A A+ A++

Anna Szałowska na stałe mieszka na Krecie od dwóch lat. Pracuje w agencji nieruchomości w Chanii, a oprócz tego prowadzi na Facebooku fanpage “Crete My Second Home”, który gromadzi tysiące fanów tej rajskiej wyspy. Spotykamy się na kawę w kafejce w Starym Porcie w Chanii. Widzę przed sobą dziewczynę szczęśliwą, spełnioną, zadowoloną z życia.

Joanna Klimowicz: Jak to się stało, że przeprowadziłaś się na Kretę?

Anna Szałowska: Po raz pierwszy przyjechaliśmy tu z rodzicami na długie, sześciotygodniowe wakacje w 1996 roku, miałam wtedy dziewięć lat. Wszyscy zakochaliśmy się w Krecie i wracaliśmy na nią co roku, nawet na parę letnich miesięcy. W końcu tata wpadł na pomysł, by połączyć przyjemność z pracą. Zaczęło się od własnej marki oliwy Olivabio, do tego importowaliśmy inne produkty spożywcze, jak oliwki czy sery z mleka owczego. Zajmowaliśmy się tym przez 15 lat. Skończyłam nawet w Polsce kierunkowe studia – technologię żywności – ze względu na tę naszą oliwę, wyspecjalizowałam się w niej. Marka cały czas istnieje, ale rodzice przeszli na emeryturę i odsprzedali firmę.

W międzyczasie zainteresowaliśmy się też nieruchomościami, sprzedawaliśmy je Polakom. Przyjeżdżałam tu co roku, czując się tak, jakbym wracała do mojego drugiego domu. Właśnie dlatego mój facebookowy profil nazwałam “Crete My Second Home”. W 2013 roku zaczęłam przyjeżdżać na wyspę sama, w 2016 po raz pierwszy podjęłam się pracy sezonowej, bardzo wyczerpującej. W 2017, kiedy pracowałam sezonowo w sklepie z butami i torebkami skórzanymi, miałam tylko jeden dzień wolnego w miesiącu – jedną niedzielę. Akurat ja pracowałam tylko przez osiem godzin, na zmianie popołudniowej od godz. 16 do północy lub 1 w nocy, ale niektóre dziewczyny po 10-11 godzin. Serdecznie nienawidziłam tej pracy. To był czas, kiedy niespecjalnie wierzyłam w siebie i nie próbowałam nawet pytać o pracę w poważniejszych miejscach, zakładając, że nikt nie przyjmie cudzoziemki.

fot. Anna Szałowska / CreteMySecondHome

Grecy niechętnie ich zatrudniają? Istnieje tzw. szklany sufit?

Nie potwierdziło się to w przypadku biura nieruchomości Europa Crete Properties & Constructions, w którym teraz pracuję i z którym wiążę przyszłość. A weszłam do niego przypadkiem, w 2018 roku. Po tym, jak wróciłam do Polski po sezonie spędzonym na Krecie, zabierając walizkę wszystkich swoich rzeczy. Nie czułam się jednak szczęśliwa, wytrzymałam w kraju zaledwie dwa miesiące. Akurat tak się zdarzyło, że odezwał się poważny klient szukający nieruchomości, wykorzystałam ten pretekst i czym prędzej pojechałam na Kretę, żeby mu ją znaleźć. Jak już powiedziałam, weszłam do tego biura w Starym Porcie w Chanii przez przypadek, od słowa do słowa okazało się, że potrzebują kogoś na stałe i… już zostałam. Na moją korzyść świadczyło pewne doświadczenie w branży i fakt, że mam profesjonalną stronę internetową o nieruchomościach na Krecie.

Czyli wystarczyło tylko uwierzyć w siebie i dać szansę losowi?

Prawdę mówiąc, znając Greków, nie wierzyłam, że dostanę poważniejszą pracę. To się raczej na Krecie nie zdarza. Jest jeszcze w Chanii jedna Polka, która pracuje w branży nieruchomości, jest sporo pracowników sezonowych i kobiety, które wyszły za mąż za Greków i zajmują się domem i dziećmi, ale nikt z nas jakoś specjalnie się tu nie wybił. Ja mam spokojny charakter, ale jednocześnie jest we mnie energia, którą odkryłam stopniowo, przechodząc niezłe “szkolenie” w nowym kraju. Zaczęłam mówić to, co myślę i czuję, wyrażać swoje zdanie i okazało się, że nie tylko nikt nie ma do mnie o to pretensji, ale odwrotnie – Kreteńczycy zaczęli się ze mną liczyć, szanować mnie.

embed

Latarnia morska w Starym Porcie w Chanii fot. Anna Szałowska / CreteMySecondHome

Czego trzeba, by zmienić swoje życie? Odwagi? Desperacji?

Przede wszystkim wewnętrznej chęci, pragnienia zmiany i pewności, że tu jest moje miejsce, że tu przynależę. Pewnie, że się bałam. Bardzo pomógł mi pozytywny odzew na mój profil – 28 tysięcy śledzących, wszystkie te komentarze, wiadomości. Zrobiło to wrażenie nawet na moim szefie, kiedy to zobaczył. Pozytywne reakcje internautów bardzo mnie podbudowują. Przestałam traktować pracę jako pracę, zaczęłam ją wykonywać z pasją, więc nawet nie czuję, że pracuję. Cieszę się każdym dniem. Brakuje mi tylko rodziców i rodzeństwa, niczego więcej. Mnie było o wiele łatwiej się przenieść, bo nie miałam w Polsce żadnych zobowiązań. Rodzice też o tym myślą, tylko trzyma ich tam dom.

Co was tak urzekło?

Kreta wygrywa pogodą. Ja nie znoszę zimy, pochmurnej aury, dostaję wtedy depresji. Za to bardzo lubię pływać, od małego mnie ciągnęło do wody. W Grecji lato trwa i trwa. A zimą nie jest źle. Najgorsze miesiące to styczeń i luty, co dwa lata jest gorsza pogoda, może być bardzo mokro. Dwa lata temu silne deszcze spowodowały na wyspie straty rzędu 100 mln euro, ale w tym roku było bardzo w porządku. W sumie jest niewiele niesłonecznych dni w roku. Podoba mi się też tutejszy styl życia – powolny, bez pośpiechu, “siga siga”. Jestem jak Grecy, wszystko robię na ostatnią chwilę, “avrio” – na jutro. Wiadomo, jedzenie jest pyszne i proste: świeże warzywa, sztandarowa grecka sałatka, do której dodają albo ser feta albo czasem mizithra, znakomita oliwa, oliwki.

I ta otwartość! Grecy spędzają czas na zewnątrz, nie zamknięci w czterech ścianach. Kolejnym plusem jest to, że o każdej porze doby czuję się tu bardzo bezpiecznie, mimo że jestem sama i nie jestem Greczynką. Nie boję się zostawić roweru niezapiętego. Przestępczość jest tu znikoma. Fajne jest też to, że Grecy nie przywiązują wielkiej wagi do rzeczy materialnych – wystarczy popatrzeć na ich samochody, czasem jeden służy im przez całe życie. Kreteńczycy biesiadują rodzinnie wieczorami, wszyscy razem, międzypokoleniowo, z dziećmi i dziadkami. Miło na to popatrzeć.

Jakieś minusy? Rysy na tym brylancie?

Niektórym przeszkadza, że Grecy działają powoli, że w urzędach trzeba czekać na załatwienie sprawy, że jest biurokracja i krótkie godziny pracy, a do tego wszystko rozciąga w czasie ich gadatliwość i nieskupianie się na pracy.

Czym dokładnie zajmujesz się w pracy?

W biurze, w którym pracuję już ponad dwa lata, zajmuję się zarówno obrotem nieruchomościami dla Greków, jak i dla cudzoziemców, sprzedażą i wynajmem tak długoterminowym, jak i krótkoterminowym przez Airbnb. Jeżdżę oglądać i pozyskuję nowe nieruchomości, robię im zdjęcia i opisy, zabieram do nich klientów. Opiekuję się też stroną internetową, portalami, gdzie się ogłaszamy. Jestem zatrudniona na pół etatu, ale mam bardzo dobre prowizje ze sprzedaży i wynajmu.

Powiedzmy, że chciałbym kupić dom na Krecie. Co miałabyś mi do zaoferowania?

Od razu uprzedzę, że nieruchomości na Krecie nie są tanie, Kreteńczycy cenią swoją ziemię, rzadko zdarzają się okazje. Mamy oferty od około 50 tys. euro aż do kilku milionów.

A na dom nad morzem ile trzeba przeznaczyć?

Mamy ofertę domu o powierzchni 86 mkw, z działką z ogródkiem w cenie 98 tys. euro. Morze oddalone jest o 6 km, troszkę je widać. A żeby było bliżej… Mam taką! Mieszkanie o powierzchni 60 mkw z dwiema sypialniami, 100 metrów od morza, w kompleksie ze wspólnym basenem, za 125 tys. euro.

Oj. Pandemia nie obniżyła cen?

Myślałam, że trochę spadną, ale wcale nie, właściwie rosną. Chyba dlatego, że tak mało było przypadków zachorowań w Grecji, szczególnie na Krecie.

Jak przeżyłaś lockdown? Na Krecie był mocno odczuwalny?

Powiem szczerze, że gdyby nie było dostępu do mediów, w ogóle bym nie wiedziała, że cokolwiek takiego się dzieje na świecie. Ponad dwa miesiące pracowałam z domu, ale wychodziłam z niego. Trzeba było najpierw wysłać sms albo wypełnić formularz i podać cel wyjścia – np. do sklepu, apteki. Choć wyjścia nie były limitowane, to trzeba to było zrobić, w przeciwnym wypadku groziły kary – najpierw grzywna 100 euro, później zwiększono ją do 300. Kontrola zdarzyła mi się tylko raz, kiedy jechałam samochodem służbowym na spotkanie z klientem. Policja sprawdziła wtedy dokument z pracy. Byłam zdziwiona, jak skrupulatnie Grecy dostosowali się do wszystkich wymogów i obostrzeń.

embed

Plaża Kouloura w Chalepie fot. Anna Szałowska / CreteMySecondHome

Teraz też widać niezwykłą dbałość o wymogi sanitarne – wszyscy z obsługi lokali gastronomicznych, sklepów są w maseczkach, wszędzie wystawione są dozowniki z płynem odkażającym. Jak mieszkańcy Krety odczuli brak turystów?

Rzeczywiście, to bardzo ważna gałąź gospodarki. O jej skali mówią liczby: kiedy zaczęłam tu przyjeżdżać, w 1996 roku mieszkańców było 560 tys., a Kretę odwiedziło ponad 3 mln przyjezdnych. I ta liczba odwiedzających zwiększa się z roku na rok. Spośród cudzoziemców najczęściej przyjeżdżają Brytyjczycy, Skandynawowie, bardzo lubią Kretę Włosi, jest też coraz więcej Polaków – coraz częściej słyszę tu nasz język.

Na ogół turyści powinni pojawiać się już od kwietnia, sezon zaczyna się od greckiej Wielkanocy. Tym razem było pusto do początku lipca. Wiele hoteli i restauracji nie zostało i nie zostanie otwartych, bo to się nie opłaca, a osoby, które w nich pracowały i odkładały pieniądze na miesiące zimowe, na pewno to odczują. Choć myślę, że globalnie na całej Krecie ten dziwny sezon odbije się w mniejszym stopniu niż na innych greckich wyspach. Czytałam wypowiedzi Polki, która mieszka na Rodos, z których wynika, że tam jest dramat. Kreta jest bogatsza, utrzyma się bez turystyki. Tutaj praktycznie każdy ma swoją ziemię, drzewa oliwne, owocowe. W naszej firmie nie odczuliśmy lockdownu, jest nawet więcej pytań o oferty niż przed nim, zwłaszcza o wynajem długoterminowy.

A jakie są nastroje mieszkańców w związku z otwarciem granic? Nie boją się, że turyści przywiozą koronawirusa?

Zdania są podzielone. Niektórzy uważają, że ten sezon i tak trzeba już spisać na straty, lepiej go przeczekać, niech to się wszystko uspokoi. Są pewne obawy, mówi się o kolejnym lockdownie, ponoć nawet szykuje się do niego lekarzy, namawiając do wzięcia wolnego teraz, bo od września może już nie być takiej możliwości. Zdarza się, że wykrywane są przypadki wirusa wśród cudzoziemców badanych od razu po przyjeździe do Grecji, ale nie jest tego dużo. Na Krecie o nich nie słyszeliśmy, tu na razie wszystko jest w porządku, nie ma mowy o niechęci do gości. Część mieszkańców wręcz liczy na to, że sezon wreszcie na dobre się zacznie i będą mogli zarabiać. Od połowy lipca ruch rzeczywiście się wzmógł, ale i tak jest znikomy w porównaniu do poprzednich sezonów. Wiesz co… Mnie to w ogóle nie przeszkadza! W Grecji ogólnie jest czysta woda w morzu, ale w lockdownie była wręcz krystaliczna, bo nie pływały statki wycieczkowe.

Jak lubisz spędzać tu czas?

Mieszkam w dzielnicy Chalepa, 2 km stąd [od weneckiego portu, wizytówki Chanii – red.]. Wynajmuję małe mieszkanko, mam piękny widok z tarasu na morze i na całą Chanię. Sporo zdjęć z tego tarasu ląduje na profilu. Odkąd mam aparat, wkręciłam się w robienie zdjęć, odkryłam swoją pasję. W lockdownie, kiedy nie miałam samochodu firmowego, kupiłam rower i dla zabawy nakręciłam jeden filmik z jazdy. Jakoś to się przyjęło i teraz większość czasu fotografuję, kręcę filmy i zajmuję się ich obróbką. Cieszę się, że się podobają. Bardzo lubię też pływać, nie boję się wypływać daleko w morze, potrafię przepłynąć bez problemu 4 kilometry. I tak jak każdy, lubię spacery, spotkania z przyjaciółmi. Mam tu grono znajomych Greków. Oni nie zaprzyjaźniają się szybko, trzeba czasu, by pozyskać ich zaufanie, ale przecież ja przyjeżdżałam już od 24 lat.

Które miejsca są twoimi ulubionymi?

W Chalepie jest nieznana plaża z klifami Agia Kyriaki, czyli Święta Niedziela, z pięknym widokiem na Chanię i góry. Lubię też miejsca typowo turystyczne, jak Falasarna na zachodnim wybrzeżu z piaszczystą plażą i pięknymi zachodami słońca. Jakakolwiek by nie była pogoda, woda jest tam zawsze przejrzysta. Warto też pojechać nad jedyne naturalne jezioro Kourna. Za miesiąc przyleci mój brat ze swoją dziewczyną, pojedziemy na różową lagunę Elafonisi, przejdziemy 18-kilometrowy wąwóz Samaria, najdłuższy w Europie i będziemy dużo pływać.

Poradź, co zabrać ze sobą do domu poza pięknymi wspomnieniami?

Najlepszą oliwę ekologiczną Biolea, wytłaczaną przy pomocy kamiennych żaren, co już się rzadko zdarza. Można ją dostać w jednym sklepie w Starym Porcie, pół litra kosztuje niemało, bo 11 euro, ale naprawdę jest najlepsza. Nie jest mieszanką, tylko pochodzi z jednego gaju oliwnego. Zresztą na Krecie trudno trafić na złą oliwę, Melissakis też jest dobra. Wyspa słynie też z oliwek, serów z mleka owczego, z miodu tymiankowego, ziół. Z alkoholi poleca się raki, ouzo i rakomelo na bazie miodu. A tobie co najbardziej spodobało się w Grecji?

Chyba natężenie niebieskiego. Morze i wyłaniające się z niego deus ex machina równie błękitne góry – wyspy.

Cały czas mnie zadziwiają, chwytają za serce. Te widoki chyba nigdy mi nie spowszednieją. W takim słońcu nawet odrapany stół czy krzesło wydają się piękne. A nasze Białe Góry, pokryte śniegiem od listopada do czerwca! Możesz pływać w ciepłym morzu i patrzeć na ośnieżone szczyty. Tak, myślę, że już tu zostanę.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułPomorskie. 902 osoby zakażone koronawirusem
Następny artykułDiabelskie bezprzewodowe. Teufel wprowadza słuchawki AIRY TRUE WIRELESS