A A+ A++

Problemy z certyfikatami maseczek ochronnych są już powszechne. To powinno skłonić skarbówkę do ostrzeżenia przed skutkami sprzedaży takich produktów.

Noszenie maseczek ochronnych to nie tylko wymóg prawny czasu epidemii, ale też zdrowego rozsądku. Gdy liczba zakażonych koronawirusem zbliża się w Polsce do 20 tys., a codziennie wykrywa się 200–400 nowych zakażeń, maseczki stają się produktem pierwszej potrzeby, nie tylko dla medyków.

Niestety, w ostatnich dniach wyszło na jaw, że znaczna część przywożonych do kraju maseczek nie ma odpowiednich certyfikatów potwierdzających ich odporność na przepuszczanie czynników chorobotwórczych. Kłopoty takie wystąpiły nie tylko w głośnej sprawie maseczek zamówionych dla rządu przez KGHM. Problem z fałszywą dokumentacją miała też m.in. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.

Tymczasem to właśnie pełnowartościowe maseczki są najbardziej cenione jako najlepiej chroniące przed zakażeniem. Jak zauważa prof. Marcin Czech, epidemiolog ze Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, do wyrobów medycznych certyfikowanych według unijnych standardów CE można mieć większe zaufanie niż do zwykłych maseczek, które takiego certyfikatu nie mają lub mają fałszywy. Przyznaje on, że maseczka maseczce nierówna.

– Te, których używamy w szpitalach na salach operacyjnych, w znacznym stopniu są odporne na przepuszczanie aerozoli zawierających zarazki. Na tym właśnie polega sens ich certyfikacji, by miały cechy np. odporności na zawilgocenie, a to ono właśnie sprzyja przenikaniu czynników chorobotwórczych – wyjaśnia prof. Czech.

Dla niejednego handlowca maseczki wysokiej klasy mogą być zatem atrakcyjnym towarem. Także od strony podatkowej, bo przysługuje im 8-procentowa stawka VAT. Jednak, jak przypomina Agata Dziwisz, adwokat w kancelarii Kochański i partnerzy, ta preferencja przysługuje tylko maseczkom, które są środkiem ochrony osobistej albo wyrobem medycznym.

– Aby wprowadzać takie wyroby na rynek, trzeba ocenić zgodność według ustawy o wyrobach medycznych. Powinien o to zadbać podmiot wprowadzający takie towary na rynek i udostępnić stosowną dokumentację firmom, które będą takie maseczki sprzedawały na rynku – zauważa ekspertka. I dodaje, że na rynku jest dostępnych wiele różnych ich rodzajów, więc ocena, czy maseczka może skorzystać z 8-procentowej stawki, zależy od konkretnego przypadku.

Poprosiliśmy Ministerstwo Finansów o ocenę ryzyka różnych nieprawidłowości podatkowych związanych z niewłaściwą stawką podatku na maseczki. Po ponad dwóch tygodniach nadeszła ogólnikowa odpowiedź: „Podczas kontroli sprawdzana jest rzetelność dokonywanych transakcji gospodarczych, jak również prawidłowość stosowanych stawek podatkowych i ich zgodność z obowiązującymi przepisami”.

Zdaniem doradcy podatkowego Mariusza Korzeba w obecnej sytuacji MF i służby skarbowe powinny wyraźnie ostrzegać przedsiębiorców o ryzyku nieprawidłowości, choćby w formie wyjaśnień. Tak już bywało np. w przestępstwach karuzelowych z użyciem laptopów czy smartfonów.

– Ostrzeżenia te bywały spóźnione, bo administracja skarbowa musiała wcześniej zidentyfikować problem. Teraz widać wyraźnie, że jest problem z brakiem właściwych certyfikatów. Prewencyjne działanie będzie na pewno lepsze niż późniejsze kontrole i wykrywanie nieprawidłowości – sugeruje Korzeb.

Źródło: Rzeczpospolita

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
Poprzedni artykułSpory o dotacje komplikują rozliczenie
Następny artykułCzwartek pogodny w całym kraju. Na Dolnym Śląsku temperatura sięgnie 19 stopni