Była żona Jacka Jaworka na łamach Onetu opowiedziała swoja historię. Jak wyznała Jaworek dla obcych był zupełnie inny niż w domu, gdzie rządził krzykiem, pogardą i kontrolą. Wszystko zależało od jego nastroju. Zdaniem kobiety „najgorsza była nieprzewidywalność”. Jaworek najczęściej stosował poniżanie, krzyk i zastraszanie. Była żona wspomina, że lubił kontrolę, ale nie lubił odpowiedzialności. Z ojcem nie chciały też mieszkać dzieci. Miały wtedy po 18, 14 i 10 lat.
Po złożeniu wniosku o rozwód Jaworek robił wszystko, aby został wycofany. Podczas rozpraw był bardzo agresywny. W trakcie badań krzyczał na psychologa sądowego i obrażał personel. Ograniczono mu prawa rodzicielskie, ale nie zniknął z życia rodziny. Jaworek podszył się pod swoją żonę w mediach społecznościowych. Sprawa została jednak umorzona ze względu na „niską szkodliwość czynu”.
„To był dla mnie moment, w którym poczułam, że system nie rozumie, czym jest nękanie. Że dla instytucji liczą się głównie spektakularne działania, a nie długie, ciche zastraszanie” – podkreśliła kobieta. Była żona zaprzeczyła, że Jaworek nie umiał korzystać z internetu. Stwierdziła, że „to bzdura” i dodała, że „potrafił obserwować”. W związku ze sprawą o podział majątku Jaworek „swoje rzeczy porozwoził po znajomych, aby nie można było ich zająć”.
„Spowiedź” byłej żony Jacka Jaworka. „Miałam wrażenie, że oglądam powtórkę z własnego życia”
Po rozwodzie nie płacił alimentów, za co potem został skazany. Kobieta wspomina, że jej były mąż „cały czas nie dawał o sobie zapomnieć”. Była żona wspomina też o mediacjach ws. podziału majątku i o tym, że wtedy „uderzyła ją bezradność systemu”. Ubolewa, że nie dostała wówczas wsparcia. Kobieta przyznała że kiedy na początku 2021 r. bratowa Justyna napisała jej, że Jaworek o nich zamieszkał, miała „wrażenie, że ogląda powtórkę z własnego życia”.
„Ostrzegłam, że psychicznie ich wykończy. Odpisała mi, że już to robi” – wspomniała była żona. Niewiele mogła jednak zrobić, bo jej były mąż odziedziczył dom w Borowcach i był jego współwłaścicielem. „Chciał im umeblować życie dokładnie w taki sam sposób, jak wcześniej zrobił to nam” – relacjonuje kobieta. Jaworek „nie potrafił pogodzić się z rozwodem”. Słowa o „przysiędze do grobowej deski” były dla byłej żony groźbą. Potem usłyszała, że nie można tak tego traktować.
Jaworek w marcu 2021 r. trafił do więzienia za niepłacenie alimentów. Justyna założyła sprawę o podział majątku. Po powrocie Jaworek schował do bagażnika auta wiatrówkę. Interesował się bronią i militariami. Bywało też, że strzelał na wsi do tarcz. Powrót Jaworka oznaczał dla Justyny piekło – prowokacje, złośliwości, celowe utrudnianie życia. W czerwcu bratowa zauważyła u Jaworka broń na ostre naboje.
Była żona Jacka Jaworka przerwała milczenie. Tak została potraktowana przez policję
Po rozprawie o podział majątku wyznaczono termin przekazania rzeczy. Podczas drugiej próby Jaworek nie chciał zrealizować postanowienia sądu i jednocześnie ruszyć się sprzed bloku. Była żona zgłosiła policjantowi, że były mąż ją prześladuje. Odpowiedział, że nie może nic z tym zrobić i polecił poinformowanie dyżurnego. „Ciekawe, co pan zrobi, jeśli stanie się nam krzywda” – powiedziała funkcjonariuszowi kobieta. Dyżurny z kolei odmówił wysłania patrolu.
Zaznaczył, że nie ma do tego podstaw. Była żona opowiedziała, że dwa dni później Jaworek uszkodził zamek do piwnicy. Policjant drwił, że „jutro pewnie pogodzi się z mężem”. Odmówiono jej przyjęcia zgłoszenia bez rachunku od ślusarza. Po wymianie zamka kobieta złożyła zawiadomienie o próbie włamania. Tydzień później na przesłuchaniu ws. alimentacji powiedziała, że „boi się o bezpieczeństwo swoje i dzieci”. Sprawa wiatrówki została zbagatelizowana.
Po zawiadomieniu o włamaniu policja szukała Jaworka. Wówczas zagroził Justynie, a bratowa razem z mężem dzień później złożyła zawiadomienie o groźbach. Była żona po morderstwie „była załamana”. Usłyszała, że policja może wywieźć ją i dzieci. Zmiana życia zabrzmiała jak kara. Funkcjonariusze wspomnieli, że nie ma innej formy ochrony. Kobieta wspomniała, że następne tygodnie to pokaz urzędniczej bezduszności. Nie mogła m.in. zmienić nazwiska najmłodszemu synowi.
Obawiała się, że będzie następną ofiarą. „Pan Jacek Jaworek nie jest chorobą”
Wszystko przez to, że zgodę na musiał wyraził ojciec. Była żona zaczęła leczyć się psychiatrycznie, brała leki i poszła na zwolnienie lekarskie. W pewnym momencie ZUS postanowił zweryfikować zasadność L4. Doktor powiedziała, że „pan Jacek Jaworek nie jest chorobą”. Kobieta nie wierzyła, że Jaworek popełnił samobójstwo. Obawiała się, że razem z dziećmi będzie następnym celem. Rok po zabójstwie chciała skorzystać z ochrony, ale było reakcji.
Była żona nie mogła też sprzedać mieszkania przez to, że nie mogła wymeldować byłego męża. Udało się to dopiero po 10 miesiącach. Kobieta relacjonuje, że jej rodzina w obawie przed strachem rozdzieliła się na kilka adresów. Po przeprowadzce strach jednak nie zniknął. Była żona raz zobaczyła mężczyznę podobnego do Jaworka, ale nie była pewna, czy to on, czy jej wyobraźnia. Kobiecie udało się zmienić nazwisko najmłodszego syna w 2024 r.
Była żona po namowach ponowie złożyła wniosek o ochronę i znowu dostała odmowę. Okazało się w sprawie nie jest pokrzywdzoną, tylko świadkiem, co było dla niej „szokiem”. Ubolewała, że potraktowano ją tak, jakby sprawa jej nie dotyczyła. Kobieta usłyszała, że powinna też złożyć zawiadomienie o groźbach. Wypomniała, że było to 2,5 roku po zabójstwie i po tym jak zbagatelizowano jej zawiadomienie w tej sprawie.
Mówiła, kto może pomagać Jaworkowi. „Im więcej czytam teraz akt, tym więcej widzę nieścisłości”
Była żona powiedziała też po śmierci Jaworka, że wskazywała, że mogą mu pomagać osoby z rodziny, ale nie podjęto żadnych reakcji. Nabrała przekonania, że przez lata była traktowana jak osoba z bujną wyobraźnią. „Im więcej czytam teraz akt, tym więcej widzę nieścisłości. W zeznaniach pojawiały się zdania, które brzmiały jak gotowe formułki. W protokołach brakowało informacji, o których mówiłam wprost” – opowiadała była żona Jaworka.
Miała wrażenie, że ktoś wybierał z jej słów dwa zdania na zasadzie, że to „wystarczy”. Kobieta tłumaczy, że mówiła o tym, że groźby, nękanie, broń, obsesja i eskalacja to jeden obraz, a nie osobne sprawy. Przyznaje, że po kolejnych umarzanych pismach zastanawiała się czy warto to robić, a po zabójstwie zastanawiała się, czy nie powinna tego robić bardziej zdecydowanie. Tłumaczy, że to przerzucenie odpowiedzialności na ofiarę.
Była żona Jaworka złożyła w prokuraturze zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków przez organy ścigania. Wyjaśnia, że co jakiś czas słyszy o kolejnej tragedii, w której ktoś zgłaszał, prosił, czy ostrzegał, ale nie dostał pomocy. Dodała, że podobne czerwone lampki zapalają się w tysiącach domów. Kobieta zarzuca instytucjom, że często mówią o „braku podstaw”. Podsumowała, że przemoc na to nie czeka, a agresor uczy się, że może więcej. Zakończyła, że zareagowano po tragedii.
Czytaj też:
Jak wyglądało ukrywanie się Jaworka? Mogła mu pomagać nie tylko ciotkaCzytaj też:
Jacek Jaworek miał w kryjówce telewizję, siłownię, a nawet ulubiony fotel. Nowe fakty
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news
Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS