Wybuch wojny izraelsko/amerykańsko-irańskiej wywołał największy od dawna kryzys w stosunkach transatlantyckich. Poszczególne państwa europejskie odmawiały Amerykanom dostępu do baz lotniczych na swoich terytoriach i zamykały przestrzeń powietrzną dla ich samolotów. Europa odmówiła także wysłania okrętów wojennych do cieśniny Ormuz. Jest to największy, ale nie jedyny, punkt zapalny w stosunkach pomiędzy europejskimi członkami NATO a Stanami Zjednoczonymi. Wśród innych można wymienić stosunek do Rosji i jej prezydenta, poziom i formy wsparcia dla Ukrainy, poziom wydatków na zbrojenia w Europie, cła, a przede wszystkim kwestię Grenlandii.
Wszystko to razem przyczyniło się do pojawienia się za Atlantykiem pomysłów wyjścia Stanów Zjednoczonych z NATO, a nawet jakiejś formy amerykańskiej zemsty na sojusznikach. W tym kontekście szczególne miejsce zajmuje kwestia brytyjskiej broni jądrowej. Oba kraje od dekad współpracują w tej dziedzinie tak ściśle, że nie brak opinii, iż Wielka Brytania do tego stopnia uzależniła się od Amerykanów, że obecnie trudno już mówić o w pełni niezależnym brytyjskim odstraszaniu jądrowym. W niniejszym artykule przyjrzymy się ewolucji amerykańsko-brytyjskich stosunków związanych z bronią jądrową i zagrożeniami, jakie mogą stanąć przed Wielką Brytanią w związku z mało prawdopodobnym, ale niemożliwym do wykluczenia, wycofaniem się Stanów Zjednoczonych ze specjalnych relacji łączących je z wyspiarskim krajem.
Droga do brytyjskiej broni jądrowej
W historii broni jądrowej Wielka Brytania jest obecna od samego początku. Już na przełomie XIX i XX wieku naukowcy pracujący w Wielkiej Brytanii udowodnili istnienie jądra atomowego i opisali zjawisko rozpadu radioaktywnego. W 1932 roku James Chadwick odkrył neutron, co stanowiło fundament do późniejszego rozszczepiania atomów uranu poprzez uderzanie w nie właśnie neutronami. Już po wybuchu drugiej wojny światowej, w 1940 roku, austriacko-brytyjski fizyk Otto Frisch wraz niemiecko-brytyjskim współpracownikiem Rudolfem Peierlsem stworzyli teoretyczny mechanizm detonacji bomby jądrowej. Obaj obliczyli również ilość uranu 235 potrzebnego do zbudowania bomby atomowej.
10 kwietnia 1940 roku pracę rozpoczął Komitet Maud – grupa badawczo-analityczna mająca potwierdzić możliwość zbudowania bomby jądrowej. Czas potrzebny na jej skonstruowanie oceniono na dwa lata. Program budowy bomby atomowej otrzymał wieloznaczny kryptonim „Tube Alloys”, celowo dobrany tak, aby mógł być interpretowany na różne sposoby. Ze względu na ciężką sytuację na frontach, toczącą się bitwę o Wielką Brytanię i zagrożenie niemiecką inwazją na Wyspy Brytyjskie rząd podjął decyzję o nawiązaniu współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. Poza zagrożeniem niemieckim kluczowe były również amerykański potencjał gospodarczy, możliwości ekonomiczne i naukowe, a także możliwość utajnienia i ukrycia badań na rozległym obszarze tego państwa.
Otto Frisch i Rudolf Peierls.
(Los Alamos National Laboratory)
W 1943 roku Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Kanada podpisały porozumienia quebeckie, które zainicjowały trójstronną współpracę w kwestii stworzenia broni atomowej. W postanowieniach zawarto zapis, że państwa nie użyją tej broni przeciwko sobie ani przeciwko innemu państwu bez zgody partnera. Ponadto Wielka Brytania zrzekła się korzyści przemysłowych i handlowych, które mogłyby się pojawić w wyniku zdolności do produkcji energii jądrowej po wojnie. Był to ukłon w stronę Amerykanów za ich dominujący wkład gospodarczy w program. Na podstawie umowy wielu brytyjskich naukowców zaangażowano w program „Manhattan”. Byli wśród nich między innymi wymienieni wcześniej James Chadwick, Otto Frisch i Rudolf Peierls. Ci i wielu innych w dużej mierze przyczynili się do sukcesu projektu Manhattan.
Wielka Brytania już od zakończenia drugiej wojny światowej zamierzała pozyskać własną broń jądrową. Oczekiwano, że ze względu na wkład Brytyjczyków do programu budowy amerykańskiej broni atomowej Amerykanie udostępnią sojusznikom technologię jej produkcji. Tym większe było ich rozczarowanie, gdy w 1946 roku w USA uchwalono ustawę o energii jądrowej zabraniającą dzielenia się informacjami o broni jądrowej z kimkolwiek, nawet najbliższymi sojusznikami z porozumienia quebeckiego. Amerykanie chcieli w ten sposób umocnić swoją hegemonię w dziedzinie broni jądrowej.
To nie powstrzymało Brytyjczyków. Ich naukowcy byli tak mocno zaangażowani w program „Manhattan”, że w zasadzie wiedzieli, jak zbudować bombę atomową. Głównym wyzwaniem były kwestie przemysłowe związane z budową reaktorów jądrowych, linii do wzbogacania uranu i produkcją plutonu. Decyzja o rozpoczęciu własnego programu broni jądrowej, High Explosive Ressearch, zapadła w 1947 roku. Pierwszy reaktor uruchomiono w Harwell już w 1948 roku, a dwa lata później w Sellafield uruchomiono pierwszy reaktor do produkcji plutonu. Fabrykę broni jądrowej zbudowano w Aldermaston. Z jej projektowanie, produkcję i późniejsze serwisowanie odpowiadało Atomic Weapons Establishment.
Odkąd rozpoczęliśmy finansowanie Konfliktów przez Patronite i Buycoffee, serwis pozostał dzięki Waszej hojności wolny od reklam Google. Aby utrzymać ten stan rzeczy, potrzebujemy 2000 złotych miesięcznie.
Możecie nas wspierać przez Patronite.pl i przez Buycoffee.to.
Rozumiemy, że nie każdy może sobie pozwolić na to, by nas sponsorować, ale jeśli wspomożecie nas finansowo, obiecujemy, że Wasze pieniądze się nie zmarnują. Nasze comiesięczne podsumowania sytuacji finansowej możecie przeczytać tutaj.
CZERWIEC BEZ REKLAM GOOGLE 55%
Prace ukończono z sukcesem w 1952 roku. Pierwszy test broni jądrowej przeprowadzono 2 października na wyspach Montebello w północno-zachodniej Australii. Ładunek jądrowy umieszczono we wnętrzu fregaty HMS Plym (K271) typu River. Wybuch osiągnął moc 25 kiloton. Do uzbrojenia broń jądrową wprowadzono rok później. Była to bomba lotnicza Blue Danube o mocy 16 kiloton. Z kolei w latach 1957–1958 przeprowadzono testy broni termojądrowej. Pierwszy wybuch zakończył się jedynie częściowym sukcesem, ponieważ osiągnięto moc 300 kiloton zamiast planowanej 1 megatony, ale już trzy kolejne próby potwierdziły zdolność Wielkiej Brytanii do produkcji broni wodorowej.
Ogółem w pierwszym etapie do służby wprowadzono trzy typy bomb jądrowych (Blue Danube, Red Beard, Yellow Sun Mk 1) i bombę termojądrową Yellow Sun Mk 2 o mocy 1 megatony. Były to rozwiązania całkowicie brytyjskie. Bomby rodziny Yellow Sun wprowadzono na przełomie lat 50. i 60. i już wtedy dostrzegano ich podstawową wadę – były bombami. Radziecka obrona przeciwlotnicza rozwinęła się już do tego poziomu, że klasyczne bombowce strategiczne postrzegano jako przestarzałe i dawano im niewielkie szanse przedarcia się nad kluczowe cele położone w Związku Radzieckim. Rozwiązaniem miały być pociski rakietowe.
Rakietowe fiasko
Już w 1955 roku zgłoszono zapotrzebowanie na pocisk rakietowy zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej. Prace szły dwutorowo. Pierwszym rozwiązaniem miał być pocisk aerobalistyczny (odpalany w powietrzu z bombowca), a drugim – klasyczny pocisk balistyczny ziemia–ziemia. Ten pierwszy objawił się w postaci pocisku Blue Steel przenoszonego przez bombowce Victor i Vulcan. Pocisk wszedł do uzbrojenia w 1963 roku. Była to konstrukcja skomplikowana w obsłudze i zawodna. Przygotowanie do startu zajmowało siedem godzin. Dowództwo Royal Air Force szacowało, że w czasie wojny połowa pocisków nie zostanie wystrzelona z powodu usterek i będzie musiała zostać zrzucona nad celem jak klasyczna bomba, niwelując w ten sposób zalety ataku spoza zasięgu obrony przeciwlotniczej. Jednak nawet w przypadku prawidłowego zadziałania zasięg rakiety wynoszący niecały 1000 kilometrów nie pozwalał na jego odpalenie całkowicie spoza zasięgu wrogich pocisków przeciwlotniczych czy myśliwców. Z tych powodów służba Blue Steel była krótka. Został wycofany już w 1970 roku.
Avro Vulcan.
(Mike Freer – Touchdown-aviation, GNU Free Documentation License, version 1.2)
O ile Blue Steel został zaprojektowany przez Brytyjczyków, o tyle przy programie pocisku balistycznego nawiązano współpracę z Amerykanami. 1954 roku brytyjski minister zaopatrzenia Duncan Sandys i amerykański sekretarz obrony Charles Wilson zawarli porozumienie (nazwane od ich nazwisk Porozumieniem Sandys-Wilson) o współpracy, wymianie informacji i wspólnym planowaniu programów obronnych. Miało ono rozwiązać problem brytyjskiego braku doświadczenia z pociskami balistycznymi. W ramach umowy amerykanie mieli zaprojektować pocisk międzykontynentalny o zasięgu 9300 kilometrów, a Brytyjczycy – pocisk pośredniego zasięgu o zasięgu 3700 kilometrów.
Brytyjski projekt był gotowy już w 1957 roku. Pocisk zaprojektowany przez de Havilland Propellers we współpracy z Royal Aircraft Establishment i Rocket Propulsion Establishment otrzymał nazwę Blue Streak. Jak to bywa przy projektowaniu tak skomplikowanych rzeczy po raz pierwszy, Brytyjczycy napotkali wiele problemów technicznych, które zaowocowały opóźnieniami i wzrostem kosztów. Duże problemy napotkano przy okazji opracowywania autopilota i ostatecznie zdecydowano się na amerykański układ naprowadzania opracowany przez Sperry Gyroscope Company. Ostatecznie jednak 21 października 1964 i 23 marca 1965 roku na australijskim poligonie Woomera przeprowadzono dwa udane loty rakiety.
Blue Streak nigdy nie wszedł do uzbrojenia. Po opracowaniu prototypów uznano, że nie spełniają one wymogów operacyjnych. Silniki były napędzane paliwem ciekłym w postaci 20 ton kerozyny i 60 ton ciekłego tlenu. O ile ta pierwsza mogła być stale zatankowana, o tyle ciekły tlen trzeba było tankować bezpośrednio przed odpaleniem. Zajmowało to kilkanaście minut, co w połączeniu z faktem, że wyrzutnie znajdowały się na powierzchni ziemi, czyniło je bardzo wrażliwymi na pierwszy zaskakujący atak jądrowy przeciwnika. Później wprowadzono usprawnienie, które spowodowało, że pocisk przez dziesięć godzin mógł być w gotowości do startu w ciągu 30 sekund. Przy wprowadzeniu do służby większej liczby pocisków część z nich zawsze mogła być w gotowości.
Drugim problemem były wspomniane wyrzutnie. Brytyjczycy opracowali wprawdzie podziemne silosy, ale ze względu na charakterystykę urbanizacji w kraju bardzo trudno było znaleźć miejsce na pola startowe, które powinny zajmować dużą powierzchnię tak, aby pojedynczy wybuch nie zniszczył więcej niż jednego silosu. Zaczęto budować tylko pierwszy silos, ale go nie ukończono. Trzecim problemem były koszty. Pierwsze szacunki z 1955 roku mówiły o kwocie 50 milionów funtów. W 1959 roku wzrosły one do 300 milionów, a dokończenie projektu miało kosztować według różnych szacunków od 550 milionów do 1,3 miliarda funtów. W tej sytuacji w kwietniu 1960 roku podjęto decyzję o skasowaniu programu Blue Streak.
Blue Streak był właściwie ostatnią próbą opracowania całkowicie brytyjskiej broni jądrowej, chociaż jak widzieliśmy, już tutaj pojawił się udział amerykańskiego przemysłu. Od tego momentu obserwujemy powiększające się uzależnienie brytyjskiego odstraszania jądrowego od Stanów Zjednoczonych. Porażka programu Blue Streak miała być zrekompensowana zakupem amerykańskich pocisków GAM-87 Skybolt odpalanych z bombowców. Były to pociski o zasięgu 1000–1800 kilometrów i osiągające prędkość 15 tysięcy kilometrów na godzinę. W czasie testów napotkano na wiele problemów technicznych i ostatecznie Amerykanie niespodziewanie dla Brytyjczyków zdecydowali się zamknąć cały program. Był to duży cios dla brytyjskiego systemu odstraszania jądrowego, ponieważ Brytyjczycy postawili wszystko na Skybolta, a po jego anulowaniu zostawali jedynie ze swoimi bombami przenoszonymi przez bombowce.
Mutual Defence Agreement
Udział Amerykanów w programie pocisków Blue Streak jak również późniejsze dopuszczenie Brytyjczyków do programu pocisków Skybolt było możliwe dzięki nowelizacji ustawy o energii jądrowej z 1958 roku. Do tego momentu Brytyjczycy dysponowali już bronią jądrową i termojądrową, więc nie było sensu dłużej strzec amerykańskich sekretów. Uznano, że wobec zagrożenia radzieckimi rakietami balistycznymi, zamiast trzymać najbliższego sojusznika na dystans, lepiej z nim bliżej współpracować. W ten sposób doszło do podpisania porozumienia o współpracy przy wykorzystaniu energii jądrowej dla celów wzajemnej obrony (Agreement for Cooperation on the Uses of Atomic Energy for Mutual Defence Purposes). Szerzej umowa jest znana jako porozumienie o wzajemnej obronie (Mutual Defence Agreement).
GAM-87 Skybolt.
(US Air Force)
Umowa pozwala na wymianę najtajniejszych informacji dotyczących rozwoju, produkcji i serwisowania głowic jądrowych czy reaktorów. Przykładowo Amerykanie dostarczyli reaktor jądrowy S5W dla pierwszego brytyjskiego atomowego okrętu podwodnego HMS Dreadnought. Wymiana informacji odbywa się w grupach roboczych składających się z przedstawicieli odpowiednich laboratoriów, którzy wizytują również zakłady sojusznika. Co 18 miesięcy odbywa się także spotkanie na wyższym szczeblu politycznym.
Ponadto umowa pozwala Brytyjczykom na korzystanie z amerykańskich zasobów przy konstruowaniu własnej broni jądrowej. Przykładowo Wielka Brytania kupiła z USA ponad 14 ton wysoko wzbogaconego uranu, to jest więcej, niż wynosi cała brytyjska produkcja od początku programu jądrowego do dzisiaj. Z drugiej strony był to kolejny krok do uzależnienia się od Amerykanów, ponieważ ze względów oszczędnościowych już w 1962 roku wstrzymano samodzielne wzbogacanie uranu w Wielkiej Brytanii. Kolejnym postanowieniem udostępniono Brytyjczykom amerykańskie poligony atomowe, co pozwoliło na rezygnację z samodzielnych brytyjskich testów jądrowych na wyspach Pacyfiku. W latach 1962–1992 Brytyjczycy przeprowadzili na poligonie w Nevadzie 24 testy jądrowe.
Współpraca przy głowicach jądrowych jest bardzo ścisła. Atomic Weapons Establishment jest zaangażowane w amerykańskie programy wydłużania czasu służby głowic jądrowych, a Amerykanie biorą udział w serwisowaniu brytyjskich głowic stosowanych w pociskach Trident. Brytyjczycy uzyskali dostęp do wyników amerykańskich symulacji z dziedziny hydrodynamiki i testów podkrytycznych, a Amerykanie brali udział w realizowanych w Wielkiej Brytanii testach podkrytycznych z wykorzystaniem plutonu, które w Stanach Zjednoczonych były zakazane decyzją Kongresu. Można powiedzieć, że granica pomiędzy brytyjskimi a amerykańskimi głowicami jądrowymi się zaciera. Chociaż Brytyjczycy stosują w pociskach Trident własne głowice, zapewnienie ich kompatybilności z pociskami wymusza stosowanie wielu komponentów amerykańskich, w tym pojazdów powrotnych Mk 4A czy systemu detonacji.
Cofnijmy się ponownie do lat 60. i fiaska programów Blue Streak i Skybolt. Aby zrekompensować Brytyjczykom anulowanie Skybolta, zezwolono im na zakup pocisków Polaris odpalanych z okrętów podwodnych. 6 kwietnia 1963 roku podpisano Polaris Sales Agreement, obejmującą zakup 64 pocisków i pomoc w zaprojektowaniu czterech okrętów podwodnych do ich przenoszenia (późniejszy typ Resolution czerpiący z amerykańskiego typu LaFayette). Każdy okręt mógł przenosić 16 pocisków, a każdy pocisk miał trzy głowice o mocy 200 kiloton. Według brytyjskich wyliczeń pozwalało to na zniszczenie 20 wybranych radzieckich miast, co według rządu stanowiło minimalne wiarygodne odstraszanie. Wcześniej zakładano zniszczenie 40 miast, ale uznano, że zmniejszenie tej liczby o połowę będzie równie odstraszające.
W oryginalnych pociskach stosowano amerykańskie głowice termojądrowe W58, ale Brytyjczycy uznali je za niebezpieczne z powodu zastosowanych zbyt wrażliwych materiałów wybuchowych. Zamiast nich zastosowali własną głowicę termojądrową ET.317. Składa się ona z brytyjskiego pierwszego rozszczepialnego stopnia ze wzmacniaczem Cleo z drugim fuzyjnym stopniem wziętym z amerykańskiej głowicy W59. Później warianty tej głowicy były stosowane między innymi w brytyjskich bombach serii WE.177.
Kupując Polarisy, Brytyjczycy nie tylko płacili za same pociski, ale także dołożyli pewną sumę jako rekompensatę dla Amerykanów za koszty prac badawczo-rozwojowych. Dodatkowym warunkiem było udostępnienie pocisków dla NATO. Supreme Allied Commander Europe mógł poprosić brytyjskiego premiera o wystrzelenie pocisków w ramach działań NATO, nawet jeśli Wielka Brytania nie była bezpośrednim celem wcześniejszego ataku. W ten sposób Wielka Brytania szybko weszła w posiadanie wiarygodnego systemu odstraszania jądrowego opartego na okrętach podwodnych z pociskami balistycznymi. Należy przy tym podkreślić, że kupując amerykańskie pociski, Brytyjczycy sprawowali nad nimi pełną kontrolę operacyjną i mogli je wystrzelić na dowolne cele bez konieczności uzyskania amerykańskiego pozwolenia.
Dzięki temu zakupowi uniknięto długotrwałego i, jak widzieliśmy, obarczonego wysokim ryzykiem programu opracowywania własnego rozwiązania. Kosztem było dalsze uzależnienie się od Amerykanów, ale w tamtym czasie nie było to postrzegane jako poważna wada. W czasie zimnej wojny ciężko było sobie wyobrazić okoliczności, w jakich oba państwa mogły mieć rozbieżne stanowiska, aczkolwiek nie obywało się bez zgrzytów.
Po wyborach w 1964 roku premierem Wielkiej Brytanii został Harlod Wilson z Partii Pracy. Był on przeciwnikiem broni jądrowej i ogłosił wstrzymanie prac nad rozwojem nowych głowic jądrowych i testowanie obecnych. Chociaż rząd nigdy w pełni nie zrealizował tego postulatu, przez kilka lat brytyjski program jądrowy był w zawieszeniu, a co za tym idzie – współpraca z Amerykanami uległa osłabieniu. W 1967 roku sytuacja była na tyle zła, że Amerykanie zagrozili, że jeśli Brytyjczycy nie wznowią prac nad głowicami, współpraca w ramach Mutual Defence Agreement zostanie ograniczona ściśle do programu Polaris, a po jego zakończaniu umowa MDA może nie zostać przedłużona.
Impas przełamano, gdy Brytyjczycy doszli do wniosku, że postęp w rozwoju radzieckiej obrony antybalistycznej wymaga unowocześnienia brytyjskiego arsenału. Brytyjczycy odrzucili propozycję zakupu amerykańskiego systemu Poseidon, proponując w zamian modyfikację pocisku Polaris do standardu Chevaline. Modyfikacja polegała na zmniejszeniu liczby głowic z trzech do dwóch, a w miejsce trzeciej montowano zestaw celów pozorowanych ułatwiających penetrację obrony antybalistycznej. W odpowiednim punkcie lotu pocisku następowało oddzielenie głowic od pocisku, a następnie ich lot ku celowi odbywał się w otoczeniu 27 różnych celów pozorowanych. Przynęty wystrzeliwano w ten sposób, że tworzyły swego rodzaju rurę, wewnątrz której znajdowały się właściwe głowice bojowe. Rozwiązanie wymagało opracowania nowych pojazdów powrotnych, co również Brytyjczycy uczynili. Rozwiązanie okazało się bardzo interesujące również dla Amerykanów i w ten sposób zażegnano kryzys dotyczący braku rozwoju brytyjskiej broni jądrowej. W 1974 roku powrócono do prowadzenia wspólnych testów.
Od momentu wprowadzenia do służby w Royal Navy podwodnych nosicieli pocisków balistycznych to właśnie one są jedynymi nosicielami strategicznej broni jądrowej. W planowaniu ataku jądrowego na Związek Radziecki bombowców już nie uwzględniano, a pocisków balistycznych bazowania lądowego nie było. Brytyjczycy dysponowali również bronią jądrową w postaci bomb serii WE.177, ale była ona przenoszona przez samoloty taktyczne, w tym Buccaneer, Tornado czy Jaguar, i miały one atakować cele położone znacznie bliżej niż Moskwa – na przykład w Polsce.
Następnym krokiem w brytyjsko-amerykańskiej współpracy było dołączenie do programu Trident. Odbyło się to w ramach aneksu do umowy Polaris Sales Agreement. Umowa pozwala Brytyjczykom na leasing 58 pocisków UGM-133A Trident D5 (Trident II) oraz zakup systemów startowych i niezbędnych usług serwisowych. Pociski niewykorzystywane w danej chwili przez Brytyjczyków są składowane w bazie amerykańskiej marynarki wojennej w Kings Bay w stanie Georgia. Tam też odbywają się przeglądy i remonty pocisków. Dodatkowo Brytyjczycy mają prawo korzystać z amerykańskich poligonów wraz z odpowiednią aparaturą do śledzenia pocisków w czasie strzelań testowych organizowanych co kilka lat.
W ramach umowy Brytyjczycy musieli zapłacić kwotę równą 5% kosztów opracowania pocisku, a dodatkowo zobowiązali się udostępnić Amerykanom bazę lotniczą na wyspie Diego Garcia i pokrywać koszty utrzymania amerykańskich żołnierzy służących jako obsada systemów przeciwlotniczych w amerykańskich bazach lotniczych w Wielkiej Brytanii.
Pociski Trident wprowadzono do brytyjskiego uzbrojenia w 1995 roku wraz z nowymi okrętami podwodnymi typu Vanguard. Po wycofaniu w 1998 roku bomb WE.177 pociski balistyczne są jedynym systemem przenoszenia brytyjskiej broni jądrowej. W mało prawdopodobnym, ale nigdy niemożliwym do wykluczenia przypadku wykrycia jakiejś krytycznej usterki w tych pociskach Wielka Brytania nie będzie mogła korzystać ze swojego arsenału nuklearnego.
W 2006 roku rząd brytyjski podpisał umowę o przedłużeniu korzystania z pocisków Trident przynajmniej do roku 2040. Jednocześnie Amerykanie zapewnili, że umożliwią Brytyjczykom zakup jakichkolwiek pocisków będących następcami Tridenta. Oba kraje pracują już nad nową generacją okrętów podwodnych nosicieli pocisków balistycznych. W Stanach Zjednoczonych jest to typ Columbia, a w Wielkiej Brytanii – typ Dreadnought. Oba będą wyposażone w identyczną sekcję z silosami dla pocisków balistycznych. Początkowo będą to zmodyfikowane Tridenty D5LE (Life Extension). Jaki będzie ich następca na razie nie wiadomo.
Brytyjski podwodny nosiciel pocisków balistycznych HMS Vanguard wchodzi do bazy Clyde.
(CPOA(Phot) Tam McDonald / MoD)
Podobnie jak to było w przypadku Polarisów, brytyjskie Tridenty są uzbrojone w brytyjskie głowice jądrowe umieszczone w amerykańskich pojazdach powrotnych Mk 4A. Brytyjska głowica nosi nazwę Holbrook i ma moc szacowaną na 100 kiloton. Według oficjalnych informacji głowica jest całkowicie brytyjska, ale znawcy tematu wskazują, że może ona w znacznym stopniu bazować na amerykańskiej W76 i mogła otrzymać część lub wszystkie modyfikacje wprowadzone w zmodernizowanej W76-1. Obecnie w Wielkiej Brytanii prowadzone są prace nad nową głowicą jądrową A21/Mk 7 Astraea. Będzie to pierwsza brytyjska głowica jądrowa opracowana bez przeprowadzenia prawdziwego testu, ale podobnie jak w przypadku głowicy Holbrook są informacje, że będzie ona zbliżona do lub tożsama z amerykańską W93.
Podsumowując: obecnie Brytyjczycy są w stanie samodzielnie zaprojektować i zbudować okręt podwodny przystosowany do przenoszenia pocisków balistycznych, ale ze względu na wykorzystanie amerykańskich pocisków system odpalania w okrętach typu Vanguard został kupiony z USA, a w nowych okrętach przedział z silosami będzie opracowany wspólnie przez oba państwa. Do tego Wielka Brytania jest w stanie samodzielnie projektować, produkować i serwisować własne głowice jądrowe, ale wydaje się, że w dużej części bazują one na rozwiązaniach amerykańskich. Ponadto Brytyjczycy są w stanie dokonywać rutynowej obsługi technicznej pocisków Trident D5 w bazie okrętów podwodnych w Faslane, jednak większe remonty muszą się odbywać w Stanach Zjednoczonych.
Suwerenność z gwiazdką
Ścisła, trwająca dekadami współpraca przeradzająca się w wielu miejscach w uzależnienie od Stanów Zjednoczonych musi budzić pytania o niezależność brytyjskiego arsenału jądrowego. Aby tworzył on wiarygodny środek odstraszania, potencjalny agresor musi mieć pewność, że Wielka Brytania może użyć swojej broni jądrowej, kiedy chce i jak chce. W codziennej służbie oznacza to możliwość wystrzelenia pocisków na dowolny cel i w dowolnym momencie bez potrzeby uzyskania amerykańskiej zgody. Według oficjalnych informacji Brytyjczycy dysponują pełną rozumianą w ten sposób suwerennością.
Jednocześnie, leasingując amerykańskie pociski, Brytyjczycy zgodzili się na uzależnienie od innego państwa, na jakie nie zdecydowało się żadne inne mocarstwo jądrowe. O ile krótkoterminowo Brytyjczycy zachowują niezależność, o tyle w dłuższej perspektywie są uzależnieni od pomocy amerykańskiej, a w przypadku jej wstrzymania będą zmuszeni w krótkim czasie do kosztownych inwestycji. Już w 1978 roku rząd brytyjski przyjął raport opisujący tę względną niezależność. Zapisano w nim, że Wielka Brytania musi dysponować narodowymi zdolnościami do utrzymania przez „pewien czas” sprawności arsenału jądrowego na wypadek, gdyby partner chciał ten arsenał zneutralizować poprzez wstrzymanie wsparcia technicznego w czasie kryzysu.
Aby określić czas, przez który Brytyjczycy powinni móc sami utrzymać swój arsenał jądrowy w sprawności, trzeba porównać czas, przez jaki Wielka Brytania może używać swojego arsenału bez potrzeby korzystania z pomocy partnera, do czasu, jaki jest potrzebny na odtworzenie krajowych zdolności do wykonywania czynności, które do tej pory wykonywał partner. Jeśli ten pierwszy jest dłuższy od drugiego, Wielka Brytania powinna być w stanie utrzymać nuklearną niezależność. Przykładowo, gdyby teraz Amerykanie odcięli Brytyjczyków od wsparcia pocisków Trident, ci drudzy mogliby z nich prawdopodobnie korzystać jeszcze przez kilka lat bez nadmiernego ryzyka technicznego. Przez ten czas powinni zbudować warsztaty zdolne do serwisowania tych pocisków.
Teoretycznie jest to możliwe. Brytyjczycy są państwem zaawansowanym technicznie i na pewno dysponują w gospodarce odpowiednimi zdolnościami. Można również zakładać, że przez tyle lat użytkowania pocisków poznali ich konstrukcję na tyle, że wiedzą, co i jak trzeba w nich serwisować. Pozostaje pytanie, czy będą do tego zdolni politycznie i logistycznie, bo to od wielu lat pozostaje piętą achillesową wszelkich brytyjskich programów zbrojeniowych. Być może waga takiego problemu i utrzymanie brytyjskiego systemu odstraszania byłaby wystarczającą motywacją dla szybkiego przeprowadzenia odpowiednich prac. Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze kwestia ewentualnych praw patentowych i innych, ale wydaje się, że w sytuacji, gdy na szali staje bezpieczeństwo jądrowe państwa, rząd brytyjski by się takimi niuansami nie przejmował.
W przypadku zerwania brytyjsko-amerykańskich relacji problemem pozostałoby to, że Brytyjczycy dysponowaliby tylko tymi kilkunastoma pociskami akurat załadowanymi na okręty czy składowanymi w Faslane. Pozostałe, składowane w Stanach Zjednoczonych, byłyby stracone, więc brytyjski arsenał jądrowy i tak uległby poważnej degradacji.
Odpalenie pocisku Trident II D5 z HMS Vanguard.
(Lt Stuart Antrobus RN / UK Ministry of Defence)
Jeszcze większe kłopoty pojawiłyby się w dłuższej perspektywie czasowej. Zerwanie współpracy oznaczałoby pozbawienie Brytyjczyków następców pocisków Trident. Jak wiemy, Wielka Brytania poza nieudanym Blue Streakiem nie ma właściwie doświadczenia w konstruowaniu pocisków balistycznych. Oczywiście, miała kilka dekad na poznanie konstrukcji Polarisów i Tridentów, ale to nie to samo co zdobycie zdolności do ich zaprojektowania. Ponownie, teoretycznie Wielka Brytania posiada potencjał przemysłowy i intelektualny do zaprojektowania lepszych lub gorszych pocisków balistycznych. W końcu dokonały tego takie państwa jak Iran, Korea Północna czy Pakistan.
Czy jednak będzie do tego zdolna i w jakim czasie – to kwestia polityki, a z tą ostatnio, łagodnie mówiąc, jest nie najlepiej. Ostatnie dekady upływały raczej pod znakiem zwijania brytyjskiego przemysłu zbrojeniowego i samych sił zbrojnych. Wytłumaczenie zawsze było takie samo – ograniczenie wydatków. A opracowanie i wdrożenie pocisku balistycznego w państwie bez tradycji w projektowaniu uzbrojenia tego rodzaju byłoby bardzo kosztowne. Kluczową kwestią byłoby dostrzeżenie przez rząd brytyjski zagrożenia i odpowiednio szybka reakcja inicjująca prace nad pociskiem balistycznym.
Jeśli nie USA, to co?
Pozostaje jeszcze jedna możliwość – współpraca z państwem innym niż Stany Zjednoczone. Jak wspomnieliśmy, brytyjski arsenał jądrowy, w odróżnieniu od francuskiego, jest oddany do dyspozycji NATO. Pozbawienie Wielkiej Brytanii tego arsenału oznaczałoby potężny cios dla całego NATO. Należy przy tym zakładać, że odcięcie Wielkiej Brytanii od amerykańskiego wsparcia będzie równoczesne ze wstrzymaniem jakiegokolwiek wsparcia przez Amerykanów dla całego NATO. Trudno sobie wyobrazić sytuację, w której USA stają się przeciwnikiem Brytyjczyków jednocześnie zachowując dobre relacje z resztą NATO. Chyba jedyny możliwy przypadek to przejęcie władzy w Wielkiej Brytanii przez jakieś skrajne ugrupowanie polityczne. Tak więc w sytuacji pozbawienia amerykańskiego wsparcia, Brytyjczycy prawdopodobnie mogliby liczyć na wsparcie przemysłowe i techniczne przy serwisowaniu Tridentów lub projektowaniu nowych pocisków ze strony innych państw NATO, zwłaszcza Francji. dysponującej całkowicie narodowym potencjałem jądrowym.
Taka współpraca już trwa. 2 listopada 2010 roku prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Wielkiej Brytanii David Cameron podpisali Traktaty z Lancaster House (Lancaster House Treaties) o zacieśnieniu współpracy wojskowej. Jednym z elementów jest współpraca w dziedzinie broni jądrowej, zwłaszcza utrzymania broni jądrowej obu państw w sprawności technicznej i testowania jej żywotności bez przeprowadzania prawdziwych prób jądrowych. Program współpracy jądrowej jest realizowany w ramach projektu „Teutates”.
Najważniejszym osiągnięciem „Teutatesa” jest stworzenie w Valduc we Francji ośrodka badawczego EPURE (Experimentations de Physique Utilisant la Radiographie Éclair), gdzie odbywają się radiograficzne i hydrodynamiczne badania nad elementami francuskich i brytyjskich głowic jądrowych mające wykazać, jak będą się zachowywały za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, a także jak będą się zachowywały nowe głowice jądrowe. W badaniach są wykorzystywane materiały wybuchowe i promienie rentgena bardzo dużej mocy, które, tworząc wysoką temperaturę i ciśnienia, mają symulować warunki powstające w momencie wybuchu jądrowego. W takich warunkach nawet ciała stałe zachowują się jak płyny i gazy, stąd kluczowa rola hydrodynamiki. Po stronie brytyjskiej, w Atomic Weapons Establishment, utworzono centrum rozwoju technologicznego zajmującego się między innymi rozwojem oprzyrządowania do eksperymentów prowadzonych w EPURE.
Mimo że EPURE powstało we Francji i wiele eksperymentów będzie prowadzonych wspólnie, każde z państw zachowuje pełnię praw do wyników eksperymentów prowadzonych w pojedynkę. Obiekty zostały zbudowane w taki sposób, że pomieszczenia są podzielone na część wspólną, ale także osobne części francuską i brytyjską, do których dostęp dla drugiej strony jest ograniczony. Już teraz mówi się o możliwości rozszerzenia współpracy o nowe obszary, jak stworzenie lasera bardzo wysokiej mocy czy współpracy przy projektowanie wyposażenia dla nowych okrętów podwodnych. Mowa tu o częściach niezwiązanych z bronią jądrową: sonarach, powłokach kadłubów czy torpedach.
Jednak poszerzenie współpracy w kwestiach jądrowych może być bardziej problematyczne. Powraca tu kwestia tego, na ile brytyjskie głowice jądrowe są rzeczywiście zaprojektowane przez Brytyjczyków, a na ile ich konstrukcja wywodzi się z projektów amerykańskich. Już w latach 70. wskazywano, że brytyjskie głowice jądrowe, jak również reaktory wykorzystywane w okrętach podwodnych, wykorzystują tyle amerykańskich rozwiązań, że trudno w ich przypadku mówić o całkowicie brytyjskiej konstrukcji. To z kolei ponownie kieruje nas do umów Mutual Defence Agreement i Polaris Sales Agreement, które zakazują dzielenia się informacjami uzyskanymi od partnera z innymi państwami. W konsekwencji Brytyjczycy mogą nie być w stanie wejść na wyższy poziom współpracy z Francją z powodu ryzyka ujawnienia Francuzom amerykańskich tajemnic jądrowych. Nie chodzi przy tym wyłącznie o tajemnice państwowe, ale również prawa patentowe różnych amerykańskich przedsiębiorstw.
Obecna współpraca brytyjsko-francuska nie budzi amerykańskich zastrzeżeń, bo badania nad utrzymaniem głowic jądrowych w sprawności są również w ich interesie. Poza tym nisza głowic jądrowych nie podlega zasadom rynkowym jak większość produktów, więc Francuzi nie stanowią w tej kwestii konkurencji dla Amerykanów. Co innego, gdyby ta współpraca miała zostać poszerzona o pociski balistyczne czy napęd dla okrętów podwodnych. Tu w grę wchodziłyby znacznie większe pieniądze czy kwestie praw własności intelektualnej, co mogłoby zaowocować stanowczym amerykańskim sprzeciwem. Ale ponownie: w sytuacji zerwania specjalnych relacji brytyjsko-amerykańskich i pojawienia się zagrożenia dla trwałości brytyjskiego arsenału jądrowego można przypuszczać, że Brytyjczycy mogliby się nie przejmować takimi kwestiami, a kierować się jedynie interesem państwowym.
Możecie nas obserwować na Blue Sky tutaj i na Facebooku tutaj.
Jeśli obecne stosunki amerykańsko-brytyjskie zostaną utrzymane, należy spodziewać się utrzymania dotychczasowego stopnia uzależnienia Wielkiej Brytanii od Stanów Zjednoczonych. Przejawia się ono szczególnie w kwestii zakupu pocisków balistycznych i ich serwisowania. To i tak największy poziom uzależnienia własnego potencjału nuklearnego od innego państwa spośród wszystkich mocarstw jądrowych. Dalsze pogłębianie uzależnienia jest mało prawdopodobne ze względu na rosnące skokowo zagrożenie w przypadku zerwania relacji. Jak wykazaliśmy powyżej, możliwe jest kilkuletnie utrzymanie pocisków w służbie bez pomocy amerykańskiej, co teoretycznie jest czasem wystarczającym do wdrożenia własnego serwisu, a w dalszej kolejności opracowania – samodzielnego lub w kooperacji – nowych pocisków. O ile będzie do tego wola polityczna.
Drugim powodem, dla którego pogłębienie uzależnienia od USA jest mało prawdopodobne, są kwestie finansowe. Największe oszczędności wynikają z tego, że Wielka Brytania nie musi opracowywać i utrzymywać pocisków balistycznych. Przy pozostałych kwestiach – projektowaniu i produkcji głowic, produkcji okrętów podwodnych – oszczędności nie będą duże, ponieważ Wielka Brytania tak czy inaczej już zainwestowała w te zdolności, a rezygnacja z nich będzie się wiązała jedynie z minimalnymi oszczędnościami finansowymi, za to dużymi stratami politycznymi, technicznymi, gospodarczymi i społecznymi.
Miejmy nadzieję, że Brytyjczycy nigdy nie będą musieli sięgać po rozwiązania awaryjne i pozostaną, zgodnie ze swoją wolą, w pewnym stopniu uzależnieni od Amerykanów. Inna sytuacja oznaczałaby, że w zachodnim świecie stało się coś bardzo złego, coś, czego konsekwencje dotkną nie tylko relacji amerykańsko-brytyjskich, ale całego NATO, w tym Polski – i raczej nie będą to miłe konsekwencje.
Bibliografia
John Boyes, Blue Streak. Britain’s Medium Range Ballistic Missile, Fonthill Media, Barnsley 2019.
Hugh Chalmers and Malcolm Chalmers, The Future of the UK’s Co-operative Nuclear Relationships, Royal United Services Institute for Defence and Security Studies, rusi.org, dostęp 13.04.2026
David McAlone, The Railways and Britain’s Nuclear Industry, Key Books, Stamford 2020
George J. Refuto, Evolution of the US Sea-Based Nuclear Missile Deterrent: Warfighting Capabilities, Xlibris, Bloomington 2011.
Eric Thompson, On Her Majesty’s Nuclear Service, Casemate Publishers, Oxford 2018.
Stanisław Zarychta, Atomowy pat. Nuklearne środki odstraszania, Wydawnictwo Akademickie AMW, Gdynia 2025.
Stanisław Zarychta, Broń jądrowa w kształtowaniu bezpieczeństwa 1945–2015, Bellona, Warszawa 2016.
US Navy / Mass Communication Specialist 1st Class Ronald Gutridge
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS