A A+ A++

Okolice poligonu atomowego Tockoje (Тоцкий полигон) są znane Polakom. To właśnie w nieodległym Buzułuku w latach 1941-42 mieścił się sztab formowanej w ZSRS armii polskiej generała W. Andersa.

O tym, że „władza sowiecka” za nic miała życie zwyczajnych ludzi napisano tomy. Jednak obraz, jaki dzięki wysiłkom sowieckich propagandzistów utrwalił się w naszej świadomości, jest prawie westernowy.

Oto po dobrym Leninie przyszedł schwartzcharakter Stalin, który okazał się katem nad katy. Aż w końcu dobrotliwy Chruszczow ujawnił wszelkie jego niegodziwości, a ludziom żyło się lepiej…

Przenieśmy się w czasie do okresu tuż po śmierci Stalina. Oto Ławrientij Beria, za Stalina druga osoba w Państwie (szef bezpieki) wespół z Malenkowem doszli do wniosku, że system trzeba zmienić. Skoro Hitler pokrzyżował plany podboju świata, do czego Armia Czerwona przygotowywała się na początek lipca 1941 roku, jedyną możliwością ocalenia komunizmu (czytaj: władzy komisarzy) była zmiana, dzisiaj znana jako wariant chiński.

Po prostu liberalizacja gospodarki i zachowanie władzy rad.

Jak wiemy wybrano inny wariant. Beria został zastrzelony jako kat nad katy (choć Chruszczow na sumieniu miał więcej ofiar), Malenkow poszedł w odstawkę.

Postanowiono kontynuować myśl „wielkiego Lenina” i wprowadzić komunistyczne szczęście na całym świecie.

Ale wolny świat nie był tym samym, co w 1939 roku. Widziano już zagrożenie i potrafiono się obronić.

I tak narodziła się nowa koncepcja taktyczna.

II wojna światowa pokazała, że aby przełamać linie wroga należało wcześniej dokonać ataku artyleryjskiego. W tym celu koncentrowano na jednym kilometrze frontu do 400 dział kalibru co najmniej 75 mm (sumarycznie nawet 8 tysięcy). Wszystkie one waliły we wrogie okopy przez minimum godzinę. A gdy kurz opadł ruszały czołgi i piechota.

To jednak wymagało uprzednich przygotowań, łatwych do wykrycia przez przeciwnika.

Ale dzięki małżeństwu Rosenbergów sowieci dysponowali już bronią jądrową.

Zamiast podciągania dział, amunicji, tysięcy artylerzystów itp. wystarczył teoretycznie jeden samolot (rakiety wówczas były jeszcze za mało celne).

Plus bomba.  Wrogie siły powinny wyparować, a wtedy armia-wyzwolicielka mogłaby bez trudu wkroczyć do wnętrza zaatakowanego kraju. Trzeba było tylko wypróbować założenia w praktyce. Jak zwykle najsłabszym elementem planu mógł okazać się człowiek, który po prostu nie dałby rady przejść przez opad radioaktywny i spaloną ziemię.

Mniej więcej taka jest geneza operacji „Snieżok”. Po polsku śnieg, śnieżek…

Swoją drogą trudno odmówić cynizmu sowieckim dowódcom. Opad popiołów radioaktywnych przypomina bowiem opady śniegu.

Również poligon wybrano nieprzypadkowo. Teren przypominał nieco zachodnie Niemcy, domniemany teatr przyszłej wojny.

W miejscu zrzucenia bomby ułożono wielkie koło koloru białego z wymalowanym czarnym krzyżem (ok. 100 m). Pomimo tego zrzutu dokonano za drugim podejściem.

Bomba o mocy 38 – 40 kT (Hiroszima i Nagasaki razem) eksplodowała na wysokości 350 m. Około pół godziny po wybuchu przez punkt zero maszerowała dzielna Armia Czerwona – 45 tysięcy żołnierzy, wspartych przez 600 czołgów (w tym ciężkie typu IS-3), tyleż samo transporterów opancerzonych oraz 320 samolotów.

Uczestnikom „manewrów” wmawiano, że wybuch ma być symulowany. Co więcej, po przejściu przez obszar zero nie dokonano żadnych odkażeń. Żołnierze w napromieniowanych mundurach musieli odsłużyć do końca, co czasem trwało nawet kilka lat.

Szkody poniosła także ludność cywilna. By jak najbardziej zbliżyć ćwiczenia do rzeczywistości spodziewanego teatru wojny bombę zrzucono w pobliżu zamieszkałych wiosek!

Aż nie chce się wierzyć… Do najbliższej wsi było 8 kilometrów, zaś do czynnej szkoły podstawowej niespełna 10!

Zmiana wiatru spowodowała, że chmura radioaktywna powędrowała nad miasto Orenburg (wówczas Czkałow).

Szacuje się, że pod względem ilości ofiar „próba” w Tockoje zdecydowanie wyprzedziła katastrofę czarnobylską.

ZSRS po udowodnieniu, że atak przez chmurę atomową jest możliwy, stracił zainteresowanie ofiarami. Chorzy na raka zostali pozostawieni sami sobie i sowieckiej służbie zdrowia, dla której nawet ówczesna nasza była niedościgłym wzorem.

Co więcej, ze względu na tajność żaden nie mógł wykazać się nawet obecnością na poligonie. W papierach mieli bowiem wpisywane fikcyjne miejsca pobytu.

Dzisiaj stawiamy sobie pytanie, na ile ta zbrodnia była w ogóle potrzebna?

Przecież ówczesny rozwój Armii Czerwonej w praktyce wykluczał zastosowanie ćwiczonego wariantu w praktyce.

9 lat po wojnie ZSRS był krajem zacofanym. To, że dysponował bronią jądrową nie czyniło z niego mocarstwa. Przede wszystkim brakowało możliwości przeniesienia tejże broni na teren przeciwnika. Samolot bombowy Tu-4, z którego dokonano zrzutu, to była sowiecka kopia amerykańskiego bombowca B-29 (superfortecy).

O ile w połowie lat 1940-tych mógł uchodzić za nowoczesny, to już prawie 10 lat później był przestarzały pod każdym względem. Na dodatek sowieckie wykonanie powodowało, że nie osiągał takich parametrów lotu, jak amerykański pierwowzór.

To jednak była wiedza niedostępna dla cywilnych towarzyszy, łącznie z Chruszczowem. Dla kierownictwa ZSRS „Snieżok” był dowodem na możliwość zaatakowania „zgniłego Zachodu”.

I właśnie dlatego część historyków datę 14 września 1954 roku uważa za początek końca ZSRS i całego systemu.

Po doświadczeniu przeprowadzonym na żywych ludziach atak uznano za możliwy. Zamiast na przedmioty codziennego użytku wysiłek poszedł więc na rozwój sił zbrojnych. I eksport uzbrojenia do wszelkich ognisk zapalnych na całym świecie.

ZSRS stał się wszędzie rozpoznawalny dzięki Ak-47, popularnym kałasznikowie.

Taka polityka doprowadziła do upadku. Pod koniec istnienia ZSRS gensek Gorbaczow próbował odgrzebać stare pomysły Berii, ale na to było już za późno.

Nowopowstała Rosja musiała cofnąć się do granic z XVIII wieku (na zachodzie). W Azji straty terytorialne sięgnęły nawet czasów sprzed epoki Piotra Wielkiego.

Dzisiejsze potrząsanie szabelką przez Putina nie zmienia obrazu Rosji – nadal jest to kraj, którego udział w gospodarce światowej wyznaczają surowce.

Ot, taka współczesna kolonia.

Na szczęście z o wiele mniejszą strefą wpływów, niż trzy dekady wcześniej.

fot. pixabay

Oryginalne źródło: ZOBACZ
0
Udostępnij na fb
Udostępnij na twitter
Udostępnij na WhatsApp
Subskrybuj
Powiadom o
guest

Dodaj kanał RSS

Musisz być zalogowanym aby zaproponować nowy kanal RSS

Dodaj kanał RSS
0 komentarzy
Informacje zwrotne w treści
Wyświetl wszystkie komentarze
Poprzedni artykułAmazon podnosi pensje i szuka nowych pracowników. Na razie w USA
Następny artykułThunderbolts wrócą do uniwersum Domu Pomysłów. Znamy już nowy skład