Przed nami trade deadline, ale parę dużych nazwisk już mieniło barwy klubowe. Wśród nich najjaśniej błyszczy James Harden, który już po raz kolejny w swojej karierze przenosi się do nowego klubu, szukając szans na tytuł. Jak to się stało, że Clippers już w połowie sezonu wypuścili Hardena? Czy „Broda” znów uskutecznił jakieś niezdrowe naciski na zarząd?
Minionej nocy doszło do sporego transferu, w ramach którego James Harden trafił do Cleveland Cavaliers w zamian za Dariusa Garlanda. Znając historię kariery Jamesa Hardena, zakładać mogliśmy już od początku, że zawodnik sam chciał zmienić otoczenie i swoim zwyczajem wyperswadował to osobom decyzyjnym w klubie. Zwłaszcza, że ma on przecież w kontrakcie klauzulę no-trade, która pozwala mu zawetować każdy niechciany transfer.
Jak się okazuje, James Harden w istocie brał udział w pracach nad swoim własnym transferem. Zaznacza jednak, że nie stawiał Los Angeles Clippers pod ścianą – negocjacje trwały od kilku dni, ponieważ Harden nie chciał zostawiać dotychczasowego klubu w trudnym położeniu:
– Właściwie to chciałem dać im [Clippers – przyp. red.] szanse na przebudowę i pozyskanie jakichś wyborów w drafcie. Na wschodzie widzę okazję, żeby wygrać. [Cavaliers] mają bardzo dobrą drużynę, sztab trenerski, całe zaplecze. Więc tak, jak bardzo chciałem zostać w Los Angeles i próbować tutaj… Nigdy jeszcze nie wygrałem. Analizując to umysłem koszykarskim, myślę, że tu mam trochę lepsze szanse – tłumaczy swoje przenosiny James Harden w rozmowie z ESPN.
Przypomnijmy: Clippers w wymianie z udziałem Hardena, oprócz Dariusa Garlanda, pozyskali jeden drugorundowy pick.
Wszystko wskazuje na to, że idea transferu Jamesa Hardena zrodziła się już w wakacje. 36-letni zawodnik po kapitalnym zeszłym sezonie, zakończonym nieoczekiwanie w All-NBA 3rd Team, oczekiwał nowej oferty kontraktowej od Clippers. Przyszły sezon jest w umowie Hardena opcją gracza wartą 42 mln dolarów, a po niej zostanie wolnym agentem. Clippers mogli zaoferować mu w wakacje przedłużenie – woleli tego jednak nie robić.
Klub wyszedł z założenia, że nie chce wchodzić w kolejną umowę z wiekowym już graczem, w sytuacji, w której druga gwiazda – 34-letni Kawhi Leonard – też ma już tylko rok ważnego kontraktu. Harden musiał zdać sobie sprawę, że Clippers w perspektywie roku czeka przebudowa i nie ma dla niego przyszłości w ich barwach. Zarzeka się jednak, że sam nie wymusił tej wymiany:
– Wymuszenie wymiany? W ogóle nie o to chodziło. W życiu, nie tylko w koszykówce, kiedy coś nie działa, to są sposoby na zakończenie relacji z pełnym szacunkiem z obu stron. Dobra, może nie widzimy wspólnej przyszłości, może wyrośliśmy z pewnej relacji, powody są różne. […] Mieliśmy tu świetne dwa i pół roku. Nie osiągnęliśmy co prawda wymarzonego celu, ale stworzyliśmy trochę świetnych wspomnień – tłumaczy Harden.
– Koniec końców to jest biznes i sądzę, że obie strony dostały to, czego chciały i są teraz w dobrym miejscu. Jestem podekscytowany grą w Cleveland. Wciąż próbuję zdobyć swoje pierwsze mistrzostwo i zrobię wszystko, żeby wygrywać – puentuje całą sytuację zawodnik.
Połączenie Jamesa Hardena z Kawhi Leonardem to kolejny już projekt z udziałem popularnego „Brody”, który nie wypalił. Wcześniej nie udało się nic wywalczyć w Brooklyn Nets u boku Duranta i Irvinga, ani w Philadelphia 76ers z Embiidem. Tym razem trudno jednak winić samego Hardena – kłopotliwe było przede wszystkim zdrowie drugiego z liderów. Harden bowiem w Clippers odżył po kilku słabszych sezonach. W bieżącej kampanii notuje on średnio aż 25,4 punktu, 4,8 zbiórki i 8,1 asysty na mecz, będąc obecnie jednym z lepszych rozgrywających ligi.
Pytanie oczywiście jak James Harden będzie w stanie kontynuować swoją grę u boku Donovana Mitchella. Jego wejście do składu za Dariusa Garlanda nie będzie takie proste. Obok dużo grającego na piłce Mitchella (usg% na poziomie 31,4%), Garland aż 38% rzutów za dwa i 61% rzutów za trzy oddawał po asyście partnera. Harden znacznie częściej sam wypracowuje sobie pozycje do rzutów – kolejno tylko 12% rzutów za dwa i 39% rzutów za trzy oddawanych po asystach. To może być trudna „rywalizacja o piłkę”.
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS