A A+ A++

Na dwa miesiące przed pierwszym meczem na mundialu w Katarze reprezentacja Polski dostała lekcję nowoczesnego futbolu od Holandii, przegrywając 0-2 i to był najniższy wymiar kary. „Biało-Czerwoni” byli bezradni w ofensywie i w defensywie. Nie pomógł im nawet powrót liderów Wojciecha Szczęsnego, Kamila Glika i Roberta Lewandowskiego, którzy nie zagrali w czerwcu w Rotterdamie.

Czwartkowa porażka z kretesem jest tym bardziej smutna, że Czesław Michniewicz posłał do boju najlepszy skład, na jaki nas obecnie stać. Robert Lewandowski apelował o wsparcie drugim napastnikiem, ale selekcjoner uznał, że lepiej zastosować wariant z dwoma rozgrywającymi Piotrem Zielińskim i Sebastianem Szymańskim, którzy mieli zapewniać także dostarczanie podań w pole karne rywali.

Na wahadła trener “Biało-Czerwonych” posłał piłkarzy, których domeną jest ofensywa, czują się w niej znacznie lepiej niż w obronie. Chodzi oczywiście o Nicolę Zalewskiego i Przemysława Frankowskiego. Od początku na boisku dominowali jednak “Pomarańczowi”.

Już w drugiej minucie Daley Blind nie trafił w piłkę tuż przed bramką i zadźwięczały mi w uszach słowa, jakie przed meczem powiedział mi współkomentujący w Polsacie Sport Premium Andrzej Niedzielan: “Zobaczysz, Blind będzie grał bardzo wysoko, czasem nawet na pozycji napastnika”.

Zła seria Lewandowskiego. Jeszcze takiej nie było!

Koszmar defensywy Polaków. Depay niepilnowany

Nasz zespół nie wyciągnął z tego żadnych wniosków i za moment ustawił się koszmarnie w defensywie. Do tego stopnia, że w narożniku pola karnego Memphis Depay miał tyle miejsca, jakby znalazł się na plaży Bałtyku w deszczowy dzień. Rezerwowy napastnik Barcelony idealnie obsłużył wbiegającego z prawej strony w “szesnastkę” Dumfriesa, a ten podał tuż przed bramkę. Cody Gakpo wykonał wyrok wpychając piłkę do pustej bramki.

Bezradność w rozegraniu piłki była momentami przerażająca.

Gdy Nicola Zalewski zagrał na wolne pole do nikogo, Lewandowski mu pokazał, że mógł przecież przez bramkarza rozegrać akcję na drugą stronę, do Szymańskiego. Później Robert zachęcił Kiwiora, aby odważył się przekroczyć połowę i podążyć za akcją zespołu.

Dopiero po 38 minutach Lewandowski zagroziliśmy bramce rywali. Lewandowski posłał niesygnalizowane podanie do Zalewskiego, a ten uderzeniem w dalszy róg zmusił po raz pierwszy do interwencji Remko Pasveera.

Najwięcej problemów robili Dumfries z Berghuisem, którzy prawą flanką wjeżdżali w nasze pole karne jak w masło. Ten drugi dwa razy bezkarnie oddawał strzały z pola karnego.

Gwizdy na PGE Narodowym. Polska grała fatalnie

Krótkie przebłyski po wejściu Milika

Początek II połowy był obiecujący, również za sprawą wprowadzonego Arkadiusza Milika.

Zieliński pokazał mistrzostwo, penetrującym podaniem do Frankowskiego, który idealnie zagrał do Milika. Napastnik Juventusu zdecydował się na strzał bez przyjęcia, jednak przestrzelił! Za moment Szymański wpadł w pole karne, ale nieczysta trafił w piłkę, przez co ta minęła celu. Znacznie bliższy był wyrównania Milik, którego “bomba” z dystansu minimalnie przeszła nad poprzeczką.

Słabość naszej defensywy obnaży duet Steven Bergwijn – Vincent Janssen, który w II połowie zastąpił Depaya. Pierwszy rozegrał “klepkę” z Janssenem i na niewielkim dystansie zostawił daleko za plecami Jana Bednarka, by strzałem w prawy róg podwyższyć na 2-0. Janssen nic nie robił sobie z tego, że Kamil Glik próbuje mu utrudnić zadanie przytrzymywaniem za koszulkę.

To był najniższy wymiar kary. Holendrom wynik mógł skorygować jeszcze choćby Wout Weghorst, który po kontrze skiksował i posłał piłkę nad poprzeczką, podobnie jak Gakpo. Te sytuacje były efektem odważniejszego wyjścia defensywy Polaków, która była bezradna przy piłkach posyłanych za jej plecy, do szybkich wahadłowych Holandii.

Trener Michniewicz pozwolił zadebiutować w pierwszej kadrze Michałowi Skórasiowi i Mateuszowi Łęgowskiemu.

W końcówce doszło do lekkiej zadymy, Weghorst kopnął w głowę interweniującego Szczęsnego. Ten rzucił się do  rewanżu, za co dostał żółtą kartkę.

W doliczonych minutach do II połowy mieliśmy kłopoty z odzyskaniem piłki. Zniechęceni kibice coraz częściej gwizdami kwitowali taką grę “Biało-Czerwonych”. Sędzia się ulitował i skończył ten mecz, a spiker podziękował fanom za przybycie. Sęk w tym, że taka postawa zespołu nie tylko nie przyciąga na stadiony, ani też nie napawa optymizmem na dwa miesiące przed MŚ w Katarze.

Pomimo porażki Polacy zachowują szanse na utrzymanie się w Dywizji A Ligi Narodów, gdyż Belgia pokonała ostatnią w tabeli Walię, z którą na wyjeździe zmierzymy się już w niedzielę. 

Liga Narodów:

Polska – Holandia 0-2 (0-1)

Bramki:

0-1 Cody Gakpo (14. z podania Dumfriesa), 0-2 Steven Bergwijn (60. Z podania Janssena)

Polska: Szczęsny – Bednarek, Glik, Kiwior – Frankowski (79. Bereszyński) Krychowiak, Linetty (46. Milik), Zalewski (79. Skóraś) – Szymański (70. Klich), Lewandowski, Zieliński (86. Łęgowski).

Holandia:Pasveer – Timber, van Dijk, Ake – Dumfries, Koopmeiners (5. Berghuis, 75. Taylor), de Jong (46. De Roon), Blind – Bergwijn (75. Weghorst), Gakpo, Depay (52. Janssen).

Sędziował Alejandro Hernandez z Hiszpanii.

Żółte kartki: Szczęsny oraz Ake, Dumfries.

Widzów 56 673.

Z PGE Narodowego Michał Białoński

INTERIA.PL

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułWicemistrzowie świata w formie. Nie pomógł nawet cudowny gol Eriksena
Następny artykułLiga Narodów. Belgowie łaskawi dla Walijczyków, ale z kompletem punktów