A A+ A++

Donald Trump zapowiedział redukcję amerykańskich wojsk w Niemczech. Berlin, a przynajmniej minister obrony Boris Pistorius, nie wydaje się zaskoczony takim obrotem sprawy. Niemcy bardziej niepokoją się doniesieniami o możliwej rezygnacji z rozmieszczenia na terenie ich kraju systemu Typhon i brakiem odpowiedzi na zapytanie w sprawie zakupu pocisków manewrujących Tomahawk.

Wydawało się, że kanclerz Friedrich Merz dzięki korporacyjnemu doświadczeniu będzie potrafił porozumieć się znacznie lepiej z Trumpem niż jego poprzednicy. Otwarta postawa wobec amerykańskiego prezydenta nie przysporzyła Merzowi popularności w kraju. Z drugiej strony relacje z Białym Domem wydawały się układać poprawnie. Do czasu.

Na spotkaniu z uczniami szkół średnich w westfalskim Marsbergu 27 kwietnia Merz stwierdził, że irańskie kierownictwo upokorzyło Stany Zjednoczone.

– Amerykanie najwyraźniej przystąpili do tej wojny w Iranie bez żadnej strategii – kontynuował kanclerz. – Zwłaszcza że Irańczycy są ewidentnie bardzo biegli w negocjacjach, a raczej bardzo biegli w unikaniu negocjacji.

Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. W serii wpisów w mediach społecz­noś­cio­wych Trump skrytykował Merza i Niemcy oraz poinformował o prowadzonej przez jego administrację rewizji amerykańskiej obecności wojskowej w Niemczech. Pentagon potwierdził, że rewizja faktycznie trwa i planowane jest wycofanie z Niemiec około 5 tysięcy amerykańskich żołnierzy w ciągu najbliższych 6–12 miesięcy.

Wątpliwe jednak, aby komunikaty te były tylko reakcją na wypowiedź Merza. Kanclerz raczej dostarczył pretekstu do podniesienia sprawy, pretekstu byle jakiego, ale zawsze jakiegoś. Już za swojej pierwszej kadencji Trump chciał wycofać z Niemiec nawet 12 tysięcy żołnierzy. Pomysł wówczas krytykowano jako osłabiający odstraszanie wobec Rosji, a także jako stwarzający wyzwanie logistyczne. Oprócz żołnierzy trzeba przenieść pracowników cywilnych i rodziny. Przeprowadzka i przygotowanie nowej infrastruktury wymagają czasu i pieniędzy.

Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.

Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.

Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.


CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 55%

Zwycięstwo wyborcze Joe Bidena w roku 2020 odsunęło sprawę na dalszy plan. Jednak w Niemczech nie brakowało głosów, że zmiana administracji oznacza tylko zmianę metod, a nie zmianę celów Waszyngtonu. Berlin będzie musiał zwiększyć wydatki na obronę i szerzej angażować się w amerykańskie działania, w tym bardziej asertywną politykę względem Chin. Część zmian wymusiła rosyjska inwazja na Ukrainę, ale dopiero rząd Merza zaczął podchodzić do sprawy poważnie, czego przykładem jest pierwsza strategia militarna Republiki Federalnej opublikowana 22 kwietnia. Jej najgłośniejszym założeniem jest zbudowanie do roku 2039 najsilniej­szych wojsk konwencjo­nal­nych w Europie.

Warto tutaj przypomnieć kilka założeń i wniosków, do których doszli autorzy strategii. Nowa amerykańska narodowa strategia bezpieczeństwa kładzie większy nacisk na zachodnią półkulę i Indo-Pacyfik, Europa ma wziąć większą odpowie­dzial­ność za swoje bezpieczeństwo. Prowadzi to do konkluzji, że silniejsze militarnie Niemcy będą miały większą strategiczną wagę dla sojuszni­ków, szczególnie zaś Stanów Zjednoczonych. Rozbudowa europejskiego potencjału militarnego ma wzmocnić NATO, pokazać Waszyngtonowi, że Europejscy sojusznicy są wiele warci. W takim też duchu Pistorius skomentował napływające z Waszyngtonu doniesienia.

– Obecność amerykańskich żołnierzy w Europie, a zwłaszcza w Niemczech, leży w interesie zarówno Stanów Zjednoczonych, jak i nas samych – powiedział minister. – Jedno jest pewne: jeśli mamy zachować transatlantyckie więzi, musimy wzmocnić europejski filar w ramach NATO. Niemcy są na dobrej drodze.

M1A2 dostarczane na niemiecki poligon Grafenwöhr.
(US Army / Markus Rauchenberger)

Otwartym pozostaje pytanie, która jednostka lub jednostki zostaną wycofane. W Niemczech stacjonuje blisko 40 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Podawana liczba 5 tysięcy odpowiada z grubsza brygadowemu zespołowi bojowemu. Według serwisu Bayern 24 chodzi o 2. Pułk Kawalerii z Vilseck w Górnym Palatynacie. Spekulacje na temat tej jednostki krążyły od samego początku hecy, bawarski portal twierdzi, że informację potwierdziły mu źródła z US Army. Wycofanie 2. Pułku znacznie ograniczyłoby Amerykanom możliwość szybkiej reakcji na wydarzenia na wschodniej flance NATO i rozmieszczenia sił w krajach bałtyckich, Polsce czy Rumunii.

Z tego powodu pomysł redukcji sił w Niemczech jest mocno krytykowany i przez demokratów, i przez republikanów. Komisje sił zbrojnych Izby Reprezentantów i Senatu wyraziły duże zaniepokojenie planami prezydenta i Pentagonu. Jednak większe niepokoje budzi nie to, co może zostać wycofane, ale to, co może nie zostać wysłane do Niemiec.

Pojawiły się informacje, jakoby Pentagon zrezygnował z rozmieszczenia w Niemczech 2. Wielodomenowego Zespołu Zadaniowego (Multi-Domain Task Force, 2MDTF). Jednostka ta jest wyposażona w system Typhon, czyli w praktyce lądową wersją morskich wyrzutni pionowych Mk 41 VLS, przystosowaną do odpalania pocisków SM-6 w konfiguracji ziemia–ziemia i Tomahawk. Docelowo Typhony mają być przystosowane do odpalania także pocisków PrSM, hipersonicznych Dark Eagle oraz innych perspektywicznych systemów rażenia średniego i pośredniego zasięgu.

Decyzję o wysłaniu 2MDTF podjęto w roku 2024. Początkowo obecność miała być rotacyjna, szybko jednak przeistoczyła się w stałą. Sama zgoda Berlina na rozmieszczenie Typhonów była niemałym sukcesem. Kanclerz Olaf Scholz był jednocześnie pod presją Waszyngtonu i ruchu pokojowego, w którym wiadomość o Tomahawkach rozbudziła pamięć o protestach przeciwko Pershingom w latach 80.

Jak dowiedział się w niemieckim ministerstwie obrony Reuters, nie ma żadnego definitywnego odwołania decyzji o rozmieszczeniu 2MDTF, a system Typhon miał zostać rozmieszczony na terenie Niemiec i być może nadal ma tam trafić. Inna ewentualność to dyslokacja w innym europejskim kraju. Trump i jego administracja wywołali już jednak niemałe zamieszanie. Dwaj republikanie, senator Roger Wicker i członek Izby Reprezentantów Mike Rogers, określili zaniechanie wysłania 2MTDF do Europy jako „podkopanie odstraszania i wysłanie bardzo złego sygnału Władimirowi Putinowi”.

Teraz można przejść płynnie do kolejnej kwestii. Typhona opracowano z myślą o wykorzystaniu przeciwko Chinom, takoż na Indo-Pacyfiku ma zostać rozmieszczona większość wielodomenowych zespołów zadaniowych. Rozmieszczenie systemu w Niemczech miało być rozwiązaniem pomostowym do czasu, aż dostępne będą europejskie środki rażenia dalekiego zasięgu, takie jak system ELSA (European Long-Range Strike Approach), nowa wersja pocisków manewrujących Taurus czy pociski hipersoniczne Tyrfing.

Wszystkie one będą jednak dostępne dopiero w następnej dekadzie. Dlatego też w lipcu 2025 roku podczas wizyty w Waszyngtonie minister Pistorius zapytał o możliwość kupna w ramach procedury FMS systemu Typhon z pociskami Tomahawk i SM-6. Niemcy były zainteresowane pozyskaniem do 400 Tomahawków Vb. Jak dowiedział się serwis Hartpunkt, do tej pory Berlin nie otrzymał odpowiedzi. Podobno niemiecki wniosek cały czas ma być analizowany. Z uwagi na czas, jaki zajmują procedury biurokratyczne, nie powinno to budzić zdziwienia.

Komponenty baterii systemu Typhon.
(US Army)

Kluczowe pytanie brzmi jednak, czy USA będą w stanie zrealizować zamówienie w rozsądnym terminie. Niemcom zależy na dość szybkich dostawach, a nie około roku 2035, gdy powinny być już dostępne europejskie systemy. Amerykańskie moce produkcyjne pozostają ciągle w tyle za zapotrzebowaniem, co odczuwają siły zbrojne USA, sojuszników i pozostali klienci.

Już roku 2022, już po wybuchu pełnoskalowej wojny rosyjsko-ukraińskiej, prezes Lockheeda Martina Jim Taiclet ostrzegał, że popyt znacząco wyprzedza podaż, a przestawienie na zwiększoną produkcję potrwa dwa do trzech lat. Osobną kwestią pozostaje, w jakim stopniu obecny stan jest winą decydentów politycznych, ociężałej biurokracji, a na ile obiektywnych trudności związanych z rozbudową mocy produkcyjnych i szkoleniem pracowników.

Dysponując ograniczonymi zasobami, Waszyngton przyznał priorytet wojnie z Iranem, a następnie Chinom. W tym też kontekście należy oceniać działania amerykańskiej administracji. Europejscy sojusznicy nie mają wyjścia jak pogodzić się z niebezpieczną sytuacją i zwiększyć własne wysiłki, tak jak zaleca Pistorius.

US Army / Spc. Thomas Dixon

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Oryginalne źródło ZOBACZ

Subskrybuj
Powiadom o
Formularz komentarzy gromadzi Twoje imię/nick, adres e-mail i treść, aby umożliwić nam śledzenie komentarzy umieszczanych w witrynie. Przeczytaj i zaakceptuj Warunki korzystania z naszej strony internetowej i Politykę prywatności, aby opublikować komentarz.

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułŚwiątek nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. “O mój Boże, jak to zrobiłeś?”
Następny artykułРосія порушила оголошений Зеленським “режим тиші” у перші ж хвилини