A A+ A++

U boku Marty Lempart, samozwańczej przywódczyni „rebelii” kobiet, pojawiła się na konferencji prasowej Agnieszka Czerederecka, która zapewne niedługo będzie miała w Wikipedii biogram trzy razy dłuższy niż Aleksandra Piłsudska, ale na razie musi wystarczyć rekomendacja Gazety Wyborczej, która tej warszawskiej działaczce strajku kobiet i organizatorce „czarnych marszy” w stolicy przyznała w 2016 roku laur „Człowieka Roku (nagroda zbiorowa, razem z Martą Lempart, Magdaleną Gałkiewicz i Klementyną Suchanow).

Pani Czerederecka oznajmiła na wspomnianej wyżej konferencji:

11 listopada od lat wygląda u nas tak, że bojówki Bąkiewicza, naziolskie…naziolscy bandyci latają tutaj po ulicach i świętują, ich zdaniem odzyskanie niepodległości, my zmieniamy tą tradycję. Od dziś, ponieważ Polska jest kobietą, będziemy świętować dzień niepodległości 28 listopada.

Czemuż właśnie wtedy? Bo to jest 102 rocznica uzyskania praw wyborczych przez Polki.

Polska nie jest kobietą

Polska nie jest kobietą. Polska jest ojczyzną kobiet, mężczyzn i dzieci i nawet odgrzewanie hasła Partii Kobiet, którą kiedyś powołała Manuela Gretkowska nic nie pomoże, tak jak nie pomogło owej partii, która w kolejnych wyborach, czy to samorządowych, czy parlamentarnych, ponosiła sromotną klęskę.

Święto Niepodległości to nie tylko marsz w Warszawie, to setki różnego rodzaju wydarzeń na terenie całego kraju, wystaw, koncertów, spotkań. To dzień, w którym wspominamy naszych przodków, dzięki którym po 123 latach niewoli Polska odzyskała niepodległość i oddajemy im hołd. W wielu miejscowościach ludzie potrafią ponad podziałami świętować godnie, uroczyście, ale także z uśmiechem na ustach najważniejszą dla Polaków rocznicę.

To prawda, że Polki jako jedne z pierwszych w Europie uzyskały w 1918 roku prawa wyborcze, ale nie dlatego, że maszerowały po ulicach i krzyczały do zaborców „wypier…ć”, ale ramię w ramię z mężczyznami o tę niepodległość walczyły i to nie tylko słowami, ale także czynami. Owszem, organizowały tajną oświatę, prowadziły działania kulturalne i  dyplomatyczne zagranicą, zabiegając u międzynarodowej opinii publicznej o wsparcie dla polskich niepodległościowych dążeń, ale także uczestniczyły w działalności konspiracyjno-bojowej, dając często przykłady niespotykanego męstwa. Organizacje kobiece mocno podkreślały swój patriotyzm i zaangażowanie w walkę o niepodległość, zaprzeczając opiniom, iż „”szkoda czasu na walkę o prawa kobiety, potrzebnego na walkę narodową”, bo były przekonane, że równouprawnienie przyjdzie wraz z wolną Polską.

Wyzwolenie narodu to wyzwolenie kobiety

Cecylia Walewska w książce „Nasze bojownice” (1935) pisała:

Idea wyzwolenia kobiety łączyła się tak ściśle z dążeniem do wyzwolenia narodu, z żarem najgłębszego patrjotyzmu, największych ofiar w imię dobra ojczyzny, z ciągłem niesieniem kaganka w podziemiach, że często, może najczęściej, hasła główne służyły jako płaszcz ochronny dla innych niedozwolonych.

W 1912 roku powołano żeńskie oddziały Polskich Drużyn Strzeleckich, kobiety w męskich ubraniach i pod pseudonimami walczyły w Legionach Piłsudskiego (w konspiracji, bo  Piłsudski był przeciwnikiem udziału kobiet we czynnych walkach), w 1913 roku założono Ligę Kobiet Pogotowia Wojennego, o której Maria Dąbrowska (była na jej spotkaniu założycielskim) pisała w swoich dziennikach, że  zaszczyt kobiecie przynosi, gdyż :

mimo swej kobiecości Liga Kobiet nie była gadatliwa i nieostrożna i była to zapewne jedyna organizacja tajna, która się jako taka za czasów Moskali nie wysypała.

I właśnie to zaangażowanie kobiet w walkę o niepodległość było jednym z najpoważniejszych argumentów za przyznaniem im praw wyborczych, bo jak pisała założycielka Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego, Izabella Moszczeńska:

Jakkolwiek działalność Ligi Kobiet PW nie była podyktowana żadnymi feministycznymi kalkulacjami, lecz wynikała z patriotyzmu czystej wody [..], jasną było rzeczą, że może ona stać się bardzo silną dźwignią sprawy równouprawnienia kobiet w państwie polskim.

I stała się, ale nie 28 listopada, jak twierdzi pani Czerederecka, ale już siódmego, wraz z powstaniem rządu Ignacego Daszyńskiego, co zostało później potwierdzone dekretem Tymczasowego Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego, o ordynacji wyborczej do Sejmu Ustawodawczego (28.11.1918), który stanowił, że  „wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci”. I nie tylko wyborcą, bowiem pierwszymi posłankami były Gabriela Balicka, Jadwiga Dziubińska, Irena Kosmowska, Maria Moczydłowska, Zofia Moraczewska, Anna Piasecka, Zofia Sokolnicka oraz Franciszka Wilczkowiakowa. Panie ze strajku kobiet niech sobie sprawdzą w źródłach, czym sobie zasłużyły na godność posła Rzeczypospolitej…

A co wy dla polskich kobiet zrobiłyście?

Samozwańcze przywódczynie kobiet przypomniały sobie o antenatkach w 102 rocznicę uzyskania przez Polki praw wyborczych. Gdzie były w tą okrągłą, stulecia? Tylko Liga Kobiet Polskich, dogorywająca na obrzeżach działalności organizacji pozarządowych, zdobyła się na urządzenie wystawy „Kobiety w walce o niepodległość”, być może dlatego, że jej korzenie sięgają 1918 roku, kiedy to wspomniana już Liga Kobiet Pogotowia Wojennego połączyła się z Ligą Kobiet Galicji i Śląska Cieszyńskiego we wspólną organizację, czyli właśnie Ligę Kobiet Polskich. Jej pierwszą przewodniczącą została Maria Dulębianka, a na okolicznościowej pocztówce, którą wydano po  jej śmierci , widnieją następujące słowa, które w ubogim skrócie pokazują, jaką była kobietą i działaczką:

Artystka, malarka, gorąca patryotka, działaczka społeczna, propagatorka idei równouprawnienia kobiet, inicjatorka licznych instytucji narodowych i społecznych, orędowniczka ubogich, padła dnia 7. mar­ca 1919 r. ofiarą zarazy, zwiedzając jako delegatka Czerwonego Krzyża ukraińskie obozy internowanych.

Gdyby panie ze strajku kobiet choć trochę znały historię Polski, być może zdobyłyby się na chwilę refleksji i porównały osiągnięcia tych kobiet, walczących o niepodległość Polski, która, w co święcie wierzyły, przyniesie także równouprawnienie, ze swoją działalnością i zadały sobie pytanie : A co my dla polskich kobiet zrobiłyśmy? Wyprowadziłyśmy na ulicę pod hasłami „wypier…ć” i „jeb…ć”? Żądaniami ustąpienia rządu? Likwidacji Kościoła? Lżeniem policjantów? Gdzie jest ta nasza codzienna działalność, opieka i poradnictwo, gdzie są te domy samotnych matek, które prowadzimy, działania edukacyjne, prawne, obywatelskie inicjatywy ustawodawcze, oprócz tej żądającej aborcji na życzenie, na przykład zrównujących płace kobiet i mężczyzn?

Marta Lempart et consortes chcą nam ukraść Święto Niepodległości, biało-czerwone flagi zastąpić tęczowymi, patriotyczne hasła wulgaryzmami, a polskie godło czerwonymi błyskawicami. To kolejna próba niszczenia polskich symboli i wartości, a przede wszystkim tradycji, czyli tego wszystkiego, co w warstwie idei jest fundamentem silnej wspólnoty i silnego państwa.. Najpierw niszczy się i bezcześci te symbole i wartości, które dla wielu Polaków są święte, bo związane z ich wiarą, plugawiąc wizerunki Matki Boskiej, Najświętszego Sakramentu, kościoły i pomniki, teraz sięga się po niepodległościową tradycję, chcąc sprowadzić walkę narodu o wolne państwo, przypłaconą ofiarami i krwią, do feministycznych haseł o równouprawnieniu.

Krzyczą „to jest wojna” i nie ukrywają, że idą po władzę. Być może kiedyś słyszały fejkową wersję słów Lenina, że nawet kucharka może rządzić państwem, tylko że prawdziwy cytat brzmi: „ „Nie jesteśmy utopistami. Wiemy, że nie każdy robotnik, nie każda kucharka, z dnia na dzień będą potrafili rządzić państwem” („”Czy bolszewicy utrzymają władzę państwową?” 1017 r.).

Osobiście, gdybym znalazła się w tak ekstremalnej sytuacji, że musiałabym wybierać mniejsze zło, wolałabym, żeby państwem rządziła kucharka, a nie Marta Lempart i jej koleżanki.

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułZima nie zaskoczy drogowców na Podkarpaciu? GDDKiA jest przygotowana na śnieg już od połowy października
Następny artykułRząd przedstawił plan działania na nadchodzący czas – 100 dni solidarności w walce z COVID-19