znacznie bezpieczniej jest zostawić państwo jako fasadę, a przejąć mechanizm. Dlatego nie zniosły państw narodowych, nie zlikwidowały demokracji, nie przejęły władzy wprost. Zrobiły coś znacznie sprytniejszego – zbudowały układ, w którym państwo egzekwuje dochody od ludności, prawo chroni interesy ponadnarodowe, regulacje blokują konkurencję lokalną, a ryzyko zawsze zostaje po stronie społeczeństw.

Korporacje zrozumiały też coś jeszcze: narracja patriotyczna doskonale steruje emocjami. Flagi, hymny, spory ideologiczne, wojny kulturowe — to wszystko zajmuje uwagę. W tym czasie kapitał pozostaje globalny, podatki są „optymalizowane”, zyski transferowane, a koszty pozostają lokalne – patriotyczne. Państwo narodowe zostaje jako emocjonalne opakowanie aparatu przymusu, narzędzia ściągania pieniędzy i bufora gniewu społecznego.

„Koniec globalizmu”? Ale czyjego?- gdy Donald Trump ogłosił w Davos koniec globalizmu i powrót państw narodowych, wielu odebrało to jako zapowiedź odzyskania suwerenności. Nie padło jednak jedno dopowiedzenie: czyje to mają być państwa? Bo jeśli państwo nie ma właściciela obywatelskiego – a nie ma, nie ma realnej odpowiedzialności decyzyjnej – a nie ma, a mechanizmy finansowe są ponadnarodowe – bo są, to „powrót państw” nie oznacza pojawienia się kontroli społeczeństw. Oznacza kontynuację eksploatacji państwa jako narzędzia. Zanim większość ludzi zorientuje się, że państwo nie jest ich, demokracja nie daje kontroli a suwerenność jest dekoracją miną pokolenia.

Więc ten system nie musi się spieszyć.

Epstein – studium państwa, które nie pilnuje siebie

Sprawa Jeffrey Epstein jest sensacją tabloidową. Ale nie tylko. Jest empirycznym dowodem, jak działa państwo bez właściciela.

Przez lata istniała sieć ciężkich nadużyć, powiązań elit i parasoli ochronnych. Państwo wiedziało – fragmentami. Instytucje widziały – wycinki. Nikt nie przeciął sprawy. Dlaczego? Bo nie było właściciela, który mógłby powiedzieć: „to zagraża ludziom – likwidujemy natychmiast i ponosimy konsekwencje”. Zamiast tego biurokracja chroniła procedury, służby chroniły tajemnice, elity chroniły siebie, państwo zajmowało się tysiącem drugorzędnych spraw. Gdy prawda wychodzi – jest szok. Bo ludzie widzą jedno- system chroni siebie, nie obywateli.

Dwa pytania, od których wszyscy uciekają

Cała debata o państwie sprowadza się do dwóch wyjściowych pytań.

1. Kto jest właścicielem państwa w sensie realnej odpowiedzialności? Kto może powiedzieć: „to nie działa – kończymy”?

2. Jakie dziedziny w ogóle powinny być zarządzane przez państwo? A jakie przejęło tylko dlatego, że nikt nie ponosi ryzyka błędu?

Bez odpowiedzi na te pytania dyskusja o państwie jest jak przelewanie wody sitem- to spór o narracje, nie o mechanizm.

To nie jest problem „złych ludzi”- to problem źle zaprojektowanego państwa lub celowego złego projektu. I dopóki to się nie zmieni, państwo będzie coraz większe, coraz mniej sprawcze, coraz słabiej legitymizowane. Na te pytania społeczeństwa odpowiedzą albo dobrowolnie, albo pod przymusem kryzysu. Wybór należy do nas – choć patrząc na ostatnie dekady — raczej do kryzysu.

Autorstwo: Zbigniew Jacniacki
Źródło: WolneMedia.net

Poznaj plan rządu!

OD ADMINISTRATORA PORTALU

Hej! Cieszę się, że odwiedziłeś naszą stronę! Naprawdę! Jeśli zależy Ci na dalszym rozpowszechnianiu niezależnych informacji, ujawnianiu tego co przemilczane, niewygodne lub ukrywane, możesz dołożyć swoją cegiełkę i wesprzeć „Wolne Media” finansowo. Darowizna jest też pewną formą „pozytywnej energii” – podziękowaniem za wiedzę, którą tutaj zdobywasz. Media obywatelskie, jak nasz portal, nie mają dochodów z prenumerat ani nie są sponsorowane przez bogate korporacje by realizowały ich ukryte cele. Musimy radzić sobie sami. Jak możesz pomóc? Dowiesz się TUTAJ. Z góry dziękuję za wsparcie i nieobojętność!

Poglądy autorów i użytkowników są ich prywatnymi poglądami i nie muszą odzwierciedlać poglądów administracji „Wolnych Mediów”. Jeżeli materiał narusza Twoje prawa autorskie, przeczytaj informacje dostępne TUTAJ, a następnie (jeśli wciąż tak uważasz) skontaktuj się z nami! Jeśli artykuł lub komentarz łamie prawo lub regulamin, powiadom nas o tym e-mailem.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o
Formularz komentarzy gromadzi Twoje imię/nick, adres e-mail i treść, aby umożliwić nam śledzenie komentarzy umieszczanych w witrynie. Przeczytaj i zaakceptuj Warunki korzystania z naszej strony internetowej i Politykę prywatności, aby opublikować komentarz.

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułВ Абу-Даби начался новый раунд переговоров Украины, США и РФ. Далее – работа в отдельных группах
Następny artykułBIESZCZADY: Znieważył i naruszył nietykalność cielesną policjantów. Grozi mu do 3 lat więzienia