Słowo adwent wywodzi się z łaciny i oznacza oczekiwanie na narodziny Chrystusa. Na Mazurach był to czas, w którym szykowano się do świąt, czyli Godów. „Piekły kołace, myjo izbo” – mówiono przygotowując się także religijnie.
Na dworze to sie ustazili, a kazdy z otworzonym kancjonałem [śpiewnikiem]. Na przodźku to zawdy [zawsze] posła młodziez z to gziazdo, chtórno zrobzili i w chtórno wetkneli śweckie, zeby było ładni i zeby było jaśni. Ludzie zaceni śpsiewać i tak cała gromada rusyła. Ludzie latarniami sobzie przyśwecali, żeby eno kazdy dojrzał w kancjonale. I tak obeśli cało zieś ze śpsiewaniem i radościo na licu, a razem z niemi ciesyła się ta nocka, te gziazdy, ten niesiącek [księżyc], jednak ta radość była z serca, ale nabozna, i Bóg jem błogosłaziuł i dał jem sceście w roli, plon dobry i krowy tłuste…Tera ludzie dośli do śkoły i zara weśli do klasy, tam esce śkólnik psienknie podziękował i zaraz zaprosiuł jich na drugi dzionek, żeby wsystko zieli to sobzie do serca i podług tygo cynili. I tak co sobota i niedziółka chwalilim Pana Boga psieśniami adwentowymi”.
W XX w. symbolem adwentu stał się wieniec, na którym co niedziela zapalano kolejne świece. Każdy tydzień symbolizowała wstążka w innym kolorze: czerwona, żółta, srebrna, złota. Początkowo wieńce strojono w kościołach luterańskich i miastach, z czasem zwyczaj ten przejęli mieszkańcy wsi. Przeniknął on także do katolików. Czy można sobie wyobrazić współczesne święta bez choinki? A skądże! Ale jak na długość tradycji bożonarodzeniowych na Mazurach, to zjawisko stosunkowo „młode”. W 1865 r. berliński pastor Friedrich Oldenberg wizytujący Mazury pisał: „Nie ma tam ani drzewka bożonarodzeniowego, ani prezentów, należą one bowiem tylko do obyczajów domów niemieckich”.
Choinka była zwyczajem, który rozpowszechniał się dość szybko w prywatnych domach miejskich, dworach i pałacach, ale także w ośrodkach opiekuńczych. W 1886 r. w ukazującej się w ówczesnym Giżycku, „Gazecie Leckiej” pisano: „Lec, d. 25. grud. Wczoray wieczór o 4 godzinie było nabożeństwo w domu sierót. Wielka jodła, po mazursku jeglaska – była przybrana – i wielą świeckami oświecona. Nabożeństwo zaczęło się śpiewem sierot, zaczem pan ksiądz Trynkier [wikary Ernst Trincker] miał śliczną mowę do sierót i do wszystkich co tam byli, albowiem wielu słuchaczów było się na tę uroczystość znalazło. Zatem śpiewali sieroty różne pieśni na cztery głosy i powiadały na pamięć pieśni i mieysca [wyjątki z] pisma świętego. I redaktor [Marcin Gerss] miał mowę wierszem. Po nabożeństwie otrzymały wszystkie sieroty podarki różne, na wielką ich radość. Niech Pan Bóg temu domowi dobroczynnemu błogosławić raczy”.
Sprzed I wojny światowej pochodzi także fotografia z węgoborskiego (węgorzewskiego) zakładu dobroczynnego „Bethesda”, przedstawiająca grupę dzieci siedzących obok choinki. Najpewniej jeszcze na długo przed końcem XIX w. bożonarodzeniowe drzewka zaczęły „przenikać” do mazurskich chałup. Najprawdopodobniej „moda” ta była adoptowana we wsiach kilkoma drogami. W niektórych izbach – tak jak w mieszkaniach w mieście – wstawiano całe drzewka, nazywane jeglijkami. W innych u stropu zawieszano „do góry nogami” ścięty szczyt drzewka lub pęk świerkowych gałęzi związanych u góry, co także mogło przywodzić na myśl całe drzewko. Konstrukcje te zwano kierca, kerca, kierc, podobnie jak na Kurpiowszczyźnie określano pająki – konstrukcje ze słomek, ziaren grochu, fasoli, bibuły etc., które były wieszane w chatach na Wielkanoc i Boże Narodzenie. W niektórych miejscowościach, z czasem i choinki zwano kiercami. Mówiono: „strojo kierco rozmaitemi kietkami [łańcuchami] z nawlecony słomki i papsierków na nitce i esce do tego świeckami”. Teraz Gody były już tuż, tuż.
(Jerzy Łapo/Mazury według Jerzego).
Zgłoś naruszenie/Błąd
Oryginalne źródło ZOBACZ
Pozytywnie
Neutralnie
Negatywnie
Lubię to!
Super
Ekscytujący
Ciekawy
Smieszny
Smutny
Wściekły
Przerażony
Szokujący
Wzruszający
Rozczarowany
Zaskoczony
Prawda
Manipulacja
Fake news

Dodaj kanał RSS
Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS