A A+ A++

– To żart – uznała Anna Moskwa, polska minister ds. klimatu. Podobnie dosadna była wypowiedź hiszpańskiej minister: – To słaby żart – powiedziała Teresa Ribera. Obie polityczki uczestniczyły w czwartek w posiedzeniu ministrów ds. energii UE i tymi słowami odniosły się do przedstawionej dwa dni wcześniej przez Komisję Europejską (KE) propozycji korygującej zawyżone ceny gazu.

Polska i Hiszpania są w awangardzie krajów dopominających się od miesięcy o unijny limit na cenę importowanego gazu. Ale uważają, że to, co przedstawiła KE, nie odpowiada na ich oczekiwanie. – To nawet nie jest punkt wyjścia do dyskusji – uznała Moskwa.

Takim krajom jak Polska nie podobają się wyśrubowane kryteria uruchomienia mechanizmu. Chciałyby limitu cenowego, który ograniczy faktycznie koszty importu, co miałoby się przełożyć na poprawę sytuacji gospodarstw domowych i firm poprzez niższe rachunki za energię.

KE natomiast zaproponowała mechanizm zapobiegający nadzwyczajnym zwyżkom cen energii. Po pierwsze, cena na rynku TTF (ulokowany w Holandii główny hub dla transakcji gazowych) w transakcjach terminowych opiewających na miesiąc musi być przez przynajmniej ostatnie dwa tygodnie wyższa niż 275 euro/MWh. Po drugie, różnica między tą ceną a światową ceną LNG musi wynosić przez ostatnie dziesięć dni więcej niż 58 euro. Oba warunki muszą być spełnione jednocześnie.

Chodzi zatem o sytuację, gdy gaz jest naprawdę drogi, ale jednocześnie ta wysoka cena nie jest uzasadniona obiektywnymi warunkami, bo wyraźnie odbiega od poziomu, które płacą inni odbiorcy na rynku globalnym. To bardzo wyśrubowane kryteria, gdy spojrzymy na obecną sytuację na rynku i cenę gazu na poziomie oscylującym powyżej 160 euro. Gdyby odnieść kryteria KE do przeszłości, to tylko w sierpniu 2022 r. gaz był droższy, niż proponowane teraz limity. Ale nawet wtedy taka sytuacja nie utrzymała się przez dwa tygodnie, co – według KE – byłoby wymagane do uruchomienia mechanizmu. Nic zatem dziwnego, że państwa postulujące limit cenowy są zawiedzione projektem Komisji.

Czytaj więcej

Ale mechanizm korygujący nadmierne ceny nie spotkał się także z entuzjazmem państw sprzeciwiających się od miesięcy limitowi cenowemu. Dla takich krajów jak Niemcy czy Holandia zawarte w propozycji zabezpieczenia nie są wystarczające do zapobieżenia sytuacji, gdyby doszło do problemów z dostawami.

One panicznie boją się scenariusza, w którym dostawcy LNG, zrażeni limitem cenowym w UE, przekierowują gazowce do innych portów. Boją się też, że w razie sztucznego obniżania ceny tego surowca odbiorcy mogą nie mieć motywacji do zmniejszania konsumpcji. A to jest niezbędne, bo na rynku globalnym brakuje teraz gazu i wszystkie problemy biorą się właśnie z niedopasowania popytu i podaży.

Zdanie Niemców i Holendrów podzielają zresztą eksperci zewnętrzni, a także ci, którzy pracują w KE. – Oni są przeciwni jakiejkolwiek ingerencji. Ten mechanizm przygotowali, bo kazała im góra, bo takie jest polityczne zlecenie – mówi nam nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE.

Niezgoda państw na propozycję KE nie jest raczej podstawą do kompromisu. – Wszystkie strony są niezadowolone. Ale to nie jest takie typowe niezadowolenie, na którym da się zbudować kompromis – powiedział Sven Giegold, niemiecki sekretarz stanu ds. klimatu. Według niego do porozumienia ostatecznie dojdzie, ale będzie się ono musiało opierać na innych parametrach. Kolejne spotkanie ministrów ds. energii zaplanowano n … czytaj dalej

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułEA przeprasza za wdanie się w „pyskówkę” z fanami
Następny artykułDisney usunął najnowszą produkcję Marvela z Disney+ z powodu wielkiego spoilera. Fani krytykują studio