A A+ A++

Stało się. Po 40 miesiącach oczekiwania Manchester United wrócił na fotel lidera Premier League, przeskakując Liverpool. Czerwone Diabły ograły dzisiejszego wieczora Burnley, ale wystarczyłby im remis. Warto ten fakt podkreślić, tym bardziej, że w poprzednim sezonie na tym etapie kampanii tracili do lidera ponad 20 punktów. Lidera z miasta Beatlesów, rzecz jasna. 

Jednak żeby nie było, to nie było to wcale takie proste spotkanie dla podopiecznych Ole Gunnara Solskjaera. The Clarets postawili trudne warunki współpracy i momentami sprawiali gościom więcej kłopotów, niż można było przypuszczać. Co prawda zabrakło z ich strony konkretnych strzałów – oddali sześć i żaden nie był celny – ale i tak prawie zdołali ten mecz zremisować. Tak samo jak prawie z boiska wyleciał Luke Shaw. Albo Robbie Brady. Albo obaj.

Sytuacja z 32. minuty mogła odwrócić losy całego spotkania. Z jedną z nielicznych akcji wyszło Burnley, które przedostało się pod pole karne Manchesteru United. Doszło tam do starcia lewego obrońcy Czerwonych Diabłów z pomocnikiem The Clarets. Shaw wykonał bardzo ostry, brutalny wślizg, ale arbiter puścił grę. W konsekwencji tego gra przeniosła się na drugą stronę boiska, gdzie tuż przed „szesnastką” powalony został… piłkarz lidera Premier League. Wychodził w sytuacji sam na sam, więc Kevin Friend powinien był pokazać Robbiemu Brady’emu czerwoną kartkę.

Nie zrobił tego, bowiem zainterweniował VAR. Sytuacja została przeanalizowana i ostatecznie rzut wolny otrzymało Burnley. Friend nie zdecydował się jednak na wyrzucenie Shawa z boiska, co wprowadziło wiele osób w konsternację. Indywidualnej kary uniknął też wspominany Brady.

Nie ma jednak co rozliczać całego spotkania tylko w kontekście jednej kontrowersyjnej sytuacji. Koniec końców nie miała ona przełożenia na wynik, podobnie jak kilka zmarnowanych sytuacji w końcówce meczu. Szanse, które miał Vydra i Tarkowski nie należały do dogodnych, tym bardziej, jeśli pod uwagę weźmiemy warsztat techniczny piłkarzy Burnley. Manchester United zagrał bardzo pewnie w defensywie, dominującą postacią ponownie był Harry Maguire, ale problem polega na tym, że w ofensywie działo się – nie ma co oszukiwać – skandalicznie niewiele.

Niewyraźny lider, ale dalej lider

Sytuacja Paula Pogby, po której padł jedyny gol, również nie była konsekwencją koronkowej akcji. Sporo wzięło się z przypadku, bo sam strzał odbił się od Matthew Lowtona, myląc tym samym Nicka Pope’a. Poza tym? Kilka niezłych prób Martiala, ale albo leciały nad poprzeczką, albo dobre interwencje zaliczał Anglik. Najważniejsze jest jednak to, że one również nie były oddawane z wypracowanych pozycji, ale z dystansu.

Wynikało to oczywiście z podejścia samego Burnley, które cofnęło się bardzo głęboko, zostawiając graczom Manchesteru United sporo przestrzeni, ale jednocześnie niwelując jedną z ich najgroźniejszych broni – kontry. Piłki posyłane przez Bruno Fernandesa nie robiły szału, właściwie poza jedną, wspomnianą wcześniej akcją, Portugalczyk nie pokazał w tym meczu absolutnie nic. Niewyraźny był też Marcus Rashford, a przede wszystkim Edison Cavani, który częściej irytował swoją postawą, niż stwarzał zagrożenie pod bramką gospodarzy.

Na plus natomiast wypada zaliczyć występ Paula Pogby, nie tylko ze względu na jego decydujące trafienie. Francuz posłał siedem długich piłek, miał dwa kluczowe podania, 100% udanych prób dryblingu i 88% wygranych pojedynków. Był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem tego spotkania. Znamienne, że to właśnie on przywrócił Manchester United na pierwsze miejsce w tabeli, strącając Liverpool z pieprzonej grzędy.

Nie był to najlepszy mecz w wykonaniu Manchesteru United. Prawdopodobnie był jednym z gorszych, które udało im się ostatecznie wygrać. Pytanie tylko, czy wypada za to Ole Gunnara Solskjaera i jego piłkarzy ganić. W dzisiejszym starciu dominowała żelazna konsekwencja, a to właśnie ona może być kluczem do tryumfu w tym sezonie Premier League. Drużyna z Old Trafford wygrała przegrała zaledwie raz w ostatnich dziesięciu meczach, awansowała na fotel lidera i zbudowała psychologiczną przewagę nad drugim zespołem w tabeli. Jakie będą tego konsekwencje? Przekonamy się niebawem, bo w najbliższym czasie Manchester United aż dwa razy zmierzy się z The Reds.

Burnley 0:1 Manchester United

Paul Pogba – 71′

Fot. Newspix

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułRajd Dakar. Justyna Przygońska o rajdach samochodowych: Interesuje mnie tylko jak Kuba startuje (ELEVEN SPORTS). Wideo
Następny artykułNBA: Liga zmieniła zasady dotyczące COVID-19