A A+ A++

„Nie możemy przestać czynić tego co konieczne dla życia, aby czekać na Pana, ale trzeba jedynie przeżywać te czynności jako miejsce Jego przyjścia, miejsce naszego spotkania z Nim” – stwierdza rozważając fragment Ewangelii (Mt 24, 37-44) czytany w I niedzielę Adwentu roku A łaciński patriarcha Jerozolimy, abp Pierbattista Pizzaballa OFM.

Dziś rozpoczynamy nowy Rok Liturgiczny, w którym towarzyszyć nam będzie czytanie Ewangelii według św. Mateusza.

W tę pierwszą niedzielę Adwentu fragment Ewangelii (Mt 24, 37-44) został zaczerpnięty z rozdziału 24, który wraz z 25 przedstawia ostatnią z pięciu mów, które ewangelista zbiera w swojej relacji. Jest to mowa „eschatologiczna”: w obliczu mających nastąpić wydarzeń dramatycznych, Jezus przestrzega swoich uczniów, aby czuwali i potrafili przeżyć dzieje, nie trzymając się niczego innego, jak tylko pewności powrotu Pana.

Pewne jest bowiem, że Pan powróci, ale równie jest pewne, że nikt nie może znać tego czasu. Dzisiejszy fragment poprzedzony jest wersetem (Mt 24,36), w którym Jezus stwierdza, że tylko Ojciec zna czas wypełnienia się dziejów. Ta sama idee wieńczy dzisiejszy fragment (Mt 24,44), stanowiąc zarazem wtręt, jak i dając w ten sposób klucz do lektury. Syn Człowieczy przychodzi, ale w sposób i w czasie, którego nikt nie zna. Z tego powodu w każdej chwili musimy być przygotowani na Jego przyjście.

Ważne jest zatem, nie to, aby znać czas, lecz aby być czujnym, by umieć czekać.

Wydaje się natomiast, że wielkim zagrożeniem jest zapomnienie o tej prawdzie. Jezus daje jako przykład analizując i odczytując na nowo wydarzenie potopu. Współcześni Noemu są opisani jako ci, którzy zajmują się normalnymi sprawami: jedzą, piją, żenią się (Mt 24, 38). Najwyraźniej nie czynią nic złego, ale nie czynią nic innego, jak tylko to. Są całkowicie pochłonięci tymi sprawami, tak jak gdyby życie było tylko tym, jakby nie było nic innego, więc nie zauważają (Mt 24,39), że przeciwnie dzieje się coś innego.

Tak jest w odniesieniu do powrotu Pana (Mt 24,39).

I tu Jezus jest jeszcze bardziej jednoznaczny, gdy mówi, że dwaj ludzie będą na polu i jeden zostanie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie kobiety będą mleć na żarnach, jedna zostanie wzięta, a druga zostawiona (Mt 24,40-41). Jest to sposób powiedzenia, że robili dokładnie to samo, a nie różne rzeczy, rzeczy, które mogłyby uzasadnić inny wyrok. Nie chodzi o to, że jeden robił coś złego, ani gorszego niż drugi.

Ale jeden z nich został tam, bo dla niego istniało tylko to, życie się tam kończyło, nie oczekiwał niczego innego niż to, co przeżywał.

Chodzi więc o to, by robić te same rzeczy, normalne rzeczy w życiu, nic więcej. Ale, oczywiście, o robienie ich w inny sposób. Chodzi o to, żeby robić je ze świadomością, że nie są one wszystkim, że nie wyczerpują życia, nie zamykają perspektywy. Zatem kiedy Pan przyjdzie, my też możemy je porzucić, bo nie są w naszym życiu wszystkim. Chodzi o to, by przeżywać normalne sprawy życia uważając je za miejsce, gdzie Pan przychodzi, gdzie się objawia, gdzie można Go spotkać.

Są to wszystko dobre rzeczy, sprawy życia. Ale jeśli stanowią istotę naszego życia, jeśli nie oczekujemy niczego innego, te same rzeczy stają się naszą zgubą. Jeśli niczego nie brakuje temu, co robimy, jeśli jesteśmy przekonani, że wystarczy je robić i być może czynimy je dobrze, te same rzeczy stają się naszą śmiercią.

Dzisiejsza Ewangelia przestrzega nas także przed przeciwną skrajnością, mówiąc, że podobnie jak złodziej, który chce włamać się do domu, nie uprzedza, podobnie i Pan, nie ostrzega kiedy przyjdzie (Mt 24,43). Dlaczego nas nie ostrzega? Czy nie byłoby to lepsze, czy nie pomogłoby nam być bardziej gotowymi?

Istotnie, gdybyśmy wiedzieli, kiedy Pan przyjdzie, przestalibyśmy robić to, co czynimy każdego dnia, żeby na Niego czekać. Moglibyśmy pomyśleć, że gotowość oznacza zaprzestanie robienia tych rzeczy, o których mówiliśmy wcześniej, rzeczy związanych z normalnym życiem: jedzenie, picie, praca, małżeństwo… Natomiast Pan przychodzi właśnie tam, objawia się w tym, co zwyczajne, w normalności, w trudzie dnia powszedniego.
.
Tak oto rozpoczyna się Adwent: okres, w którym nie powinniśmy robić nic więcej ponad to, co już robimy, ale też nic mniej. Nie możemy przestać czynić tego co konieczne dla życia, aby czekać na Pana, ale trzeba jedynie przeżywać te czynności jako miejsce Jego przyjścia, miejsce naszego spotkania z Nim.

+ Pierbattista Pizzaballa

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułMessi, Neymar i Pogba w Call of Duty. Zwiastun zaprasza do kupowania skinów
Następny artykułNie tylko Kevin. HBO i HBO Max szykują ciekawe świąteczne filmy