Liczba wyświetleń: 455
Nawet ponad 100 tysięcy złotych miesięcznie – takie kwoty padają w ofertach pracy dla lekarzy na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Mimo astronomicznych stawek, placówki w całej Polsce zmagają się z deficytem kadr. Lekarze wolą cieplejsze posadki i równie dobrze wynagradzane, na przykład w poradni, niż przebywać na „froncie walki”, jak coraz częściej mówi się potocznie o SOR-ach.
Rynek pracy dla medyków na oddziałach ratunkowych przypomina gorączkę złota. Szpitale licytują stawki godzinowe, aby w ogóle zapewnić obsadę dyżurową. Z ofert wynika, że lekarze bez specjalizacji mogą liczyć na wynagrodzenie rzędu 260–330 zł za godzinę. Dla rezydentów zaawansowanych w szkoleniu z dziedzin takich jak anestezjologia, kardiologia czy chirurgia, kwoty te rosną nawet do 450 zł.
W przeliczeniu na miesięczny kontrakt pensje szybują od 50 tysięcy do niebotycznych 108 tysięcy złotych. Ofert o podobnej skali nie brakuje na terenie całego kraju. Jednak nawet takie budżety nie są w stanie zasypać kadrowej przepaści. W Polsce funkcjonuje obecnie 251 oddziałów typu SOR, podczas gdy specjalistów medycyny ratunkowej jest zaledwie około 1200, z czego tylko część decyduje się na pracę w najcięższym trybie ostrodyżurowym.
Dlaczego finanse przegrywają z rzeczywistością? Przedstawiciele środowiska lekarskiego wskazują na obciążenie psychofizyczne. Praca na SOR to system oparty najczęściej na 24-godzinnych dyżurach (zwykle 8-10 w miesiącu), który szybko weryfikuje odporność na stres i dewastuje równowagę między życiem zawodowym a prywatnym.
Lekarze z SOR twierdzą, że zmagają się z rosnącą falą agresji i roszczeniowością pacjentów, a w wielu przypadkach ich praca sprowadza się do obsługi osób nietrzeźwych. Jak zauważają dyrektorzy placówek, personel medyczny odchodzi nie z powodu braku pieniędzy, lecz z braku sił na konfrontację z toksycznym środowiskiem pracy.
Lekarze z SOR narzekają też na system. Zamiast zajmować się sprawami nagłymi, do czego w teorii SOR ma służyć, często prowadzą planową diagnostykę kardiologiczną czy onkologiczną, zaopatrują błahe urazy. Pacjenci, odbijając się od wielomiesięcznych kolejek do specjalistów, szukają natychmiastowej pomocy w szpitalu. Efektem jest lawinowy wzrost liczby pacjentów przypadających na jednego dyżurującego, co – zdaniem lekarzy – drastycznie zwiększa ryzyko poważnego błędu medycznego.
Coraz więcej lekarzy, mając do wyboru pracę na „froncie walki” na SOR za 100 tys. zł miesięcznie lub ciepłą posadkę w poradni za trochę mniejszą kwotę, wybierają to drugie. Już teraz na SOR-ach są duże braki personalne, a w najbliższych miesiącach problem będzie się tylko pogłębiał.
Autorstwo: KM
Na podstawie: MedOnet.pl
Źródło: NCzas.info
?xml>
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS