Historia jak z filmu. 30-latek z Polski pisze historię
Kamil Nalepka to trenerskie odkrycie. Od momentu, gdy przejął PGE Projekt Warszawa, napisał w klubie historię. – Czy jest to obciążające mentalnie? Tak. Nie okazuję większych emocji na boisku, ale naprawdę w środku we mnie się gotuje – mówi 30-latek.
Kamil Nalepka nigdy wcześniej nie prowadził żadnego zespołu jako główny szkoleniowiec. Ostatnio pracował jako asystent w PGE Projekcie Warszawa, który był w sporym kryzysie. Jeden z czołowych polskich zespołów był o krok od odpadnięcia po fazie grupowej Ligi Mistrzów, a jego gra wyglądała po prostu źle.
Fiński szkoleniowiec w styczniu zrezygnował i szefostwo klubu zdecydowało, że czas dać szansę Kamilowi Nalepce. Mający zaledwie 30 lat trener jest młodszy od części swoich zawodników, przejął drużynę w rozsypce, ale był w stanie błyskawicznie ją poukładać. Awansował po raz pierwszy w historii klubu do półfinału Ligi Mistrzów, a także półfinału PlusLigi.
ZOBACZ WIDEO: “Mamy zespół, który cieszy oko”. Powiedział to od razu po meczu
Arkadiusz Dudziak, WP SportoweFakty: Jak się czujesz jako pierwszy w historii trener, który wprowadził PGE Projekt Warszawa do ćwierćfinału Ligi Mistrzów?
Kamil Nalepka, trener PGE Projektu Warszawa: Cieszy mnie pierwszy mecz i to, że byliśmy w stanie zakończyć rywalizację w dwóch setach. To, że wygraliśmy na wyjeździe 3:1, miało wpływ na to, że podeszliśmy do drugiego meczu luźniej. W razie niepowodzenia w rewanżu mieliśmy przecież szansę w złotym secie. Kluczowym elementem ćwierćfinału Ligi Mistrzów było właśnie spotkanie w Warszawie. Tam drużyna z Lublina zagrała lepiej niż w rewanżu.
Bogdanka LUK zaczęła mocno pierwszego seta. Ten początek dał mi jasny sygnał, że jeżeli sobie przyjmiemy piłkę, to na dystansie meczu, w grze, zdobędziemy dwa sety potrzebne do awansu. Wziąłem też szybko czas, zawsze to robię, bo nie chcę, żeby przeciwnik się rozpędził. Graliśmy lepszą siatkówkę od LUK-u Lublin.
Jakie cele sobie postawiłeś, gdy obejmowałeś drużynę w styczniu w kryzysowym momencie? Co chciałeś zmienić?
Pracuję w PlusLidze już parę lat i wiem, jak się gra najważniejsze mecze. Wiedziałem, że musimy poprawić naszą grę ofensywną. Nie tylko byliśmy mało skuteczni, ale przede wszystkim nie było cierpliwości. Graliśmy szybko, a na tym cierpiała dokładność. Teraz jest na odwrót. Tego nauczyłem się od poprzednich trenerów, z którymi pracowałem.
Starałem się skoncentrować na prostych rzeczach. Przejąłem zespół w niedzielę, a w środę w tym samym tygodniu graliśmy z Montpellier de facto o wyjście z grupy w Lidze Mistrzów. Nie byłem w stanie zmienić wiele w tym czasie. Wskazałem trzy, cztery najprostsze rzeczy do poprawy, które mogliśmy zmienić szybko. Widzę te zmiany, że zespół je podłapał i gra po prostu lepiej.
Jak czułeś się z tak dużą odpowiedzialnością? Było ci ciężko?
Nie chcę mówić, że nie miałem wyjścia. Gdy dostałem telefon od prezesa i od rady drużyny, to się nie wahałem. Wiedziałem, że mam tylko jedno wyjście – przejąć zespół i poprowadzić go do jak najlepszej gry. Marzyłem o takiej szansie, ale nigdy nie chciałem tego robić w trakcie sezonu. Miałem inne plany. Myślałem, że coś takiego mogłoby się zdarzyć za parę lat, jeśli ktoś mi zaufa.
Czy jest to obciążające mentalnie? Tak. Nie okazuję większych emocji na boisku, ale naprawdę w środku we mnie się gotuje.
Tego spokoju nauczyłeś się od Nikoli Grbicia? W końcu w kadrze pracujesz przez ostatnie cztery sezony.
Jest bardzo dużo we mnie z Nikoli Grbicia, ale też z innych trenerów, z którymi przecięły mi się drogi. Zawsze w drużynach miałem okazję pracować raczej ze spokojnymi szkoleniowcami. Mimo że gotuję się w środku, mam tętno 150, to staram się nie okazywać tych emocji. Nie jestem po to, by skakać i wariować przy linii, tylko by pokazać chłopakom, że ciężkich momentach panuję nad sobą i jestem w stanie im pomóc.
Dwa miesiące to dużo czy mało czasu, by zmienić grę?
I tak i nie. My gramy dwa razy w tygodniu i w zasadzie nie mieliśmy dużo czasu. To wygląda tak, że gramy mecz, mamy dzień wolny, trening, wyjazd, trening u przeciwnika i znowu mecz. Dlatego wiedziałem, że nie mogę zacząć budować od zera i tego, jak ja widzę siatkówkę. Plan był i dalej jest prosty. Zmienić podstawowe elementy, co przyniesie nam szybką korzyść.
Te mecze Ligi Mistrzów to najlepsze wasze spotkania w tym sezonie?
Miejmy nadzieję, że najlepsze mecze jeszcze przed nami. Mecz z Trentino w 1/8 Ligi Mistrzów stanowił przełamanie. Gramy dobrą siatkówkę i paradoksalnie nie trenujemy wiele. Staramy się to wszystko wypośrodkować, bo finalnie najważniejsze są spotkania i wyniki. Mamy doświadczonych zawodników i nadrabiamy brak treningu analizą wideo, zwłaszcza naszej gry, która mówi nam, co możemy zrobić lepiej. Widzę naprawdę dużą poprawę.
Sporo gra 23-letni atakujący Bartosz Gomułka, który wskoczył do składu za twojej kadencji, ale liderem ofensywy jest Bartosz Bednorz, zwłaszcza w ostatnich meczach.
Cieszy mnie, że Bartosz Gomułka gra równo. Ma duże wsparcie w chłopakach. Gomułka trzyma bardzo stabilny poziom i jest po prostu równiejszy niż Linus Weber. To ogromna wartość, bo odciąża nam lewe skrzydło. Wygrywamy jednak jako zespół.
Jak duże rezerwy drzemią jeszcze w drużynie pod kątem Ligi Mistrzów i walki w PlusLidze?
Mam nadzieję, że mamy jeszcze rezerwy. Jednak jak patrzę na naszą postawę z ostatnich tygodni, to skłamałbym, gdybym powiedział, że nie prezentujemy dobrej siatkówki. Gramy przede wszystkim skutecznie. Moje zadanie jest takie i musimy zrobić to ze sztabem, by utrzymać to do końca sezonu. Skończy się on dla nas na Final Four w Turynie, miejmy nadzieję, że na finale Ligi Mistrzów.
*Rozmawiał i notował Arkadiusz Dudziak
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS